Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki: To zaczynamy!


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 1: Koniec


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: bla bla"/„bla bla"


Pierwszą myślą po przebudzeniu młodego blondyna było „Au, moja głowa… BOLI." Drugą zaś, po otworzeniu jego jasnoniebieskich oczu… „CO, DO DIABŁA?!"

Tak oto rozpoczęło się nowe życie Uzumaki'ego Naruto, syna Yondaime Hokage, jinchuuriki'ego Kyuubi'ego no Kitsune.


*Wspomnienie*

Widział rzeczy znane niewielu osobom, takie, których nikt nigdy nie chciał doświadczyć. Narodził się znając nienawiść i strach. W przeciągu kilku godzin po przyjściu na świat stracił więcej, niż niektórzy są w stanie stracić w przeciągu życia, stracił oboje rodziców… i został przeklęty na resztę swoich dni, które, swoją drogą, też mogły nie trwać długo. To była jednak łatwiejsza część historii.

Gdy dorastał będąc pogardzanym, wywołując strach, był zbyt uparty, żeby kiedykolwiek się poddać, ulec. Stał się ninja w dniu, kiedy dowiedział się prawdy o byciu jinchuurikim Kyuubi'ego. Jego późniejsze życie zaczęło stawać się coraz lepsze, zyskał ludzi, których mógł teraz nazywać przyjaciółmi, nawet kogoś bliskiego osobie brata.

*Oczami Naruto*

Wtedy przyszedł on, Orochimaru-teme. Zabrał tego, kogo w końcu nazwałem bratem. Wąż zaatakował MÓJ dom, to ON był przyczyną śmierci wszystkich bliskich mi osób. Moja wioska została zniszczona. Nazywam się Naruto Uzumaki-Namikaze.

W ostatniej walce o Konohę w szranki stanęła Dziewiątka Nowicjuszy oraz Drużyna Gai'a… poza Sasuke. Przez wojnę z Dźwiękiem i Skałą siły Konohy bardzo zmalały. Jedyną przyczyną, dlaczego dotrwaliśmy do rozstrzygającej walki, było to, że przez lata staliśmy się silni… i mieliśmy sporo szczęścia.

Finalna wojna okazała się gorsza od wszystkiego, co do tej pory przeszliśmy. Przed moimi oczami widziałem śmierć moich usiłujących mnie obronić przyjaciół… po to, żeby mnie nie zabrali, żeby Madara Uchiha i reszta Akatsuki nie wyciągnęli ze mnie Kyuubi'ego. Wiedziałem, że bronienie mnie było sprawą większej wagi, ale… to dalej byłem JA, dla którego ginęli MOI bliscy, ludzie, których to JA powinienem był chronić.

Chcieli, bym nie uczestniczył w walce, bym odszedł i gdzieś się ukrył i w ten sposób uniknął schwytania. Odmówiłem, chciałem pomóc. Nie mogłem zwiać i się schować… to tak jakbym poddał się i porzucił moich przyjaciół. I tak to nie miało już znaczenia. Wszyscy zginęli. Jedynym pozytywem był fakt, że w końcu pozbyłem się tego pieprzonego węża, który zabrał mi Sasuke… no i kilku członków Akatsuki. Widzicie, Akatsuki i Orochimaru nie bez powodu połączyli siły. Oni po prostu wiedzieli, że ostatnia walka Konohy z Iwą oraz Dźwiękiem będzie idealnym odwróceniem uwagi.

Przynajmniej nie będę musiał żyć w nieskończoność bez moich bliskich. Moje serce zostało zniszczone, naprawdę zniszczone, gdy dostałem w nie prosto z Chidori. Nawet Kyuubi nie potrafił zregenerować całego mięśnia. Całkiem ironiczne… śmierć moich ludzi i unicestwienie mojego serca.

Naruto… umieramy…

Czy to coś znaczy… i tak już wszystkich nie ma.

chyba mogę znać sposób, jak to naprawić…

Co masz na myśli przez „naprawić"?

Możemy wrócić do czasów, zanim to wszystko się wydarzyło, zmienić bieg wydarzeń.

Co mam zrobić?

Musisz narysować mój znak na twojej ręce, posłuż się swoją krwią. Wtedy wróć tu szybko, nie mamy zbyt wiele czasu.

*Narrator*

Naruto wyszedł ze swojej podświadomości i uczynił tak, jak polecił mu Kyuubi no Kitsune. Nie było to nic trudnego - jak na ironię kanji dla cyfry dziewięć. Poruszał się z trudem, nie mógł oddychać. Tuż obok niego leżało ciało Sasuke. Odkąd Naruto zaczął praktykować tworzenie pieczęci, stał się o wiele lepszy w kaligrafii. Po stworzeniu znaku ponownie spotkał się z czekającym na niego Dziewięcioogoniastym.

Szybciej Naruto, podejdź do pieczęci.

Gdyby demon poprosił go o to samo pięć lat temu, jedyną odpowiedzią, jaką by od niego usłyszał, byłoby „nigdy w życiu!". W ciągu wielu stoczonych bitw Kyuubi i teraz już osiemnastoletni Naruto zmienili się, stali się sobie bliżsi. Dziewięcioogoniasta Bestia odczuwała każdą emocję blondyna. Z początku demon był wściekły, zgorzkniały – w końcu ON, najsilniejszy spośród wszystkich Bijuu został pokonany przez marnego ningena! Nie dbał więc o to, że jego syn cierpiał. Czas jednak małymi krokami to zmienił. Naruto nie był już tylko synem jego ojca, był chłopakiem, który zawsze wstawał po upadku – nieważne od jego przyczyny.

Tak więc Uzumaki wszedł bez słowa do klatki znajdującej się za pieczenią Czwartego, klatki mieszczącej najsilniejszego z Bijuu. Blondyn w porównaniu do Lisa wyglądał niczym mrówka, ale nie odczuwał strachu. Kyuubi był częścią Naruto zapieczętowaną nie tylko w jego ciele, ale także aż do samego końca związaną z jego duszą.

Demon oplótł swoje ogony wokół młodego ninja.

Heh, gówniarz nie powiedział, w którym dokładnie momencie chciałby wylądować, więc zgaduję, że wybór należy do mnie. Troszkę go „zaskoczę" – pomyślał.

Poziom chakry Bestii zaczął wzrastać niesamowicie szybko i potężnie, czerwona aura skondensowała się tak mocno, że zrobiło się niemal czarno… i wtedy coś pękło, chakra z Kyuubim i znajdującym się w środku Naruto wydała się eksplodować… nastała ciemność.

*Koniec wspomnienia*


*Oczami Naruto*

Au, moja głowa… BOLI. Powoli otworzyłem oczy, by się zlokalizować i wtedy poczułem, że się poruszam. CO, DO DIABŁA?!

Tak oto rozpoczęło się nowe życie Uzumaki'ego Naruto, syna Yondaime Hokage, jinchuuriki'ego Kyuubi'ego no Kitsune.


Od tłumaczki: Koniec! Tak, tak, wiem, jest trochę zamęt ze zmianami osoby mówiącej, wspomnieniami i tym podobne. Jest tak w oryginale, więc nie wprowadzam zbyt wielkich zmian, ale tak czy inaczej staram się przetłumaczyć to w jak najbardziej przejrzysty dla czytelnika sposób i ciut zmienić formę, nie wychodząc jednak poza pewne granice.

Dajcie znać, co o tym myślicie! Z góry przepraszam za błędy, człowiek serio wypada z formy po dłuższych okresach braku kontaktu z językami/pisaniem.

Do następnego!

ningen - człowiek