Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Pozdrowienia dla stałych czytelników!
Nieoczekiwany Początek
Rozdział 16: Incydent w Klanie Uchiha część I
Myśli: „bla bla"
Dialogi: „bla bla"
Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"
Jasna cholera! – Naruto zaklął cicho, kiedy obserwował walkę pomiędzy jego ojcem, Hokage, a jego najlepszym przyjacielem, głową klanu Uchiha oraz rebelii, Fugaku Uchihą.
*Wspomnienie*
Godzinę wcześniej
Kilkoro ANBU zjawiło się w dzielnicy klanu Uchiha, prosząc kilkoro jego członków o udanie się z nimi. Nikt nie protestował. Ich przesłuchanie odbędzie się w Wydziale Przesłuchań i Tortur. Naruto przez cały dzień obserwował to miejsce, posyłając wcześniej klona na podmiankę w akademii. Wszystko szło idealnie… aż do momentu, w którym kilkoro mężczyzn rozpoczęło bunt przeciwko wyszkolonym shinobi jego ojca. Wkrótce pojawił się Fugaku, który wydał swoim podwładnym rozkaz stworzenia odpowiednich formacji. Potem było już tylko coraz gorzej.
*Koniec wspomnienia*
Blondyn obserwował wszystkie toczące się naokoło walki, skupiając się przede wszystkim na tej, w której centrum znajdował się jego tata. Jako że Minato zdawał się radzić sobie świetnie, Naruto już miał zmienić się w anonimowego ANBU, by pomóc reszcie, kiedy usłyszał Sasuke.
- Ojcze?! – krzyk kruczowłosego rozniósł się po polu walki. Uchiha był skonfundowany, dlaczego jego rodziciel walczył właśnie z Hokage, dlaczego większość członków jego klanu toczyła bitwę z innymi shinobi Konohy. Wiedział jednak, że wszystko to musiało się skończyć. Wiedział, że to nie zwykły, braterski pojedynek, a atak na kage równoznaczny był ze zdradą.
Sasuke, ignorując wszystko dookoła, chwilę później znalazł się przy swoim ojcu. Uzumaki czujnie go obserwował, by w razie potrzeby zainterweniować. Fugaku dostrzegł syna i odseparował się od Namikaze. Yondaime, który dostrzegł dziecko na swojej drodze, także wstrzymał atak. Uchiha, ani razu nie ściągając z niego wzroku, odezwał się do chłopca:
- Sasuke, uciekaj stąd. Teraz – rozkazał. Jego syn normalnie by tego nie zakwestionował, ale tym razem chodziło o jego dom. Musiał wiedzieć.
- Co się dzieje, ojcze?
Lider klanu milczał.
- Tak, Fugaku, może wspomnisz swojemu synowi, co właśnie zrobiłeś? – wtrącił się Minato.
Sasuke spojrzał na ich obu, czekając na odpowiedź. Twarz jego ojca nie pokazywała żadnych emocji, ale jego oczy płonęły nienawiścią do Czwartego. Zamiast odpowiedzi mężczyzna zepchnął dziecko z drogi, by zaatakować kage Katon: Goukakyou no Jutsu.
Namikaze zeskoczył z kursu ognistej kuli, by po chwili odeprzeć kolejny atak kunaia. Oszołomiony czarnowłosy chłopiec siedział tam, gdzie go zepchnięto, pochłaniając ogrom otaczającej go destrukcji. Ledwo poczuł położoną na jego ramieniu dłoń. Powoli obrócił się, by ujrzeć znajomą mu twarz.
- Naruto? – spojrzał na niego, skonfundowany jego obecnością. Blondyn spojrzał na niego smutno. Przez moment wyglądał jak ktoś o wiele starszy.
- Chodź Sasuke, wracamy – jinchuuriki pociągnął przyjaciela za ramię, odprowadzając do miejsca, w którym do niedawna się ukrywał.
- Naruto… co się dzieje? – zapytał Uchiha cichym i przestraszonym głosem.
Młody Namikaze westchnął.
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć… ale część członków twojego klanu zbuntowała się przeciwko Hokage. Itachi pomagał w zbieraniu informacji, ale twój ojciec… jest liderem rebelii – Sasuke spojrzał na niego z przerażeniem. Jego umysł usiłował temu zaprzeczyć.
- Ale… - nie mógł tego dokończyć. Wyraz twarzy jego najlepszego przyjaciela mu na to nie pozwolił. Przypomniał sobie ostatnich kilka tygodni. W jego domu działy się dziwne rzeczy. W dalszym ciągu jednak tego nie rozumiał. – Dlaczego?
- Całą historię opowiem ci później. W skrócie… pragnęli władzy. Chcieli rządzić Konohą zamiast jej ochrony. Przez to mogli rozpocząć wojnę… dalej istnieje taka groźba – pojedyncza łza spłynęła po policzku kruczowłosego chłopca.
Obserwowali, jak ich ojcowie usiłowali się nawzajem zabić.
Minato wykonał serię ręcznych pieczęci do kolejnego jutsu.
- Suiton: Mizurappa! – potężna fala wody z całą siłą uderzyła Fugaku, wyrzucając go na jedną ze ścian. Wtedy starszy Uchiha dojrzał coś… coś, co mogło dać mu przewagę.
Yondaime obserwował, jak jego przeciwnik zdawał się od niego uciekać. Nie zdarzyło się to pierwszy raz, ale lider klanu Uchiha nie był z osób, które tak się zachowują. Coś było nie tak. Kiedy blondyn zorientował się, co się dzieje, jego umysł zamarł. Rozpoczął bieg. Wiedział jednak, że nie zdąży. Wrzasnął:
- NARUTO!
Sasuke wpatrywał się w ziemię, usiłując zrozumieć, zaś blondyn tylko na moment przestał obserwować scenę walki, by mu pomóc. To wtedy usłyszał krzyk swojego ojca. Jeszcze nigdy jego głos nie był tak desperacki. Obydwaj chłopcy gwałtownie się odwrócili. Fugaku znalazł się prawie przy nich, z kunaiem wycelowanym prosto w jinchuuriki'ego.
Naruto nie miał czasu, by myśleć. Chwycił przyjaciela za koszulkę i przerzucił go jak najdalej od siebie. Zwracając się pospiesznie do wroga, ominął jego atak, przy okazji posyłając mu kopniaka w brzuch. Po usłyszeniu satysfakcjonującego dźwięku bólu chłopiec spróbował odskoczyć w tył. Niestety, lider klanu Uchiha złapał go za nogę, chwilę później przyszpilając rękoma z kunaiem przyłożonym do szyi. Minato zatrzymał natarcie, przenosząc powiedzenie „gdyby wzrok mógł zabijać…" na kompletnie inny poziom.
- Puść mojego syna. Teraz –wycedził przez zaciśnięte zęby. Fugaku zadrżał na ilość posłanej w jego kierunku morderczej intencji, mimo tego kontynuował swoje.
- Odwołaj ANBU – zabrzmiało to jak rozkaz. Namikaze przeklął. Odwołanie ANBU równoznaczne byłoby z poddaniem się, ale ten drań miał jego dziecko…
Sasuke znajdował się kilka kroków za swoim ojcem, który najwyraźniej nie miał go za zagrożenie. Emocje kruczowłosego chłopca wirowały pomiędzy szokiem, a wściekłością… jego ojciec, dla którego tak ciężko pracował, by mu zaimponować… miał za zakładnika jego najlepszego przyjaciela. Musiał jednak jeszcze ten jeden raz spróbować.
- Ojcze, puść Naruto – mężczyzna nawet na niego nie spojrzał.
- Odejdź, Sasuke.
Młody Uchiha zamknął oczy. Pojedyncza łza spłynęła mu po policzku, ale się nie odezwał. Kiedy ponownie je otworzył, rzekł chłodno:
- To nie była prośba - jeżeli w tym momencie ktoś by mu się przyglądał, zauważyłby, że jego wzrok stał się krwistoczerwony, z pojedynczym tomoe.
Wykorzystał fakt zaskoczenia. Używając swojego treningu ninja, zaatakował ojca, najsilniej jak potrafił uderzając w jego głowę. Nie było to wystarczające, by pozbawić go przytomności, ale przynajmniej zaskutkowało poluźnieniem uścisku, w którym znajdował się jego zakładnik. Naruto jednak odwinął się, w ten sposób się uwalniając. Po chwili biegł już w stronę Sasuke.
Zszokowany Minato nie wahał się. Minął chłopców, by uderzyć Fugaku ze wzmocnionej chakrą pięści, posyłając dobrych 50 metrów przez pobliskie ściany.
Kiedy upewnił się, że lider rebelii przez chwilę nie będzie zdolny do walki, Namikaze zwrócił się do najmłodszych uczestników walki.
- Naruto, wszystko w porządku? – chciał wziąć go na ręce i przytulić, ale wiedział, że w dalszym ciągu znajdowali się w niebezpieczeństwie.
- Nic mi nie jest, tato – Uzumaki odparł bez namysłu. Był to już jego odruch. Minato wiedział już o tym, więc kiedy nie zauważył na jego ciele żadnych ran, zwrócił się do Sasuke.
- Dziękuję ci, Sasuke. Nie zapomnę tego, co zrobiłeś, by pomóc Naruto – kruczowłosy tylko spojrzał na niego, po czym skinął głową. Nie był jeszcze gotów do rozmowy o tym wszystkim.
Podróżnik w czasie po chwili przeniósł wzrok na swojego zmęczonego przyjaciela. Jego źrenice rozszerzyły się.
- Uch, Sasuke… - Uchiha spojrzał na niego prawie bez emocji. – Twoje oczy… aktywowałeś Sharingana – blondyn jak zawsze był bezpośredni. Sasuke zamrugał, zaskoczony. Głos Minato oderwał ich jednak od rozmowy.
- Musicie się ukryć!
Fugaku stanął na równe nogi. Rzucił około dziesięciu kunai, po czym wykonał ręczną pieczęć, mówiąc:
- Kunai Kage Bunshin no Jutsu! – stworzył z broni ich całą chmarę, w ogóle nie dbając, że obydwaj chłopcy znajdowali się na linii ostrzału. Minato stanął przed nimi, by ich osłonić i dać szansę ucieczki. Niestety, kruczowłosy znajdował się zbyt daleko i oberwał.
- Sasuke! – wrzasnął Naruto. Nie marnował jednak czasu. Chwycił przyjaciela za ramię, przyciągając do siebie.
Hokage wiedział, że chłopiec został ranny, jednak nie mógł nawet spojrzeć i ocenić, jak bardzo jest źle. Jak tylko skończył się atak, poczuł obok siebie chakrę Itachi'ego.
- Itachi. Zabierz Sasuke do szpitala i zabierz ze sobą Naruto. Zostań z nimi do mojego przybycia – rozkazał.
- Hai, Hokage-sama.
Brat Sasuke wykonał zadanie, uważając na ranę okaleczonego chłopca, któremu – jeżeli rana nie przestanie krwawić - groziła utrata przytomności. Młodszy blondyn nie odzywał się, wiedząc, że Madara jest niedaleko. Próbował go wyczuć, zanim Itachi zanadto się z nimi nie oddalił.
Wtedy spostrzegł go na jednym z dachów. Miał na sobie swoją pomarańczową, spiralną maskę. Obserwował bieg wydarzeń. To wtedy Fugaku ponownie zaatakował Yondaime, przechodząc przez szereg ręcznych pieczęci:
- Katon: Gouryuuka no Jutsu! – Itachi zdjął chłopców z drogi, ukrywając się za ścianą. Ogromna, ognista głowa smoka ruszyła prosto na Minato.
Naruto nie ściągał wzroku z walki, podczas gdy Itachi myślał, jak bezpiecznie ich stąd wyprowadzić. Uzumaki widział, jak jego ojciec odskakuje, w międzyczasie tworząc wodną technikę. Wtedy zauważył, jak Madara szykuje się do ataku, prosto na Namikaze. Założyciel klanu Uchiha wyciągnął kunai i spełzł z dachu niczym cień.
On go zabije! – pomyślał jinchuuriki, kiedy wpompował w swoje nogi ogromną ilość chakry. Wydostał się spoza zasięgu Itachi'ego zanim ten w ogóle zorientował się o jego ruchu.
Siedmioletni podróżnik w czasie nie mógł dostrzec Madary, ale wiedział, że jutsu, którego zamierzał użyć, jest błyskawiczne. Musiał poruszać się szybciej… w przeciwnym razie mu się nie uda. Instynktownie wydobył z siebie chakrę Kyuubi'ego. Jego oczy przybrały kolor demonicznej czerwieni.
Mój ojciec tym razem nie zginie – pomyślał… nie, obiecał sobie, gdy dotarł na miejsce idealnie na czas, spychając z drogi zaskoczonego blondyna. Madara zjawił się znikąd. Naruto zdał sobie sprawę, że sam już nie da rady uniknąć ataku. Poczuł, jak kunai przebija się przez jego brzuch.
Od tłumaczki: Cliffhanger! ;)
