Kronika pisana pazurem część 1

Długo zastanawiałem się jak zacząć tę kronikę. My, smoki, nie przywykliśmy do zapisywania myśli na rulonach papieru, gdzie trzeba zadbać o początek, koniec i uporządkowanie treści pomiędzy nimi. Nie dość, że jest to czasochłonne i wymaga nakładów pracy, przygotowany zwój po spotkaniu z ogniem, wodą, ziemią czy nawet wiatrem, może bezpowrotnie zostać zmieniony w pył, razem z zawartą w sobie wiedzą. Samo wspomnienie o możliwości podobnego marnotrawstwa niemal sprawia mi ból, aż dziw bierze, że na lądzie, w oparciu o wiedzę przekazywaną na czymś tak kruchym jak papierowy zwój, zbudowano tak wspaniałą cywilizację. Smokom nigdy nie udało się wymyślić czegoś równie cudownego. Teraz możemy tylko kopiować jej dokonania.

Jednak w gromadzeniu wiedzy nadal jesteśmy niezrównani. Wykorzystujemy do tego nasze perły, które wbrew pozorom nie mają zbyt wiele wspólnego z małżami. Nazwaliśmy je tak, ponieważ je przypominają i podobnie jak one, są wartościowe, może nawet bardziej, niż jakakolwiek biżuteria.

Pozwalają przechowywać nasze wspomnienia, które inaczej musielibyśmy zapomnieć, z powodu tego jak długo żyjemy. Zawierają w sobie obraz, dźwięk, zapach, ale i myśli oraz emocje. Przekazując je, nie musimy dbać o kolejność, ponieważ każde wspomnienie ma już zawarte w sobie informacje o czasie, w którym się wydarzyło. Nie musimy też dbać o poprawność, gramatykę, stylistykę czy czytelne pismo – język wspomnień jest zrozumiały dla każdego, czy to smoka czy zwykłego zwierzęcia (Tu także wychodzi ułomność zapisu myśli na papierze. Niejednoznaczność. Niektórzy z was, czytając ostatnie zdanie, mogliby zostać urażeni nazwaniem siebie zwykłymi zwierzętami. Mogłoby wam się też wydawać, że stawiam smoki ponad nimi. Jednak nie jest to moją intencją. Mam na myśli zwykły w znaczeniu, że zwykłych zwierząt jest więcej).

Jednakże perły mają też wielką wadę, której nie ma papier. Dotykając jej, ma się dostęp do całej wiedzy tam zawartej. Od razu. Razem z sekretami smoka, jego lękami, nadziejami, a może nawet i duszą. Żaden smok nie zgodziłby się na coś podobnego z własnej woli, nawet jeżeli obcy szybko zapomniałby to, o czym się dowiedział. Ja także. Szczególnie, że raz w ten sposób poznałem sekrety pewnego smoka. I tylko dlatego, że od razu przekazałem je do perły, nie pogubiłem się we własnych wspomnieniach. Nie będę jednak wnikał szczegóły zagrożeń, czy tego jak dostałem się w posiadanie perły. Ta kronika nie jest o mnie, a właśnie o tym smoku. Muszę zapisać w tym zwoju fragmenty z jego życia, by następnie przekazać je wam, zwierzętom z cywilizacji na lądzie. Wśród moich współbraci coś takiego jest uważane za zdradę. Cóż, niech i tak będzie. Ale może dzięki temu parę istnień ocali swe życia.

Smok, którego losy chcę przedstawić, nazywa się Houlong, co znaczy „Ognisty Smok", czy może raczej „Smok ognia". Nie zawsze nosił takie imię, jednak nie ma to teraz większego znaczenia.

Był synem króla smoka, najpotężniejszego ze znanych smoków, który władał całym wschodnim morzem. Przyszedł na świat razem ze swoim bratem bliźniakiem. Było to wielkie wydarzenie, ponieważ smoki rodzą się niezwykle rzadko, a chyba jeszcze nie zdarzyło się, by przyszły na świat parą. Z tej okazji, w podwodnym pałacu w głębinach wschodniego morza, zbudowanym na wzór Zakazanego Miasta w stolicy Chin, urządzono wielkie przyjęcie. Zaproszono wszystkie smoki, a także pozostałych trzech królów. Poza nimi przybyły inne magiczne stworzenia – feniksy, jednorożce, żółwie. Przyjęcie trwało pełny miesiąc, nie brakowało zabaw i muzyki, ale przede wszystkim opowieści, które choć Houlong był niemowlakiem, doskonale zapamiętał. Nawet lata później fascynowały go rozległe krainy na wschodzie, śnieżne równiny na północy, skuta lodem ogromna wyspa na południu, czy ciepłe archipelagi daleko na morzu, które podobno zamieszkiwały fantastyczne stworzenia, o mocach zbliżonych smokom, ale ciałach pasujących bardziej do zwierząt zamieszkujących lądy.

To jednak bliźnięta były główną atrakcją przyjęcia. Wszyscy nie mogli się nadziwić tym, jak bardzo się od siebie różniły. Houlong był czarny, głośno cieszył się na widok gości, ale też równie głośno płakał, gdy coś mu nie odpowiadało. Drugi, biały, był za to bardziej skryty i nieufny. Obaj bracia otrzymali od każdego z gości dary w złocie, klejnotach i innych kosztownościach.

Na końcu przyjęcia przyszedł czas na wróżbę od najbardziej sędziwego ze smoków. Powiedział on, że bracia urodzili się w dobrym czasie, co sprawi, że będą silni, a także otrzymają moc, która wyróżni ich wśród innych smoków. Bardzo to ucieszyło rodziców. Jednak dalsza część przepowiedni już się im nie spodobała się. Starzec mówił, że jeden brat będzie tak zły, jak drugi dobry. Tak śmiały, jak drugi nieśmiały. Tak ambitny, jak drugi wycofany. Jedynym lekarstwem miało być szukanie przez rodziców złotego środka, tak by bracia nie popadli w skrajności.

Tak starano się też czynić, choć, jak się pewnie domyślacie, nie można było sprawić, by smoki nie różniły się od siebie. Nikt jednak nie zauważył większych problemów z braćmi, także szybko zlekceważono przepowiednię.

Cóż, nawet smoki popełniają błędy.

Kilka lat później para bliźniąt zdała sobie sprawę, ze swoich talentów, jednak nikomu o nich nie powiedziała. Biały smok potrafił władać błyskawicami, czarny – ogniem. Od tego momentu nie będę wspominał wiele o białym smoku, ponieważ to czarny wywołał więcej zamieszania, a wokół jego czynów narosło tyle różnych opowieści i mitów, że stały się jednym z powodów, dla których w ogóle piszę tę kronikę.

W każdym razie Houlong rósł szybko i zaczął gromadzić wiedzę, a także zbierać bogactwa do swojego skarbca. Smoki zawsze lubiły cenne rzeczy, ale Houlong znalazł dla nich inne zastosowanie – mógł nimi kupować przysługi. W ten sposób dostawał się do wiedzy, której nie powinien poznać w tak młodym wieku. Przekupywał także strażników smoczego pałacu, by móc wymykać się na ląd. Dobrze wiedział, że nie wolno mu było pokazywać się zwierzętom zamieszkującym Chiny, ale ukrywanie się nie należało do zbyt trudnych, gdy było się smokiem. By poznać bliżej życie mieszkańców, zmieniał kształty, rozmiar, a nawet stawał się niewidzialny.

Nie trzeba było długo czekać, by Houlong złamał zakaz rozmów ze stworzeniami na lądzie. Na początku szły mu one ciężko, zwierzęta widząc smoka, padały na kolana i błagały o litość. Smok się jednak nie zrażał i próbował innych sposobów. Najpierw mówił z ukrycia, ale to tylko podsycało strach w rozmówcach. Potem próbował wpływać na umysły, czy oszukiwać rozmówców iluzjami. Ostatecznie nauczył się zmieniać kształty na tyle dobrze, by okazywane emocje czy sposób poruszania nie wydawały się sztuczne.

Szybko zrozumiał, że życie mieszkańców Chin bardzo różniło się od jego. Przepełnione było troską o następny dzień, lękiem przed kataklizmami, a susze i głód zdarzały się równie często, co niesprawiedliwość i wyzysk. Młody smok dziwił się, że jego pobratymcy pozwalają na taki stan rzeczy. Mają moc, która rozwiązałaby od ręki połowę problemów tych biedaków, a zamiast tego kryją się w podwodnych pałacach na krańcach świata i nie kiwną nawet pazurem – myślał.

Postanowił coś z tym zrobić. Udał się do swojego ojca i powiedział o tym, co widział na lądzie. Stary smok bardzo się rozgniewał tym, że syn złamał zakaz, który dotyczył niemal wszystkich smoków, oprócz tych, uznawanych za najwyższych. Postanowił jednak jeszcze go nie karać. Wytłumaczył za to, że potrzebuje wiele mądrości, by zrozumieć jak działa świat. Gdy tego dokona, zrozumie dlaczego lepiej, by smoki nie interweniowały bezpośrednio w życie innych zwierząt. Poza tym zaprzeczył, by smoki nic nie robiły. Po prostu ich działania były mało widoczne, ale często kluczowe.

Tego dnia król wschodniego morza nie przekonał Houlonga. I pewnie żałuje tego do teraz.