Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Nieoczekiwany Początek
Rozdział 2: Dzień Pierwszy
Myśli: „bla bla"
Dialogi: „bla bla"
Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"
„CO, DO DIABŁA?!" Pomyślał Naruto, gdy zorientował się, że jest niesiony przez nikogo innego, jak samego Yondaime Hokage, jego ojca… a gdyby jeszcze czasem było mało, to nasz bohater urodził się zaledwie kilka godzin wcześniej. Nie powiedziałem Kyuu, gdzie ma nas przenieść. Blondyn był zły na siebie.
Naruto spojrzał na swojego tatę, który miał identyczne jak on nastroszone włosy koloru blond. Usiłował zdecydować się, czy powinien być wściekły na trzymającego go na rękach mężczyznę, czy może uspokoić się i spróbować zapamiętać to uczucie bycia blisko, zapach. Minato musiał zauważyć jego intensywne spojrzenie, ponieważ mimo że wciąż poruszał się skacząc pomiędzy drzewami, zwrócił na niego uwagę. W tym momencie Naruto mógł dostrzec jego własne, wpatrujące się w niego oczy i nie mógł nic poradzić, tylko się uśmiechnąć.
To mój ojciec, on tylko próbuje ochronić wioskę. Myśli, że uczyni ze mnie bohatera. To nie z jego winy mieszkańcy Konohy są głupi… więc skoro ich nie nienawidzę, to czemu mam akurat jego wszystkim obarczać?
Minato spojrzał na syna, po czym obdarował go pełnym dumy uśmiechem.
- Naruto, synu… masz zaledwie kilka godzin, a już jesteś taki silny. Wiesz, większość niemowląt płakałoby z powodu zimna, miałoby zamknięte, jeszcze nieprzyzwyczajone do światła oczy… a ty się jeszcze uśmiechasz – mężczyzna podniósł wzrok, przyglądając się odległej już tylko o kilka mil masywnej sylwetce Kyuubi'ego. – Tak bardzo chciałbym widzieć, jak dorastasz… jesteś silnym dzieckiem – na to maluch posmutniał – niespotykany jak na nowonarodzone dziecko widok. Chciał pomóc swojemu ojcu, chciał go uratować.
Dotarli na miejsce. Yondaime przez chwilę mocniej przytulił młodszego blondyna, po czym delikatnie ułożył go na ziemi i zaczął tworzyć pieczęć. Jak tylko zdjął okrywający brzuch Naruto koc, jego źrenice rozszerzyły się, a serce na chwilę stanęło. Na brzuchu jego syna znajdowała się ta sama pieczęć, którą miał właśnie zamiar wykonać.
Uzumaki na to tylko ciągle się uśmiechał, przypatrując się wszystkiemu zagadkowym wzrokiem. Chwilę później ryk Kyuubi'ego wyrwał Minato z osłupienia. Nie miał czasu na myślenie. Pieczęć już tu była, więc zostało mu tylko przywołanie Gamabunty, zwrócenie na siebie uwagi Lisa oraz zakończenie techniki.
Naruto obserwował, jak jego ojciec odchodzi, by przywołać Szefa Ropuch, by przygotować się na poświęcenie… Przecież pieczęć już jest aktywna, więzi Kyuubi'ego z przyszłości, czuję go. W tym momencie chłopak wpadł na jeden z tych pomysłów, dzięki którym zyskał przydomek najbardziej nieprzewidywalnego ninja, no i jak to przystało na niego - od razu zaczął działać.
Oi! Kyuubi! Słyszysz mnie?
Usłyszał w myślach warkot, którym kompletnie się nie przejął. Musiał szybko zareagować.
Co jest, szczeniaku? Próbuję spać. Wiesz, podróże w czasie nie są takie proste.
Sorki Kyuu, ale muszę się szybko dowiedzieć, czy istnieje jakiś sposób na wciągniecie Dziewięcioogoniastego z tego czasu do pieczęci zanim mój tata sam spróbuje to zrobić. Nasze dusze są połączone na wieczność, a szalejący Bijuu jest częścią ciebie, więc musi być jakieś wyjście.
Hn. Masz rację dzieciaku. Normalnie przypuściłbym, że automatycznie połączę się z drugim mną, ale jako że nie podróżuję zbyt często w czasie, mogłem się pomylić. Tak samo powinno stać się z tobą… ale ponieważ nasze dusze są związane, stało się coś niezwykłego. Spróbuj skumulować na zewnątrz nasze chakry. Powinny przyciągnąć tamtą duszę.
Na zewnątrz minęło zaledwie kilka sekund, ale Czwarty już zaczął formować ręczne znaki. Naruto musiał się spieszyć. Przez pieczęć na swoim brzuchu skondensował pozostałą po podróży w czasie oraz finalnej walce chakrę jego oraz jego partnera, która, swoją drogą, miała wartość Jednego Ogona. Uzumaki miał również własne zasoby, które na całe szczęście zabrał ze sobą. Powinno wystarczyć.
Gdy chakra rozbłysła, Minato zatrzymał się, zszokowany, a to pozwoliło naszemu bohaterowi na dotarcie do drugiej Bestii oraz rozpoczęcie procesu wchłaniania jej duszy.
Paliło. Naruto ledwo mógł powstrzymać się od krzyku. Tym razem będzie inaczej. Nie pozwoli swojemu ojcu na działanie. Musiał wytrzymać.
Wkrótce było już po wszystkim. Ciało drugiego Kyuubi'ego padło na ziemię, po czym rozpłynęło się w płomieniach. Myśli Minato krążyły gdzieś wokół zdania „co się, u licha, właśnie wydarzyło?", ale niedługo później się otrząsnął.
Młody Namikaze był tak bardzo zmęczony… w końcu nie na co dzień małe dziecko jest tak długo przytomne, pokonuje Bijuu i zmienia świat w czasie swojego pierwszego dnia na Ziemi. Ostatnią rzeczą, jaką ujrzał przed oddaniem się w nieświadomość, była sylwetka zdążającego do niego jego ojca, który to następnie delikatnie wziął go w ramiona i mocno do siebie przytulił.
Chwilę później Czwarty Hokage wyczuł nadchodzącego Jiraiyę-sensei. Sage zatrzymał się przed nim, ciężko oddychając, z widoczną troską na twarzy.
- Minato, co się stało z Kyuubim? Wszystko z tobą w porządku? – zapytał.
- Ze mną wszystko dobrze, sensei… a co do twojego pierwszego pytania… sam nie jestem pewien, co się właśnie wydarzyło – odparł zgodnie z prawdą, drapiąc się w charakterystyczny sposób w tył głowy. – Sądzę, że zapieczętowanie skończyło się sukcesem, ale też nie dam sobie ręki uciąć – dodał.
Jiraiya zbladł, spoglądając na Naruto.
- Co masz na myśli przez „nie jestem pewien, co się wydarzyło"?
Gdyby był to ktoś inny, Minato z pewnością nic by mu nie wyjawił, zwłaszcza, gdy w grę chodziło dobro jego syna… ale rozmawiał ze swoim sensei, któremu ufał jak nikomu innemu… no może prócz podglądania jego żony, ale to zupełnie inna sprawa. Zrelacjonował więc bieg wydarzeń i poprosił, by przekazać wszystkim, że Kyuubi'ego już nie ma, bez zdradzania szczegółów – sprawę rozwiąże kolejnego dnia. Zabrał Naruto do domu, po czym wycieńczony zasnął tuż obok niego na łóżku.
Od tłumaczki: Dziękuję za zainteresowanie! Każdy odzew z Waszej strony = wielki uśmiech na mojej twarzy :) Arigatou!
