Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.
Od tłumaczki: Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu zagląda :)
Nieoczekiwany Początek
Rozdział 25: Nareszcie Się Spotykają!
Myśli: „bla bla"
Dialogi: „bla bla"
Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"
Naruto i Jiraiya dotarli do Suny. Sannin zwolnił kroku.
- Więc… jak zamierzamy to zrobić? – zapytał małego blondyna, oczekując konstruktywnego planu. Uzumaki dorównał mu, po czym spojrzał w górę.
- Zatem… jako że jesteś tu ze mną, postanowiłem po prostu wejść frontowymi drzwiami – odparł niewinnie. Ropuszy Mędrzec prawie zatrzymał się w biegu, w ostatniej chwili przypominając sobie, że poruszając się tym tempem mocno by to zabolało. Naruto tylko się zaśmiał. – Nie przejmuj się tak bardzo. Będziemy zachowywać się tak, jakbyśmy tylko przejeżdżali. Wynajmiemy pokój na kilka nocy, a ja naprawię pieczęć Gaary. Tak, tutaj mam opracowany plan działania. Potem odejdziemy – wyjaśnił, na końcu przewracając oczami.
Na twarzy Jiraiyi pojawił się grymas mówiący „DLACZEGO po prostu od tego nie zacząłeś?" i mimo że nie wyglądało na to, że jinchuuriki był tego świadkiem, białowłosy mężczyzna mógłby przysiąc, że ten roześmiał się po tym, jak tylko się odwrócił.
*W Konosze*
Minęły prawie trzy dni, odkąd odszedł prawdziwy Naruto, a lisi klon perfekcyjne odgrywał swoją rolę. Jego zadanie nie ograniczało się jednak tylko do zastępowania oryginału – pracował nad czymś, co Namikaze chciał już od dawna rozszyfrować – w jaki sposób przesyłać konkretne wspomnienia tak, by nie musiał już aż tyle tłumaczyć.
Na początku sądził, że nie będzie w stanie tego osiągnąć – w końcu usiłował przejąć kontrolę nad zaawansowanym genjutsu. Był BEZNADZIEJNY w genjutsu. Usiłował stworzyć bazującą na jego wspomnieniach iluzję, lecz zwyczajnie nie potrafił skupić się na wystarczającej liczbie detali.
To jest TO! Może i nie jestem w stanie świadomie stworzyć i utrzymać szczegółów, ale one wszystkie istnieją w mojej głowie! Skoro nie potrafię wywołać iluzji, w takim razie pokażę im to, co jest naprawdę! Ale oznacza to, że będę musiał ich zabrać w głąb mojego umysłu… tuż obok niego.
Naruto westchnął. Co prawda będzie musiał to dopracować, ale – o ile się nie mylił – nie będzie to zbyt trudne i powinien być w stanie skończyć wszystko tuż przed powrotem prawdziwego blondyna.
*W Sunie*
Gaara jak co dzień kierował się powolnym krokiem na plac zabaw, by posiedzieć na huśtawce i poobserwować zabawę pozostałych dzieci.
Kto wie, może choć jedno z nich pozwoli mi się dzisiaj ze sobą pobawić… albo chociaż nauczę się nowej gry, którą później pokażę Naruto. Temari ostatnio także wydaje się być bardziej miła, może ona spędzi ze mną trochę czasu? – myśli czerwonowłosego chłopca nagle zostały zepchnięte na bok, kiedy ten minął bramę. Siedmiolatek dostrzegł burzę spiczastych włosów koloru blond na tak podobnym do niego rówieśniku. Nie… nie może być. Naruto powiedział, że wróci w przyszłym miesiącu. Minął dopiero… tydzień… a może…
Blondwłosy chłopak odwrócił się i spojrzał prosto na niego, obdarowując lisim uśmiechem.
TO ON! On tu naprawdę jest, we własnej osobie! Klon nie użyłby tego wejścia.
Gaara zaczął biec, chcąc przekonać się, czy ma rację. Naruto również zaczął się zbliżać.
- Naruto! – zawołał jinchuuriki Shukaku po tym, jak zwolnił, gdy dzieliło ich zaledwie kilka kroków. Jiraiya obrócił się, kiedy poczuł, że jego uczeń zaczął się oddalać. Uśmiechnął się na zastany widok, cierpliwie czekając, aż strażnik odda mu dokumenty.
- Hej, Gaara! – zaszczebiotał Uzumaki. – Miło w końcu osobiście się spotkać, prawda? – skończył ze śmiechem. Jego rówieśnik prawdziwie się uśmiechnął. Naruto przewrócił oczami, gdy przez jego głowę przeleciała myśl „aa, walić to, mamy po siedem lat"… po czym złapał chłopca za ramię i go przytulił. Część z mijających ich mieszkańców zmierzyła ich wzrokiem, po czym zbladła, lecz podróżnik w czasie nawet nie zwrócił na to uwagi, zaś czerwonowłosy był zbyt zszokowany, by to dostrzec. Szybko jednak otrząsnął się i odpowiedział tym samym. Kiedy się rozdzielili, syn Minato wiedział, że nadchodzi niezręczna cisza, więc postanowił ją wyprzedzić i zacząć mówić.
- Nie stójmy tak tutaj, co tu macie dobrego do jedzenia? – wykrzyknął, a Gaara zachichotał, łapiąc przyjaciela za rękę, by poprowadzić go do jedynej znanej mu budki serwującej ramen. Jinchuuriki Kyuubi'ego już dawno zdążył ujawnić mu swoją obsesję – buzia mu się nie zamykała, gdy tylko zaczynał rozmowę na temat swojego ukochanego dania.
Sannin podążył za nimi, a kiedy dotarli do małej restauracji, przewrócił oczami i westchnął. Naprawdę chciałby zjeść cokolwiek innego.
- Naruto! – zawołał swojego ucznia, na co ten odwrócił się na pięcie, zaś jego towarzysz zaczął z zainteresowaniem mu się przyglądać. Z podekscytowania wywołanego spotkaniem z przyjacielem kompletnie nie dostrzegł obecności białowłosego mężczyzny.
- Ta? – zapytał lekko zdekoncentrowany, marzący o swoim – co prawda nie tak dobrym jak w Ichiraku – ramen jinchuuriki. Zaprawiony w boju Jiraiya zignorował jego wygłupy.
- Zamierzam znaleźć dla nas jakiś hotel. Wróć przed zmierzchem – z tym uniósł dłoń, by powstrzymać z całą pewnością nadchodzące dźwięki protestu – taa, ja wszystko wiem, ale twój tata mnie zabije, jeżeli ciebie stracę – wytłumaczył, choć, prawdę mówiąc, także i on nie chciał, by dzieciak szwendał się po ciemku. Silny czy nie silny, w dalszym ciągu miał tylko siedem lat.
- W porządku – odparł Naruto z grymasem na twarzy. Ropuszy Mędrzec uśmiechnął się i potargał mu włosy. Gówniarz był taki słodki, kiedy się burmuszył. Zaśmiał się, gdy na twarzy jego chrześniaka pojawił się zawadiacki uśmiech. Syn Minato zamachnął się, a sannin zrobił unik, pomachał ręką na pożegnanie i ruszył na poszukiwanie lokum.
- Kim on był? – zapytał zaciekawiony nosiciel Shukaku, kiedy jego towarzysz znów skupił na nim uwagę. Naruto przez moment zapatrzył się w niego tak, jakby oczekiwał, że już dawno powinien to wiedzieć, po czym zamrugał, najwyraźniej zdając sobie z czegoś sprawę i zaczął drapać się z tyłu głowy. Gest, który Gaara już niegdyś widział.
- Och, to Ero-Sennin, albo Jiraiya-oji – podróżnik w czasie zachichotał na tak bardzo „znienawidzone" przez staruszka przezwisko. – Jest moim ojcem chrzestnym – uśmiechnął się, po czym wymamrotał do siebie: - Może powinienem wymyślić mu nową ksywkę… - czerwonowłosy nawet nie zwrócił na to uwagi, zadał za to – w trakcie wskakiwania na krzesło barowe przed zamówieniem posiłku – oczywiste pytanie:
- Kim jest ojciec chrzestny?
Uzumaki zamrugał, nie będąc pewien. Spróbował możliwie najlepiej mu to wytłumaczyć.
- Uch… ojciec chrzestny powinien choć trochę zastępować ci ojca, jeżeli zdarzyłoby się, że ten umrze. Ale, jako że mój jest cały i zdrowy, Jiraiya jest tak jakby moim wujkiem… tak myślę.
Nie żebym tego doświadczył, w końcu mój ojciec chrzestny tak się nie zachował… Nawet o nim nie wiedziałem, dopóki nie zginął… Ale przynajmniej wrócił i nauczył mnie wielu rzeczy…
O czym młody Namikaze nie wiedział, to to, że Jiraiya wrócił tą samą drogą, kierując się do gorących źródeł i wszystko dobrze słyszał. Wiedział, o czym dzieciak musiał myśleć – sposób, w jaki zamgliły się jego oczy świadczył o odczuwanym przez niego smutku. Sannin widział, jak mała głowa unosi się z szerokim uśmiechem, by zamówić ulubione ramen.
Mężczyzna odwrócił się, by odejść spoza zasięgu ich zmysłów i zacisnął powieki. Ten uśmiech był całkowicie fałszywy. Dobrze go znał.
Przepraszam, Naruto… w jakiś sposób wszystko ci wynagrodzę… - pomyślał na odchodnym, kompletnie odrzucając w niepamięć plany przeprowadzenia „badań".
*Z Minato*
Młody Yondaime Hokage… czmychnął ze swojego biura i zamiast tego trenował w Lesie Śmierci. Wątpił, że ktokolwiek będzie go tu szukać. Hokage musiał trzymać formę! Siedzenie całymi dniami, codziennie za biurkiem go osłabi… a przynajmniej taką miał wymówk… przyczynę wymykania się.
Westchnął, opierając się o drzewo. Zdążył już po dwa razy powtórzyć każdą ze swoich technik i potrzebował przerwy. Kiedy tak tu siedział, jego myśli nie mogły nic poradzić, tylko wędrować w kierunku jego syna – w końcu po raz pierwszy znajdował się poza granicami wioski. W głębi duszy miał nadzieję, że chłopak nigdy nie będzie musiał dorastać i zawsze będzie mu towarzyszył.
*Wspomnienia*
- Chodź, Naruto, dasz radę – rzekł podekscytowany kage, wyciągając przed siebie ręce. Znajdujący się około trzy kroki dalej, oparty jedną rączką o kanapę chłopiec stał lekko chwiejnie. Miał tylko kilka miesięcy, a Minato wiedział, że to zbyt wcześnie na samodzielne kroki, jednak dziecku wyraźnie na tym zależało – tak jakby było zdeterminowane, by się nie poddawać.
Nie miał zielonego pojęcia, o czym wtedy myślało.
Jeżeli tylko uda mi się zmusić te głupie, małe nóżki do pracy, będę mógł w końcu korzystać z cholernej toalety! – brwi małego blondynka uniosły się tak, jakby właśnie się koncentrował… i wtedy wziął jeden krok w kierunku swojego ojca, puszczając kanapy.
Serce starszego Namikaze podskoczyło.
- Tak jest, Naruto, chodź, chodź do tatusia! – wykrzyknął, niemożliwie jeszcze bardziej wyciągając ręce, dumnie się uśmiechając. Na tę zachętę maluch zrobił trzy szybkie kroki i praktycznie wskoczył w ramiona ojca. Minato zaśmiał się i uniósł go wysoko, kręcąc się wokół własnej osi, śpiewnie mówiąc „udało ci się!".
Podróżnik w czasie tylko zaśmiał się, kiedy Czwarty zmierzył okiem pilnujących ich ANBU, rzucając im wyzwanie. Tylko spróbujcie kiedykolwiek to skomentować!
Tak! W końcu mogę korzystać z toalety! – pomyślał chłopiec. Na wychodzące z jego ust dźwięki rozbawienia kage odwrócił się i zaczął go gilgotać.
Mężczyzna szczerzył się jak wariat, wpatrując się w podobne do niego jak dwie krople wody dziecko, jego małe słońce.
*Koniec wspomnienia*
Minato westchnął z niewielkim uśmiechem. Kiedy ten tylko wróci, będzie musiał coś zrobić wspólnie z Naruto. Stworzyć kolejne wspomnienia, by mieć do czego wracać, kiedy jego syn dorośnie – w końcu dzieciństwo nie trwa wiecznie.
*Później w Sunie*
Było już późno. Naruto i Jiraiya już dawno położyli się spać… teraz jednak mały Namikaze wstawał po cichu, usiłując nie obudzić swojego ojca chrzestnego. Ubrał się i chwycił po broń – tak na wszelki wypadek. Mądry ninja nie stronił od broni, mądry ninja żył dłużej. Już łapał za klamkę do drzwi, kiedy do jego uszu dotarł głos:
- Gdzie ty się wybierasz, Naruto? – zapytał białowłosy sage, który właśnie oparł się na łokciu i zaczął uważnie przyglądać. Jinchuuriki skrzywił się, po czym odwrócił, czując się winny za próbę wymknięcia się.
- Zamierzałem naprawić pieczęć Gaary – odparł szeptem, nie chcąc, by wiadomość ta dotarła do kogoś nieproszonego. Ostrożności nigdy za wiele – nawet jeżeli obce państwo było ich sojusznikiem. Ropuszy Mędrzec uniósł brew na tę samowolkę.
- Idę z tobą, Gaki. Nie powinieneś tego sam próbować. Pozwól mi także rzucić okiem na pieczęć, której planujesz użyć – sposób, w jaki wypowiedział te słowa nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.
- Hai – zgodził się Naruto, prezentując swoją robociznę. Nie zaszkodzi, jeżeli drugi Mistrz Pieczęci ją oceni. W ciągu zaledwie pięciu minut znaleźli się za drzwiami. Trzymali się cieni, przykrywając świetlistym jutsu, którego Jiraiya często używał w celach infiltracji wiosek.
Kiedy znaleźli się przy domu Gaary, blondyn poprowadził swojego senseia pod okno chłopca, po czym sam tam wskoczył, wcześniej lekko je uchylając.
Gaara leżał na brzuchu i coś kolorował. Nagle poczuł, jak ktoś go dotyka. Podskoczył, a chroniący go piasek instynktownie oddzielił go od intruza. Zdał sobie sprawę, że mimo że piasek przykrywał osobę, ta nie przestała go jednak dotykać – ba, nie sądził, by w ogóle się wzdrygnęła. Czerwonowłosy odciągnął piach, by pod niego zajrzeć i momentalnie się zrelaksował.
- Hej, Gaara! – cicho wyszczebiotał blondyn, tak jakby właśnie śmiertelnie nie wystraszył swojego przyjaciela. Szeroko się uśmiechał… i wydawał całkiem zadowolony z siebie. Jinchuuriki Shukaku zamrugał, lekko skonfundowany. Czuł lekką złość, że tak łatwo dał się wystraszyć.
- Hej, co ty tu robisz? – zapytał szeptem, by nikt w domu ich nie usłyszał. Uzumaki uśmiechnął się.
- Nadszedł czas. Zamierzam naprawić twoją pieczęć. Ale musimy to zrobić z dala od wioski, by nikt nas nie wykrył. Myślę, że dobrym miejscem będzie plac, na którym nieraz się bawiliśmy – rzekł, po czym odwrócił się i zaczął kierować w stronę okna. Wystawił przez nie stopę i znów odwrócił się do rozmówcy. – No chodź! – wyszeptał z ekscytacją, zachęcając jinchuuriki'ego dłonią.
Gaarze nie trzeba było dwa razy powtarzać. Prawie biegiem wyskoczył przez okno.
Jiraiya czekał na chłopców na ziemi… i kiedy już zaczynał się nudzić, wyskoczyli z drugiego piętra. Z początku myślał, że wszystko przebiega, jak trzeba… i wtedy zorientował się, że żółto-czerwone cienie zamierzają wylądować prosto na nim.
Pierwszy był Naruto, oczywiście. Uderzył sannina prosto w klatkę piersiową i zanim ten zdołał odzyskać równowagę, czerwonowłosy dzieciak go przewrócił. Upadł z jękiem na plecy, a blondyn zachichotał.
Ten mały gówniarz zrobił to celowo! – z tym zmierzył go wzrokiem, a kiedy jego uczeń to dostrzegł, zrobił wielkie oczy i zaczął niewinnie mrugać. Jiraiya tylko przewrócił oczami.
