Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki:

Paulina – cieszę się, że Ci się podoba! Nie będę zdradzać jednak szczegółów dotyczących kolejnych rozdziałów…


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 12: Jutsu Taty i Gaara


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"


Kolejnego dnia Naruto wstał i zaczął się szykować. Z daleka słyszał, jak jego tata przygotowuje dla nich śniadanie. Był weekend, zatem Minato miał wolne od pracy, zaś chłopiec nie musiał iść do akademii. Sasuke miał wpaść na obiad, musieli się więc do tego momentu wyrobić.

Sasuke… Masakra klanu Uchiha ma się wydarzyć za półtorej roku, istnieje zatem spore prawdopodobieństwo, że zaczęli już ją planować. Muszę wymyślić, co mam w tej sprawie zrobić. Muszę zacząć zbierać więcej informacji… być może już zmieniłem bieg wydarzeń poprzez utrzymanie mojego taty – Yondaime – przy życiu. W dalszym ciągu jednak powinienem się upewnić. Poczekam jeszcze trochę i zacznę ich śledzić. Dobrze, że dzięki Sasuke z moich czasów poznałem dokładną datę tragedii. Co do incydentu w klanie Hyuuga… wszystko poszło dobrze. Hinata nikomu nie wyjawiła, że mnie tam widziała. Próbowała jednak parę razy się o to pytać. Całe szczęście, że jest jeszcze mała, a ja jestem mistrzem w odwracaniu uwagi. Prawdopodobnie nie podejmie już tego tematu… chyba, że ktoś o tym wspomni. Wtedy dopiero zacznę się martwić. Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałbym zmienić w obecnym czasie… tylko nie mam pojęcia, od czego zacząć.

Co jest, dzieciaku? – przysłuchujący się jego myślom Kyuubi postanowił się wtrącić.

Gaara… jest teraz zdany tylko i wyłącznie na siebie. Wiem, że nie mogę zdziałać zbyt wiele, bo w przeciwnym razie zrujnowałbym jakiekolwiek plany związane z egzaminami na chuunina… ale musi istnieć jakikolwiek sposób. Chcę tylko, żeby wiedział, że nie jest sam, ale nie mogę ot tak, po prostu udać się do Suny. Leży zbyt daleko od Konohy, a tata od razu zorientowałby się, że podstawiłem klona.

Chyba mam pomysł.

Co masz na myśli?

Być może będziemy w stanie stworzyć specjalnego klona, będącego kombinacją naszych chakr. Jeżeli moje kalkulacje są prawidłowe, powinien istnieć do siedmiu dni od jego stworzenia przy minimalnym zużyciu jego energii. Biorąc pod uwagę drogę do Suny, po przybyciu do niej będzie miał jeszcze jakieś 24 godziny na działanie.

To powinno wystarczyć, by odnaleźć Gaarę. Co mamy zrobić?

Działasz podobnie jak przy zwykłym Kage Bunshinie – z tą różnicą, że dodasz do niego gęstszą chakrę i – przede wszystkim – zawrzesz w nim pięćdziesiąt procent mojej chakry. Spróbujemy dziś wieczorem. Teraz musisz już iść.

Dobrze. Dzięki, Kyuu.

- Śniadanie gotowe, Naruto! – krzyknął Minato z kuchni.

- Lecę! – zaświergotał chłopiec, po czym zbiegł ze schodów. Mimo popularnego wśród mieszkańców wioski przekonania, że nasi dwaj ulubieni blondyni zawsze jedzą ramen, Czwarty był całkiem niezłym kucharzem. Naruto przywitał w kuchni zapach jajecznicy i bekonu. Po skończonym posiłku udali się na pole treningowe. Nie mogąc już dłużej czekać…

- Jakiego jutsu mnie dzisiaj nauczysz?! – na wpół wykrzyknął, a na wpół zapytał podróżnik w czasie. Minato na to tylko się wyszczerzył.

- Moje własne, osobiste jutsu – Rasengan – młodszy z nich przez chwilę spuścił z tonu, po chwili jednak znów się podekscytował.

Tym razem nauczę się go jedną ręką! Poza tym pokażę, jakim jestem geniuszem… - pomyślał.

Czwarty zademonstrował technikę, w międzyczasie zaś Naruto perfekcyjnie odegrał swoją rolę. Oczy lśniły mu tak, jakby rzeczywiście widział ją po raz pierwszy w życiu, wydał z siebie nawet idealnie stonowane „wow…". Minato uśmiechnął się.

A tegoroczny Oscar wędruje do… tak jest, Namikaze Naruto!

Przypatrujący mu się z boku Kyuubi miał z tego przeogromną radochę.

- W porządku. Do nauczenia się tego jutsu potrzebne są trzy kroki – tutaj chłopiec starał się wyglądać na naprawdę skupionego. – Po pierwsze będziesz musiał sprawić, by wybuchnął ten oto balonik z wodą - mówiąc to Yondaime wyciągnął ich cały worek - … za pomocą swojej chakry. By to osiągnąć, musisz nią naprawdę szybko obracać – po tym nastąpiła demonstracja.

Naruto, zdeterminowany, by cel osiągnąć tylko jedną ręką, wziął do niej jeden z balonów, a następnie zaczął manipulację chakrą. Szybciej i szybciej…

- Nie zniechęć się, jeżeli na początku nie będzie widać żadnych efektów… - jego tata zaczął mówić, gdy wtem…

BUM!

Opadła mu szczęka. Uzumaki spojrzał na niego z bananem na twarzy. Widok skamieniałego Czwartego był czymś niecodziennym.

- Czy dobrze to zrobiłem? – niewinnie zapytał.

Po dłuższej chwili jego tata otrząsnął się z osłupienia i zaczął się śmiać.

- Heh… taa, perfekcyjnie wręcz – powiedział z podziwem w głosie. – Okej, w takim razie krok drugi.

Zniknął w żółtym błysku po to tylko, by parę sekund później znów się pojawić, tym razem z ogromną siatką gumowych piłeczek. Wyciągając jedną z nich zaczął tłumaczyć:

- Teraz skupiamy się na sile. Musisz użyć tyle chakry, by piłka się rozerwała – po tym przeszedł do pokazu.

Jinchuuriki Kyuubi'ego wziął do ręki jedną z nich i zaczął działać według instrukcji. Tym razem nie udało mu się za pierwszą próbą – w piłce zrobił tylko niewielką dziurkę.

- Nieźle, musisz jednak włożyć w to więcej siły i sprawić, by piłeczka eksplodowała tak, jak ci pokazałem. Próbuj dalej – powiedział Czwarty, po czym poszedł usiąść pod drzewem. Naruto czuł radość, że w czasie treningów jego tata z nim zostawał. Wcześniej jego nauczyciele zawsze pokazywali mu, co robić, po czym zostawiali, by radził sobie na własną rękę.

Po jakiś dziesięciu minutach po polanie rozległ się głośny wybuch. Oczy najmłodszego w historii Hokage szeroko się otworzyły, po czym mężczyzna po prostu wybuchnął śmiechem.

- Tak trzymaj, Naruto! – zawołał do roześmianego syna, który po chwili do niego podbiegł.

- Udało się!

- Jeżeli będzie tak dalej, to pobijesz rekord.

Blondynek rozpromienił się.

- Jaki jest kolejny etap? – zapytał, podekscytowany.

- Zatem… teraz będziesz musiał połączyć to, czego się do tej pory nauczyłeś, czyli rotację, dzięki której przebijałeś balony i siłę, która spowodowała wybuch gumowej piłki. Musisz stworzyć kulę z chakry, która nie ma wybuchnąć, tylko się utrzymać i zachować kształt – Minato starał się możliwie jak najprościej to zilustrować.

Tym razem Naruto naprawdę uważnie słuchał. Chciał być w stanie używać Rasengana za pomocą tylko jednej dłoni i chciał sprawić, aby jego tata był z niego dumny – nie dlatego, że pokazał coś, co już dawno znał, tylko przez nauczenie się czegoś kompletnie dla niego nowego.


Mijały godziny. Powoli zbliżała się pora spotkania z Sasuke. Kiedy Yondaime dostrzegł, że ręce chłopca są poparzone od nadmiernego używania chakry, zaczął się martwić, że wymaga od niego zbyt wiele. Owszem, już wcześniej powiedział mu, że zrobił kawał dobrej roboty i powinien do następnego dnia zrobić sobie przerwę i w międzyczasie wyleczyć dłonie, ale… Naruto po prostu nie potrafił się poddawać. Miał SZEŚĆ lat, na miłość boską! Czy większość dzieci w tym wieku nie płacze, gdy obetrze sobie kolano? Minato nie potrafił sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widział, jak jego dziecko płacze.

- Naruto… musimy już iść i spotkać się z Sasuke – zaczął ponownie temat. Dzieciak nawet się nie odwrócił, tylko odkrzyknął:

- Okej, ostatni raz, prawie to mam! – i w rzeczy samej tak było. Naruto skoncentrował się, nadając swojemu Rasenganowi odpowiednią siłę i stawił czoła pobliskiemu drzewu. Po chwili otworzył oczy i zaatakował niczemu winną roślinę… przebijając się przez całą jej długość.

Minato stanął na równe nogi widząc, że jego syn upada. Wyczerpał całe zapasy życiodajnej energii. Zdążył go złapać zaledwie sekundę przed tym, zanim dosięgnął ziemi, po czym w pośpiechu przeegzaminował jego stan, nie znajdując nic prócz nie za rozległych oparzeń. Westchnął.

- Jest taki jak jego matka – uśmiechnął się. – Dobra robota, Naruto. Udało ci się – powiedział do niego, nie zważając na fakt, że jest nieprzytomny. Czwarty poczuł, jak przepełnia go duma.

Do domu zaniósł go na rękach. Do pojawienia się Sasuke mieli jeszcze godzinę, położył więc chłopca na kanapę i zabrał się za oczyszczanie, leczenie i bandażowanie jego rąk. Kiedy zauważył, że w zasadzie już nie ma co przy nich robić, od razu pomyślał o Kyuubim.

Przynajmniej robisz dla niego coś pożytecznego.

Mężczyzna wiedział, że Naruto nie zdąży wziąć prysznica przed przybyciem ich gościa. Udał się więc po mokry ręcznik, a następnie zabrał za jako takie doprowadzenie chłopca do porządku – wytarł jego brudne ręce oraz buzię i otrzepał z kurzu ubrania. Nie mógł nic poradzić, tylko uśmiechać się do siebie na widok śpiącego syna.

Sześć lat… w jeden dzień opanował mojego Rasengana, nie… jeden poranek.


Godzinę później kładł na stół talerze z gotowym ramen, kiedy usłyszał pukanie do drzwi.

- Zapraszam do środka, Sasuke! – zawołał.

Kiedy Uchiha zastał na kanapie śpiącego przyjaciela, stanął tuż obok niego i poczekał na gospodarza.

- Hej, Sasuke, obiad jest już gotowy. Nie przejmuj się Naruto, jest po prostu trochę zmęczony – wtedy kruczowłosy dostrzegł, jak jego kompan kręci nosem. Minato złapał, o co chodzi i na jego twarzy od razu pojawił się uśmieszek. Kiedy Naruto wymamrotał „ramen…", Uchiha prawie się zaśmiał – co dużo znaczyło, biorąc pod uwagę, że to nietypowe dla ich klanu.

Po chwili blondynek wstał z zamkniętymi oczami, podążył za zapachem do kuchni i zaczął jeść, kompletnie nie dostrzegając innych obecnych obok niego osób. Minato i Sasuke gapili się, nie wierząc własnym oczom.

- Czy on dalej śpi? – zapytał syn Fugaku.

- Ja… nie wiem – odparł zdębiały Yondaime, w dalszym ciągu nie odrywając oczu od Uzumaki'ego. – A oni mówią, że to ja mam bzika na punkcie ramen… – dodał po sekundzie.

Na słowo „ramen" Naruto w końcu otworzył oczy. W jego dłoniach znajdowały się pałeczki trzymające porcję smakowitego makaronu.

- Huh… skąd się tu wziąłem? – blondyn rozejrzał się dookoła, a kiedy dostrzegł stojący przed nim talerz z jego ukochanym daniem, wzruszył ramionami i wznowił posiłek. Minato i Sasuke osłupieli, po chwili jednak zdecydowali, że chyba tego nie pojmą i sami udali się zjeść obiad.

Po posiłku Naruto i Sasuke spędzili resztę dnia na zabawie wewnątrz domu, ponieważ Czwarty nie chciał, by jego syn znów przesadził z treningiem. W pewnym momencie młody Uchiha dostrzegł bandaże na rękach przyjaciela.

- Co zrobiłeś z twoimi dłońmi, Naruto? – zapytał, wskazując na nie palcem. W odpowiedzi blondyn uśmiechnął się wiedząc, że jego tata okazał troskę, zajmując się czyszczeniem i bandażowaniem jego oparzeń. W tym momencie chłopiec także dostrzegł, że nie jest aż tak brudny.

- Tata uczył mnie nowego jutsu. Poparzyłem się swoją chakrą – odparł z uśmieszkiem. Sasuke poczuł ukłucie zazdrości na wieść, że blondyni są ze sobą tak blisko. Zwyciężyła jednak ciekawość.

- Naprawdę? Czego cię nauczył? Ja też nauczyłem się nowej techniki!

- Pokazał mi swoje osobiste jutsu, Rasengana. Jego nauka zajęła mi chwilę. Jest świetne! A ty? Jaka to technika?

- Jest to Katon: Goukakyuu no Jutsu. Ojciec powiedział, że to symbol dumy naszego klanu, a Uchiha, który je opanuje, jest uważany za dorosłego – powiedział kruczowłosy. Uzumaki uśmiechnął się.

- A co powiesz na to, że pójdziemy na dwór i je sobie nawzajem pokażemy?

Sasuke wstał.

- Okej.

Już zbliżali się do wyjścia, gdy nagle…

- Gdzie się wybieracie? – zapytał opierający się o framugę Yondaime.

- Chcę tylko pokazać Sasuke Rasengana, tato. On też chce się pochwalić swoją nową umiejętnością! – Naruto wbił w niego błagalne spojrzenie. Po chwili Minato westchnął.

- W porządku, ale idę z wami. Wątpię, że Sasuke będzie chciał cię tachać do domu, jeśli padniesz z wycieńczenia – tak naprawdę Czwarty nie chciał płonącego lasu, ale nie miał zamiaru się do tego przyznawać…

Parę minut później nasi bohaterowie znajdowali się na skraju pobliskiego jeziora. Pokaz rozpoczął Sasuke, który podbiegł na sam koniec molo, wykonał kilka ręcznych znaków, a na samym końcu wydmuchał pokaźną kulę ognia. Pomimo że Naruto widział już tę technikę z milion razy i to od samego młodszego brata Itachi'ego, perfekcyjnie udało mu się zagrać zachwyt.

- To naprawdę jest świetne, Sasuke! Chodź, teraz ja ci pokażę, co potrafię!

Tak, nasz blondyn po prostu chciał się komuś popisać. Uzumaki upewnił się, że jego przyjaciel ma dobry widok, a następnie za pomocą Rasengana zdewastował kolejne nieszczęsne drzewo. Uchiha oniemiał z zachwytu.

- Przeszedłeś przez drzewo, Naruto! – wykrzyknął, podekscytowany.

- Dobra robota, synu. W dalszym ciągu nie wierzę, że tak szybko to opanowałeś – rzekł Minato, po czym spojrzał na drugiego chłopca. – Obydwaj opanowaliście jutsu, które znacznie przekraczają wiedzę waszych kolegów – pochwalił ich.

Sasuke zaczął żałować, że nie usłyszał czegoś podobnego od swojego taty, jednak po chwili rozchmurzył się i podziękował Czwartemu, a Naruto po prostu stał obok i radośnie się śmiał.


Tej nocy Uchiha nocował u rodziny Namikaze. Mniej więcej po dwóch godzinach od ich oficjalnego pójścia spać, Naruto – po rozmowie z Kyuubim na temat specjalnych klonów – po cichu wstał. On i Dziewięcioogoniasty doszli do wspólnego wniosku, że lepiej będzie, jeżeli stworzony przez nich klon przybierze postać lisa, dzięki czemu będzie mniejsze prawdopodobieństwo, że zostanie przez kogoś zaatakowany.

Jinchuuriki stanął po przeciwległej stronie pokoju, pomyślał o wyglądzie, jaki ma przybrać klon, a następnie zaczął działać według instrukcji Kyuubi'ego. Wyszeptał:

- Kage Kitsune Bunshin no Jutsu.

Kiedy dym zniknął, jego oczom ukazał się niebieskooki lis o złotym kolorze futra.

- Proszę, powiedz, że umiesz mówić – blondyn wyszeptał, mając nadzieję, że nie obudził Sasuke.

Lis podniósł głowę i uśmiechnął się – Uzumaki nie mógł pojąć, w jaki sposób to zrobił. Po chwili jednak stwierdził, że lepiej będzie, jeśli niektóre sprawy pozostaną tajemnicą.

- Oczywiście, że potrafię. Jestem twoim klonem – odparło zwierzę. Naruto odpowiedział mu uśmiechem.

- W takim razie wiesz, co masz robić. Szybko, martwię się o niego – powiedział i otworzył okno. Lis skinął głową i bezszelestnie przez nie wyskoczył, znikając pod osłoną nocy. Zdążył to zrobić przed zaalarmowaniem ANBU.

Syn Czwartego obrócił się i zaczął zmierzać w stronę swojego łóżka, kiedy nagle dostrzegł patrzącego się na niego Uchihę.

- Co to było? – zapytał kruczowłosy chłopiec. Uzumaki, nie chcąc go okłamywać, odpowiedział bez detali:

- Po prostu wysłałem wiadomość do przyjaciela.

- Kogo? – spytał z zaciekawieniem niczego nie podejrzewający Sasuke.

- Gaara, ale nikomu o tym nie mów. To tajemnica – powiedział zgodnie z prawdą blondyn.

Mam nadzieję, że zdradzenie imienia Gaary nie przyniesie mi zbyt wielu problemów.

- Aa, okej.

Kruczowłosy nie zadawał już więcej pytań, a niedługo później zapadł w głęboki sen.


Od tłumaczki: Dłużej niż zwykle! Cieszycie się?

Katon: Goukakyuu no Jutsu – Element Ognia: Wielka Kula Ognia