Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 7: Pytania


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: bla bla"/„bla bla"


Kiedy Minato dotarł do Naruto, ulżyło mu, że zastał syna w jednym kawałku. Prawie nie zdążył tylko dostrzec, że dziecko wyglądało na zmęczone, ubrudzone… tak jakby przez dłuższy czas bawiło się na zewnątrz albo… trenowało. Uwaga Czwartego została jednak szybko odwrócona, gdy kobieta, która znajdowała się przed chwilą przed Naruto, szybko się wycofała. To oznaczało, że była shinobi, a po drugie nie służyła Liściowi. Jego ninja bowiem byli już dawno przyzwyczajeni do jego pojawiania się znikąd i żaden z nich nie odskoczyłby tak, jak właśnie zrobiła to kunoichi.

Szpiedzy z Iwy odczuwali przerażenie – posiadali umiejętności przeciętnego chuunina, znajdowali się na terytorium wroga, co już samo w sobie stanowiło niebezpieczną mieszankę. W tym momencie jednak stali przez Legendarnym Żółtym Błyskiem Konohy, Yondaime Hokage. Minato Namikaze został zapisany w kartach historii jako najmłodszy shinobi, na którego sam widok należało bezwzględnie uciekać – i to był rozkaz. Pobił także rekord największej liczby zabitych poprzez jedno jutsu. Dodatkowo szpiedzy zostali przyłapani na bezpośrednim kontakcie z jego dzieckiem. Tak, sprawy miały się naprawdę źle.


Minato nie marzył o niczym innym, jak tylko wzięciu na ręce i przytuleniu Naruto. Wiedział jednak, że gdyby doszło do walki, to będą mu potrzebne obydwie dłonie. Spróbował więc schować za sobą chłopca tak, by maksymalnie go zasłonić, w międzyczasie ani na sekundę nie zdejmując z wrogów wzroku. Zaskakująco blondynek sam doskonale wiedział, gdzie powinien iść.

Czwarty miał już serdecznie dosyć wpatrywania się w siebie nawzajem.

- Kim jesteście i co robicie w Konosze? – zawołał.

Trójka z Iwy zdecydowała, że nadszedł najwyższy czas na wianie, gdzie pieprz rośnie – rozbiegli się więc w trzech kierunkach. Minato przez sekundę zawahał się, czy powinien się za nimi teleportować i zostawić Naruto samego, ale z drugiej strony wiedział, że w razie czego zdąży bez problemu wrócić.

Parę sekund później wszyscy leżeli już znokautowani poprzez odpowiedni cios w szyję, a blond kage z powrotem teleportował się do syna. Szybko przeegzaminował go od stóp po czubek głowy, znajdując tylko kilka zadrapań, które prawdopodobnie powstały już przed paroma dniami – były częściowo zaleczone. Wziął zatem dziecko na ręce i przetransportował ich za pomocą Hiraishin no Jutsu do swojego biura. Rozkazał także ANBU zająć się szpiegami i dostarczyć ich do Ibiki'ego, do Wydziału Przesłuchań i Tortur.

Ojciec i syn w końcu byli sami. Minato usiadł przy biurku z młodszym blondynem na kolanach, po czym westchnął z ulgą, że wszystko dobrze się skończyło. W końcu miał czas, by zastanowić się, jak do tego doszło. Naruto miał dopiero niecałe dwa latka, ale jako że już dosyć dobrze mówił, Yondaime postanowił delikatnie się go wypytać.


Naruto doskonale wiedział, co go czeka od momentu, w którym to przywołał do siebie swojego tatę. Musiał teraz wpaść na cokolwiek, co mógłby mu powiedzieć jednocześnie nie kłamiąc. NIE MÓGŁ by go okłamać. Musiał znaleźć sposób, by ominąć prawdę jednocześnie bez oszustwa… a jeżeli pomysł zawiedzie, będzie zmuszony powiedzieć, jak było… albo przynajmniej jakąś tego część.

Minato usadowił go na kolanie tak, by dobrze mu się przyjrzeć.

Oto nadchodzi.

- Naruto, czy wiesz, co się stało?

Okej, mogę spróbować grać na zwłokę, chyba że zada konkretne pytanie.

- Umm… ale że co? – pytaniem na pytanie, klasyczna sztuka wykrętu.

Czwarty więc sprecyzował:

- Jak znalazłeś się na tym polu?

Okej, mamy więc specyficzne pytanie, pewnie zapędzę się w róg, ale spróbuję chociaż z prostą odpowiedzią.

- Sam tu przyszedłem.

Nie powinieneś był tego mówić, szczeniaku – mruknął Kyuubi.

Teraz Minato miał MNÓSTWO pytań, ale musiał je zadać w sposób prosty - tak, by dziecko go zrozumiało (a przynajmniej tak myślał).

- Co masz na myśli przez to, że tu przyszedłeś? Pamiętasz, że poszedłeś z tatusiem do jego biura?

Nie, Kyuu, teraz to dopiero go zmieszam.

Nie próbowałbym tego, dzieciaku. Jeżeli go nie okłamiesz, może sam wpaść na to, co masz na myśli. Już prawdopodobnie po jego głowie krąży kilka pomysłów, a jeżeli podsuniesz mu zbyt wiele fragmentów układanki, może połączyć je w całość.

Wiem, ale nie przychodzi mi do głowy żadne inne rozwiązanie, a on czeka, aż się odezwę.

- Tak, tatusiu, to też zrobiłem.

Teraz Minato nie był już w ogóle pewien, czy jego syn odpowie na kolejne pytanie, ale jeżeli miał na myśli to, co właśnie on miał na myśli…

- Jak to zrobiłeś i w tym samym czasie także przyszedłeś na pole, Naruto?

Okej, NAPRAWDĘ miałem nadzieję, że mnie o to nie zapyta.

Yondaime spostrzegł, że dziecko wygląda na wystraszone i od razu przeszedł w tryb nadopiekuńczego rodzica.

- Naruto, wszystko jest w porządku. Możesz mi powiedzieć. Nie będę zły – powiedział miękkim głosem i położył dłoń na głowie chłopca.

Blondynek uniósł wzrok i przyjrzał się zatroskanej twarzy ojca. Czasami zapominał, jak bardzo się o niego martwił. W jego pierwszym życiu nikt o niego nie dbał, odkąd pamiętał sam musiał się sobą zajmować. Owszem, odwiedzał go staruszek Sandaime i upewniał się, że ma wystarczająco pieniędzy na jedzenie. Jiraya… był wspaniałym przyjacielem, sensei, mentorem, nawet zginął próbując uchronić go przed Akatsuki. Nikt jednak o niego się nie troszczył. Nikt nie przytulał, kiedy miał w nocy koszmary czy przejmował się, że zachoruje (nie żeby w ogóle była jakaś na to szansa) czy po prostu był szczęśliwy z samego faktu, że jest tuż obok niego. Otrzymał dopiero na to szansę w drugim życiu.

Te słowa, zatroskanie na twarzy taty, dłoń w dalszym ciągu czule na głowie… Naruto musiał mu coś dać. Już miał zamiar mu wszystko powiedzieć, gdy powstrzymały go pełne dezaprobaty słowa Dziewięcioogoniastego:

Nie będziemy wiedzieć, jaka czeka nas przyszłość, a przez to nie będziemy potrafili niczego zmienić.

Musiał uratować swoich przyjaciół… nie mógł tego zaryzykować. W dalszym ciągu mógł jednak podzielić się choć cząstką prawdy.

- Użyłem Kage Bunshin, tatusiu – odparł Uzumaki, mając nadzieję, że nie popełnił właśnie zbyt dużego błędu.

Minato znieruchomiał.

JAK, U LICHA, MAŁE DZIECKO ZDOŁAŁO SIĘ NAUCZYĆ, A CO DOPIERO UŻYWAĆ ZAKAZANEGO NINJUTSU RANGI A?

Oczywiście na zewnątrz nic nie pokazał, nie chcąc przestraszyć synka. Wziął głęboki wdech i zadał kolejne pytanie:

- Naruto, jak nauczyłeś się techniki Kage Bunshin? I dlaczego użyłeś podstępu, bym myślał, że jesteś razem ze mną?

Tym razem chłopiec szybko zareagował:

- Nauczyłem się tego ze Zwoju Pieczęci – wskazał palcem na pokój, w którym ów przedmiot się znajdował.

Okej, tym razem nie jest to kłamstwo.

W międzyczasie Czwarty zastanawiał się, jak to się stało, że nie zauważył bawiącego się zwojem dziecka.

- I nie chciałem, żebyś się martwił, kiedy mnie nie ma. Dlatego chciałem, abyś myślał, że jestem z tobą – Naruto dokończył wypowiedź.

- Dlaczego poszedłeś sam na to pole? – zapytał mężczyzna.

- Żeby trenować – prosta odpowiedź.

- Jak? Nie wiedziałem, że potrafisz tak dobrze czytać. Pomógł ci ktoś? – naciskał Czwarty.

- Robiłem ćwiczenia chakry. Nikt mi nie pomógł w czytaniu. Skupiłem się tylko na dużych słowach – odparł blondynek lekko się wiercąc.

Dalej prawda. W rzeczy samej tak było kiedy po raz pierwszy to czytałem.

Minato westchnął.

- Naruto, nie powinieneś bawić się rzeczami taty. Nie wiem, w jaki sposób udało ci się tego nauczyć, ale to jutsu jest niebezpieczne. Pewnie zauważyłeś, że kiedy zniknie klon, to wtedy robisz się zmęczony. Naruto, jeśli zrobisz ich zbyt dużo i każesz im robić zbyt skomplikowane rzeczy, możesz tak się zmęczyć, że zaśniesz… i nigdy się nie obudzisz. Może cię to zabić – chłopiec wbił wzrok w ziemię. Wiedział co prawda, że nigdy mu się to nie przydarzy – Kyuubi w życiu by mu nie pozwolił na tak głupią śmierć – ale w dalszym ciągu czuł się źle, że aż tak bardzo zmartwił swojego tatę.

Podniósł wzrok i spróbował go uspokoić:

- Ale tatuś, potrafię zrobić ich duużo – Czwarty spojrzał na syna nieco sceptycznie. Zastanawiał się, co dziecko myślało poprzez słowo „dużo". Posłał synowi uśmieszek.

- Okej, Naruto. Co powiesz na to, że jutro RAZEM pójdziemy na pole treningowe i wtedy pokażesz mi, jak dużo umiesz ich zrobić, a także twoje ćwiczenia?

Jinchuuriki Kyuubi'ego radośnie się uśmiechnął.

- Okej! A możemy pójść teraz na ramen, tatusiu?