Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Spóźnionych Wesołych Świąt!
Nieoczekiwany Początek
Rozdział 20: Powrót Do „Normalności"
Myśli: „bla bla"
Dialogi: „bla bla"
Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"
Minęło kilka miesięcy od incydentu w klanie Uchiha oraz momentu, w którym Minato dowiedział się o przyszłości. Naruto stwierdził, że nadeszła najwyższa pora na ożywienie wioski. Mimo że jego tata w dalszym ciągu traktował go jak dziecko – czyli tak, jak sobie wymarzył – blondyn jednak zauważył, że mężczyzna chwilami stawał się cichszy – tak jakby nie wiedział, co powiedzieć. Nadszedł zatem czas, by przypomnieć mu, jak bardzo dziecinnie potrafił się zachowywać.
Uzumaki wraz z resztą klasy właśnie skończył zajęcia w akademii. Sasuke, jako że nie istniał sposób, by ominąć towarzystwo śliniących się na jego widok fanek – w tym Sakury i Ino - jak zwykle czekał na odebranie przez swojego starszego brata, Shikamaru oraz Chouji udali się w kierunku ulubionego miejsca Nary do obserwowania chmur, Shino… gdzieś zniknął, a Hinata… chowała się za drzewem, obserwując obiekt swoich westchnień.
Naruto rozmawiał z Sasuke. Normalnie po prostu by odszedł, unikając własnej grupy idealizujących go dziewczyn. Bez rodziców wpajających im, że jest potworem, dodając do tego status syna Hokage, lazurowe tęczówki, słoneczne włosy... nic dziwnego, że jego osobisty fanklub był prawie tak ogromny jak Uchihy.
Mimo że kruczowłosy cenił sobie jego towarzystwo, nie mógł powstrzymać ciekawości.
- Hej, Naruto, czy ty czasem po szkole nie kierujesz się prosto do wieży Hokage? – zapytał.
- Uch, tak… ale chciałem uzyskać pełen efekt – blondyn odparł, posyłając mu „to spojrzenie", które nie niosło ze sobą niczego dobrego. Sasuke ukrył uśmieszek. Choć nie chciał tego pokazywać, w głębi duszy kochał być świadkiem żartów, których autorem był jego przyjaciel.
- Uzyskać pełen efekt czego? – zapytał z uniesioną brwią.
Naruto ukazał rząd białych zębów. Och, tak. To będzie dobre. Chłopak uniósł jedną dłoń, formując połówkę pieczęci. Uchiha wiedział, że jest to baran, zazwyczaj używany do skupienia oraz uwolnienia genjutsu. Młody Namikaze zebrał chakrę oraz aktywował nałożone w klasie pieczęcie. Sasuke nie wiedział jednak, co się wydarzyło. Po paru sekundach przyglądania się nieznikającemu uśmiechowi towarzysza postanowił go o to zapytać. Wyprzedził go jednak dobiegający ze środka budynku krzyk.
- NARUTO! – głos Iruki-sensei słyszalny był w całej wiosce. Jinchuuriki kochał ten moment. Był on sygnałem rozpoczęcia ucieczki. Brunet odwrócił się do niego, by w końcu zapytać, co się, u licha stało, jednak jedyne, co zastał, to migocąca w oddali pomarańczowa sylwetka. I wtedy minął go Iruka… także koloru pomarańczowego?
Naruto obejrzał się przez ramię, po czym roześmiał do rozpuku.
Poszło lepiej, niż to sobie zaplanowałem. Kiedy aktywowałem pieczęcie, Iruka-sensei musiał w dalszym ciągu znajdować się w klasie! – pomyślał. Ofiarą miała paść tylko ich sala… która obecnie, wraz z nauczycielem, jarzyła się neonowym pomarańczem. Wyglądało na to, że chuunin jeszcze nie wiedział, że cały czas zmienia kolor… Blondyn jeszcze raz obejrzał się, obserwując, jak kolor ofiary przechodzi w błyszczący róż, neonowy niebieski i znów pomarańcz…
Nikt o tym nie wiedział, ale był to wyraz hołdu dla przeszłej, a wkrótce przyszłej drużyny Naruto. Nieprzewidywalnego ninja reprezentował oczywiście pomarańcz, róż był dla Sakury, a niebieski symbolizował Sasuke. Kiedy o tym teraz pomyślał, chłopak uśmiechnął się. Na myśl przyszedł mu zachód Słońca na plaży. On był jak świecące Słońce – jasne i potężne, Sasuke niczym rozpościerające się pod powierzchnią morze – głębokie i emanujące siłą, a Sakura znajdującą się pomiędzy, pełniącą rolę spoidła różową poświatą. Tak było kiedyś. Teraz tworzył silniejszą więź z Uchihą. Choć nie potrzebował już pośrednika, różowowłosa dziewczyna w dalszym ciągu – oczywiście po tym, jak wyrośnie z bycia fanką - przyzwoicie zbalansuje drużynę.
Obecnie ścigała go grupka shinobi. Mógł nawet usłyszeć, jak kilkoro z nich śmieje się ze zmieniającego kolor Iruki. Mimo że syn Czwartego robił już czwarte okrążenie, w dalszym ciągu siedzieli mu na ogonie. Zaczął rozmyślać nad sposobem zgubienia ich… to znaczy wiedział, że dywersja Kage Bunshinami działała, ale powoli stawała się przestarzała. Chłopiec obejrzał się, by policzyć, ile dokładnie osób go ścigało.
Zobaczmy… póki co trzynastu. Czterech ANBU oraz dziewięciu chuuninów. Nieźle jak na jeden dzień.
Zanim jednak zdołał cokolwiek zrobić, poczuł jak nadchodzi. Po chwili ujrzał tylko żółty błysk i zorientował się, że nie stoi już na ziemi. Znajdował się w oplatających go w talii ramionach ojca, stawiając czoła shinobi, którzy obecnie zajęci byli próbami zatrzymania się i nie wpadnięcia na ich Hokage. Minato uniósł brew na stojącego odrobinę zbyt blisko chuunina, na co ten odskoczył.
- W porządku. Czy ktoś z was mógłby mi wytłumaczyć, dlaczego ścigacie Naruto? – zapytał, kątem oka przyglądając się lśniącemu Iruce, usiłując ukryć uśmiech. – Ach, Iruka-san, wydajesz się być najbardziej poinformowany w temacie. Co się stało? – z tym rzucił okiem na swojego syna, który właśnie opierał głowę o ręce, co było komiczne zważając na fakt, że nie miały one aktualnie oparcia.
- Więc, Hokage-sama… zostałem po zajęciach w klasie, by uporządkować zostawione przez uczniów prace, kiedy nagle zaskoczył mnie rozbłysk kolorów. Po chwili rozejrzałem się, zastając całe pomieszczenie pofarbowane na pomarańczowo – rzekł Umino, starając się nie wybuchnąć na widok usiłującego się nie roześmiać młodego kage.
- W porządku, Iruka-san. A skąd masz pewność, że za tym wszystkim stoi Naruto? – zapytał Namikaze, tym razem nie kryjąc rozbawienia, co wprawiło chuunina w osłupienie. Nikt prócz Minato nie zorientował się, że i jego syn miał podobny wyraz twarzy. Z pewnością później go o to zapyta.
- P-Ponieważ to pomarańcz, a dzieciak uciekł, śmiejąc się – rzekł Iruka, jakby było to stuprocentowym dowodem zbrodni... co było oczywiście racją, znając Naruto i sam Minato dobrze o tym wiedział. Jinchuuriki jednak zamarł, w dalszym ciągu znajdując się w objęciach ojca.
TO NIE BYŁ TYLKO POMARAŃCZ! To znaczy każdy w tej sytuacji mógł nawiać, maniakalnie się śmiejąc – pomyślał, rozzłoszczony.
- Okej, trafiłeś w punkt – przyznał Yondaime. – Naruto, czy to ty za tym stoisz? – zapytał, spoglądając w dół na młodszego z nich, który właśnie posyłał mu najsłodsze spojrzenie na świecie.
- Że kto, ja? – Uzumaki spytał niewinnie. Minato prawie padł jego ofiarą, jednak zmusił się do odwrócenia wzroku.
- Tak, ty. Zastawiłeś tę pułapkę? – ponowił pytanie, tym razem nie patrząc na urwisa, w przeciwnym razie byłby bezbronny. Nawet kilku ANBU znalazło się pod wpływem tego niecnego „jutsu", choć Naruto wcale na nich nie patrzył. W końcu blondyn westchnął.
- W mojej obronie chciałbym powiedzieć, że nie miałem pojęcia, że Iruka-sensei znajdował się wtedy w klasie – rzekł, rzucając znudzonym spojrzeniem. Większość ninja uniosło na to brew, ale to skonsternowany Iruka zadał pytanie, wpatrując się w chłopca, który już osiągnął tytuł wioskowego żartownisia.
- W takim razie w jaki sposób pułapka się uaktywniła?
Minato miał już teorię, ale wraz z resztą osób postanowił poczekać na odpowiedź.
- Ponieważ aktywowałem ją z zewnątrz – odparł Naruto, tak jakby było to tak proste… co oczywiście było, ale dla niego, a nie dla osób, które nie zajmowały się studiowaniem fuuinjutsu. Czwarty postanowił w tej chwili się wtrącić:
- Och, za to przepraszam. Jak widzicie, Naruto zajmuje się nauką pieczęci – rzekł, drapiąc się jedną ręką w tył głowy, drugą zaś dalej trzymając niesfornego blondyna. – Zgaduję więc, że tym razem to ja go do tego sprowokowałem. A teraz wszyscy wracajcie do tego, czym się do tej pory zajmowaliście. Ja zaopiekuję się Naruto – po tym, jak shinobi rozeszli się w swoich kierunkach, mężczyzna przetransportował siebie i syna do wieży Hokage.
*W międzyczasie w Sunie*
Nadszedł czas na comiesięczną wizytę Szczeniaka/Naruto. Gaara już od rana czekał na niego w tym samym miejscu w parku, gdzie po raz pierwszy się spotkali. Zawsze nie mógł się doczekać tych odwiedzin. Rozglądając się, wypatrzył złotego lisa i do niego podbiegł.
- Szczeniak! Jesteś tu! Czekałem na ciebie – wykrzyknął. Zwierzę obdarowało go lisim uśmiechem, po czym odwróciło się, prosząc w ten sposób o podążenie za nim. Udali się do pokoju Gaary, wcześniej dbając o to, by nikt ich nie zauważył. Jinchuuriki Shukaku jak zwykle zamknął i zablokował za sobą drzwi.
Lis wskoczył na łóżko.
- Gaara, pamiętasz o pieczęci, o której ci opowiadałem? – zapytał.
- Uch, tak… ma zostać nałożona na moją, prawda? – czerwonowłosy odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Tak. Skończyłem ją kilka miesięcy temu, ale problem polega na tym, że nie mogę jej umieścić za pomocą klona. Nawet ten, którym właśnie się posługuję, nie jest wystarczająco silny. Owszem, może i dysponuje niezbędną do tego chakrą, ale nie jest ona na tyle stabilna, by cały proces był dla ciebie bezpieczny. Muszę to zrobić osobiście – wytłumaczył Szczeniak. Gaara spojrzał na niego, martwiąc się, by ten się nie poddał.
- W-Więc prawdziwy ty tu przyjdzie… czy też ja mam pójść do ciebie? – zapytał z wahaniem, mając nadzieję, że Naruto się nie rozmyśli.
Syn Yondaime wyczuł podenerwowanie przyjaciela i zaczął zastanawiać się nad jego przyczyną. Owszem, potrafił być ciemny w wielu sprawach, ale uczucia chłopca zazwyczaj do nich nie należały. Po krótkiej chwili zrozumiał ich powód. Przybrał ludzką formę, po czym położył dłoń na jego ramieniu.
- Gaara, nie zamierzam się poddać. Ani w twojej sprawie, ani w żadnej innej. Zrozumiano? – spoglądał na niego poważnym, ale kompletnie pozbawionym złości wzrokiem. Jinchuuriki podniósł wzrok. Na widok zapewnienia w błękitnych tęczówkach przyjaciela skinął głową i lekko się uśmiechnął. Naruto kontynuował: - Teraz zamierzam spróbować dostać się do ciebie we własnej osobie. Byłoby łatwiej poczekać, aż będziesz starszy i zostaniesz ninja, ale nie chcę tak długo zwlekać… zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że obiecałem ci to nieco ponad rok temu – wyszczerzył się. – Postaram się pojawić za niecały miesiąc, okej? – zapytał z radością, zmieniając nastrój.
- Okej – przytaknął czerwonowłosy z uśmiechem. – Chcesz się teraz pobawić? – zapytał szczerząc się, ponieważ ostatnim razem to on wygrał. Szczeniak odpowiedział pięknym za nadobne.
- Jestem w grze, Piaskowy Chłopcze – na dźwięk nowego przezwiska na twarzy Gaary pojawił się na moment grymas. Jako że próby przekonania przyjaciela do zaprzestania nazywania go tak były zwyczajną stratą czasu, chłopak powoli się do tego przyzwyczajał. Gaara współczuł mężczyźnie, o którym Naruto okazjonalnie opowiadał i zastanawiał się, co ten biedny drań nawyczyniał, by zyskać tytuł „Ero-sennina".
*Wieża Hokage w Konosze*
Minato położył syna na znajdującej się w jego biurze kanapie, po czym zaczął się w niego wpatrywać z uniesioną brwią, czekając na odpowiedź. Naruto czekał, aż mężczyzna pierwszy się odezwie, ale po kilku minutach ciszy nie wytrzymał… w końcu nigdy nie należał do cierpliwych osób.
- No co? – zapytał z niecierpliwością. Namikaze po prostu westchnął, po czym – po nałożeniu wyciszających pieczęci – odezwał się:
- Dlaczego ufarbowałeś klasę oraz Irukę-san na pomarańczowo? – zapytał, masując dłonią czoło. Na ten widok mały żartowniś prawie się zaśmiał, przypominając sobie staruszka Hokage robiącego dokładnie to samo po wielu jego dowcipach.
- Wszystko było za… mdłe – rzekł prosto z mostu. – Chciałem ożywić wioskę. Poza tym w ten sposób utrzymuję ścigających mnie ninja w ryzach. Myślisz, że po przechytrzeniu przez ucznia akademii od razu nie biorą się za trening? – skończył, usiłując uszlachetnić swoje działania.
- Naruto, użyłeś zmodyfikowanych pieczęci, których jeszcze nie powinieneś znać – Namikaze miał dodać coś więcej, ale młodszy blondyn mu przerwał.
- One nie są zmodyfikowane. Sam je zrobiłem – powiedział mu, dumny ze swojego wynalazku. Nie sądził jednak, aby miało to jakieś znaczenie. W końcu to nie tak, że normalny shinobi będzie w stanie odróżnić zmodyfikowaną pieczęć od nowoutworzonej – chyba że byłaby powszechnie używana.
Czwarty zamrugał.
- Zrobiłeś je?
- Yep! – zaświergotał Uzumaki. Na to na twarzy Żółtego Błysku pojawił się uśmiech. Jego syn naprawdę był Mistrzem Pieczęci. Pieczęcie, które odnalazł w nocy incydentu w klanie Uchiha bazowane były na jego własnych tworach. Tylko wielki talent jest w stanie je zmodyfikować… a stworzenie oryginału przenosiło tę sztukę na kompletnie inny poziom. To prawdziwy dar.
Młody Hokage spojrzał na swojego syna, po czym uśmiechnął się, targając jego włosy.
- Gdyby tylko twoje moce były używane do czegoś dobrego… - zażartował, zarabiając tym grymas blondynka. I wtedy przypomniał sobie, o co miał wcześniej zapytać. – Naruto – zawołał, zwracając na siebie jego uwagę – dlaczego byłeś tak zaskoczony, kiedy spytałem Irukę-san, skąd wiedział, że to ty właśnie stoisz za zmienieniem go w chodzącą kaskadę kolorów?
Podróżnik w czasie zachichotał na ten nadany jego arcydziełu tytuł, po czym westchnął z rezygnacją. Naprawdę nie chciał o tym mówić, nie chciał, aby jego tata czuł się źle, ale z drugiej strony musiał przestać ukrywać rzeczy. Pragnął być z nim tak szczery, jak to tylko możliwe.
- Czułem zaskoczenie, ponieważ… jeszcze nikt nie stanął w ten sposób w mojej obronie. Nieważne, co się działo, wszyscy po prostu zakładali, że to ja – wyszeptał, po czym dodał z uśmiechem: - Choć najczęściej mieli rację.
Minato bliżej mu się przyjrzał. Uśmiech jego dziecka nie miał odbicia w oczach… był fałszywy. Uklęknął, by spojrzeć prosto w lustrzane odbicie jego tęczówek.
- Naruto… ja… - zaczął, choć naprawdę nie wiedział, co powiedzieć. Jinchuuriki jednak go zatrzymał.
- Jest w porządku, tato. To nie twoja wina. Powiedziałem ci, ponieważ o to zapytałeś. Nie musisz czuć się winny – rzekł, usiłując posłać mu uśmiech – tym razem smutny, ale za to prawdziwy.
Yondaime wpatrywał się w niego przez minutę, po czym znów spróbował:
- Dziękuję ci, Naruto… nie czuję się źle przez to, że odczuwam poczucie winy. Czuję się źle, ponieważ to ty winisz siebie – mówił powoli, ostrożnie dobierając słowa. Położył dłoń na jego głowie, delikatnie ją do siebie przyciągając tak, by ich czoła się ze sobą zetknęły. – Jesteś moim synem i chcę ci pomóc – z tym go w nie pocałował.
Chłopiec szeroko otworzył oczy i przez chwilę nawet nie mrugał. W tamtej chwili naprawdę wyglądał jak siedmioletnie, niewinne dziecko. Zanim jego ojciec zdążył się wycofać, wystrzelił do przodu i przytulił go tak mocno, jak tylko pozwalały jego małe ręce. Minato nie pozostał dłużny, biorąc go i tuląc w ramionach.
Po chwili – jako że zazwyczaj nie było na to zbyt wiele czasu, a bardzo uszczęśliwiał tym Naruto – Namikaze już miał zaproponować wyskoczenie na obiad i wspólny trening, gdy wtem ktoś wskoczył przez okno, przełamując wyciszające pieczęcie. Kage obrócił się na pięcie, stawiając czoła intruzowi…
