Krótkie te rozdziały, oj krótkie. Ale dzięki temu szybciej się pojawiają:)

PS. Dzięki za komentarze. Czytam wszystkie z wielkim bananem na ustach :)


Przez ostatnie kilka lat Po poznał już chyba wszystkie zakamarki Jadeitowego Pałacu i przyległych do niego zabudowań. Zaryzykowałby nawet stwierdzenie, że kieszenie niektórych jego spodenek kryły przed nim większe tajemnice.

A jednak Tygryska zdołała się jakimś cudem się przed nim ukryć. W poszukiwaniu jej sprawdził wszystkie pałacowe pomieszczenia, łącznie z poddaszem, piwnicami, pokojami obsługi, czy wystawną sypialnią Shifu. Potem odwiedził dormitorium, zszedł na arenę i zajrzał do przyległych budynków z loggiami, które nieraz pełniły funkcję trybun. Odwiedził jeszcze jaskinię, gdzie znajdowała się piękna, wyryta w skale rzeźba smoka, lecz tam także nikogo nie zastał. Może powinien zacząć nawoływać kotkę? Zaraz jednak pomyślał, że to zły pomysł. Na pewno rozzłościłby w ten sposób przyjaciółkę. Czy może raczej dziewczynę?

Zdyszany i zniechęcony wrócił do sali treningowej, od której zaczął poszukiwania, jednak ciągle była tam jedynie czwórka. Wyglądali, jakby w pośpiechu zajęli swoje miejsca, byle tylko udawać, że coś robili. Żmija huśtała się na drewnianym, podwieszonym kole z metalowymi ćwiekami, Małpa wykonywał szpagat nad paleniskiem, Modliszka z jakiegoś powodu utknął między deskami w podłodze, a Żuraw stał smętnie obok kukły treningowej, ciągle ze skrzydłem w temblaku.

Panda przeszedł się po sali treningowej, zajrzał nawet do stanowisk gąsiorów przy maszynach do ćwiczeń, lecz nigdzie nie widział śladów Tygryski.

– Nie było jej tu? – zapytał pozostałych z piątki.

Wszyscy pokręcili głowami.

– Co ty tak jej szukasz? – zapytał z uśmiechem Małpa. – Pewnie poszła do wioski, skoro nie ma jej w pałacu.

Po także rozważał tę możliwość.

– I nikomu by nie powiedziała? – zapytał i wyciągnął Modliszkę z potrzasku. Zawstydzony owad mruknął ciche podziękowanie. – To niezbyt do niej podobne. Zawsze uprzedzała, jeżeli miała zamiar udać się do wioski.

– Nie martw się, na pewno nic się nie stało – stwierdziła Żmija. – W końcu to Tygrysica.

Wyglądała jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale w porę ugryzła się w długi, rozwidlony język. Po nie zwrócił na to większej uwagi. Nie przeszło też mu przez myśl, by ktoś mógł coś zrobić kotce. Nie jej, nie było bardziej czujnej, uważnej i niebezpiecznej wojowniczki w pałacu i wszystkie zbóje w kraju o tym wiedziały.

Bardziej go niepokoiło, że Tygryska właśnie stroniła od ich towarzystwa. Już kilka razy przekonywał się, że to zwiastun kłopotów.

– Po, może jak już znajdziesz Tygryskę, zrobimy dłuższy trening niż zwykle? – zaproponował Małpa. – Nie mamy za bardzo ochoty pomagać Shifu w przygotowaniach do wizyty wielkiego sokoła z Jinzhou. – W jego słowach ciężko było nie wyczuć drwiny. – Właściwie to się tu przed nim ukrywamy.

– Nie wiem, zobaczę co da się zrobić, ale ta wizyta jest bardzo ważna – odrzekł Po. – Może naprawdę coś się zmieni w relacjach między pałacem a Jinzhou? Wyobrażacie sobie? Kung-fu wreszcie zawitałoby do ostatniego miasta w okolicy, które wzbraniało się przed jego naukami. Sokół popierał wcześniej króla i także deklarował nienawiść do Jadeitowego Pałacu, ale robił to tylko na pokaz. Teraz wszystko mogłoby się zmienić.

– Teraz na pokaz popierałby nas – mruknął Modliszka.

– Poznałeś syna tego sokoła, Po – powiedziała Żmija. – Naprawdę wierzysz, że jego ojcu mogłoby zależeć na lepszych kontaktach z pałacem?

– Zależy mu na własnym interesie, lecz wcale to nie znaczy, że to co mówiłem nie może okazać się prawdą. Powinniśmy zrobić na nich odpowiednie wrażenie. Poza tym sokół nie przyjdzie sam, a ze świtą. Do wieczora musimy wszystko ogarnąć, ja połowę popołudnia planuję spędzić w kuchni.

– Jakby to było coś nowego – zauważył Małpa.

Po wzruszył tylko ramionami. Wtedy olśniło go, że podczas poszukiwań Tygryski nie sprawdził jeszcze jednego miejsca. Pożegnał się krótko i udał się do Brzoskwini.

Wszedł po schodkach na samotną skałę, która wisiała nad przepaścią niczym róg kowadła. Gałęzie wiekowego drzewa uginały się od nadmiaru owoców. Po urwał sobie jeden, uprzednio upewniwszy się, że nikt go nie obserwuje. Słodki miąższ rozpłynął się w ustach.

Tygrysicy nie było także i tutaj. Smoczy Wojownik rozejrzał się wokół. Zdawało mu się, że słyszy szelest dobiegający z koron wysokich sosen. Spojrzał wyżej, na szczyt, który połyskiwał wysoko, znacznie ponad Jadeitowym Pałacem. Wtedy ją dostrzegł.

Siedziała na jednej z półek skalnych poniżej i przyglądała się czemuś przed sobą. Po ocenił szybko dzielący go dystans i uznał, że powinien sobie poradzić.

Na górę nie prowadziły schody czy choćby ścieżka, musiał więc wspinać się po skałach, ostrych i niezbyt pewnych. Na początku skakał po nich jak kozica, jednak z czasem powietrze stawało się rzadsze, przez co męczył się coraz szybciej. Co jakiś czas robił postoje, by nie zacząć sapać zbyt głośno. Nie spodziewał się, że uda się mu zaskoczyć Tygrysicę, ale chciał, by zdała sobie sprawę z jego obecności jak najpóźniej.

Im wyżej, tym robiło się niebezpieczniej. Było tu trochę chłodniej, chmura przysłoniła mu widok, a głazy okazały się coraz bardziej chybotliwe i wilgotne. Nagle pod jego ciężarem pękła jedna ze skał, tak że musiał ratować się, chwytając się łapami krawędzi obok.

Co ja robię? – pomyślał w chwili otrzeźwienia, ale zaraz potem wspinał się dalej. Gdy był już naprawdę blisko, chmura oddaliła się, a on zwolnił i oddychał jak najciszej. Wychylił się ostrożnie i otarł pot z czoła. Tygryska siedziała w pozycji kwiatu lotosu, smukła i spokojna niczym skalna rzeźba. Przed sobą miała doniczkę z uwiędłą roślinką.

Odwróciła się w jego stronę.

– Naprawdę chciało ci się wchodzić aż tutaj? – powiedziała z nutą dezaprobaty.

Po wydął dolną wargę i pokiwał głową. Wszedł na skalną półce i otarł pot z czoła. A potem otworzył usta z wrażenia.

Nigdy wcześniej nie wszedł tak wysoko na tę górę. Znajdował się ponad większością chmur spowijających szczyty wokół doliny. Widział wijącą się wstęgę rzeki, która przepływała przez pola ryżowe, a także domki nie większe od ziarenek gorczycy. Tuż obok Doliny Spokoju powstawała nowa wioska pand, o zabudowaniach nieco wyższych i gęściej upakowanych. Stąd wyglądała już na ukończoną.

Po dałby głowę, że daleko, na horyzoncie, dostrzega spiczasty dach pałacu w Jinzhou. A także pustkę w miejscu, gdzie stała Góra Demonów. Jakim cudem mogła tak po prostu zniknąć? Zadziała tam magia, której siły nie potrafił pojąć.

– Muszę przyznać, że naprawdę tu ładnie. Co prawda droga jest długa i niewygodna, ale widoki w pełni to rekompensują.

– Chyba nie przeszedłeś tu, by podziwiać widoki? – zapytała z łagodnym uśmiechem Tygryska.

– Chciałem się z tobą zobaczyć – rzucił, jakby było to coś oczywistego. Przysiadł się do niej, siadając ciężko na ziemi. Odetchnął głośno, podróż pod górę zmęczyła go. – Może lepiej to ty powiedz, dlaczego musiałem szukać cię aż tutaj?

Spuściła oczy i spojrzała w stronę doniczki z uwiędłym kwiatkiem. Wyglądał, jakby nie podlewała go od dawna, może nawet jeszcze zanim wyruszyli do Jinzhou.

– Chciałam poćwiczyć przekazywanie Chi – przyznała.

– Wspólne treningi już ci nie wystarczają, co?

Po poświęcał ćwiczeniom z przekazywania energii sporo uwagi. Na ostatnich wspólnych zajęciach przyszła połowa wioski, jednak piątka trenowała z nim częściej, podobnie jak Shifu. I każdemu, Tygrysicy także, kontrola nad Chi się udawała.

– Wiesz, gdy trenuję z tobą, wydaje mi się, że już rozumiem jak to działa, ale gdy jestem sama… – Zacisnęła usta i spojrzała gniewnie w stronę rośliny. Po zdziwił się, że doniczce udało się przetrwać natarcie ognistego wzroku. – Nie mogę ożywić nawet głupiego chwastu. Nie mówiłam ci o tym, bo nie chciałam żebyś się niepotrzebnie przejmował.

– No, ale teraz to się na pewno będę przejmował. Na pewno kiedyś dasz radę. To nie jest tak trudne jak się wydaje.

– Nie potrzebuję pocieszenia, Po. – Zmusiła się do uśmiechu. – Poza tym nie jest trudne dla ciebie. Nie wiem, czy pamiętasz to coś, co spotkaliśmy w Górze Demonów? Gdyby nie ty, stwór zabiłby nas wszystkich. Nie wolno mi do czegoś takiego więcej dopuścić. Ich może być więcej. Nie mogę… – Przerwała, przygryzając wargi.

– Zdać się tylko na mnie – dokończył za nią Po.

Nie skinęła głową, ani nie potwierdziła w żaden inny sposób, jednak i tak wiedział, że to właśnie miała na myśli Tygrysica. Nie gniewał się na nią, równie dobrze mógłby kląć na to, że słońce świeci albo woda jest mokra.

– Cały czas mam wrażenie, że czegoś nie dokończyliśmy tam pod Górą Demonów. Że to się na nas zemści.

– W takim razie nie pozostaje nam nic innego jak uczyć się dalej. No dawaj.

Zbliżył się, ale Tygryska podniosła ostrzegawczo łapę, aż ta zaświszczała w powietrzu.

– Nie słuchałeś mnie – powiedziała ostro, tak że Po się wzdrygnął. Zaraz jednak się uspokoiła. – Muszę to zrobić sama. Inaczej nigdy nie będę wiedziała, czy mi się udało. Dlatego przyszłam aż tutaj. W pałacu zawsze znajdzie się ktoś chętny do „pomocy".

– W porządku. Jak chcesz – odparł bez przekonania. Wziął kamień i cisnął nim w przepaść przed nimi. Minęła dłuższa chwila, zanim usłyszał pierwszy stuk. – Co w takim razie zamierzasz?

– Próbować, aż się uda. To tylko kwestia odpowiedniej liczby powtórzeń, tak jak zawsze. – Zawahała się przed następnymi słowami. – Mam nadzieję, że nie robię ci przykrości.

– Nie, oczywiście, że nie. Mogę powiedzieć pozostałym, by ci nie przeszkadzali. Nie będziesz musiała się ukrywać.

Dotknęła jego dłoni.

– Nie wykręcaj się, Po. Naprawdę mi zależy na tym, by być wobec ciebie w porządku. Panda przygryzł wargę. Nie przywykł do ukrywania w swoich myśli, a jedna rzecz cisnęła mu się na usta. Z drugiej strony nie wiedział, jak zareaguje Tygryska. Mimo to postanowił zaryzykować.

– Skoro chcesz szczerości… mam problem z czymś innym. Chciałbym wiedzieć kiedy przestaniesz mnie traktować jak młodszego brata? Myślałem, że po tym co wydarzyło się w nocy coś zmieni, ale chyba się pomyliłem.

– Nie rozumiem – powiedziała, ale jej mina mówiła co innego.

– Nie prawda. Ciągle chcesz mnie przed czymś chronić, ale w zamian nie chcesz niczego przyjąć. Nie wiem wiele o chodzeniu ze sobą, ale myślałem, że bycie parą polega na wzajemnej trosce. I pozwoleniu na nią.

Tygryska milczała długo. Zadrżała. Wstała i stanęła przy krawędzi skalnej półki. Spojrzała gdzieś w dal.

– Nie dzisiaj, Po – powiedziała wreszcie. – Masz rację, ale teraz nie chcę o tym mówić.

Panda wstał i chwycił jej łapy. Dobrze zdawał sobie sprawę z ich siły, lecz teraz wydały mu się tak delikatne. Cisnęły mu się na usta różne słowa. W takim razie kiedy? Co ty przede mną ukrywasz? Zamiast tego, spojrzał jej w oczy i powiedział:

– Poczekam. – Puścił ją. – A teraz chyba muszę wracać. Podejrzewam, że jeżeli zostanę tu chwilę dłużej, to zaraz będzie się tu wspinał się Shifu. Nic nie mówił, ale chyba sądzi, że z własnej woli powinienem od razu mu pomóc w przygotowaniach do wizyt najważniejszego sokoła w Jinzhou. I pewnie już mnie szuka, by o tym przypomnieć.

– Ojciec Gao przybywa do pałacu? – zapytała zaskoczona. No tak, przecież o niczym nie wiedziała.

Po streścił jej to, co powiedział Shu. Tygrysica nie przerywała. Po wysłuchaniu, pokręciła głową i założyła łapę na łapę.

– Nic dobrego z tego nie wyniknie – powiedziała.

Tym razem Po schował entuzjazm w kieszeń.