Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 3: Kłamstwa i Jinchuuriki


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: bla bla"/„bla bla"


Kolejnego dnia Minato powoli otworzył oczy, przed którymi ujrzał twarz swojego nowonarodzonego syna. Naruto dalej beztrosko spał. W tym momencie wszystko wydawało się takie perfekcyjne…

Nie… gdyby była tu Kushina… wtedy byłoby perfekcyjnie. Blond Hokage westchnął, wiedząc, że nigdy się to nie ziści.


*Wspomnienie*

Yondaime kołysał w rękach swojego syna. Jeszcze nigdy w życiu nie był zarazem tak bardzo szczęśliwy i tak bardzo smutny… Szczęśliwy, bo stał się ojcem. Przybity, ponieważ jego żona umarła podczas porodu. Jego śliczna Kushina… odeszła. W czasie przyjścia na świat Naruto zaszły komplikacje. Oczy Czwartego zaszkliły się, kiedy jeden z lekarzy wyszedł z sali i powiedział „Hokage-sama… nie udało nam się jej uratować. Tak bardzo mi przykro." Była mowa o utracie zbyt dużej ilości krwi – przez atak Kyuubi'ego zużyli zbyt wiele tego cennego płynu. Zabrakło też czasu na transfuzję. Czerwonowłosa wykrwawiała się zbyt szybko. Minato po prostu stał tam, nieobecny, czuł się tak, jakby właśnie dostał Rasenganem w brzuch… Jedyną rzeczą, która trzymała go na nogach, było znajdujące się w jego ramionach dziecko… jego dziecko.

Czuł, że Kyuubi nadchodzi. Nie miał czasu na żałobę. Musiał zapieczętować Bestię… wioska będzie bezpieczna, a Naruto stanie się bohaterem… nie było innego sposobu.

*Koniec wspomnienia*


Musiał istnieć jeszcze jakiś inny sposób na powstrzymanie go… Minato spuścił wzrok, napotykając ciekawskie spojrzenie przytomnego już Naruto. Serce mu zmiękło. Obdarował chłopca małym uśmiechem, delikatnie głaszcząc go dłonią po oznakowanym wąsami policzku, po tak bardzo podobnych do jego złotych lokach.

*Oczami Naruto*

Obudziłem się i przekonałem, że nie jest to jakiś powariowany sen. Naprawdę przeniosłem się w czasie, uratowałem mojego tatę… i tak, wczoraj się urodziłem (po ostatniej myśli usłyszałem gdzieś w tle chichot Kyuubi'ego). Przyjrzałem się leżącemu przy mnie mężczyźnie. Przez chwilę wyglądał na zamyślonego i zdołowanego… póki nie zwrócił na mnie uwagi. Jeszcze nikt nigdy tak na mnie nie patrzył… nawet Ero-Sennin i Baa-chan. Wtedy dotknął moich policzków… równie nowe uczucie. Ludzie albo się mnie bali, albo sam nie chciałem być tam dotykany. Byłem tak zszokowany, że nie mogłem zaprotestować. Mogłem usłyszeć, jak mój ojciec wzdycha i mówi po cichu:

- Co ja im, u licha, powiem?

*Narrator*

Minato przewrócił się na plecy, jedną ręką przytulając młodszego blondyna. Zaczął głośno myśleć:

- Nie mogę wyjawić im prawdy… w końcu sam nie mam pojęcia, co się stało – mężczyzna ponownie westchnął, zdenerwowany, że nie może tego rozwikłać. Wtedy dodał: - Poza tym to sprawi, że pieczętowanie zacznie być podejrzane, a ostatnią rzeczą, jaką potrzebujemy, to ich gadanie i wątpliwości co do twojego bycia pod kontrolą. Lepiej sprawdzę pieczęć, by w razie czego uspokoić radę.

Tak też uczynił.

Mogłem wyczuć chakrę mojego taty. Starałem się nie zachowywać podejrzanie, leżeć nieruchomo, jak gdyby nigdy nic. Po kilku minutach już było po – tata uśmiechnął się i powiedział, że jest idealnie, tak jak planował – pomyślał Naruto, po czym obdarował Czwartego swoim firmowym uśmiechem.

Minato przez chwilę zamyślił się, po czym znowu zaczął mówić.

- Powiem radzie, że w ostatniej chwili odkryłem inną pieczęć, którą byłem w stanie uaktywnić i o której oni nie mieli szansy się dowiedzieć. Jedyną zaufaną osobą jest Sandaime, więc jeżeli się zapyta, po prostu powiem mu mniej więcej całą prawdę. Poza tym sądzę, że już w momencie pieczętowania zaczął tworzyć odpowiednie prawo zakazujące mówienia o będącym w tobie Kyuubim, tak więc póki co możemy nie obawiać się czyhających na jego moc wrogów.

Ostatecznie ta wersja zdarzeń została przez wszystkich przyjęta. Pod koniec tygodnia Minato ogłosił mieszkańcom wioski, że Naruto jest jego synem, dziedzicem klanu Namikaze. Dowiedzieli się oni również o statucie chłopca – jinchuuriki'ego Dziewięcioogoniastego, ale jako że zostali już wcześniej poinformowani o jego pochodzeniu, nie żywili do niego aż takich negatywnych uczuć jak to było za „pierwszym razem". Poza tym wszyscy już niedługo później przekonali się na własnej skórze, że nikt, ABSOLUTNIE NIKT, kto zadziera z synem Minato Namikaze, nie uchodzi z tego w jednym kawałku – i to nie dlatego, że Czwarty osobiście to zademonstrował, ale dlatego, że każdy doskonale wiedział, jak bardzo opiekuńczym był ojcem. Oprócz tego nikt nie był na tyle głupi, by nie zrozumieć zawartego w wystąpieniu Minato ostrzeżenia.

Poza statusem jinchuuriki'ego, narodzenie Syna Hokage dało mieszkańcom Liścia nową nadzieję w czasach, gdy odbudowywali to, co zostało zniszczone w czasie ataku Lisa i chowali tych, którzy wtedy zginęli. Niedługo później już nikt nie żywił do chłopca negatywnych emocji – w końcu on i ich bohater byli do siebie podobni jak dwie krople wody. Każdy, kto przebywał w otoczeniu Naruto, nie mógł o nim powiedzieć nic złego. Młody Namikaze nigdy nie płakał. Kiedy czegoś potrzebował, najzwyczajniej w świecie zwracał na siebie uwagę swojego ojca przez urocze „aaa" – w sumie co się dziwić, jak ukończył dopiero kilka miesięcy.


Od autorki: Przepraszam za nudny rozdział, ale po prostu musiałam wprowadzić zaczątek do przyszłych, zaplanowanych już wydarzeń.


Od tłumaczki: Jak pewnie zauważyliście, jest pewna różnica w śmierci Kushiny tu, a jej śmierci w mandze – wszystko dlatego, jak wcześniej już wspomniałam, że historia ta była tworzona parę lat temu. Tak więc nie dziwcie się zmianami tu i tam ;) No i owszem, póki co mamy zaczątek akcji, wprowadzenie swoistego tła wydarzeń, ale niebawem zacznie się prawdziwa zabawa :D Pozdrawiam!