Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Pięknie uśmiecham się o komentarze. Klawiatura naprawdę nie gryzie :)
maro17: Jasne, że będzie kontynuacja moich wszystkich tłumaczeń! Gdybym kiedykolwiek miała coś zawieszać, porzucać, informację z pewnością znajdziecie albo na moim profilu, albo w historiach :) Obecnie mam sporo nauki na głowie i nie za bardzo mam czas, ale na 100% nie zamierzam niczego zostawiać! ;) Za bardzo to lubię :D Pozdrawiam i dziękuję za odzew!
Nieoczekiwany Początek
Rozdział 8: Popisy & Pierwsze Spotkanie z Sasuke
Myśli: „bla bla"
Dialogi: „bla bla"
Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"
Następny dzień przyszedł szybko dla Naruto, który był niezwykle podekscytowany wizją pokazania ojcu swoich umiejętności. Chłopak może i miał 18 lat wspomnień, ale, jako że znajdował się w ciele dziecka, nawet nie próbował zachowywać się bardziej dorośle.
Blondyn wstał, zakradł się do pokoju Minato i wskoczył mu na łóżko. Hokage jeszcze smacznie spał, więc Uzumaki postanowił zrobić to, co na jego miejscu zrobiłoby każde podekscytowane dwuletnie dziecko:
- TATUSIU WSTAWAJ!
Starszy blondyn błyskawicznie się podniósł i praktycznie złapał Naruto w locie, połowicznie będąc jeszcze w krainie snów. Chłopiec na to tylko się zaśmiał. Po zdaniu sobie sprawy, że nic się nie dzieje, Yondaime zajęczał i osunął się na poduszkę.
- Tatuś, chodź, wstawaj… - zajęczał jego syn.
- Czemu? – Minato spytał przez sen.
- Ponieważ obiecałeś, że dzisiaj będę mógł ci pokazać swoje klony! – odparł podekscytowany Naruto.
Kage westchnął wiedząc, że nici z dalszego wylegiwania się. Usiadł.
- Dobrze, Naruto, już wstaję.
- Tak jest! – chłopiec uniósł wesoło obydwie ręce. Minato uśmiechnął się na jego entuzjazm.
Chwilę potem obydwaj się przebrali, zjedli śniadanie w postaci zdrowej jajecznicy i tostów – przecież nie można ciągle żywić się ramen – oraz wyszli z domu.
Uzumaki wpadł na pole treningowe numer siedem razem z siedzącym mu na ogonie Czwartym.
- Okej, Naruto. Zobaczmy, co potrafisz. Pokaż, ile stworzysz Cienistych Klonów.
Chłopiec nie widział sensu w dalszym kryciu się akurat z tą umiejętnością, ujawnił więc swoje rzeczywiste, na dzień obecny, pokłady chakry.
- Robi się! – odkrzyknął i obrócił się tak, by mieć dobry widok na twarz swojego rodzica. Wykonał pieczęć i wymówił nazwę swojego ulubionego jutsu:
- Kage Bunshin no Jutsu!
Po zniknięciu dymu oczom Minato ukazało się pięćdziesiąt identycznych blondynków.
Zamarł.
Kiedy Naruto powiedział, że potrafi stworzyć ich wiele, sądziłem, że będzie to maksimum dziesięć. Już to samo w sobie byłoby niewiarygodne, ale… PIĘĆDZIESIĄT SOLIDNYCH KLONÓW? Dodatkowo nawet nie wygląda na zmęczonego.
Yondaime dostrzegł, że jego syn czeka na jakąkolwiek reakcję, więc szybko otrząsnął się z osłupienia.
- Wow – tyle zdołał wykrztusić. Naruto wybuchnął śmiechem. Niektóre klony zaczęły nawet tarzać się po ziemi.
To w zupełności wystarczyło, by Minato wrócił do siebie. Posłał w stronę młodszego z nich uśmieszek.
- Co jest takiego śmiesznego, huh? – uniósł brew. Jeden z klonów odparł:
- Twoja twarz, haha… wyglądałeś jakbyś właśnie hahah… zderzył się ze ścianą – po tym zaczął tak mocno się śmiać, że aż sam się rozproszył. Czwarty przyznał – rzecz jasna nie na głos - że rzeczywiście musiał wyglądać zabawnie.
- Okej, Naruto, teraz powiedz mi, który z was to prawdziwy ty?
- Tutaj, tato – odezwała się „kopia" znajdująca się po jego prawej stronie. Chwilę później chłopiec znalazł się w ramionach ojca.
- Musiałeś naprawdę ciężko nad tym pracować. Dobra robota! – Minato go pochwalił, a następnie wolną dłonią potargał jego blond włosy.
Jinchuuriki Kyuubi'ego uśmiechnął się. Jeszcze nigdy w życiu nie został tak doceniony.
- Naprawdę? – musiał się aż upewnić.
- Tak, ale pamiętaj, co mówiłem ci o byciu ostrożnym z tą techniką. A teraz może pokażesz mi kilka swoich ćwiczeń chakry, o których mi ostatnio opowiadałeś? – mężczyzna postawił syna na nogi.
Naruto odwołał swoje wszystkie klony, a następnie podszedł do jednego z drzew pod czujnym okiem swojego taty. Bez wahania zaczął iść w górę, odpowiednio balansując swoją chakrą. Minato zagwizdał.
- Wiesz, Naruto, to naprawdę zaawansowane. Jak długo ćwiczyłeś?
Chłopiec nie był pewien, jak odpowiedzieć bez skłamania, postawił więc na prostotę.
- Troszkę. Pracowałem nad wchodzeniem na drzewa przez ostatni tydzień.
Wow, większości geninom zajęłoby to co najmniej tydzień – pomyślał starszy Namikaze.
- To niesamowite, ale jeszcze jesteś za mały na trenowanie. Chociaż w sumie… jeśli chcesz, kiedy nie będę w pracy, mogę nauczyć cię paru fajnych rzeczy.
Oczy Naruto się zaświeciły.
- TAAAAAK! – głośny okrzyk przerwał ciszę. Czwarty był niemalże pewien, że usłyszała go cała Konoha. - Och, tatusiu, zapomniałem pokazać ci jeszcze jedną rzecz, którą ostatnio ćwiczyłem – blondynek zaczął biec w stronę pobliskiej rzeki.
- Stój! Jeszcze mi tam wpadniesz – dziecko zatrzymało się po usłyszeniu troski w głosie ojca. Obrócił się do Minato. Na jego twarzy widniał cwany uśmiech.
- Wszystko będzie dobrze, tato! Umiem chodzić po wodzie! – przewrócił oczami tak, jakby było to coś oczywistego i wolniejszym tempem kontynuował drogę do rzeki.
Yondaime i tak znalazł się tuż przy nim w mgnieniu oka. Wystarczająco blisko, by w razie czego móc go złapać. Naruto zaczął jednak poruszać się po powierzchni wody tak, jakby nie stanowiło to żadnego problemu. Tego dnia Minato został już zaskoczony tyle razy, że tym razem po prostu zaczął się głośno, radośnie śmiać, w przerwie mówiąc synowi, że jest małym geniuszem. Chłopiec – w dalszym ciągu unoszący się na tafli wody - zaczął wesoło podskakiwać, a następnie podbiegł do ojca i mocno się do niego przytulił.
Po opuszczeniu pola treningowego ojciec i syn przemierzali ulice Konohy w kierunku Ichiraku. Naruto jechał na barana, czym był niesamowicie zachwycony. Błyszczał niczym małe słoneczko.
Pamiętam, jak widziałem mnóstwo dzieci robiących to samo ze swoimi tatami. Zawsze byłem smutny wiedząc, że nigdy nie będzie mi dane tego zaznać. Czułem zazdrość, jednak mocno się starałem, by nikt się o tym nie dowiedział. Te dzieciaki nawet nie zdawały sobie sprawy z tego, co miały. Narzekały, mówiły, że ich rodzice na nic im nie pozwalają czy uziemiają za zrobienie czegoś złego. Te dzieciaki miały ojców, z którymi mogły się bawić, którzy ich chronili, dzielili się lodami na patyku w gorące dni. Miały mamy, które wiecznie się o nie martwiły, bandażowały zranione kolana, całowały, by poczuły się lepiej. Nie zaznały samotności.
Nie to co ja. Nigdy tego nie zapomnę. Te wspomnienia pozwoliły mi zrozumieć, jak niezwykle cenne są te z pozoru zwykłe chwile.
Była tylko jedna osoba, która tak samo jak ja wiedziała, jak bardzo ważna jest rodzina.
Sasuke.
Myśli Naruto zostały przerwane w momencie, gdy dostrzegł ich obiekt. Sasuke Uchiha szedł ze swoją mamą i trzymał ją za rękę. Wyglądał tak niewinnie… nie tak, jak został zapamiętany przez Uzumaki'ego. Blondyn nigdy tak naprawdę nie poznał kruczowłosego do czasu, w którym zostali umieszczeni w jednej drużynie. Wcześniej? Widział go pewnego razu na tamtym pamiętnym molo, a przez to, że uczęszczali do tej samej klasy wiedział, że był najlepszym uczniem roku. Tylko tyle.
Tym razem będzie inaczej. Kiedy Minato miał zamiar po prostu koło nich przejść, Naruto wyciągnął dłoń do Sasuke i chrząknął tak, by jego tata się domyślił, że chce się przywitać z czarnowłosym chłopcem. W końcu dzieci nie zawsze potrzebują używać słów. Czwarty spełnił prośbę syna. Postawił go na ziemi. Mikoto, mama Sasuke dostrzegła to i się zatrzymała.
- Hej, jak masz na imię? – zapytała Naruto, mimo że znała już odpowiedź. Blondynek był uderzającą podobizną swojego ojca.
- Jestem Naruto Namikaze. Miło was poznać – odparł Uzumaki nie odrywając wzroku od Sasuke.
- Dziękuję, Naruto. Sasuke-chan, może się przedstawisz?
Uchiha skinął głową.
- Cześć. Sasuke Uchiha, mi też miło cię poznać.
W tym momencie dołączył się Minato.
- Więc, Sasuke, ile masz lat?
Chłopiec podniósł głowę.
- Wczoraj skończyłem dwa – odparł z pogodnym uśmiechem. Naruto tylko raz go niegdyś widział na twarzy chłopaka.
*Wspomnienie*
Opętany przez Orochimaru Sasuke oraz Naruto walczyli od dłuższego czasu. Postanowili skończyć to ostatecznym ciosem – klasyczne Chidori kontra Rasengan. Tym razem jednak, zamiast ich zderzenia – tak jak miało to miejsce w Dolinie Końca – Uchiha w ostatnim momencie zmienił kurs i wycelował w serce Uzumaki'ego, kompletnie je niszcząc. Jutsu blondyna dalej było aktywne. Zatrzymał się jednak w momencie, w którym dostrzegł zmianę tęczówek przyjaciela na jego własne. Chwilę później z powrotem przypominały oczy węża. Sasuke walczył. Syn Czwartego ledwo się trzymał, zdołał jednak usłyszeć:
- Także uważam cię za swojego brata. Nie mam już więcej czasu. Przepraszam, Naruto – z tym kruczowłosy chwycił przeciwnika za nadgarstek nakierowując go tak, by trafić się w swoją klatkę piersiową, w serce.
*Koniec wspomnienia*
- Naruto skończy dwa za dwa miesiące, jesteście zatem praktycznie rówieśnikami. Może wpadniesz czasem i razem się pobawicie? – Mikoto skinęła głową.
- Jestem pewna, że Sasuke-chan to pokocha, Hokage-sama. W dzielnicy nie ma zbyt wielu dzieci w wieku choć podobnym do jego.
Naruto był szczęśliwy. Wszystko toczyło się tak, jak zamierzał. Niedługo odzyska swojego brata.
- W takim razie wszystko ustalone. Mikoto-san, jeśli ty i Sasuke jesteście wolni w ten weekend, wpadnijcie do wieży Hokage – Minato się wyszczerzył.
- Oczywiście, Hokage-sama. Możemy przyjść o około dwunastej? – zapytała mama Sasuke.
- Idealnie.
Przez ten czas Naruto ciągle uśmiechał się do przyjaciela. Gdy chłopiec zniknął za najbliższym rogiem, blondyn przeniósł wzrok na trzymającego go za rękę tatę i uniósł ręce w cichej prośbie o wzięcie na barana. Minato z radością ją spełnił.
Później, w nocy, Naruto był na nogach. Spotkanie Sasuke przypomniało mu, dlaczego się tutaj znajduje. Podszedł do swojego biurka i zaczął pisać. Zwój zatytułował „Oś czasu", pod spodem zaś stworzył dwie kolumny – „Oryginalnie" oraz „Obecnie". Pod pierwszą z nich zapisał „Śmierć Yondaime w moje urodziny", pod drugą „Tata uratowany".
Uzumaki zawarł w arkuszu wszystkie istotne zdarzenia, ich datę i tyle detali, ile tylko zapamiętał. Między innymi była to: próba uprowadzenia trzyletniej Hinaty przez Chmurę, która skończyła się śmiercią ojca Neji'ego, masakra klanu Uchiha, inwazja Piasku/Dźwięku w czasie Egzaminów na Chuunina, odejście Sasuke, śmierć Jirayi, atak Paina na Konohę, Akatsuki.
Po skończonej pracy chłopiec zwinął zwój oraz zabezpieczył go pieczęcią tak, by nikt prócz niego nie był w stanie go otworzyć – gdyby ktoś spróbował, arkusz od razu stanie w płomieniach. No dobra, może jego tata by potrafił, dlatego więc wsunął go w dziurę w podłodze pod panelami pod łóżkiem. Teraz „jedynym" zadaniem zostało przemyślenie, co należy zmienić, a co powinno toczyć się własnym torem.
