Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki: Nie pozostało mi nic innego, tylko podziękować – jak zwykle – za spore zainteresowanie moim drobnym tłumaczeniem! :)


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 11: Dziecięce Zabawy


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"


W Konosze był piękny dzień. Słońce świeciło jasno, a letnia bryza przyjemnie chłodziła. Panował spokój. Dzieci uczyły się w akademii, dorośli zaś zajmowali swoimi sprawami. Wokół śpiewało mnóstwo ptaków…

- NAMIKAZE NARUTO! ZATRZYMAJ SIĘ!

… i to chyba na tyle.

Sześcioletni blondyn biegł po dachach, chował się w najciemniejszych alejkach, a na jego ogonie siedziało pięciu chuuninów i trzech ANBU. Przez cały ten czas miał z tego dobry ubaw. A jak to się zaczęło? Tego roku nasz bohater został zapisany do akademii, a po paru miesiącach nauczania przez Irukę… najzwyczajniej w świecie się znudził, a jako że mamy do czynienia z nikim innym, jak z Naruto, jego najlepszym sposobem na radzenie sobie z nudą było powtórzenie jego najsłynniejszych żartów… z kilkoma dodatkami.

Mimo że nie był to jego pierwszy numer w jego nowym życiu, wszyscy i tak musieli odkryć, dlaczego ośmiu ninja uganiało się za synem Yondaime. Wystarczyło spojrzeć na górę Hokage. Wyryte tam głowy przywódców mogły pochwalić się nowym wizerunkiem: Hashirama wyglądał jak kobieta – miał zielone oczy, na usta nałożoną pomadkę, a jego policzki zdobił róż. Nidaime niczym nie różnił się od klauna. Trzeciemu (staruszek Hokage) ciekła krew z nosa, jego oczy były wybałuszone, a buzia otwarta tak, jakby właśnie zobaczył nowe Sexy Jutsu Naruto. Czwarty miał niebieskie oczy, szare włosy i MNÓSTWO zmarszczek na twarzy.

Uzumaki'ego rozpierała duma z wielu względów, ale najważniejszym z nich był fakt, że w końcu zdołał odkryć, jak zmieszać farbę z chakrą. Dzięki temu substancja nie tylko zostanie na miejscu przez parę dni – nieważne, jakimi sposobami ktoś spróbuje ją zmyć – a poza tym LŚNIŁA. Tylko sam blondyn wiedział, jak się jej pozbyć. Członkowie ANBU w życiu by go o ten czyn nie podejrzewali… no może gdyby nie jego reputacja i fakt, że ujrzeli go do połowy pomazanego farbą.

Tak, to na pewno dlatego w tym momencie go gonili. Sześciolatek bez problemu unikający złapania przez ośmiu… o, teraz dziesięciu shinobi… to dopiero zabawa.

Jinchuuriki westchnął. Niestety, nadeszła najwyższa pora, by się ich pozbyć – w przeciwnym razie wpadną na plan, jak go ująć. Wskoczył na dach, a następnie w mgnieniu oka znalazł się na ulicy, stworzył klona, który od razu zaczął biec, a sam przemienił się w kota – wszystko to z dala od wzroku goniących go ninja, którzy nabrali się i pobiegli za Kage Bunshinem.

Po paru minutach, kiedy upewnił się, że już po pościgu, Naruto z powrotem przemienił się i zaczął powolny marsz, gdy wtem… na kogoś wpadł. Impet spowodował, że upadł na pośladki. Uniósł głowę, by zmierzyć wzrokiem tego, kto się ku temu przyczynił. Wtedy zauważył, że to nikt inny, a jego tata, spoglądający na niego surowym wzrokiem i z uniesioną brwią. Młody Namikaze przełknął głośno ślinę, ręką zaczął się drapać po tyle głowy i nerwowo się zaśmiał.

- H-hej, tato.

Minato westchnął i podniósł dzieciaka z ziemi.

Dzięki Hiraishinowi w mgnieniu oka znaleźli się w domu, na kanapie. Yondaime przerwał ciszę:

- Czy wiesz, dlaczego goniło cię aż tylu ninja?

Buzia Naruto otworzyła się, zanim jego mózg zdołał go uratować:

- Ponieważ mniejsza ilość nie potrafiła mnie złapać - na twarzy chłopca pojawił się grymas, gdy zorientował się, że właśnie sam władował się w kłopoty. Minato z całej siły próbował nie zacząć się uśmiechać.

- Miałem bardziej na myśli to, jaka była tego przyczyna… i dlaczego cały jesteś w farbie? – mężczyzna kontynuował, aby dojść do sedna sprawy.

Naruto westchnął.

- Nie widziałeś jeszcze dzisiaj Góry Hokage, prawda? – zapytał. Minato mrugnął, skonfundowany, więc Uzumaki po prostu wskazał mu ją palcem.

Czwarty uniósł na syna brew, a następnie w końcu wstał i wyjrzał przez okno.

A co Góra Hokage może mieć wspólnego z… jasny gwint! – pomyślał, a jego usta szeroko się otworzyły ze zdumienia. Naprawdę chciał się z tego zacząć śmiać, ale z drugiej strony wiedział, że nie byłoby to za bardzo odpowiedzialne z jego strony. W jaki sposób sprawił, że farba tak lśni? Po chwili przeszedł do części, która go zezłościła.

- Postarzałeś mnie – stwierdził bez obracania się po to, by jego syn nie mógł dostrzec uśmiechu na jego twarzy.

Buzia Naruto straciła wyraz.

Zrobiłem żart całej wiosce, a on jedyne, co mówi, to to, że go postarzałem.

Gdzieś tam w jego podświadomości Kyuubi tarzał się ze śmiechu. Przez chwilę blondyn usiłował go zablokować – po to, by sam nie zaczął się z nim śmiać, jednak było już za późno. Minato usłyszał, jak jego syn stłumia śmiech, przez co w końcu na niego spojrzał i zobaczył, że już dawno leży na ziemi.

Nic nie mógł poradzić, tylko sam się uśmiechnąć.

- Co jest takiego zabawnego, Naruto?

Chłopiec zdołał z siebie wykrztusić:

- Jedyne… czym się przejmujesz – przerwa na śmiech – to fakt, że wyglądasz staro, hahaha!

Obydwaj wybuchnęli śmiechem. Po paru minutach starszy z nich się odezwał:

- Wiesz, że i tak jesteś w tarapatach?

Na to na twarzy Naruto pojawił się grymas.

- Ale tato, to tylko żart, przynajmniej jest zabawnie – zajęczał.

- Nie dla tego, kto będzie musiał to zmyć.

Jinchuuriki wymamrotał pod nosem – tak, by jego tata go nie usłyszał:

- Powodzenia.

- … poza tym nie było cię na lekcjach…


Wszystko skończyło się na tym, że to sam Naruto został zmuszony do czyszczenia skały, a na obiad, za karę, nie mógł zjeść porcji swojego ukochanego ramen. Oczywiście przez cały ten czas nie mógł tego przeżyć. Zrobił także wszystko, co w jego mocy, aby nikt nie dowiedział się o tym, jak bardzo genialna jest jego farba – użył swojego sekretnego sposobu, by ją zmyć, kiedy nikt z ANBU nie patrzył. Sekretem okazało się sake, którą za ich plecami wlał do kubła z wodą i mydłem, który wcześniej otrzymał.

Kiedy słońce już zachodziło, pojawił się Minato. Uzumaki jednak jeszcze nie skończył.

- Hej, Naruto – przywitał go.

Chłopiec podniósł wzrok, wymamrotał coś pod nosem i w końcu odpowiedział:

- Cześć, tato.

Czwarty westchnął. Nie chciał, żeby jego syn był na niego zły, ale przecież musiał mu wymyślić jakąś karę. Musiał jednak przyznać w duchu, że żart rzeczywiście był zabawny. Postanowił więc pocieszyć syna:

- Naruto, jeżeli szybko z tym skończysz, to obiecuję, że jutro nauczę cię fajnego jutsu – na to chłopiec podniósł szybko głowę, a jego oczy się zaświeciły.

- Się robi! – po czym wstał, wykonał znajomy ręczny znak i wykrzyknął: - Kage Bunshin no Jutsu!

Po ulotnieniu się dymu ujawniło się dwieście kopii blondyna, które od razu wzięły się za robotę. Można je było porównać do huraganu, który zamiast zniszczeń pozostawił za sobą czystą Górę Hokage. Wszystko to zajęło mu jakieś dziesięć minut.

- Więc czego zamierzasz mnie nauczyć? – zapytał tatę z uśmieszkiem.

Minato zaśmiał się, a następnie w żółtym błysku przetransportował ich do domu.

- Jutro się dowiesz – powiedział, czochrając blondynkowi włosy. – Zjedz kolację i połóż się spać.

Na to Naruto przewrócił oczami i zaczął wąchać swój nie-mający-nic-wspólnego-z-jedzeniem-bogów posiłek. O dziwo, pachniał bardzo dobrze.

Kurczak z ryżem i warzywami. Nieźle.