Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Jak zawsze Wam dziękuję! Jesteście wspaniali :)
Nieoczekiwany Początek
Rozdział 23: Ero-sennin & Rodzeństwo
Myśli: „bla bla"
Dialogi: „bla bla"
Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"
Jiraiya obudził się i rozejrzał. Leżał na kanapie, w mieszkaniu swojego ucznia. Powoli usiadł, pozwalając, by dotarły do niego wszystkie wydarzenia ubiegłej nocy. Słońce znajdowało się wysoko na niebie, co oznaczało, że musiał spędzić tu noc. Westchnął. Kiedy miał wstać, tuż obok przebiegła pomarańczowo-żółta plama.
Wspomniana plama najwyraźniej to dostrzegła, bo o krok od kuchni gwałtownie się zatrzymała i z podekscytowaniem przeniosła na niego wzrok. Naruto podbiegł do kanapy i zaczął podskakiwać w miejscu, szeroko uśmiechając się do swojego mentora.
- Hej, obudziłeś się! – kiedy się zorientował, jak bardzo sannin był jeszcze zdezorientowany, trochę się uspokoił, po czym znów spróbował: - Tak, wczoraj zdarzyło się naprawdę, tak, wszystko, co pamiętasz, to prawda… i owszem, zemdlałeś – ostatnie słowa wypowiedział z szyderczym uśmieszkiem. Na czole Jiraiyi zapulsowała niebezpiecznie żyłka, a na całej jego twarzy zagościł grymas, na co blondyn tylko zachichotał.
- W porządku, gaki. Wiem, że to musiałeś być ty… więc co zrobiłeś? – zapytał sage unosząc brew. Uzumaki tylko przewrócił oczami. Oczywiście, że to on. Kto inny by potrafił i się zdecydował zrobić coś tak ekstremalnego jak wywrócenie całego świata do góry nogami?
- Gdybyś już nie siedział, teraz bym ci to poradził – westchnął, spodziewając się długiej historii. – Konoha znów została zaatakowana przez Dźwięk z Orochimaru na czele, a także pozostałą przy życiu część Akatsuki. Nie przeżyła żadna ze stron – w czasie opowieści Naruto Jiraiya mógł wyraźnie dostrzec to spojrzenie – puste spojrzenie kogoś, kto widział horrory wojny. – Wężowy drań i ja zostaliśmy ostatni na placu boju… w końcu zapanował nad ciałem Sasuke. Na samym początku siła woli Sasuke była zbyt potężna, ale po kilku latach walki… Tak czy inaczej obydwaj byliśmy wycieńczeni, wokół otaczała nas śmierć. Nawet ostatni członkowie Akatsuki zostali zdjęci, głównie przez Baa-chan i pozostałość Jedenastki Konohy. Staliśmy tam, w płomieniach pochłaniających pozostałości Liścia. Mogłem wyczuć ogień, ale nie mógł mnie dotknąć. Wzmocniliśmy ataki, już mieliśmy się zderzyć… ale w ostatniej sekundzie… powstrzymałem się – syn Czwartego spojrzał gdzieś w bok, ale kontynuował. – Coś błysnęło w oczach Sasuke. Widziałem, że walczył z Wężem. Było jednak zbyt późno, by się zatrzymał… Chidori przeszło prosto przez moje serce. Wiedziałem, że niedługo zginę. Spojrzałem w górę. To Sasuke miał kontrolę. Powiedział, że jest mu przykro… złapał za moją dłoń, w której w dalszym ciągu wirował Rasengan… nie dał sobie szans… to wszystko. Wszyscy zginęli, a ja wiedziałem, że nie jestem zbyt daleko w tyle… zanim jednak do tego doszło, Kyuubi wciągnął mnie w pieczęć, mówiąc, że istnieje sposób na powrót. Że mógłbym wszystko zmienić. Zgodziłem się – jinchuuriki skończył.
Przez jakiś czas żaden z nich się nie poruszył. Zapanowała kompletna cisza. W końcu to Jiraiya ją przerwał, wzdychając.
- Zgaduję, że dużo wydarzyło się po tym, jak odszedłem… jak długo? – zapytał lżejszym tonem. Naruto dobrze wiedział, o co pyta. Widział to w jego oczach. Wziął głęboki wdech.
- Trzy lata, Ero-sennin – odpowiedział, nie spoglądając na ukochanego mentora.
Trzy lata, Ero-sennin. Trzy lata od twojej śmierci.
Ropuszy Mędrzec dostrzegł, że jego uczeń próbował ominąć temat. Obdarował go małym uśmiechem.
Biorąc pod uwagę jego aktualne zachowanie i sposób, w jaki przywitał się ze mną zeszłej nocy muszę powiedzieć, że mały Gaki musiał naprawdę za mną tęsknić. Nie będę za dużo z niego żartował.
Mężczyzna już miał się odezwać, kiedy jego chrześniak nagle podniósł głowę, a jego oczy szeroko otworzyły się tak, jakby właśnie dostał czymś ciężkim. W ostatniej chwili go złapał, chroniąc przez upadkiem. Bicie serca sannina gwałtownie przyspieszyło. W tym tempie gówniarz za niedługo przyprawi go o zawał.
- Naruto? Hej, Naruto, co jest? – zapytał ze zmartwieniem po tym, jak położył chłopca na kanapie. Ukląkł tuż obok. Uzumaki dyszał, tak jakby właśnie przebiegł maraton. Po chwili spróbował odpowiedzieć:
- Przepraszam, już jest okej. Po prostu mój nowy klon się odwołał – odparł z przerywanym oddechem. Jiraiya zamrugał, wypuszczając z płuc powietrze, o którego nabraniu nawet nie pamiętał. – Jeszcze się do tego nie przyzwyczaiłem – dodał jinchuuriki. Sage parsknął ze zdenerowaniem:
- Ty tak na serio? Jakiego, u licha, stworzyłeś klona, który mógłby ci to zrobić? – wykrzyczał, zmartwiony, że chłopak mógł czegoś takiego użyć. Naruto podniósł głowę, niewinnie odpowiadając:
- Nazywa się Kage Kitsune Bunshin no Jutsu albo po prostu Cienisty Lisi Klon. Jest tak wymagający, ponieważ potrafię sprawić, że istnieje naprawdę długo… i jego część jest zrobiona z chakry Kyuubi'ego – z tym lekko się zawahał. Zanim Jiraiya zmarł, on i Dziewięcioogoniasty jeszcze w ogóle się nie dogadywali. Białowłosy gapił się na niego przez chwilę, po czym potrząsnął głową.
- W końcu nauczyłeś się kontrolować moc Kyuubi'ego, huh? – sannin zdał sobie sprawę. Młody Namikaze rozpromieniał.
- Yep. Sporo się nauczyłem od czasu, który zapamiętałeś – chłopiec wesoło się pochwalił, aczkolwiek mocno uważał, by nie mówić na głos słowa „umrzeć", pospiesznie wymazując je z umysłu. Złapał Jiraiyę za ramię, a następnie zeskoczył z kanapy, ciągnąc za sobą senseia. – No chodź! Chcę ci pokazać! – wrzasnął, zatrzymując się na krótko tylko po to, by wsunąć na siebie jakieś buty.
Uzumaki, po szybkim i sprytnym pozbyciu się swoich strażników, zaprowadził białowłosego na puste pole treningowe. Jeżeli pilnujący go shinobi byli tak głupi, za jakich ich miał, nie zauważą tego przez dobrych kilka godzin. Kiedy tylko dotarli na miejsce, a blondyn upewnił się, że są sami, zaczął pokaz od Trybu Mędrca. Stwierdzenie, że starszy Ropuszy Mędrzec czuł wściekłość z powodu faktu, że Naruto po wejściu w Sage Mode nie miał „brzydkiego" nosa i brody, byłoby sporym niedopowiedzeniem. Białowłosy sannin przez kolejnych dziesięć minut marudził i rzucał przekleństwa na niesprawiedliwość świata.
Chwilę po tym Jiraiya pomyślał, że zamiast pokazu nowo nabytych umiejętności mógłby zwyczajnie odbyć z Naruto sparing i w ten sposób zobaczyć swojego protegowanego w akcji… już nie wspominając o tym, że gaki zwyczajnie oszaleje z radości.
*W Sunie*
Gaara westchnął, kiedy Szczeniak zniknął w kłębie dymu. W dalszym ciągu był jednak pełen nadziei. Jego przyjaciel obiecał przed odejściem, że zjawi się w przeciągu miesiąca, by wzmocnić pieczęć trzymającą w ryzach Shukaku. Jinchuuriki odwrócił się, po czym prawie podskoczył w miejscu. Jego siostra, Temari, znajdowała się w drzwiach, których z głupoty zapomniał za sobą zamknąć. Wyglądała na zdenerwowaną, tak jakby oczekiwała, że ją uderzy – nie żeby kiedykolwiek próbował. Nawet nie pamiętał, by choć raz jej dotknął.
Dziewczyna przestąpiła z nogi na nogę. Od momentu jej pojawienia się Gaara się nie poruszył. Chłopiec był całkiem pewien, że gdyby zobaczyła Szczeniaka, z pewnością by już coś powiedziała bądź wyglądała na zaskoczoną. W końcu – co tak naprawdę nie mogło trwać więcej, niż pięć sekund – blondynka odezwała się:
- Um, Gaara, czy dobrze się czujesz? Wczoraj wyglądałeś na smutnego – zapytała swojego małego braciszka. Czerwonowłosy przeniósł na nią wzrok ze zwykłym mu pokerowym wyrazem twarzy. Z wyjątkiem Naruto, nie pokazywał innym za często swoich emocji. Ostrożnie przyglądając się siostrze nie dostrzegł u niej ani drobiny nienawiści. Owszem, rysowało się u niej trochę strachu, ale też…
Zmartwienie? Czy naprawdę się o mnie martwi? – pomyślał, skonfundowany.
Gaara dokładnie wiedział, o czym mówiła Temari. To wczoraj, przed zjawieniem się Naruto, przyszedł po niego kolejny zabójca. Naprawdę myślał, że jego brat i siostra tego nie zauważyli, już nie wspominając o jakimkolwiek przejęciu się jego losem. Chłopiec w pierwszej chwili chciał odegnać od siebie dziewczynę, nie dając otwartej furtki na zbliżenie się ze strachu, że mogłaby go skrzywdzić tak jak niegdyś Yashamaru-oji. Ale w jego głowie rozbrzmiały słowa przyjaciela:
„Wiem, Gaara, że to nie jest łatwe, ale po prostu próbuj. Oni nigdy nie będą w stanie w pełni zrozumieć, przez co tak naprawdę przechodzimy, ponieważ nigdy nie będą musieli tego doświadczyć, ale to nie oznacza, że nie mogą próbować."
Gaara westchnął.
Więc… jeżeli Temari próbuje, zgaduję, że mogę dać jej szansę.
- Taa, Temari. Już jest okej – skinął do niej, dalej nie pokazując po sobie emocji. Blondynka obdarowała go niewielkim uśmiechem. Jej brat mile jej odpowiedział, ale coś było nie tak w sposobie, w jaki ujął swoje słowa.
Powiedział „już"… czyli tak wcześniej nie było? – debatowała ze sobą dziesięciolatka, zanim nie podjęła decyzji o wyrażeniu tego na głos:
- Teraz? A dlaczego byłeś wcześniej smutny? – zapytała nerwowo. Jinchuuriki mentalnie westchnął. Nie chciał, by jego siostra się go bała, mimo że wcześniej pomagało mu to w byciu zostawionym sam ze sobą. Ale czy naprawdę chciał, by blondynka dowiedziała się o pragnących go zabić ninja? W sumie to jego starsza siostra, do tego zapytała…
- Byłem smutny, ponieważ ojciec wraz z radą znów nasłali na mnie zabójcę – rzekł bezbarwnie. Temari wypuściła z płuc powietrze. Czy jej naprawdę zrobiło się przykro? – zastanowił się chłopiec, wbijając wzrok w ziemię. Blondynka niespokojnie się poruszyła. Chciała przytulić swojego małego braciszka, ale nie wiedziała, czy powinna i czy on w ogóle tego chciał. Ale musiała coś powiedzieć.
- Przepraszam, Gaara… czy… czy jest coś, co mogłabym zrobić? – zapytała, nie będąc pewna, czy rzeczywiście coś jest, przynajmniej nie w kwestiach prób zabójstw… ale może jednak? Czerwonowłosy zastanawiał się nad odpowiedzią. Nie wiedział, czy mógł o coś takiego prosić. Nie żeby miał coś do stracenia… Spojrzał z nadzieją na dziewczynę, a ukazywanym przez siebie emocjom całkowicie skupił na sobie jej uwagę.
- Jest taka jedna rzecz… - ucichł, dalej tocząc ze sobą bój.
- Jest okej, Gaara, możesz zapytać. Co to jest? – blondynka była teraz zainteresowana. Co takiego pragnął jej najmłodszy braciszek, czego nie mógł sam sobie zdobyć? Jinchuuriki Shukaku wziął głęboki wdech.
- Czy będziesz moją przyjaciółką? – chciał spojrzeć na swoje stopy, ale silniejsza była potrzeba nie spuszczania wzroku ze swojej siostry. Chciał wiedzieć, co naprawdę myślała. Obserwował jej twarz, chcąc widzieć jej reakcję. Na to niewinne pytanie dziewczyna zamarła. Gaara nie dostrzegł żadnego strachu, złości… za to mnóstwo konfuzji i odrobinę smutku.
Jedyne, czego pragnie, to przyjaciela? – pomyślała, po czym podeszła do rudowłosego, a on przez ułamek sekundy zaczął się zastanawiać, czy go skrzywdzi. Piasek się jednak nie poruszył. I wtedy zrobiła coś, czego się nie spodziewał. Przytuliła go.
- Oczywiście, że zostanę twoją przyjaciółką. Jesteś moim bratem – wyszeptała po tym, jak odeszła o krok. Gdy dostrzegła zszokowany wyraz twarzy chłopca, na jej twarzy wykwitł mały uśmiech. – A teraz się szykuj. Musimy iść do akademii – rzekła na wyjściu, zostawiając w dalszym ciągu osłupiałego jinchuuriki'ego, by ten zdążył się przygotować.
*Biuro Hokage Konohy*
Och Kami, TYLE tej papierkowej roboty, znów pomyślmy… DLACZEGO chciałem zostać Hokage? Zaczynam myśleć, że Sandaime miał jednak rację i te papiery SĄ przeklęte. Nieważne, ile tego zrobię, ZAWSZE znajdzie się ich więcej! – pomyślał Minato, płacząc łzami prosto z rodowitego anime nad zawalonym biurkiem. W dalszym ciągu jednak widział na tyle wyraźnie, by niestrudzenie przekopywać się przez coraz to kolejne dokumenty, podpisując te, do których zdążył już zajrzeć.
Może zjem wcześniejszy obiad i zobaczę, co takiego porabia Naruto. Powiedziałem mu, że może sobie zrobić dzień wolny od akademii, by wszystko wyjaśnić Jiraiyi-sensei. Jutro jednak, kiedy wróci na lekcje, dowie się, że za ten żart odsiedzi cały tydzień w kozie… chociaż muszę przyznać, że to naprawdę był DOBRY numer – na twarzy Yondaime pojawił się uśmieszek.
Nie minęło dziesięć sekund, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Mężczyzna westchnął.
Przynajmniej mam przerwę od tych cholernych papierów rodem z piekła.
- Proszę wejść – zawołał. Do biura wszedł jeden z wczorajszych nauczycieli. Minato z całej siły powstrzymał się od śmiechu, kiedy dostrzegł, że ręce i twarz shinobi dalej całe były w farbie, jego skóra jednak stała się trochę bardziej czerwona… prawdopodobnie od szorowania przez całą noc. Namikaze już wiedział, po co tu przyszedł, ale i tak musiał zapytać: - Co mogę dla ciebie zrobić? – ninja przewrócił oczami.
- Możesz zapytać swojego syna, jak się tego pozbyć? – odparł kompletnie rozzłoszczony faktem, że nie potrafił sobie z tym poradzić. Próbował zachować w głosie szacunek. Blondyn był jednak zbyt rozbawiony, by zwrócić na to w tej chwili uwagę. Sam byłby wściekły na miejscu tego chuunina.
- W porządku. Znajdę go i sprawdzę, czy wie. Zgaduję, ze klasy również nie można doczyścić? – zapytał, już znając odpowiedź.
- Nie, Hokage-sama. Nie można. Musieliśmy przenieść z niej wszystkich uczniów. Kolory były dla nich zbyt rozpraszające – odparł chuunin, teraz w pełni pamiętając, że rozmawia z kage. Żółty Błysk przytaknął.
- Kiedy tylko się czegoś dowiem, prześlę ci wiadomość. Jeżeli nie masz już innych spraw, możesz odejść – rzekł. Ninja ukłonił się, a po tym, jak zniknął za drzwiami, Minato się roześmiał, potrząsając głową. Zabrał się za dokumenty, które zdawały się nie mieć końca, decydując po pół godzinie z tym skończyć i poszukać Naruto.
*Z Jiraiyą i Naruto*
Kiedy zaczęli, obydwaj znajdowali się w Sage Mode. Jiraiya jeszcze nie wiedział, że jego uczeń używał swoich klonów do podtrzymania Trybu w czasie walki. Owszem, zastanawiał się, dlaczego blondyn stworzył na początku trzy Kage Bunshiny, po czym tylko sam zaatakował. Białowłosy już miał wysłać jedną ze swoich kopii, ale to Naruto pierwszy do niego dotarł.
Uzumaki, mimo swojego siedmioletniego ciała, pierwsze co zmierzył się ze swoim także wzmocnionym przez energię natury mentorem w taijutsu. Starszy Ropuszy Mędrzec znów poczuł zaskoczenie, kiedy rozpoznał u chłopca Kawazu Kumite (Żabia Kata), ropusze specjalne taijutsu będące elementem bardziej zaawansowanego treningu senjutsu.
Jiraiya pospiesznie podskoczył, także posługując się tym stylem, ledwo unikając ciosów Naruto, pozostawiających w ziemi półtorametrowe kratery.
Cholera, muszę być bardziej ostrożny. Stał się dobry – pomyślał. Tak jakby potrafił czytać mu w myślach, na twarzy młodego Namikaze pojawił się uśmieszek. Wyskoczył do niego.
Od razu pożałował wdania się w bezpośrednie starcie w powietrzu, kiedy jego sensei wykonał Hari Jizou (Igła Jizou), przekształcając swoje włosy w barierę ostrych, pokrywających prawie całe jego ciało kolców. Jinchuuriki stworzył klona, by ten go odepchnął, a następnie sam zaatakował mężczyznę. Akurat wylądował na ziemi, gdy Kage Bunshin uderzył i eksplodował. Tak, eksplodował. Naruto nauczył się Bakuhatsu Bushin no Jutsu (Technika Eksplodujących Cienistych Klonów). Myśli Jiraiyi stworzyły lawinę w stylu:
Cholera, kogoś świat musiał naprawdę się kończyć, skoro nauczył go tego. Tym ruchem mógłby zetrzeć z powierzchni ziemi całą nację!
Kiedy powietrze oczyściło się z dymu, pozostał tylko dymiący się pieniek. Sannin na chwilę przed wybuchem wykonał technikę substytucji. Czego blondyn nie wiedział, białowłosy posłał własnego Kage Bunshina, by ten wytropił te stworzone przez niego na samym początku. Jak tylko Naruto dostrzegł drewno, wykonał unik akurat w sekundzie, kiedy pięść jego przeciwnika przeszła przez miejsce, w którym znajdowała się jego głowa. Podczas gdy mężczyzna lekko się odsunął, chłopak odskoczył, by zyskać między nimi odrobinę dystansu.
Stawiali sobie czoła w identycznych pozach sage. Uśmiechnęli się – jeden z dumy z osiągnięć swojego ucznia, drugi zaś z czystej zabawy w postaci możliwości ponownego sparingu ze swoim ukochanym mentorem. I wtedy wygasł Sage Mode Jiraiyi. Naruto wiedział, że i jemu pozostało zaledwie kilka sekund. Ruszył prosto na przeciwnika, zadziwiając go. Blondyn zdawał sobie sprawę, że nie zdąży posłać konkretnego ciosu, uderzył zatem w ziemię, rozrywając ją aż do Ero-sennina, tak jakby zrobiła to niegdyś Sakura.
I wtedy skończył mu się czas, ale kontynuował bieg. Białowłosy stracił równowagę. Wykorzystał to, bezpośrednio uderzając w jego twarz. Jiraiya nie był jednak jednym z najbardziej znanych shinobi za nic, więc odskoczył, wykonując fikołka i wylądował na równych nogach. Uzumaki zamrugał, gdy otrzymał wspomnienia od klona wysłanego dla obrony dwójki pozostałych, mających za zadanie skupić energię natury. Kage Bunshin sage pozbył się go.
Podróżnik w czasie pospiesznie odwołał jedną z medytujących kopii, zanim zrobił to jego przeciwnik. To było dobre posunięcie, bo zaledwie sekundę później dotarła do niego świadomość unicestwienia kolejnego. Jiraiya dostrzegł, jak oczy blondyna znów zyskują pomarańczowe obwódki, po czym znów przeklął niesprawiedliwość tego wszystkiego, zastanawiając się, JAK, u licha, on to zrobił. W ciągu kilku sekund i jego klon się odwołał, przekazując wszelkie potrzebne mu informacje. Białowłosy zaśmiał się z prostoty metody. To było TAK BARDZO w stylu Naruto.
- HA! Och, widzę, Gaki, jak to zrobiłeś, ale wiesz, że to twój ostatni? – zawołał do psotnego dzieciaka, aczkolwiek zdawał sobie sprawę, że jeżeli jinchuuriki w odpowiedni sposób wykorzysta swój czas, nie będzie już potrzebował kolejnego doładowania. Siedmiolatek po prostu radośnie się do niego wyszczerzył.
- Taa, Pa nie potrafił się ze mną złączyć, więc musiałem wpaść na jakiś sposób, by zacząć używać senjutsu w walce – odparł senseiowi, drapiąc się dłonią w tył głowy. – Ale wiem, że próbujesz tylko kupić sobie odrobinę czasu – na jego twarzy pojawił się uśmieszek. Ero-sennin nerwowo się zaśmiał. Więc… nie mylił się. Zazwyczaj w tego typu awaryjnych sytuacjach używał ropuch, ale tym razem summony nie będą chciały walczyć przeciwko drugiej przywołującej je osobie, więc ta opcja odpadała. Młody Namikaze zaatakował.
W jakiś sposób Jiraiya zdołał wytrwać, dopóki kolejna porcja energii natury nie wygasła, ale nie bez szwanku. Był całkiem pewien, że jego ręka nie jest złamana, ale bolała jak diabli od zablokowania jednego ze wzmocnionych chakrą sage ciosów. Kiedy Tryb Mędrca Naruto poszedł w niepamięć, jego mentor, głównie dzięki wzrostowi, zaczął mieć nad nim przewagę. Bez słowa zadecydowali o zakończeniu pojedynku finalnym atakiem, kiedy obydwaj stworzyli w jednej dłoni potężniejsze wersje Rasengana. Sannin ciepło uśmiechnął się na ten widok. Naruto naprawdę dorósł.
Ruszyli. Ich ataki zderzyły się. Dwie kule błyskawicznie wirującej chakry zaczęły na siebie napierać… i wtedy nastąpiła eksplozja. Naruto i Jiraiya poszybowali w przeciwnych kierunkach, przebijając się przez kilka drzew. Po minucie mężczyzna wstał, od razu kierując kroki do ucznia, po czym usiadł tuż obok, obserwując, jak próbuje złapać powietrze.
- Więc, Gaki… nie będę lubił stawać z tobą w szranki, kiedy będziesz starszy – zaśmiał się Ropuszy Mędrzec, a „siedmiolatek" mu zawtórował.
- Tylko poczekaj, Ero-sennin, będę najlepszym Hokage, dattebayo! – Naruto zaśmiał się wiedząc, że już kiedyś mu to powiedział. Jego mentor też to pamiętał.
- Heh, założę się, że tak będzie, Gaki – odparł lekkim tonem. Blondyn usiadł, uśmiechając się.
- Hej… uch, Ero-sennin, potrzebuję, byś mi pomógł dostać się do Suny. Nie sądzę, że mój tata pozwoli mi udać się tam w pojedynkę, no i zauważy, jeżeli zniknę na tak długo – rzekł, spoglądając na swojego ojca chrzestnego, na co na jego twarzy pojawił się grymas, który już chłopak niejednokrotnie widział.
- Nie nazywaj mnie tak! Tak czy inaczej myślę, że ci pomogę, ale ty z kolei weźmiesz udział w ściągnięciu z powrotem Tsunade. Dlaczego akurat Suna? – zapytał swojego ucznia sage. Uzumaki przez chwilę o tym pomyślał. Będzie musiał znów przekonać Tsunade, ponieważ nie było absolutnie żadnej mowy, by pozwolił, by ten cholerny Wąż zabił jego ojca. Wcześniej czy później musiał to zrobić.
- Idę zobaczyć się z Gaarą i naprawić pieczęć, która trzyma w ryzach Shukaku – odparł staruszkowi, na co ten zamrugał. Od kiedy jinchuuriki potrafił w tym stopniu posługiwać się fuuinjutsu? Okej, stworzył już kilka niezłych dzieł, ale pieczęć demona?
- Myślisz, że sobie z tym poradzisz? – zapytał. Naruto przytaknął.
- HAI! Już nad nią pracowałem, jest perfekcyjna – rzekł, pewien swojej pracy. Nie było żadnej opcji, by myślał o użyciu jej na Gaarze, gdyby nie był przekonany co do jej skuteczności.
- W porządku. W takim razie jak planujesz to zrobić? On jest synem Kazekage i nawet cię jeszcze nie zna.
- Och, nie martw się. Zna mnie i wie, że nadchodzę. Wszystko będzie w porządku – Namikaze się wyszczerzył. Jiraiya schował twarz za dłonią.
On nie ma planu. Wcale się jednak nie zmienił.
- W porządku. Podpisz to, by ludzie nie stali się zbyt podejrzliwi – mężczyzna westchnął, wyciągając Zwój Przywoływania Ropuch.
*Później*
Minato znalazł swojego syna i senseia dokładnie w miejscu, w którym ich się spodziewał w porze obiadowej, Ichiraku. Obydwaj wyglądali na nieźle przeoranych, ale poza drobnymi siniakami i rozcięciami wszystko wydawało się być w porządku. Kiedy Yondaime stanął tuż za nimi, Naruto jak zwykle pochłaniał swoje ramen.
- Więc... wygląda na to, że dobrze się bawiliście – rzekł, skupiając na sobie ich uwagę. Młodszy blondyn spojrzał na niego z wystającą mu z buzi połową porcji makaronu, szeroko się uśmiechając, mocno go tym rozśmieszając. Jiraiya tylko przyglądał im się z ciepłym uśmiechem, tak jakby właśnie był świadkiem prezentu od samego Kami.
Po tym, jak zjedli i nadrobili zaległości, Namikaze musiał wrócić do pracy. Tuż przed odejściem przypomniał sobie jednak, że miał się o coś zapytać.
- Naruto, do wieży przyszedł dzisiaj jeden z twoich nauczycieli – dzieciak spojrzał gdzieś na bok z poczuciem winy. – I powiedział, że farba nie schodzi – blondynek zaczął się w niego wpatrywać tak niewinnie, jak to tylko możliwe.
- Naprawdę? Zastanawiam się, jak to się mogło wydarzyć… - odparł, spoglądając w dół, tak jakby ciężko nad czymś myślał. Sannin tylko siedział tuż obok, oglądając przedstawienie, co i rusz się śmiejąc. Minato sceptycznie uniósł brew.
- Chcą wiedzieć, jak się tego pozbyć – powiedział swojemu dziecku, całkowicie ignorując wyraz twarzy pod tytułem „nic nie zrobiłem". Naruto przechylił głowę na bok, stukając się po podbródku, znów udając myślenie, po czym sam sobie skinął głową i odpowiedział:
- Czy próbowali mydła? – zapytał tak niewinnie, że gdyby się go nie znało, naprawdę by się myślało, że mówi prawdę. Minato zaczął uderzać głową o blat, zaś Jiraiya nie wytrzymał i wybuchnął tym razem gromkim śmiechem. Hokage zebrał się do kupy, spoglądając na swoją mniejszą wersję, lekko rozzłoszczony otrzymaną odpowiedzią.
- Wiesz, już masz zapewniony tydzień w kozie. Założę się, że nauczyciele z radością wydłużą to do dwóch tygodni – rzekł, na co usta jinchuuriki'ego szeroko się otworzyły, a na jego twarzy wykwitł grymas.
- W porządku! Po prostu powiedz im, by wyszorowali się sake. Zejdzie bez problemu – wymamrotał, zdeprymowany. Żółty Błysk przytaknął, po czym odszedł, by poinformować chodzące oczojeb… to znaczy chuuninów. Kiedy zniknął, na twarzy podróżnika w czasie pojawił się uśmieszek. Sannin znał go aż za dobrze.
- Co ty zrobiłeś? – zapytał ostrożnie. Naruto zwrócił się do niego ze zdecydowanie zbyt wielkim szczęściem. – Co sake tak naprawdę zrobi? – znów zapytał, tym razem sceptycznie. Gaki przewrócił oczami.
- Och, już tak bardzo się nie przejmuj. Sake pozbędzie się farby, tylko nie ma potrzeby, by się nim szorowali. W ten sposób jednak przez kilka dobrych dni będą śmierdzieli jak menele – wytłumaczył ze śmiechem. Jiraiya potrząsnął głową, ale też się zaśmiał. Za to gówniarz nawet nie będzie uważany za winnego. Kiedy tylko shinobi skończą z sake, oczywistym było, że będą trochę… pachnieć.
Od tłumaczki: I tym humorystycznym akcentem kończymy kolejny rozdział ;) Opinie jak zawsze mile widziane!
