Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki: To, co zwykle… sami wiecie… :P

mizerykordia – przepraszam, mocno przepraszam, że musiałaś tyle czekać! Mam nadzieję, że i kolejne rozdziały nie zawiodą :)

maxiii – niestety, długość rozdziałów ode mnie nie zależy… cieszę się, że się podobało!

nayakri – zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę. Za historię tą zabrałam się trochę dla własnej odskoczni od poważniejszych tematów, jakie są poruszane w innych tłumaczonych przeze mnie fikach, a trochę z myślą o najmłodszych czytelnikach tego serwisu – a więc krótko, nie za wiele wątków, prostym językiem. Dziękuję ślicznie za komentarz no i zapraszam do zerknięcia do oryginału :)

Sakuja3 – zapraszam!


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 15: Przygotowania & Zabawa


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"


Siedmioletni teraz Naruto spędził ostatnich siedem miesięcy na przygotowaniach do nadchodzącej masakry klanu Uchiha. Trenował swoje ciało w sile i szybkości, czyli w tym, w czym nie mogły pomóc mu klony. W ciągu ostatniego miesiąca nareszcie ponownie opanował Rasenshuriken. Odkąd jego ojciec zagroził ANBU, że jak ponownie zgubią go z oczu, to zostaną zdegradowani do rangi chuunin, nie miał jeszcze ani jednej okazji na próbę przywołania ropuch. Trudniej zatem było blondynowi ich zgubić, jednak i na to miał sposób – jeszcze przed podróżą w czasie nauczył się pieczętować własną chakrę w znaku, który narysował za niego z pomocą jego krwi Kyuubi.

Znak Kyuubi'ego, rzecz jasna, dosłownie przeniósł się razem z nimi, a uwidaczniał się tylko wtedy, gdy był używany. Dziewięcioogoniasty powiedział, że pieczęć ta zrobiła coś więcej, niż tylko pomogła im w przestrzennej teleportacji, nie zagłębiał się jednak – ku zdenerwowaniu Uzumaki'ego - w szczegóły. Jako że Lis do tej pory w niczym go nie oszukał i nie stało się jeszcze nic złego, Naruto postanowił odroczyć tę sprawę na później. Miał inne problemy na głowie.

Do masakry pozostały już tylko dwa miesiące. Młody Namikaze aktywnie szpiegował poszczególnych Uchiha, a także podsłuchiwał podczas przebiegu obrad jego taty. Usiłował dowiedzieć się, czy wiedzą już o zamachu, czy też może udało mu się na tyle zmienić, że wcale nie został zaplanowany. Udawało mu się też wkradać w środku nocy do biura Hokage, by przeglądać odpowiednie dokumenty.

Tego dnia nareszcie zyskał odpowiedź, gdy jeden z jego klonów podążył za młodym Uchiha udającym się na sekretne spotkanie ze starszym członkiem jego klanu w środku lasu. Kage Bunshin podsłuchał, jak rozmawiają na temat „zamachu stanu", o prawidłowym przebiegu przygotowań, a nawet wymieniają imiona kilku współspiskowców. Po tym, jak klon się rozproszył, wszystko to zostało spisane przez oryginalnego Naruto. Na całe szczęście nie zrobił sobie wtedy wagarów, dzięki czemu w mig miał pod ręką ołówek oraz papier.


*Suna*

Gaara i „Szczeniak" znajdowali się właśnie na zewnątrz wioski, spędzając czas na zabawie piłką. Szczeniak użył swojej solidnej transformacji – którą zazwyczaj rezerwował na Sexy no Jutsu – by zmienić się w normalnego człowieka i ułatwić kontakt z jinchuurikim Shukaku. Gaara nie mógł już być bardziej szczęśliwy – jego przyjaciel, czyli Naruto czy Szczeniak powrócił tak, jak mu obiecał. Od tego momentu - przez odległość między Suną, a Konohą - zaczęli spotykać się regularnie co miesiąc. W ten sposób łatwiej było im również uniknąć przyłapania przez kogoś.

Bawili się właśnie w popularną „łapankę". Naruto chciał jednak, by gra stała się o wiele bardziej interesująca.

- Hej, Gaara, co powiesz na lepszą zabawę? – zapytał podekscytowany na możliwość zmiany zasad blondyn.

- W porządku! – odparł kompletnie nieświadomy tego, co zaraz nastąpi chłopiec.

Następnym razem Uzumaki przy wyrzucie piłki zrobił szybki znak ręką, po czym wykrzyknął:

- Kage Ball Jutsu! – tworząc dziesięć identycznych przedmiotów. Gaara, nie chcąc przegrać, natychmiastowo zareagował – zgarnął je wszystkie za pomocą swojego piasku. Posłał w stronę przyjaciela uśmieszek, po czym się zrewanżował. Blondyn, zamiast wyruszyć na spotkanie wszystkim piłkom, uczynił podobny do wcześniejszego znak, tym razem tworząc dziesięć Kage Bunshinów, które należycie wykonały swoje zadanie. Czerwonowłosy szeroko się uśmiechnął.

Ganiali tak przez dwie godziny, używając klonów, piasku, niewielkich jutsu, a nawet siebie samych. Jeszcze chyba żadne dzieci w historii nie były w stanie tak długo utrzymać piłki w grze. Niedługo później leżeli zdyszani na trawie i wpatrywali się w niebo. Gaara postanowił przerwać ciszę:

- Naruto, już na zawsze będziemy przyjaciółmi, prawda? – ustalili, że poza granicami wioski, gdzie nikt go nie podsłucha, będzie mógł używać prawdziwego imienia blondyna.

- Jasne, że tak. Myślę nawet, że byliśmy nimi już przed naszym pierwszym spotkaniem. To coś jak przeznaczenie. To, kim jesteśmy, robi nas braćmi z przypadku.

Jinchuuriki Shukaku spojrzał na niego z małym uśmiechem, po czym wbił wzrok w ziemię.

- Wiesz, mam starszą siostrę i brata, ale boją się mnie. Oni nie rozumieją – Naruto wstał i westchnął.

- Wiem, że to ciężkie, Gaara, ale po prostu próbuj. Co prawda nigdy w stu procentach nie zrozumieją tego, przez co przechodzisz, ale nie oznacza to, że nie będą chociaż próbować.

Chłopiec mu przytaknął.

- Mam taką nadzieję… braciszku – z tym wstydliwie się uśmiechnął. Kiedy blondyn usłyszał słowo „brat", obdarował czerwonowłosego prawdziwym, przez mało kogo widzianym uśmiechem.

- Ja również, bracie.


*Konoha, półtorej miesiąca później*

Było późno, jednak Naruto w dalszym ciągu znajdował się na nogach, zajmując się przygotowywaniem przydatnych pieczęci. W ciągu ostatnich kilku miesięcy zdołał zebrać w znaku Kyuubi'ego chakrę wartości około dwóch ogonów. Stosował także grawitacyjne pieczęcie piątego poziomu, które także w razie potrzeby zwolni.

Blondyn odkrył, że jego ojciec wiedział o nadchodzącym zamachu. Itachi pracował jako jego wewnętrzny szpieg, współpracując z wyznaczonymi ANBU w celu wybadania nazwisk osób stojących za buntem. Plan obejmował napaść na dzielnicę i aresztowanie winnych. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to Naruto wcale nie będzie miał dużo roboty, znając jednak jego szczęście…

Gotowe – pomyślał Uzumaki. Tej nocy pozapinał wszystko na ostatni guzik. Zostały mu dwa tygodnie oczekiwania i magazynowania maksymalnej ilości chakry, a także kontynuacja treningu ciała. Wprowadzał również ostatnie poprawki na pieczęci, którą wykonał specjalnie dla Gaary, wzorując się na swojej własnej, ale z niezbędnymi zmianami umożliwiającej nałożenie jej na już istniejące dzieło. Zadaniem pieczęci będzie również lepsze przetwarzanie chakry Shukaku na chakrę chłopca i trzymanie demona z dala od jego podświadomości – przynajmniej do momentu, w którym to Gaara sam zechce z nim porozmawiać. Naruto, mimo że traktował pieczętowanie jak sztukę i miał do tego wrodzony talent, wolał nie narażać przyjaciela na zbędne ryzyko i dlatego jeszcze trzykrotnie sprawdził swoją pracę.


*Tydzień później*

Na polu treningowym klanu Uchiha Naruto i Sasuke odbywali sparing używając tylko taijutsu. Byli sobie całkiem równi. Podczas gdy Sasuke cechował się większą szybkością, Naruto posiadał więcej siły. Tak jak zawsze.

Po raz pierwszy od wielu miesięcy blondyn pozwolił swojemu umysłowi się zrelaksować. Jego ciało automatycznie wykonywało kolejne ruchy – bloki, uniki, obroty, kontrataki…

Łatwo było pozwolić odejść zmartwieniom choć na ten krótki moment. Istniała tylko walka, do tego walka nie o przetrwanie. Walka dla zabawy, dla wzmocnienia siebie i swojego przyjaciela. Tańczyli godzinami. Do przerwy skłoniło ich nadejście Itachi'ego.

- Sasuke, obiad jest gotowy. Jeżeli chcesz, to jak zawsze jesteś tu mile widziany, Naruto – zagadnął.

Długo się nie zastanawiając chłopcy szybko do niego dołączyli.


Od autorki: Przepraszam, że krócej niż zwykle, ale było to niezbędne wprowadzenie do kolejnej akcji!