Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki: Jestem niesamowicie szczęśliwa, że tłumaczenie to podoba się tak wielkiej liczbie osób! Bardzo Wam dziękuję! To bardzo motywuje.

CeriRay – jak zwykle cieszę się, że się podoba!

adiex – mam nadzieję, że niedługo rozwieję Twoje wątpliwości :) a tymczasem…


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 14: Przyłapany


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"


Po tym, jak Naruto skończył zajęcia, pożegnał się z Sasuke i od razu udał na pole treningowe. Westchnął, kiedy wyczuł śledzących go ANBU – znów będzie musiał ich zmylić swoim klonem. Kiedy znalazł się na miejscu, stworzył kilka kopii, które zaczęły lekki sparing, a on sam się wymknął.

Kilka minut później blondyn znalazł się na jednym z opustoszałych miejsc treningowych – dzięki temu nie będzie się musiał martwić zniszczeniami, które z pewnością spowoduje. Uśmiechnął się do siebie. Stał się naprawdę dobry w oszukiwaniu swoich stróżów – tego dnia pozbył się ich w rekordowym tempie, a jego tata w dalszym ciągu nie wiedział o tym, jak często to robił. Uzumaki naprawdę kochał swoje klony.

Zaczął od stworzenia normalnego Rasengana, po czym spróbował wpompować do niego więcej chakry, by go zwiększyć… i wtedy wybuchł mu prosto w twarz.

- Cholera! – zamarudził sam do siebie. Kiedy go powiększyłem, kompletnie straciłem kontrolę nad manipulacją kształtem. To dlatego potrzebowałem klona, by niegdyś stworzyć tę technikę. Teraz znów opanuję ją przy pomocy Kage Bunshina i dopiero wtedy wezmę się za wersję z użyciem jednej ręki.

Z tym jinchuuriki stworzył czterysta klonów i wziął się do pracy. Przez kolejne trzy godziny co i rusz słychać było eksplozje, aż w końcu jednej parze udało się stworzyć perfekcyjnego Oodama Rasengana. Naruto dostrzegł to, uśmiechając się na krater, który powstał po tym konkretnym ataku. Rozproszył klony, zyskując ich doświadczenie. Po chwili, gdy informacje zdążyły ułożyć się w jego głowie, Uzumaki ponownie stworzył tę samą liczbę swoich kopii i tym razem wziął się za trudniejszą wersję.

Kiedy w końcu mu się udało, powoli zaczynało się ściemniać. Jego tata za niedługo będzie go szukał. Blondyn odwołał klony, pozostawiając tylko te będące pod okiem ANBU. Poczuł, jak maleją jego i tak niesamowite na sześcioletnie ciało rezerwy chakry. Chłopak postanowił na chwilę położyć się w nowopowstałym kraterze, by złapać oddech. Tylko dziesięć minut. Wtedy wrócę do taty, zanim zorientuje się, że nie jestem z tamtymi ninja.


Minato już od jakiegoś czasu obserwował trening klonów Naruto, sądząc, że prawdziwy znajdował się gdzieś w pobliżu. Zaczęło się jednak ściemniać.

- Naruto! – zawołał, by skupić na sobie uwagę syna. Przewrócił oczami, kiedy spojrzały na niego wszystkie Kage Bunshiny. – Co powiesz na to, byśmy poszli razem coś zjeść? – w zasadzie to nie było pytanie. Klony przez chwilę wyglądały na zdenerwowane, trwało to jednak na tyle krótko, by umknęło to uwadze ANBU.

- Okej, tato – wyśpiewał jeden z blondynów, który wesoło podbiegł do ojca, podczas gdy reszta się rozproszyła.

Yondaime obdarzył go sceptycznym spojrzeniem. Ujął twarz chłopca jedną z dłoni.

- Nie jesteś ciepły. Tylko Kage Bunshiny tak mają – powiedział, mrużąc oczy na szurającego nogami, wpatrzonego w ziemię klona. Wiedział, że został złapany. Czwarty, od pamiętnego wydarzenia w biurze, kiedy Naruto miał zaledwie dwa lata, miał już w nawyku sprawdzanie syna.

Minato ukląkł przy Kage Bunshinie, położył dłonie na jego ramionach i cicho zapytał:

- Gdzie jest prawdziwy Naruto? – zaczynał się już martwić. Klon podniósł wzrok, zastanawiając się, co robić. Jeżeli oryginał był w tarapatach, to powinien powiedzieć prawdę jego tacie, a jeżeli nie… to sam będzie miał problem. Ach, kij z tym. I tak już go złapano. Westchnął.

- Chodź za mną – powiedział, po czym wskoczył na drzewa prowadzące do miejsca, w którym znajdował się prawdziwy Uzumaki.

Po paru minutach znaleźli się na miejscu.

- Powinien być gdzieś tutaj – klon poinformował Minato, zanim się rozproszył. Mężczyzna nie musiał długo szukać – już po chwili natrafił na bogatą w kratery polanę. Naprawdę zaczął się już martwić. Przeskanował wzrokiem otoczenie, po czym w największej dziurze dostrzegł blond włosy. W mniej niż sekundę znalazł się przy synu.

Zaczął go sprawdzać. Nie było jednak widać żadnych śladów krwi, czy siniaków. Czuł tylko, że Naruto ma bardzo niski poziom chakry – nie na tyle, by zagrażał jego życiu, ale by na dobrych parę dni pozbawić go świadomości. Czwarty wziął syna na ręce i zauważył, że dzieciak ma poparzone dłonie – gorzej, niż wtedy, gdy nauczył się Rasengana. Mężczyzna zamknął oczy, zdając sobie sprawę z tego, że to częściowo jego wina. Wypuścił powietrze, po czym przed odejściem jeszcze raz spojrzał na zdewastowane pole treningowe. Co on tutaj robił? Jak? I dlaczego znów wykiwał swoje straże?


Naruto obudził się cały obolały. Od pamiętnej podróży w czasie jeszcze ani razu tak ciężko nie pracował. W tak spokojnym miejscu łatwo mu było się rozleniwić. Wiedział jednak, że pokój nie będzie trwał wiecznie – a zwłaszcza, gdy nic nie będzie robił. Blondyn westchnął, po czym zamarł, gdy zauważył, że ktoś z nim jest. Zrelaksował się, kiedy po chwili do jego nosa dotarł znajomy zapach. Otworzył oczy, dostrzegając swojego tatę. Minato leżał częściowo na jego łóżku z głową położoną na ramionach. Jinchuuriki poczuł ukłucie winy, gdy zorientował się, jak bardzo go zmartwił.

Ignorując fakt, że znajdował się właśnie w szpitalu, wyciągnął dłoń i delikatnie położył ją na blond włosach ojca. Nie chciał go obudzić.

- Przepraszam, tato – wyszeptał, wpatrując się w identyczną co jego własna czuprynę. Minato poruszył się, kiedy Naruto położył na jego dłoni swoją świeżo zabandażowaną rękę.

Zaspany mężczyzna spojrzał na syna i zdał sobie sprawę, że w końcu się obudził.

- Naruto, obudziłeś się – wyszeptał, po czym usiadł na łóżku dziecka, by ostrożnie je przytulić i pocałować w czoło. – Zmartwiłeś mnie – powiedział, głaszcząc blondynka po głowie. Naruto rozkoszował się tą chwilą. W poprzednim życiu nie miał rodzica, który mógłby w ten sposób ukazywać mu swoje uczucia. Kochał to. Czuł się chroniony.

- Gomenasai, tato. Nie chciałem tego – wyszeptał, spuszczając wzrok. Minato westchnął.

- Co takiego robiłeś, że wpadłeś na pomysł, by pozbyć się straży? Wiesz, że są po to, by cię chronić? – zapytał, tak bardzo ciesząc się, że jego syn był cały i zdrów, że nawet nie miał ochoty się już gniewać. Naruto westchnął.

- Wiem. Próbowałem ulepszyć Rasengana. Nie chciałem, by na mnie patrzyli – chłopak w dalszym ciągu nie mógł kłamać. Kombinować, ostrożnie dobierać słowa – tak, ale nigdy kłamać. Yondaime zamrugał raz, drugi, trzeci… nie oczekiwał takiej odpowiedzi. Widział poparzenia po chakrze, więc pomyślał, że jego syn trenował, ale te kratery… Nawet wtedy jednak do głowy nie przyszło mu to, że sześciolatek będzie próbował ulepszać jego jutsu.

- Naruto. Widziałem pole, na którym trenowałeś… co ty tam zrobiłeś? – zapytał Czwarty z podziwem. Jinchuuriki uśmiechnął się i dziecinnie odparł:

- Zrobiłem go większego – żegnając tym samym poważną atmosferę. – Nazywa się Oodama Rasengan – dokończył, formując zabandażowanymi palcami znak zwycięstwa. Jego tata wypuścił z siebie powietrze, po czym prawie zaczął się śmiać.

- To świetnie, Naruto. Kiedy stąd wyjdziesz, chciałbym go zobaczyć – odparł z dumą. Po chwili jednak jego ton głosu stał się smutny. – ALE jeżeli nie przestaniesz uciekać ANBU, już nigdy nie opuścisz mojego boku – i wtedy się uspokoił. – Zrozumiano? – na to odrobinę przestraszony blondynek mu przytaknął.

Wtedy Hokage wstał.

- Dobra – zaczął radosnym głosem. – Teraz, skoro mogę ci uwierzyć, że zostaniesz przez minutę w jednym miejscu, pójdę się spytać, przez ile jeszcze musisz tu leżeć – z tym udał się na poszukiwania pielęgniarki. Uzumaki prawie się zaśmiał na fakt, jak jego tata w trymiga zmienia nastrój z wściekłego na szczerze roześmianego.

Cholera, tym razem naprawdę go zmartwiłem. Muszę być bardziej ostrożny. Przynajmniej wiem, że z Gaarą wszystko w porządku i że się zaprzyjaźniliśmy. Muszę pamiętać, by za parę dni wysłać do niego kolejnego Lisiego Klona. Teraz muszę poczekać parę dni, aż będę mógł znów się wymykać i zacząć pracę nad Rasenshurikenem. W sumie to nie wiem, czemu się tym przejmuję, skoro bez mojego Sage Mode nie mogę go użyć bez złamania każdej kości, zniszczenia mięśnia i komórki mojego przedramienia.

Mogę mieć w tej sprawie pomysł, szczeniaku. Po prostu potrzebujesz ropuchy, by pozbyła się nadmiaru zgromadzonej w tobie energii natury?

Tak. W przeciwnym razie zmienię się w ropuszy posąg.

W porządku… a czy próbowałeś je przywołać?

Um… nie… technicznie to nie podpisałem jeszcze z nimi kontraktu, tak więc nie sądzę, że to zadziała.

Uważam, że warto spróbować, zanim pójdziesz i wysadzisz połowę swojej ręki. Kontrakt z przywoływanymi stworzeniami pochodzi z innego wymiaru, więc musi to być pewnego rodzaju jutsu czasoprzestrzenne. Możliwe jest więc, że twój kontrakt z nimi jest w dalszym ciągu ważny – nawet, jeżeli twoje imię nie znajduje się na zwoju.

Ale czy będą mnie pamiętać? Czy będę je przywoływał z tego czasu… czy też naszego?

Nie wiem, dzieciaku. Nie jestem summonem. Będziesz musiał po prostu spróbować i się o tym przekonać.

Naruto oderwał się od własnych myśli, kiedy wyczuł, że jego tata wrócił do pokoju.

- Okej, Naruto. Powiedzieli, że mogę cię zabrać do domu pod warunkiem, że będziesz odpoczywał – powiedział do swojego dziecka Minato obdarowując go przy okazji spojrzeniem, które krzyczało, że BĘDZIE odpoczywał niezależnie od tego, czy będzie się na to zgadzał.

Czwarty niósł go przez całą drogę do domu, póki nie znalazł się w swoim łóżku. Było już późno, więc i tak powinni już pójść spać. I wtedy Naruto zaburczało w brzuchu. Chłopiec z zawstydzonym uśmiechem zaczął się drapać w tył głowy. Minato na niego spojrzał.

- Okej, przyniosę ci coś do jedzenia. Zostajesz jednak w łóżku – powiedział przewracając oczami.

Uzumaki obserwował z uśmiechem, jak odchodzi.

- Arigatou, tato.


Później tej nocy Naruto dopisał w swoim zwoju, w kolumnie „Obecnie" „Spotkanie z Gaarą – sześć lat", po czym go zapieczętował i schował pod panelami pod swoim łóżkiem. Czuł zadowolenie z dokonanych przez siebie zmian… i wtedy przypomniał sobie, że za rok czekała go Masakra Klanu Uchiha.