Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki:

clarissayummiray, Ecleette, taran taran, SilentAqua, angela6x6gmail – dziękuję za komentarze!


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 17: Incydent w Klanie Uchiha część II


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"


Sasuke zakłopotał się, kiedy Naruto – szybciej, niż kiedykolwiek widział – wybiegł zza ściany użytej przez Itachi'ego jako osłonę. Gdyby jego świeżo aktywowany Sharingan był wyłączony, nie sądził, by byłby w stanie go zauważyć. Czarnowłosy chłopiec obserwował z przerażeniem, jak znikąd pojawił się mężczyzna noszący pomarańczową maskę, akurat w chwili, gdy jego przyjaciel zepchnął swojego ojca z drogi. Jako że młody Uchiha widział to wszystko poprzez swoje doujutsu, do końca życia nie zapomni perfekcyjnie wyrytego w jego umyśle wspomnienia przebitego kunai'em blondyna. Sekundy później Sasuke stracił przytomność, wycieńczony utratą krwi i stresem. Zanim jego ciało sięgnęło ziemi, jego brat zdołał go złapać.

Minato nie wiedział, dlaczego jego syn go popchnął. Potknął się, by po chwili odzyskać balans. W międzyczasie zaatakowała zamaskowana postać. Naruto właśnie go uratował, prawdopodobnie kosztem swojego życia. Na twarzy młodego Hokage nie widniało nic, prócz przerażenia na widok wiszącego w powietrzu chłopca, z wbitym, przeznaczonym nie dla niego kunai'em.

Przerażenie szybko zostało zastąpione furią. Yondaime błyskawicznie ruszył na agresora, w jednej dłoni formując potężnego Rasengana, drugą zaś szykując na przechwycenie syna. Zanim zdołał do niego dotrzeć, Naruto spojrzał demonicznymi tęczówkami na ukrytego za maską shinobi, szyderczo się do niego uśmiechając. Madara był tak zaskoczony faktem, że dziecko nie tylko widziało jego atak, ale było także w stanie ocalić jego cel, że na kilka sekund się zatrzymał. Jinchuuriki wykorzystał swój czas, by chwycić za nadgarstek Uchihy i umieścić na nim pieczęć. Stało się to chwilę przed atakiem jego ojca skutkującego posłaniem agresora prosto na Fugaku.

Czwarty chwycił blondyna szybko i jednocześnie delikatnie, by chwilę później zaatakować napastnika z zamiarem jego zniszczenia. Madara jednak już wtapiał się w ziemię. Zanim zdołał to zrobić, pieczęć pozostawiona na jego ręce przez Uzumaki'ego gwałtownie eksplodowała, pozbawiając go kończyny. Mężczyzna wrzasnął.

Ten gówniarz mnie zaskoczył! Jako że nieźle oberwałem i nie mam po swojej stronie elementu zaskoczenia, kontynuacja walki byłaby samobójstwem. Muszę się zmyć – z tym zniknął, przeklinając kwieciście dzięki stuletnim zasobom słownictwa.

Po tym, jak Namikaze przestał wyczuwać chakrę agresora, odwrócił się, by jak najszybciej dołączyć do swojego syna. Chłopiec klęczał na jednym kolanie. Naruto trzymał się za brzuch, dysząc. Widział, co zrobił Madarze. Fugaku skończył na ścianie, z której wystawała ułamana rura. Nie miał szans wyjść z tego żywy. Podróżnik w czasie sądził, że prawdopodobnie dobrze się stało, z drugiej zaś strony martwił się o reakcję Sasuke. Nieważne, co zrobił lider klanu Uchiha. W dalszym ciągu był ojcem chłopca.

Blondyn stwierdził, że później będzie się o to martwił. W tej chwili bardziej zajmowała go dziura w jego brzuchu. Chłopiec czuł ulgę, że toczące się naokoło walki nareszcie się skończyły. ANBU zabierali nieprzytomnych Uchiha do więzień, skąd trafią na sale przesłuchań. Nad młodym Namikaze pojawił się cień. Podniósł głowę, by ujrzeć stojącego obok ojca. Minato ostrożnie podniósł go, bez słowa, po czym gestem nakazał zajmującemu się Sasuke Itachi'emu za nim podążyć.

Spieszyli się. Naruto wiedział, że do szpitala. Mentalnie zajęczał, ale nic na ten temat nie powiedział – od tego powstrzymał go zatroskany wyraz twarzy taty. Ostatnimi siłami wyszczerzył się do niego.

- Nie martw się, tato. Wszystko będzie dobrze – spróbował go pocieszyć.

Minato smutno się uśmiechnął.

- Czy to ja czasem nie powinienem ci tego mówić? – zapytał retorycznie.

Jinchuuriki uśmiechnął się, po czym zamknął oczy, nareszcie pozwalając sobie na wypoczynek w bezpiecznych ramionach ojca.


Kiedy jego syn stracił przytomność, Minato zaczął panikować.

- Potrzebuję lekarza! – wrzasnął, gdy tylko przekroczył próg szpitala. Młody medyk pospieszył do niego, a na widok odniesionych przez Naruto ran krzyknął do kogoś, by przygotował łóżko oraz salę operacyjną. W międzyczasie w budynku znalazł się także trzymający Sasuke na rękach Itachi.

Kruczowłosy chłopiec nie ucierpiał tak bardzo jak jego przyjaciel. Kunai trafił go w ramię, uszkadzając jedną z tętnic, przez co stracił trochę krwi i wymagał zszycia. Naruto oberwał w nerkę, na całe szczęście nie głęboko. Spędził noc na Oddziale Intensywnej Terapii. Byłby tam dłużej, gdyby nie fakt, że lekarze zauważyli u niego szybką regenerację, czym bardzo ich zaskoczył.

Yondaime zadbał o to, by jego syn trafił później do tej samej sali, co Sasuke.


*Dwa dni później, Szpital Konohy*

Naruto obudził się kolejnego poranka. Otworzył oczy i w jednej chwili wiedział, gdzie się znajduje. Nie czuł się zbyt źle. Spojrzał na znajdujące się na jego brzuchu bandaże, po czym spróbował się poruszyć. Na jego twarzy pojawił się grymas.

Au, okej. Boli, ale mogę się ruszać.

Usiadł i rozejrzał się po sali. Na sąsiednim łóżku zauważył śpiącego Sasuke, a na krześle tuż obok sylwetkę również śpiącego Minato. Mężczyzna miał worki pod oczami i wyglądał na wycieńczonego. Blondyn westchnął, zastanawiając się, przez ile dni był nieprzytomny.

Po kilku minutach Namikaze zaczął się wybudzać. Po tym, jak zauważył, że jego syn jest przytomny, od razu wstał i do niego podbiegł.

- Naruto – zawołał, by zwrócić na siebie jego uwagę. Chłopiec uśmiechnął się. – Jak się czujesz, synku? – zapytał, zmartwiony.

Uzumaki przewrócił oczami tak, jakby było to tylko skaleczenie.

- Jest wszystko dobrze, tato – odparł.

- Wiesz, jak będzie tak dalej, to za niedługo nabawię się przez ciebie siwych włosów – na twarzy Czwartego pojawił się uśmieszek.

Jeżeli w ogóle można szeroko i psotnie się uśmiechać, to Naruto właśnie to zrobił. Sięgnął do loków ojca, tak jakby miał zamiar je analizować. Namikaze uniósł brew.

- A skąd masz pewność, czy już tak się nie stało? – zapytał młodszy blondyn, dalej gmerając w czuprynie mężczyzny. – Aha! Znalazłem! Siwy włos! – wykrzyknął, by po chwili zostać pojmany i lekko gilgotany w pozbawione ran miejsca.

- Cofnij to – zaśmiał się Minato.

- Okej, okej, już! – wydobył z siebie jinchuuriki.

- I gitara. A teraz może powiesz mi, dlaczego znajdowałeś się w dzielnicy klanu Uchiha? I skąd wziąłeś te pieczęcie? – Czwarty wskazał na wykonane przez dziecko przedmioty.

Jako że widział, jak umieszczam pieczęć na Madarze, tata z pewnością przekopał już wszystkie moje kieszenie. Cholera… co mam mu teraz powiedzieć?

Może nadszedł czas, by wyjawić mu prawdę, szczeniaku.

Co? Ale…

Wiem, że nie chcesz, ale ten dzień musi kiedyś nadejść.

Nie teraz…

Naruto, ponownie skupiając się na realnym świecie, znów zaczął odpowiadać półprawdami.

- Te? Zrobiłem je, tato – odparł w nadziei, że Czwarty zapomni o drugim pytaniu.

Starszy blondyn zamrugał.

- Zrobiłeś je? Ale kto cię tego nauczył? – nacisnął.

Och, jasny gwint… mógłbym powiedzieć, że zrobił to Jiraiya, bo w rzeczy samej tak było – nauczył mnie podstaw. Gdyby jednak to jego się o to zapytał, Ero-sennin by mu zaprzeczył. To jest to – nadszedł najwyższy czas, abym albo go całkowicie okłamał, albo wyznał prawdę. Jeżeli wybiorę drugą opcję, już nigdy nie będzie na mnie w ten sam sposób patrzył… - pomyślał podróżnik w czasie, mentalnie oddając się w ręce losu.

- Tato… powiem ci, ale… nikt inny nie może o tym wiedzieć – powiedział półszeptem. Jego głos zabarwiony był smutkiem. Minato siedział tam, przez chwilę go obserwując, dopóki nie wyczuł u niego stresu. Jego syn wyglądał na przerażonego. Naruto nigdy się nie bał.

- Naruto… – Yondaime zaczął, ale przerwało mu wybudzenie się Sasuke. Czarnowłosy chłopiec spojrzał na nich śpiącym wzrokiem. Uśmiechnął się, kiedy dostrzegł przyjaciela.

- Jesteś cały.

Uzumaki zaśmiał się. I w ten oto sposób nerwowa atmosfera całkowicie wyparowała.

- Oczywiście, że tak. Dlaczego wszyscy się o to pytają? – zapytał retorycznie.

Uchiha jednak musiał odpowiedzieć – blondyn dał mu perfekcyjne wejście.

- Ponieważ zawsze ładujesz się w jakieś tarapaty, duh – rzekł z uśmieszkiem.

- Oi! Wcale, że nie! – wrzasnął Naruto.

Jako że sprzeczka rozwinęła się w najlepsze, Minato mógł tylko zastanawiać się, co tak bardzo martwiło jego syna. Postanowił zapytać się o to jak tylko powrócą do domu.


*Tej nocy*

Po wizycie Itachi'ego oraz jego mamy, a także odejściu Yondaime – po uprzednim wytłumaczeniu, co się stało z resztą klanu Uchiha – Sasuke zapytał Naruto o to, co od dawna go gnębiło.

- Naruto… powiedziałeś, że opowiesz mi „całą historię" o tym, dlaczego Uchiha wszczęli rebelię. Chcę wiedzieć.

Jinchuuriki westchnął.

- W porządku, Sasuke. Nie mogę dokładnie wyjawić ci, skąd to wiem, ponieważ historia związana jest z sekretem rangi S – zaczął. Sekret rangi S dotyczył sprawy Kyuubi'ego, poza tym i tak nie mógł wyjawić chłopcu wydarzeń z przyszłości. – Okej, zaczynamy. Dawno temu istniał mężczyzna, który nazywał się Uchiha Madara. Za czasów Pierwszego Hokage człowiek ten był głową klanu Uchiha. Wraz z Hashiramą, głową klanu Senju, stworzył pakt, który doprowadził do powstania Konohy. Sądził jednak, że stanie się jej kage, co doprowadziło pomiędzy nimi do walki o ten tytuł. W jej trakcie przywołał Bijuu, Kyuubi'ego no Kitsune, którego był w stanie kontrolować swoim Sharinganem, co i tak nie doprowadziło do jego zwycięstwa – blondyn na moment przerwał, by jego przyjaciel zdołał to przyswoić. – Jak wiesz, siedem lat temu Kyuubi zaatakował wioskę, zabijając wielu ludzi. Powstrzymał go mój tata. Część mieszkańców pomyślało, że i tym razem stał za tym klan Uchiha, co doprowadziło do ograniczenia zaufania. Członkowie twojego klanu musieli zacząć mocno uważać na swoje czyny, ponieważ w razie wszelkich występków to oni mogliby być posądzani jako pierwsi. Przez lata sytuacja Uchihów stopniowo się poprawiała, ale i tak w pewnym momencie stracili cierpliwość. Zaplanowali zamach stanu, który miał doprowadzić do zyskania siły i respektu, którego zawsze pożądali. Przez to mogli rozpocząć wojnę klanów i doprowadzić do śmierci wielu ludzi.

- Naruto? – zapytał Sasuke po minucie.

- Tak?

Kruczowłosy spuścił wzrok.

- Czy się mylili? – źrenice Uzumaki'ego zwęziły się.

- Tak – odpowiedział pewnym głosem, co sprawiło, że jego przyjaciel w końcu na niego spojrzał. – Sasuke, to, co się im przytrafiło, może jest złe, ale zdrada towarzyszy broni, przyjaciół, wioski i intencje zabicia wielu ludzi… jest o wiele gorsza – dokończył bez krzty wahania. – Mogli znaleźć inny sposób, próbować zawalczyć o zaufanie, mimo że to też nie było wobec nich fair. Sam bieg czasu sprawił, że ich sytuacja stopniowo się polepszała. Ale teraz… nie tylko zdradzili Konohę, ale też wszystkich noszących nazwisko Uchiha – młody Namikaze pozwolił sobie spojrzeć w dół. Sasuke wiedział, że ma rację.

Przez jakiś czas siedzieli w ciszy. W pewnym momencie blondyn ponownie zabrał głos:

- Sasuke… jest jeszcze jedna rzecz, o której powinieneś wiedzieć – jego przyjaciel spojrzał na niego, gdy się zawahał. - Nie możesz nikomu o tym powiedzieć – kiedy brunet przytaknął, chłopiec kontynuował. – Ten mężczyzna w pomarańczowej masce, który używa ksywki „Tobi", to tak naprawdę… Uchiha Madara – ostrożnie wytłumaczył. Sasuke szeroko otworzył oczy.

- Ale czy nie powiedziałeś przed chwilą, że żył za czasów Shodaime? Powinien być już teraz martwy – zapytał, skonfundowany.

- Nie jest martwy. Nie wiem, jak utrzymuje się przy życiu, ale wiem, że to on. A kiedy mnie dźgnął – na to Uchiha wzdrygnął się – widziałem jego oko. Miał innego Sharingana.

Minęło pół godziny. Żaden z chłopców jeszcze nie spał. Pogrążeni byli w zadumie – jeden na temat tego, co się wydarzyło, drugi zaś o tym, co powinien zrobić. Nareszcie Sasuke odezwał się:

- Madara czy nie… któregoś dnia odnajdę tego mężczyznę w masce i zabiję go, zanim on znów spróbuje zniszczyć mój klan. On próbował zabić twojego ojca. Gdybyś go nie zatrzymał, na klan spadłaby wina także za śmierć Czwartego – wyznał przyjacielowi.

Więc… zgaduję, że mogło pójść gorzej. Ale żeby się upewnić, że się w tym nie zatraci, dam mu znać, że zawsze może na mnie liczyć.

- Uważam tak samo, Sasuke. Próbował zabić ojca i przy okazji prawie dorwał również i mnie. Dodatkowo wróci po mnie… któregoś dnia…

- Dlaczego? – zapytał ze zmartwieniem brunet.

- Przepraszam, ale to sekret rangi S… któregoś dnia go poznasz, obiecuję.

Po tym zasnęli.