Tygrysica niemal nie spała tej nocy. Od kilku dni nie mogła się wyzbyć wrażenia, że coś przeoczyła, tam, pod Górą Demonów. Coś, co w każdej chwili mogło się skrzywdzić ją albo Po. Nasłuchiwała jak panda przekręca się z boku na bok w swoim pokoju, przy delikatnym dźwięku nadwyrężanego drewna. Jak cicho mówi przez sen, ale ani razu nie wspomina jej imienia. Obawiała się o niego. Po był już wielkim wojownikiem, pewnie już dawno większym od niej, a jednak ciągle uważała, że musi go chronić.

Wstała z pryczy, mając dość bezsensownych rozmyślań. Dobrze wiedziała, że i tak dziś się nie wyśpi, że znowu będzie marudna i opryskliwa. Pewnie nikt nie zauważy różnicy, pomyślała ponuro. Pozostali z piątki mieli swoje problemy. Modliszka i Żmija szybko wrócili do zdrowia po potyczce na polu ryżowym, ale nadal zajmowali się Żurawiem, który snuł się smętnie całymi dniami, ze skrzydłem zawieszonym na temblaku. Na całe szczęście znachor uznał, że goi się ono nad wyraz szybko i ptak za kilka dni będzie mógł już latać, choć na razie niezbyt wyczynowo. Ucieszyło to pozostałych, ponieważ Żuraw pogrążony w depresji okazał się bardzo nieznośny.

Coś dręczyło także Małpę, jednak tym razem nikt nie wiedział, o co mu chodziło. Kotka domyślała się, ale wolała nie zgadywać. Uznała, że dopóki Małpa nie dojrzeje, by powiedzieć o tym wprost, nie będzie nic z tym robić. Zresztą wystarczyło, że Po próbował to z niego wyciągnąć kilka razy dziennie.

Tygrysica bezszelestnie, jak przystało na kotkę, przemknęła przez korytarz między pokojami pozostałych mistrzów i wyszła na zewnątrz. Rześkie, nocne powietrze otuliło ją niczym dobry przyjaciel. Usiadła na schodach za małym dziedzińcem, wpatrzona w oświetlone blaskiem księżyca chmury, które muskały dach Jadeitowego Pałacu. Były tak spokojne. Zapragnęła, by jej umysł upodobnił się do nich, jednak niepokój nie odchodził. Zawsze była w tym słaba. Tłumaczyła sobie, że to dlatego radzi sobie z kontrolą Chi gorzej od pozostałych.

Podeszła pod najbliższe drzewo, by skorzystać ze sprawdzonej metody. Zaczęła uderzać, precyzyjnie i mocno, prosto w wygniecione miejsce w korze. Robiła tak, odkąd była mała. Utwardzała dzięki temu łapy i nadgarstki, tak jak mówił mistrz Shifu, a także pozbywała się napięcia.

Zauważyła, że ktoś jej się przygląda.

– Drzewo nie jest godnym przeciwnikiem – powiedział Po z półuśmiechem. Stał oparty o głaz w półmroku. Ustawił się w pozycji kokutsu dachi, gotowy do walki. – Ja przeciwnie.

Czy pamiętał wszystkie słowa, które przy nim powiedziała? – zastanowiła się rozbawiona Tygryska. Odkąd wrócili z Jinzhou, nie mieli okazji, by porozmawiać w cztery oczy. Zawsze był ktoś jeszcze. Podczas treningów i opowieści o ostatnich wydarzeniach – piątka, przy doglądaniu postępów w budowie nowej wioski – pandy, w restauracji – pan Ping, w Jadeitowym Pałacu – oczywiście mistrz Shifu.

– Skąd wiedziałeś, że tu jestem? – zapytała.

– Słyszałem, jak wychodzisz. Pomyślałem, że się dołączę.

– Słyszałeś? Przecież starałam się wyjść cicho.

– Ale zapomniałaś o nienaoliwionych drzwiach.

Zaśmiał się. Lubiła jego śmiech, w duchu często śmiała się razem z nim, choć na zewnątrz tylko podnosiła kącik ust.

Nie skusiła się na pojedynek. Zamiast tego usiedli razem na schodkach. Panda dotknął palcem jej dłoni, może przypadkiem, może nie. Biło od niego tak dużo ciepła, że Tygrysica ledwie poczuła zimne smagnięcia wiatru. Patrzyli przez moment w noc.

– Tak tu spokojnie – odezwał się Po. Po prostu nie mógł długo usiedzieć w ciszy. – Prawie zapomniałem jak tu jest bez tych wszystkich zwierząt, budowniczych, uczniów. Mistrz Shifu mówi, że remont pałacu skończy się za kilka dni. Jeszcze będzie nam brakować tego ciągłego stukania i piłowania. Znowu będzie tak jak dawniej.

Wiedzieli, że to nie do końca prawda. Wiele zwoi w bibliotece zostało bezpowrotnie zniszczonych, a pałac stracił coś ze swojej majestatyczności. Wyglądał tak samo jak dawniej, jednak trudniej było teraz wierzyć, że będzie stał wiecznie. Skoro można go uszkodzić, można też zniszczyć.

No i istniał też jeszcze jeden powód.

– Nie będzie tak jak dawniej – powiedziała. – Po, chyba musimy wreszcie porozmawiać. O nas.

Spojrzał w dół i pokiwał głową wymownie, jakby chciał powiedzieć, że właśnie po to tu przyszedł. Nie przypominał tej wersji siebie, którą pokazywał na co dzień, wśród znajomych czy mieszkańców Doliny Spokoju. Tylko przy niej, i może jeszcze przy Shifu, potrafił okazać słabość.

Wtedy ją pocałował. Krótko, lecz tyle wystarczyło. Zesztywniała. Przez moment poczuła jakby gwiazdka, którą od zawsze chciała chwycić w dłonie, sama spadła z nieba. Potem ogarnął ją strach. Zrozumiała, że teraz nie miała wyjścia, musiała go wpuścić do swojego świata, nie mogła liczyć, że ciągle będzie stał w progu. To albo zamknięcie drzwi. To co robiła tak dobrze od tak dawna.

– Wiesz, że to powinno zostać między nami? – wydukała z ledwością.

Zawód w jego oczach niemal sprawił jej ból. Dlaczego musiał ją źle zrozumieć? Zaczął się tłumaczyć.

– Przepraszam, nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie powi…

Nie powinna wyprowadzać go z błędu. Tak byłoby bezpieczniej. Jednak, choć sama nie widziała dlaczego, przyłożyła palec do jego ust. Gdyby tylko wiedział, jak wiele wszystko ją kosztowało. Właśnie wyrzucała do kosza najważniejszą lekcję, jaką dało jej życie.

Pocałowała go w policzek.

– I to też.

Nie odezwali się już do siebie tamtej nocy. Wystarczyło, że pierwszy raz spędzili czas przytuleni do siebie. Nie obchodziły ich zimne schodki, upiorne gałęzie drzew, złowrogie zarysy gór. Na tę krótką chwilę wszystko wydawało się na miejscu.

Gdy Tygrysica wróciła do swojego pokoju, spała jak niemowlę i omal nie zaspała na śniadanie. Rano rozmowa z Po zdawała się jej jedynie snem. Dopiero cisza w kuchni zdradziła, że ich pocałunek miał miejsce naprawdę. Po pierwszy raz od dawna właściwie się nie odzywał, co jakiś czas rzucając w jej stronę ukradkowe spojrzenia. Nie mógł się skupić, przypalił kluski do zupy, łyżka kilka razy upadła mu na podłogę. Ona za to potknęła się o stołek, a gdy siadła, dopiero po chwili zrozumiała, że zamiast łyżki, wzięła sobie pałeczki.

Pozostali z piątki siedzieli cicho, wpatrzeni w puste talerze, dziwnie skrępowani. Gdy Smoczy Wojownik nalał każdemu porcję, stukanie łyżek o dno misek wypełniło pomieszczenie. Posyłali sobie wymowne spojrzenia, ledwie zauważalne uśmiechy.

A może Tygrysicy tylko się wydawało?