Zastrzeżenie: Nie jest to moja praca, tylko tłumaczenie angielskiego oryginału należącego do Crystalzap. Prawa do mangi, bohaterów należą do Masashi'ego Kishimoto.


Od tłumaczki: Rozdział dedykuję jednej z wiernych czytelniczek – maxiii ;), która, nie ukrywam, dała mi kopa do przetłumaczenia kolejnej części tej historii. Mam nadzieję, że wszystkim się spodoba!

No i oczywiście – Szczęśliwego Nowego, 2021, Roku! Niech będzie o wiele wspanialszy – o co nie jest trudno – niż przemijający.


Nieoczekiwany Początek

Rozdział 26: Pieczęć


Myśli: „bla bla"

Dialogi: „bla bla"

Kyuubi: „bla bla"/„bla bla"


Naruto poprowadził Gaarę wraz z Jiraiyą niezbyt daleko za wioskę, przez sekretne tunele, których zawsze używali, by wydostać się i bawić w miejscu, w którym nikt ich nie zauważy. Korytarze wychodziły dobre dwie do trzech mil dalej – żaden ze strażników nie miał szans, by ich dostrzec. Sannin, ku jego zaskoczeniu, mimo że posiadał własną sieć szpiegowską, nie miał zielonego pojęcia o tym wyjściu. Postanowił je zapamiętać – nigdy nie wiadomo, kiedy mu się przyda.

Bez przeszkód znaleźli się w punkcie, który starannie został wybrany przez Uzumaki'ego. Pomagał im fakt, że Sabaku również był we wszystkim obeznany. Kiedy się zatrzymali, syn Czwartego odezwał się:

- W porządku, Gaara. To jest to. Musisz się położyć.

Blondyn odłożył na bok swój plecak i usiadł. Mimo że jinchuuriki Shukaku wiedział, że tego chce i ufał Naruto bardziej, niż komukolwiek, to odczuwał strach. Spróbował jednak odepchnąć go w bok. Usiadł przed swoim przyjacielem i powoli wykonał polecenie. Jiraiya pozostał na tyłach, obserwując przebieg wydarzeń i zarazem stojąc na czatach.

Podróżnik w czasie przekopał się przez swój plecak i wyciągnął pędzel, tusz oraz niewielką książkę, która okazała się jego prywatnymi zapiskami na temat sztuki pieczętowania. W międzyczasie jego poczynaniom przyglądał się w dalszym ciągu lekko przestraszony Gaara. Blondyn otworzył książkę i przewertował ją aż do strony, która była mu niezbędna.

- W porządku, Gaara. Potrzebuję teraz, żebyś zdjął swoją koszulkę - dostrzegł, że jego przyjaciel wygląda na… poddenerwowanego. Obdarował go niewielkim uśmiechem. – Jest okej, Gaara. To nie zajmie długo, a ty w końcu będziesz mógł normalnie spać, bez przeszkadzającego głosu tego głupiego Tanuki w twojej głowie – zapewnił ze spokojem chłopca. Czerwonowłosy skinął głową i lekko się zrelaksował. Podciągnął koszulkę.

Jinchuuriki Kuramy chwycił za książkę i położył ją obok rozmówcy. Umieścił jedną dłoń nad brzuchem Sabaku, po czym zebrał chakrę i spowodował ukazanie się pieczęci. Drugą ręką złapał za pędzel, zamoczył go w tuszu i po tym, jak po raz ostatni rzucił okiem na naszkicowany w książce znak, zaczął go kopiować. Był bardzo ostrożny i z największą uwagą nakładał go na pierwotny twór. Każda świeżo nałożona linia znajdowała się dokładnie tam, gdzie powinna, przeplatając się z poprzednikiem.

Po około dziesięciu minutach skończył pracę. Wytarł dłonią pot z czoła. Westchnął. Najcięższa część za nimi. Jeszcze raz porównał obydwie prace, upewniając się, że wszystko, każdy detal, jest jak należy. I tak właśnie było. Syn kage wypuścił z płuc powietrze, którego nawet nie był świadom.

Pora na ostatni etap – pomyślał.

- Okej, Gaara. Prawie skończyliśmy. Muszę jeszcze wpuścić chakrę do pieczęci, by aktywować nową oraz połączyć obydwie w jedną, spójną całość – wytłumaczył uważnie przysłuchującemu się mu przyjacielowi, który w trakcie procedury prawie całkowicie się odstresował. – Kiedy to zrobię… zaboli, ale szybko będzie po wszystkim, a krótko po tym zaśniesz.

Chłopiec przełknął głośno ślinę, ale przytaknął. To pozwoli mu zasnąć i już nigdy nie usłyszeć tych głosów.

Uzumaki wziął głęboki wdech i powolny wydech. Jiraiya nie spuszczał go z oczu. Umieścił obydwie dłonie nad brzuchem przyjaciela, a następnie wpuścił chakrę najpierw w pierwszą pieczęć, pozwalając, by energia popłynęła płynnie dalej, aż do starszego znaku i stopniowo je ze sobą połączyła. Gaara poczuł ukłucie bólu. Zacisnął zęby, a jego mięśnie się spięły. Czuł się tak, jakby ktoś wypalał mu skórę, po czym zdał sobie sprawę, że w rzeczy samej to właśnie się działo. Dzięki swojemu wiecznie chroniącemu go piaskowi nigdy nie czuł fizycznego bólu i, jinchuuriki czy nie, miał tylko siedem lat. Nie mógł już dłużej wytrzymać. Zaczął krzyczeć.

Naruto wzdrygnął się. W żadnym ze światów nie słyszał, by jego przyjaciel krzyczał i miał w związku z tym wyrzuty sumienia. Na całe szczęście Jiraiya przewidział sytuację i umieścił wkoło barierę wyciszającą. Jeszcze tylko kilka sekund… TERAZ!

Po wszystkim obydwaj dyszeli, kompletnie wykończeni – jeden od doświadczenia wypalenia na jego brzuchu pieczęci, drugi zaś od zużycia ekstremalnej ilości chakry i zarazem kontroli tego procesu – kto wie, co by się stało, gdyby chakra Kyuubi'ego dostała się do pieczęci Shukaku.

Blondyn uniósł wzrok, gdy sannin zbliżył się i położył dłoń na jego ramieniu. Wyglądało na to, że czerwonowłosy odpłynął. Młody Namikaze uśmiechnął się do swojego ojca chrzestnego. Udało mu się, naprawił pieczęć Gaary. Wziął głęboki wdech, po czym wstał i zaczął wkładać rzeczy do swojego plecaka, a następnie pochylił się w próbie wrzucenia równie ciężkiego jak on sam chłopca na swoje plecy.

- Mogę go nieść – Jiraiya spróbował zabrać śpiącego Sabaku, ale Naruto tylko poprawił pozycję na możliwie najwygodniejszą i mu odmówił.

- Mam go – odparł sanninowi. To on chciał być tym, kto przyprowadzi Gaarę z powrotem. Nie był pewien, dlaczego – po prostu chciał osobiście się upewnić, że jego przyjaciel jest bezpieczny. Razem przedarli się do Suny, prosto do okna syna Kazekage. Blondyn, pomimo dodatkowego ciężaru, nie miał problemu z wdrapaniem się do środka. Położył chłopca na łóżku. Nie wiedząc, co później się wydarzy, wahał się, czy po prostu tak go tu zostawić. I wtedy drzwi nagle szeroko się otworzyły.

- Gaara? – w przejściu stanęła blondwłosa, zaledwie kilka lat starsza od niego dziewczynka. Kiedy zobaczyła nieznajomego, wyraz jej twarzy zmienił się z czystej ciekawości w złość. – Kim ty, u licha, jesteś? – zawarczała niczym walcząca o swoje młode niedźwiedzica.


*W Konosze*

Było już późno. Minato znów przewrócił się na drugi bok. Po prostu nie mógł spać – miał z tym kłopoty, odkąd Jiraiya oraz prawdziwy Naruto opuścili wioskę. Tym, co go martwiło, nie było jednak tylko troską o syna. To ostatnie słowa sannina.

Powiem ci, ale wiedz, że - o ile się nie mylę w kwestii spraw, których nie chce poruszać - nie robi tego z braku zaufania do ciebie… prawdopodobnie nie chce cię nimi obciążać.

Namikaze zmarszczył czoło na to wspomnienie. Usiadł, odrzucając na ten moment potrzebę snu. „W kwestii spraw… prawdopodobnie nie chce cię nimi obciążać." Słowa te dzwoniły mu w głowie. Jakie konsekwencje? Naruto powiedział, że zginąłem w trakcie… pieczętowania. Oczy Czwartego szeroko się otworzyły, kiedy elementy układanki kolejno wskakiwały na swoje miejsce. Pieczętowanie uczyniło z jego syna kolejnego jinchuuriki i nie było tam nikogo, kto by mógł go chronić. „Konsekwencje". Nie miał pojęcia, co się wydarzyło… ale musiało być niezbyt kolorowo. To dlatego Naruto nigdy nie poruszył tego tematu.

Kage wstał i w ciszy udał się do pokoju syna. Ukląkł obok łóżka, w którym właśnie znajdował się jego specjalny klon. Chłopiec, który w ciągu kilku lat spokojnie będzie uchodził za jego chodzącą kopię, spał tak spokojnie… Na twarzy Minato pojawił się niewielki uśmiech. Delikatnie, ostrożnie, by go nie obudzić, pogłaskał dziecko po głowie.

Westchnął, po czym jak najciszej postarał się opuścić sypialnię. Jedyne, co go zdradziło, to delikatne skrzypnięcie znajdującej się pod jego stopami podłogi.


*Kolejnego dnia w Konosze*

Naruto wraz z Sasuke tak jak zwykle spacerowali w kierunku akademii, kiedy obydwaj zadrżeli. Zbledli, patrząc się na siebie nawzajem.

- Czujesz to? – Uchiha prawie wyszeptał, zwiększając tempo marszu. Uzumaki przytaknął.

- Taa, mój radar fanek zaczął niebezpiecznie reagować – odparł złowieszczo. Ich oczy zaczęły szukać źródła niebezpieczeństwa, postawę zaś postarali się zachować zrelaksowaną, mimo że nie marzyli o niczym innym, jak o pełnym biegu w kierunku szkoły.

Jak tylko ich oczom ukazały się tereny akademii, rozmyślili się. Dwie dziewczyny – jedna różowo-, druga blondwłosa z co najmniej siódemką pozostałych uczyniły dokładnie to samo. Przekroczyli drzwi. Szybko odwrócili się, obserwując, jak dzicz… to znaczy fanki – nieznacznie zwalniają, by rozproszyć się po boisku.

Sasuke zwrócił się do Naruto. Obydwaj westchnęli.

- Było blisko – rzekł brat Itachi'ego, obserwując, jak dwie topowe „fanki Sasuke", Ino i Sakura, rozpoczynają kolejną kłótnię. Prawdopodobnie o niego.

- Taa, musimy wymyślić nową trasę… znowu… - westchnął syn Yondaime. Uchiha przytaknął. Przynajmniej te wściekłe dziewczyny pomagały im w treningu ostrożności. Podeszli do opustoszałego drzewa, by się o niego oprzeć. Wszyscy czekali na zewnątrz, póki nie zadzwonił dzwonek.


*Z Ino oraz Sakurą*

- Nie ma mowy, Ino-Świnio! Sasuke nigdy cię nie polubi, ponieważ kocha mnie! – wrzasnęła Sakura, mierząc wyzywająco wzrokiem znajdującą się przed nią dziewczynę.

- Tak, tak, Wielkoczoła! Widzisz, zamierzam sprawić, by Sasuke dostrzegł, jak bardzo mnie lubi, o, właśnie teraz! – odparła z przekonaniem Ino. Odwróciła się na pięcie, prawie uderzając Sakurę w twarz swoim kucykiem, po czym pomaszerowała w kierunku chłopców.

Niezauważalna przez wszystkich Hinata siedziała za drzewem, od czasu do czasu rzucając okiem na Naruto. Słyszała kłótnię, ale ją zignorowała. W wykonaniu tych dwóch był to już rytuał.

Yamanaka co i rusz spoglądała na Uchihę, rumieniąc się.

Już wiem, w jaki sposób sprawię, by zrozumiał swoje uczucia! Wywołam w nim zazdrość! – pomyślała, nerwowo przed nim stając. Zarówno Naruto, jak i Sasuke unieśli na nią brew.

- Um… cześć chłopcy, um… Naruto… tak się zastanawiałam, czy byś ze mną gdzieś nie poszedł? – ostatnie słowa wypowiedziała tak szybko, że prawie ich nie zrozumieli. Oczy jinchuuriki'ego szerzej się otworzyły – bardziej z bycia sceptycznym, aniżeli zaskoczenia. Czy to nie jedna z fanek Sasuke? – zastanowił się, po czym spojrzał na kruczowłosego, który wzruszył ramionami.

- Uch… mam już dzisiaj plany. Może innym razem – Uzumaki spróbował grzecznie odmówić dziewczynie, mimo że jedyną rzeczą, którą zaplanował na dzisiejszy wieczór, to praca nad jutsu mającym za zadanie przenosić wspomnienia.

- Och… okej… - odparła Ino, usiłując zorientować się, czy zaproszenie kogoś innego na randkę wywoła u Sasuke uczucie zazdrości. Powoli odeszła na bok.

W międzyczasie Hinata denerwowała się w środku, obserwując, jak Yamanaka odchodzi od „jej" Naruto. Wiedziała, że niebieskooki blondyn, który skradł jej serce miał swój fanklub, ale większość dziewczyn trzymała się na dystans bądź walczyła między sobą i tak naprawdę nigdy się do niego nie zbliżała. Ale ta dziewczyna po prostu wstała i próbowała zaprosić na randkę „jej" Naruto. Coś musi zostać w tej kwestii zrobione… - pomyślała.

Z perspektywy czasu plan Ino owszem, zadziałał, tylko sprawił, że nie ta osoba stała się zazdrosna.


*Wieża Hokage*

Minato usiadł przy swoim biurku, szczęśliwy, że w końcu udało mu się rozgryźć pieczęć na zwoju, który znalazł.


*Wspomnienia*

Mężczyzna weschnął, po czym jak najciszej postarał się opuścić sypialnię. Jedyne, co go zdradziło, to delikatne skrzypnięcie znajdującej się pod jego stopami podłogi. Rzucił okiem na klona swojego syna, by się upewnić, że dalej smacznie śpi, podczas gdy on sam przyjrzał się fragmentowi podłoża, który dał o sobie znać. Drewniane płytki znajdowały się głównie pod łóżkiem, ale mógł dostrzec część, którą przydepnął. Lekko odstawała od pozostałych.

Spróbował podnieść ją palcami. Była mocno poluzowana i nie stawiała większego oporu. Mimo że było ciemno, mógł dostrzec znajdujący się pod nią biały, zapieczętowany zwój. Mistrz Pieczęci wyciągnął go ostrożnie, dobrze wiedząc, co mogłoby się wydarzyć, gdyby zaingerował w dane rodzaje zabezpieczeń. Przyglądając się przedmiotowi, zauważył, że pieczęć posiadała w sobie symbol Ognia, co oznaczało, że prawdopodobnie przy jakimkolwiek złym ruchu stanęłaby w płomieniach.

Kage był pod wrażeniem pieczęci. Jeżeli miałby spróbować ją otworzyć, potrzebowałby na nią trochę czasu. Martwił się jednak swoim synem, a skoro ten zwój był dla niego na tyle ważny, by zadać sobie tyle trudu, by go ochronić, otwarcie go mogłoby dać mu wskazówkę, w jaki sposób mu pomóc. Tak. Tak właśnie zrobi. Yondaime odłożył płytkę na miejsce, po czym na palcach wyszedł z pokoju… wraz z pergaminem.

*Koniec wspomnień*


Więc w końcu, po unieszkodliwieniu pieczęci, Minato otworzył zwój, a jego oczom ukazało się każde najważniejsze zdarzenie z ostatnich, prawie ośmiu lat oraz z kolejnych dziesięciu. Wzrok młodego Hokage był praktycznie wwiercony w tekst. Przeczytał całość, a jedyne, co się co i rusz zmieniało to wyraz jego twarzy – od szczęśliwego, smutnego, rozzłoszczonego, skonfundowanego… po zdołowany i rozwścieczony. I wtedy przeczytał wszystko jeszcze raz. Część zapisków była mglista, ukazywała tylko dane daty i nazwiska, inne zaś wyraźnie wskazywały na zaistnienie takich potwornych wydarzeń, jak „Masakra Klanu Uchiha" – co mogło być znacznie gorsze, aniżeli „Incydent w Klanie Uchiha".

W końcu zrolował zwój, a następnie schował głowę w dłoniach i wziął kilka głębokich oddechów. Nie miał zielonego pojęcia, ile rzeczy zmieniał jego syn czy jak wiele przyprawiających o gęsią skórkę wydarzeń był świadkiem bądź osobiście brał udział w trakcie swojego, przecież tak krótkiego życia. Jak, po tym wszystkim, on może wydawać się tak szczęśliwy? I wtedy przypomniał sobie słowa Jiraiyi przed ich odejściem.

Poza tym istnieje jedna rzecz, na którą zawsze możesz liczyć – nieważne, w jak bardzo szalone czy niemożliwe akcje wpakuje się ten dzieciak, zawsze znajdzie sposób, by z nich wyjść."

Minato uśmiechnął się.

- Mam nadzieję, że masz rację, sensei… ale Naruto tym razem nie będzie w tym wszystkim sam.


*Suna*

Naruto i Gaara spotkali się w parku następnego dnia, by się ze sobą pobawić. Uzumaki, choć chciałby zostać tu zdecydowanie dłużej, wiedział, że musiał wraz z Jiraiyą wyruszyć na poszukiwanie Tsunade, a jego Lisi Klon nie mógł istnieć w nieskończoność.

- Temari cię złapała? – zapytał z lekkim przestrachem jinchuuriki Shukaku, w międzyczasie przerywając blondynowi, który właśnie opowiadał mu, co wydarzyło się po jego zaśnięciu. Chłopak westchnął.

- Taa, wyglądała na mocno przejętą. Nawet mnie zaatakowała, zanim zdołałem wydusić z siebie jakiekolwiek słowo.


*Wspomnienia*

Kim ty, u licha, jesteś? – zawarczała niczym walcząca o swoje młode niedźwiedzica.

- Uch… - i tyle było z inteligentnej odpowiedzi Naruto.

To nie miało się wydarzyć, co ja jej mam powiedzieć?... Mam przekichane.

Aby dowieść temu racji, Temari rzuciła w jego kierunku całą garść shurikenów. Uchylił się w bok.

- Czekaj! Czekaj! Jestem przyjacielem! – syn Czwartego próbował ją uspokoić tak, by dała mu czas na wyjaśnienia. I wtedy dziewczyna zdała sobie sprawę, że nieznajomy był od niej młodszy. Zmierzyła go wzrokiem, ale zaprzestała działań. Jinchuuriki westchnął z ulgą.

- Ja i Gaara wyszliśmy wcześniej. Po prostu go tu przyniosłem, ponieważ stracił przytomność. Weszłaś, kiedy akurat wychodziłem – Uzumaki częściowo skłamał, aczkolwiek Temari nie usłyszała praktycznie niczego po słowach „stracił przytomność". Zaczęła nerwowo się rozglądać, ignorując wszelkie podstawowe zasady treningu ninja o nigdy nie spuszczaniu wroga z oczu, po to tylko, by ujrzeć najsłodszą i zarazem najbardziej przerażającą rzecz, jaką kiedykolwiek widziała. Jej mały braciszek Gaara spał smacznie w łóżku, przytulając się do swojego ulubionego, pluszowego misia.

Nie miała pojęcia, czy się zachwycać, czy też zacząć w przerażeniu uciekać. Wiedziała, co mogło się wydarzyć podczas snu brata. Naruto zaczął się zastanawiać, czy może nie powinien pozbawić jej przytomności i mieć nadzieję, że po przebudzeniu weźmie wszystko za sen, czy też wszystko dokładnie jej wytłumaczyć. Wolałby pierwszą opcję, ale… może lepiej by było, gdyby Gaara miał tu kogoś, kiedy on sam nie mógł być na miejscu. Temari właśnie go chroniła… blondyn mentalnie jęknął. To będzie takie kłopotliwe…

- Jest w porządku, Temari. Nic się już nie wydarzy. Nawet jak śpi – delikatnie zaczął. Od razu poczuł na sobie wzrok dziewczyny, która najwyraźniej już zapomniała o jego obecności.

- Co masz na myśli? – zmrużyła oczy. – Co ty mu zrobiłeś? I skąd znasz moje imię? – gdyby Naruto rzeczywiście miał tyle lat, na ile wyglądał, już dawno miałby duszę na ramieniu.

- Tak jak właśnie powiedziałem. Jestem przyjacielem Gaary i pomogłem mu, naprawiając pieczęć. Teraz już może spać – bez wiecznie wtrącającego się Shukaku. A znam twoje imię, ponieważ mi powiedział – podróżnik w czasie spróbował jej odpowiedzieć, zarazem nie wchodząc w szczegóły. Blondynka zbladła.

- Ty… ty „naprawiłeś" jego pieczęć? Jesteś tylko dzieciakiem! Czy masz jakiekolwiek pojęcie, co właśnie zrobiłeś? – z każdym słowem mówiła coraz głośniej. Namikaze zmrużył oczy.

- Cisza – rzekł rozkazującym tonem, który w mgnieniu oka przerwał tyradę/mentalne załamanie jego rozmówczyni. – Może i jestem dzieckiem, ale jestem też wytrenowanym przez najlepszych Mistrzem Pieczęci. Nad tą pieczęcią pracowałem miesiącami, by upewnić się, że jest stworzona dla Gaary. NIGDY nie zastosowałbym jej, gdyby było inaczej – skończył z błyszczącą w jego oczach determinacją.

Sposób, w jaki wypowiadał się chłopak był tak bezpośredni, tak stanowczy, że córka Kazekage zaczęła czuć, że można mu wierzyć. Jeszcze raz spojrzała na tak spokojnie śpiącego brata… i lekko się uśmiechnęła.

- Temari – przeniosła wzrok na towarzysza – nie możesz nikomu powiedzieć. Jeżeli twój ojciec czy rada dowiedzieliby się, Kami jeden wie, co zrobiliby Gaarze. Poza tym nikt nie może wiedzieć, że to moja robota, a przynajmniej do czasu, aż będziemy starsi i będziemy mogli siebie obronić. Rozumiesz? – musiała się zgodzić. Temari przymrużyła oczy, chwilę się zastanawiając, po czym przytaknęła. Uzumaki wypuścił z płuc powietrze, o którym nie miał pojęcia, że go zatrzymał.

- Rozumiem. Nikomu nie powiem, ponieważ chcę chronić mojego brata… ale dlaczego oni nie mogą wiedzieć, że to ty? – zapytała, zaciekawiona. Jinchuuriki nie odpowiedział od razu. Zastanawiał się, czy już teraz jej powiedzieć – w końcu prędzej czy później się dowie… ale czy mógłby teraz jej zaufać? Ona tak zrobiła. Podniósł wzrok i obdarował ją zawadiackim, lisim uśmiechem.

- Ponieważ jestem synem Hokage – odparł z dumą. Zawsze marzył, by móc wypowiedzieć te słowa. Zniknął, zanim blondynka zdołała cokolwiek z siebie wydusić.

Na ziemi, pod budynkiem, Naruto oraz Jiraiya z pomocą Shunshina przetransportowali się do swojego hotelowego pokoju.

*Koniec wspomnień*


- Więc Temari wie? – zapytał Gaara, kiedy razem huśtali się na placu zabaw.

- Taa – przytaknął Naruto. – Gaara, wiesz, że muszę jutro rano odejść – dodał ze smutkiem. – Ale w ten sposób to Temari może być z tobą. Wiesz, że teraz i ona jest twoją przyjaciółką – uśmiechnął się, a czerwonowłosy odwzajemnił sentyment, wiedząc, że ma teraz dwóch przyjaciół – w tym własną siostrę.

- Um, um… - przytaknął wesoło, po czym nagle zatrzymał się w panice. – Ale wrócisz, prawda?

Syn Yondaime wyszczerzył się.

- Jasne, że tak! Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz! – zaśmiał się, a jego przyjaciel odetchnął z ulgą.