Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki:

radekxpl123, Sakuja3 – oczywiście, że coś będzie :)

Jako że wiem, że nie wszyscy czytają zamieszczane przeze mnie ogłoszenia parafialne na profilu, chcę i tutaj powiedzieć, że - o ile nie dam oficjalnego ogłoszenia, że coś zawieszam, coś się dzieje, że nie mogę kontynuować tłumaczeń - to nic nigdy nie zostanie zawieszone/usunięte/wszelkie inne możliwe opcje :) wszelkie przerwy wynikają z tego, że studiuję medycynę i najzwyczajniej w świecie przez większość czasu jestem zawalona nauką i dopiero po wszystkich zaliczeniach w danym okresie semestru/roku jestem znów w stanie przetłumaczyć kolejne rozdziały ;)

A tymczasem… zapraszam na kolejną, zapewne przez wielu oczekiwaną aktualizację!


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 18: Prawda Czy Fikcja?


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"


Naruto i Sasuke zostali wypuszczeni ze szpitala dwa dni po tym, jak się wybudzili. Ze względu na odniesione przez niego rany lekarze chcieli jeszcze przetrzymać blondyna, ale chłopiec, rzecz jasna, już dzień wcześniej spróbował ucieczki – został schwytany przez swojego ojca w połowie drogi do Ichiraku. Koniec końcem medycy stwierdzili, że lepiej będzie już go wypuścić – biorąc pod uwagę fakt, że przez nieobecność przyjaciela utrzymanie niesfornego dzieciaka w ryzach będzie praktycznie niemożliwe.

Itachi oraz Mikoto, mama Sasuke, zdążyli już przyjść i zabrać kruczowłosego do domu, Naruto zaś czekał na przyjście taty. Jinchuuriki czuł zdenerwowanie, w kółko zastanawiając się, czy Minato będzie pamiętał o ich rozmowie.

Może zapomniał i nic nie będę musiał mówić… taa, jasne. Od kiedy miałbym mieć takiego farta? To niemożliwe.

Aaaach. Co zrobić, co zrobić, co zrobić? W porządku, zamierzam mu wyjawić CAŁĄ prawdę, to jedyne wyjście. Ale jak? Nie mogę powiedzieć zbyt dużo na temat przyszłości, w przeciwnym razie on sam spróbuje to zmienić… co już sam zdążyłem zrobić, choć egzamin na chuunina powinien pójść jeszcze tym samym torem... Ech, o czym ja myślę… co powinienem powiedzieć TERAZ?

Mentalny chaos myśli Uzumaki'ego został przerwany, gdy otworzyły się drzwi do sali, ujawniając ich obiekt – jego ojca.


Czwarty wracał do domu tradycyjnym sposobem – z Naruto w swoich ramionach. Nie rozmawiali zbyt wiele. Kiedy znaleźli się na miejscu, mężczyzna położył chłopca na kanapie. Widział, że jego syn jest poddenerwowany, przez co sam czuł zmartwienie. Usiadł tuż obok niego.

- Jest okej, Naruto. Cokolwiek to jest, zajmę się tym – spróbował go uspokoić.

Naruto na niego nie spojrzał. Przez kilka sekund na jego twarzy widniał gorzki uśmiech.

- Po prostu nie wiem, jak ci o tym powiedzieć, żebyś nie pomyślał, że zwariowałem, kłamię czy coś jeszcze gorszego… - odparł miękko blondyn.

Jego tata przeniósł na niego wzrok.

- Naruto, zachowujesz się zbyt poważnie, by przez głowę w ogóle przeszła mi myśl, że kłamiesz, a co do drugiego… już uważam, że jesteś trochę zwariowany – rzekł z lekkim rozbawieniem. – Co powiesz na to, że zaczniemy od tego, o czym rozmawialiśmy w szpitalu? Kto nauczył cię pieczęci? – zapytał.

Podróżnik w czasie westchnął.

- Na samym początku uczył mnie Jiraiya-ojisan, później stałem się samoukiem – wyjawił.

Minato odczuwał teraz lekkie skonfundowanie. Już wcześniej przyszło mu do głowy takie rozwiązanie. Co w nim było takiego złego?

- Naruto, dlaczego mi o tym po prostu nie powiedziałeś?

Młodszy blondyn ostrożnie patrzył się wszędzie, tylko nie na niego.

- Ponieważ gdybyś zapytał się o to Jiraiyę, odpowiedziałby ci, że mnie tego nie uczył. On nie wie ani nie pamięta…

Yondaime nie mógł tego pojąć.

- Dlaczego by tego nie pamiętał?

Mężczyzna wyczuł, jak jego syn wstrzymuje powietrze.

- Ponieważ… to się jeszcze nie wydarzyło – jinchuuriki wypowiedział te słowa tak cicho, że Namikaze prawie ich nie dosłyszał.

I wtedy jego mózg połączył elementy układanki. Wiedział, co chłopiec usiłował mu powiedzieć, ale to nie mogłoby być prawdą… prawda?

- Czy chcesz przez to powiedzieć… że znasz przyszłość? – zapytał z wahaniem.

Naruto spiął się, widząc w pierwszej chwili furtkę do wycofania się z opowieści, jak to cofnął się w czasie mając osiemnaście lat, ale wkrótce po tym, jak przeszła mu przez głowę ta myśl, zrezygnował. Skoro już zaszedł tak daleko, dotrwa do samego końca.

- Nie, chciałem powiedzieć, że przybyłem z przyszłości… a teraz już raczej z alternatywnej rzeczywistości, zgaduję – odparł, w dalszym ciągu odmawiając sobie spojrzenia w twarz ojca, nie chcąc zobaczyć odrzucenia, które z pewnością się tam znajdowało.

Minato siedział tam przez chwilę, rozmyślając.

- Naruto… nie żebym ci nie wierzył… ale czy mógłbyś cokolwiek mi pokazać, aby to udowodnić? – spytał prawie zbyt cicho. Uzumaki jednak usłyszał to i go zrozumiał – na jego miejscu sam chciałby dowodu.

- W porządku. Już wiesz, że potrafię tworzyć pieczęcie. Co jeszcze mógłbym zrobić? Zapytaj mnie o cokolwiek, zapytaj, dlaczego tak szybko się uczę, zapytaj, w jaki sposób robiłem rzeczy, o których nie powinienem mieć zielonego pojęcia, zapytaj o rzeczy, które robiłem, a które nie miały za sobą żadnego logicznego wytłumaczenia – młodszy blondyn skończył, w końcu patrząc na ojca, czekając na szansę, by pokazać, kim naprawdę jest.

Po każdym zasugerowanym przez chłopca pytaniu Czwarty wierzył mu coraz bardziej.

Zapytaj, dlaczego tak szybko się uczę. Uczył się szybko – szybciej, niż każdy, kogo Minato znał.

Zapytaj, w jaki sposób robiłem rzeczy, o których nie powinienem mieć zielonego pojęcia. W wieku sześciu lat ulepszył Rasengana, robił wiele innych rzeczy, które mogły być wyjaśnione… tylko przez niego samego.

Zapytaj o rzeczy, które robiłem, a które nie miały za sobą żadnego logicznego wytłumaczenia. Czasami miał to spojrzenie… tak jakby był świadkiem, jak jego świat się zawala. Po nim następowała ognista determinacja – taka, że Namikaze wątpił, by ktokolwiek zdołałby go powstrzymać.

Minato co prawda nie podobała się myśl, że jego syn przeszedł przez tak wiele, ale wierzył mu. Wszystko złożyło się w jedną spójną całość. Ale… istniało coś, o czym chciał już od dawna wiedzieć. Zwrócił się do chłopca, który w dalszym ciągu czekał, aż z jego ust padnie pytanie.

- Naruto… dlaczego ty nigdy nie płaczesz? – zapytał miękko, przyglądając się synowi z troską.

To nie było pytanie, jakiego oczekiwał młodszy blondyn. Nawet przez chwilę by mu nie przeszło przez myśl. To, że był zaszokowany, byłoby sporym niedopowiedzeniem. Właśnie dał swojemu ojcu wolną rękę w kwestii zapytania go czegokolwiek na temat przeszłości, teraźniejszości, czy przyszłości… a on wybiera to. Przez kilka sekund Uzumaki czuł się tak, jakby jego mózg się wyłączył. Spojrzał w dół, usiłując znaleźć odpowiedź. Problemem był fakt, że on sam już tego nie był pewien.

- Nie wiem. Zgaduję, że stało się to już przyzwyczajeniem – odparł, starając się być tak blisko prawdy, jak to tylko możliwe. Yondaime wiedział, że nie będzie mu się to podobało, ale musiał wiedzieć.

- Dlaczego stało się to twoim przyzwyczajeniem, synu?

Chłopiec spojrzał na niego z nadzieją. Jego tata wiedział, że jest z przyszłości, ale w dalszym ciągu zwracał się do niego „synu". Jak mógł mu na to odpowiedzieć?

- Ponieważ nikt, prócz staruszka Hokage się mną nie przejmował, a płakanie zdecydowanie w niczym mi nie pomagało.

Minato siedział tam, widząc smutek w oczach syna. Od razu wziął go na kolana. Kiedy go tak trzymał, coś nie dawało mu spokoju. Po chwili zapytał, nie przerywając tulenia:

- Powiedziałeś przed chwilą, że nikt, prócz staruszka Hokage się tobą nie przejmował… gdzie ja wtedy byłem? – kiedy skończył, poczuł, jak Naruto się spina i w ułamku sekundy wiedział, że coś jest nie tak. Mocniej go do siebie przytulił, w próbie uspokojenia wolną dłonią głaszcząc po głowie, czekając na odpowiedź, która z pewnością nie będzie mu się podobała.

Jinchuuriki nie mógł się zmusić, by spojrzeć ojcu w twarz.

- Moi rodzice zginęli w dniu, w którym się urodziłem – odparł cicho, pod koniec czując, jak mięśnie mężczyzny się napinają, jak od razu, instynktownie, mocniej zakrywa go swoimi ramionami. Czwarty nie chciał zadawać już więcej pytań, ale na wspomnienie dnia urodzin chłopca musiał dowiedzieć się, co na ten temat wiedział.

- Czy wiesz jak, synku?

Uzumaki westchnął, w końcu odrobinę się relaksując.

- Co prawda nikt mi tego nigdy nie wyjawił, ale tak, wiem – przeczesał palcami włosy.

- Czy możesz mi powiedzieć, co mi się przydarzyło? – Namikaze zapytał, mając nadzieję, że nie to, co właśnie miał na myśli. Naruto nie spiął się, ale uniósł brew, gdy w końcu przerwał uścisk, by spojrzeć mu w twarz.

- Zginął pieczętując we mnie Kyuubi'ego, ale już pewnie o tym wiesz – wyszeptał, znów kładąc głowę na klatce piersiowej swojego ojca.

- Naruto… tak bardzo cię przepraszam – Minato wiedział, że nie było to wystarczające, ale co w tej chwili mógł więcej zrobić?

Przepraszam. Naruto zamarł na te słowa. Nie miał pojęcia, jak się zachować. Yondaime cały czas mu się przyglądał. Chłopiec wbijał w niego wzrok, skonfundowany, niczym skrzywdzone szczenię. Widok takich emocji na twarzy własnego dziecka był gorszy, niż stawianie czoła najgroźniejszemu przeciwnikowi. Wziął jego buzię w dłonie, by spojrzeć mu prosto w oczy.

- Przepraszam, że go w tobie zapieczętowałem. Przepraszam, że w twoim świecie umarłem, przepraszam… że zostawiłem ciebie samego – oczy Minato ukazywały ból i smutek. Młodszy blondyn wiedział, że było to całkowicie szczere, prosto z serca.

To było to. Naruto czuł, jak jego maska pęka. Maska, którą używał już od tak dawna, że stała się praktycznie częścią jego twarzy, choć bywały momenty, że jej utrzymanie stawało się trudniejsze niż zwykle. Używał jej, by się uśmiechać, gdy śmiały się z niego dzieciaki z klasy, albo gdy mieszkańcy wioski szydzili z niego i mierzyli wzrokiem… używał jej, by uśmiechać się, mówić światu, że nic nie może go dotknąć. Ale te słowa… przepraszam, że zostawiłem ciebie samego… dotknęły go. Gdzieś w czeluściach jego umysłu podróżnik w czasie wiedział, że jego osłona pękła, gdy po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.

Namikaze był całkowicie zszokowany, gdy po raz pierwszy zobaczył, jak jego syn płacze. Trzymał go blisko, gdy ten przywarł do niego i, po raz pierwszy w nowym życiu, a także za wszystkie lata w poprzednim, płakał w ciszy.

Po paru minutach blondyn otarł rękawem resztki łez, po czym spojrzał na Minato.

- Tato… czy teraz, skoro już wiesz… czy będziesz traktował mnie inaczej?

Wzrok mężczyzny złagodniał.

- To dlatego bałeś mi się o tym powiedzieć? – zapytał, a chłopiec przytaknął, znów uciekając wzrokiem.

Czwarty położył dłoń na jego głowie, zapraszając tym gestem do kontaktu wzrokowego.

- Naruto, nieważne od tego, jakie było twoje poprzednie życie, tutaj masz siedem lat, jesteś moim synem i będę traktował cię tak, jak zawsze.

Uzumaki na to podskoczył w miejscu, po czym praktycznie się na niego rzucił, mocno przytulając.

- Naruto… nie mogę… oddychać… - wydusił z siebie Namikaze. Młodszy z nich puścił go, po czym zaśmiał się, drapiąc ręką w tył głowy. Widząc poprawę nastroju dziecka, na twarzy mężczyzny pojawił się uśmieszek. – W porządku. Chodźmy po coś do jedzenia, a potem będziesz mi mógł o tym więcej opowiedzieć, okej? – zapytał, zyskując skinienie głowy i uśmiech syna.

W drodze do kuchni jinchuuriki odezwał się:

- Hej, tato, może być coś, co mógłbym ci pokazać, aby udowodnić, że to, co mówię jest prawdą.

- Już ci wierzę, ale… co masz przez to na myśli?

- Dwie rzeczy, ale niech to będzie niespodzianka – Naruto wyszczerzył się. – Jutro ci pokażę. Będziemy potrzebowali sporo otwartej przestrzeni – rzekł w zamyśleniu. Po tych słowach Minato już był pewien, że to wszystko skończy się wielkim hukiem, z drugiej zaś strony kierowała go ogromna ciekawość.

- Okej, zwinę się szybciej z pracy i odbiorę cię z akademii – potargał blond włosy chłopca. Dlaczego mam przeczucie, że będę musiał poprosić kogoś o zatuszowanie tego? – pomyślał, w międzyczasie szykując posiłek.

Resztę wieczoru i nocy spędzili na ogólnej rozmowie o przeszłości-przyszłości Naruto i o tym, co do tej pory podróżnik w czasie zdołał zdziałać w nowym życiu.