Przygotowania do wizyty sokoła Suna nie zajęły zbyt wiele czasu. Rusztowania i jadeitowe płyty w auli bohaterów zostały na swoich miejscach, potężna piątka jedynie przykryła je białymi płachtami, by mniej rzucały się w oczy. W pałacowej jadalni, gdzie będzie miała miejsce oficjalna część spotkania, rozstawiono zastawy, choć ponad połowa sztućców, misek i talerzy z polecenia Shifu została na swoim miejscu, w magazynie.

Mistrz nie wyglądał na zbyt przejętego. Nawet jeśli zauważał jakieś niedoskonałości, nie poświęcał im większej uwagi, mimo że zazwyczaj zależało mu, by podczas odwiedzin gości pałac prezentował się doskonale. Gdy Małpa zapytał, czy wymienić w jadalni naderwaną draperię z wyszytym smokiem, odpowiedział:

– Nie, niech tak zostanie. Nie chcę by sokół Sun uważał, że przyjmujemy go z większym szacunkiem, niż na to zasługuje.

– To dlaczego w ogóle przygotowujemy cokolwiek? – zdziwił się uczeń.

– Bo inaczej zachowalibyśmy się niegrzecznie – wytłumaczył z wyuczoną grzecznością mistrz.

Wszyscy w jadalni, oprócz Tygryski, spojrzeli na Shifu zdezorientowani. Kotka za to wiedziała jak bardzo sokoły zwracały uwagę na podobne detale, podczas gdy inni mogliby nawet ich nie zauważyć. Zostawiając niedoskonałości, wysyłali jasny komunikat – zależy nam na tym spotkaniu, ale nie tak mocno jak wam.

Cieszyła się, że Shifu wziął pod uwagę jej opinię.

– Sokoły z Jinzhou potrafią jedynie knuć i zrobią wszystko, by zdobyć więcej władzy – rzekła, gdy spotkali się w cztery oczy. – Nie ważne czy to Sun, Shu czy Gao.

Mówiąc to, skrzywiła się. Nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego nastolatek nie udał się z nimi do Góry Demonów. Była niemal pewna, że w loży pani Han otrzymał lekcję, która go odmieniła. Najwyraźniej musiała się pomylić.

Po przygotowaniach Tygryska udała się do wioski pand. Chciała pójść z Po, jednak ten zajęty był razem z panem Pingiem przyrządzaniem dań na wizytę. Zaskoczyło ją jak wiele się zmieniło od czasu, gdy przyszła tu jeszcze przed wyprawą do Jinzhou. Pandy, gdy wymagała tego potrzeba, potrafiły pracować naprawdę ciężko. Smukłe domy pachniały świeżym drewnem, nowe dachy o zagiętych rogach lśniły nowością. Uliczki były szersze, a ich otoczenie bardziej zielone niż w starszej części miasteczka.

Było tu niemal jak w wiosce w górach. Brakowało tylko zasp zleżałego śniegu, pielęgnowanych kwiatków w ogródkach i magicznych, nagich szczytów w oddali.

A także samych pand. Wszystkie domy stały puste. Tygryska dopiero po chwili usłyszała przytłumiony gwar rozmów. Pokierowała się w tamtą stronę. Kilka domów dalej natknęła się na czwórkę pand, które plotkowały na solidnej ławeczce po środku niewielkiego, trawiastego ogródka. Stroje trzech dziewczyn kuły w oczy jaskrawą żółcią, turkusem i czerwienią. Wśród nich znalazła się także Mei Mei. Kotka na jej widok zapragnęła zawrócić, jednak było za późno. Zobaczyły ją.

Wstały podekscytowane i przywitały się jak ze starą przyjaciółką, choć ona nawet nie pamiętała wszystkich ich imion.

– Ładnie dziś wyglądasz, Tygrysko, zresztą jak zawsze.

– Yyy, dziękuję – odparła sztywno.

– Daj spokój, mistrzów kung-fu nie interesują takie błahe rzeczy jak wygląd – wtrąciła druga panda, jakby w ogóle jej nie usłyszała. – Lepiej powiedz, Tygrysko, czy nadal tak dużo trenujecie jak zawsze? To musi być bardzo męczące. Wy pewnie jakoś wytrzymujecie, ale Po… To przecież nadal panda, pomimo że jest tym, no… Smoczym Wartownikiem?

– Ale ty jesteś niemądra – rzuciła Mei Mei. – Smoczym Wojownikiem! A właśnie, co słychać u Po? Dobrze je? Nie ma zbyt wiele na głowie? Powiedz mu, że musi przyjść na mój nowy występ. To będzie coś nieziemskiego.

Tygryska założyła łapę na łapę. Wystarczyło kilkanaście sekund, by rozchichotane dziewczyny ją zdenerwowały. Poza tym dlaczego tak bardzo interesowały się Po?

– Na które pytanie mam odpowiedzieć? – zapytała ozięble.

– Przepraszam za koleżanki – odezwała się czwarta panda, ta która miała zdecydowanie najmniej krzykliwy strój. Kotka na początku nie zwróciła na nią uwagi. Była niższa od pozostałych i drobniejsza, a jej uśmiech wydał się całkiem ładny. – Czasem ciężko się z nimi dogadać. Robimy dla Po niespodziankę, przyjęcie znaczy się. Idziesz może pomóc w przygotowaniach?

Pozostałe pandy mało nie zabiły jej spojrzeniem.

– Fei Fei – syknęła z dezaprobatą Mei Mei.

Fei Fei nagle zakryła usta. Spuściła wzrok, zawstydzona, zaczęła owijać wokół palca wskazującego szarfę, którą przewiązana była w pasie.

– Przepraszam, to chyba miała być tajemnica.

– Jakie przyjęcie? – zapytała Tygryska. Widząc, że żadna panda nie przymierza się do odpowiedzi, dopytała – Fei Fei?

– Z okazji zakończenia budowy wioski. Po, ale też oczywiście i wy, będziecie honorowymi gośćmi. – Pozostałe pandy prawie zabiły ją wzrokiem. Spojrzała błagalnie na Tygrysicę wielkimi, brązowymi oczami. – Proszę, nie mów nic Po, ani nikomu innemu. Możesz to dla nas zrobić?

Tygryska nie widziała powodów, by nie dochować tajemnicy. Na twarzy Fei Fei wymalowała się niewysłowiona ulga.

Można z nich czytać jak z otwartych ksiąg, pomyślała kotka. Tak bardzo się od nich różniła. Nawet gdybym chciała, nie potrafiłaby zachowywać się jak one. Zasmuciło ją to, czuła, że coś straciła, choć nigdy nie miała okazji tego zdobyć.

Spod ostrzału kolejnych pytań uratował ją Li Shen. Już na sam widok wysokiego i postawnego pandy dziewczyny przypomniały sobie o swoich zajęciach. Jego zielonkawy strój był pobrudzony kilkoma niedoczyszczonymi plamkami, prawdopodobnie po lnianym oleju. Ojciec Po podążył za wzrokiem kotki i nieco zawstydzony spróbował wytrzeć łapą zabrudzony materiał.

– Można dostać zawrotów głowy od samego ich gadania, co nie? – zagaił ze swobodnym uśmiechem. – W wiosce tyle wolnych chłopców, a one tylko o tym moim biednym synu. Powiesz, złotko, co u niego słychać? Co to w ogóle się porobiło, że muszę się ciebie o to pytać, pomimo że on mieszka parę kroków stąd. Kiedy zamierza odwiedzić swojego staruszka?

– Z tego co zrozumiałam to jutro.

– A no tak, wygadały się. Od razu mówię, że to nie był mój pomysł, ale wszystkich pand wiosce. Chcemy jakoś podziękować, no wiesz, za to wszystko co dla nas zrobił, a że przydarzyła się okazja. Tobie i pozostałym z piątki zresztą też. Każdy powinien się kiedyś rozerwać, a nie tylko praca i cały czas to wasze kung-fu. Nie zrozum mnie źle, to bardzo ważne. – Spojrzał na nią niepewnie. – No ale chyba rozumiesz, co mam na myśli?

– Chyba tak. Po na pewno się ucieszy z przyjęcia. Zawsze lubi być w centrum uwagi.

Li Shen zaśmiał się, przyznając rację.

– A ty się ucieszysz?

Zaskoczył ją tym pytaniem.

– Tak – odrzekła, lecz niezbyt przekonująco.

Nie dawały jej spokoju wcześniejsze słowa Li Shena: "…one tylko o tym moim biednym synu". Nie powinno ją dziwić, że mieszkanki nowej wioski interesowały się Po. Nie znała się za bardzo na upodobaniach wśród pand, ale był on przecież młody, sławny, no i według wszystkich, wolny. Przyjęcie będzie dla tych dziewczyn idealnym momentem, by zwrócić na siebie uwagę Smoczego Wojownika, a może nawet spróbować go odebrać Tygrysce. Gdyby tylko wiedziały o związku miedzy nimi, pewnie nawet nie odważyłyby się do niego podejść.

Li Shen próbował z nią jeszcze porozmawiać, jednak ona na wszystkie pytania odpowiadała w ten sam, lakoniczny sposób. Panda, jeżeli nawet odczuwał z tego powodu jakąś irytację, nie dał tego po sobie poznać. Jakby towarzysz rozmowy był mu potrzebny tylko po to, by on sam mógł posłuchać brzmienia własnego głosu.

Wreszcie udali się do sali zabaw. Budynek, który był po prostu ogromnym dachem w kształcie przysadzistego ostrosłupa, mógł pomieścić gości z niemal całej Doliny Spokoju. Wystrój wydawał się tu dość skromny w porównaniu do wytwornej jadalni w Jadeitowym Pałacu. Wewnątrz krzątały się chyba wszystkie pandy, które zamieszkiwały nową wioskę. Przynosiły stołki, podwieszały dekoracje oraz podjadały w ukryciu. Jeden z pand z uśmiechem dał jej migdałowe ciastko. Na nic zdały się odmowy, musiała je zjeść, inaczej zrobiłaby mu przykrość.

Szybko znalazła małą Lei Lei. Dziewczynka nadal się nie rozstawała z figurkami, które dostała jeszcze w starej wiosce. Gdy zobaczyła mistrzynię kung-fu, szybko uciekła od rodziców i wpadła w jej ramiona. Razem zaczęły pomagać pandom w przygotowaniach. Kotka zaproponowała, że rozwiesi lampiony pod samym dachem – jako jedyna nie potrzebowała do tego drabiny. Korzystając z pazurów wspinała się po kolejnych krokwiach pod zadaszeniem, a

dziewczynka piszczała z zadowolenia na jej ramieniu.

Tygrysica zastanowiła się, czy byłaby dobrą mamą. Z jednej strony lubiła małą Lei Lei, a ona przepadała za nią. Z drugiej nie miała pojęcia, czy potrafiłaby całkowicie poświęcić się rodzicielstwu. Podążała przecież drogą kung-fu – a to nie była ścieżka dla małych dzieci.

Spojrzała w stronę plotkujących pand, które spotkała po drodze do sali. One mogłyby zostać matkami. Nie walczyły, nie narażały się na niebezpieczeństwa, a i ich życie nie zostawiło po sobie blizn w umyśle, które przypominały o sobie nocami.

Czy Po mógłby woleć którąś z nich? – zapytała Tygrysica. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że powiedziała to głośno. Na szczęście znajdowała się właśnie na szczycie dachu. Lei Lei spojrzała na nią, przekrzywiając pucołowatą głowę. Stuknęła głowami figurki Po i jej.

Może miała rację. A może nie.

Słońce zniżyło się ku górskim szczytom, gdy wróciła do pałacu. Dolinę Spokoju od kwadransa spowijał cień, jednak do pałacu ciągle docierały promienie słońca. Sokoły nie przybywały. Po wyglądał ich zniecierpliwiony, zaproponował nawet, by wspiąć się na górę, na której rozmawiali ostatnio. Tygrysica jednak nie widziała ku temu potrzeby. Panda już miał siadać na stopniu, gdy o czymś sobie przypomniał. Ruszył na dół biegiem.

– Gdzie idziesz? – zapytała Tygryska.

– Mam dla was niespodziankę – odrzekł z tajemniczym uśmiechem.

Kotka spojrzała nerwowo po pozostałych. W pierwszej chwili pomyślała, że Po zamierza im powiedzieć o ich związku. Nie chciała, by wiedzieli, nie dopóki sama sobie tego nie ułożyła.

Poszli za pandą aż na mały dziedziniec przed dormitorium. Czekali tam, ponieważ Po zabronił im wchodzić do środka. Z wnętrza budynku dobiegało sapanie i postękiwanie, a chwilami też dziwny łomot, jakby coś ciężkiego się przewróciło, i to kilkakrotnie. Smoczy Wojownik zapewniał, że wszystko ma pod kontrolą oraz powtarzał, by pod żadnym pozorem nikt nie wchodził do środka.

– Czy ktoś wie, co on tam szykuje? – zapytał Żuraw. Był już w znacznie lepszym nastroju od kiedy lekarz pozwolił mu wyciągnąć skrzydło z temblaka oraz zezwolił na krótkie, niewymagające loty.

– Nie wiem, może zapytaj Tygrysicę – rzucił Małpa, a potem zasłonił usta dwiema rękami, żałując tego, co powiedział. Wszyscy, poza kotką, wciągnęli powietrze. Same słowa może nie wydałyby się jeszcze podejrzane, ale reakcja mówiła sama za siebie.

– Mieliśmy o tym nie mówić – wysyczała Żmija, z zakłopotaniem spoglądając na przyjaciółkę.

– I tak wytrzymał prawie cały dzień – stwierdził z nieudawanym podziwem Modliszka.

Tygryska założyła łapę na łapę. Wiedzieli, była już pewna. Jak w ogóle mogła być tak głupia i liczyć, że uda się jej zachować wszystko w tajemnicy?

– Możecie mi powiedzieć, o co wam chodzi? – zapytała twardo. Nawet nie próbowała udawać, że nie zna odpowiedzi na swoje pytanie.

– O nic, zupełnie o nic – powiedział cicho małpa. Wystarczyło kilka sekund milczenia, by rozwiązał mu się język. – No, dobra! Wiemy! Wiemy o tobie i Po. I wiesz co, przez to przestałem się na was nie gniewać. Teraz rozumiem, dlaczego udaliście się do Jinzhou we dwójkę. Chcieliście pobyć sami. Razem.

– Czekaj, co? – zapytał zdezorientowany Żuraw.

– Co z tego, że ominęła mnie walka na arenie pani Han – kontynuował małpa – tajemne jaskinie, intrygi wielkiego miasta i potyczki z demonami oraz duchami. Właściwie to odkąd jestem mistrzem kung-fu nudzą mnie takie rzeczy i jestem ci wdzięczny za to, że mogłem tu sobie spokojnie odpocząć i być nikomu niepotrzebny. – Ostatnie słowa zabrzmiały dziwnie żałośnie.

– Mi na przykład przez moment wydało się to okropne – zauważył Modliszka tonem osoby świadomej swoich uczuć. – Ty i Po? A przecież lubię chłopaka. Miałem już coś z tym zrobić, gdy przypomniało mi się, że w waszym wypadku odgryzanie głowy nie wchodzi w grę.

Tygryska uśmiechnęła się z przymusu. Nadal nie opuściła łap i spoglądała na wszystkich spod ściągniętych brwi.

– Od kiedy wiecie? – zapytała.

– Właściwie to od misji w Gongmen prowadzimy w tajemnicy taki mały dziennik – rzucił Żuraw nieśmiało, a pozostali szerzej otworzyli oczy. Ptak wyciągnął spod kapelusza niewielki zwój z piórem zmoczonym atramentem. – Wiesz, zapisywaliśmy wszystkie spojrzenia, uśmiechy, niezręczne sytuacje. Bardzo nas ciekawiło, czy naprawdę jest coś między wami, czy tylko nam się wydawało. I już myśleliśmy, że nic z tego nie będzie, gdy…

Żmija przeszyła go piorunującym spojrzeniem. Każda część jej ciała wręcz krzyczała, by przestał paplać. Gdyby teraz Żuraw się odezwał, najpewniej owinęłaby się wokół jego szyi.

– Gdy zobaczyliśmy was wczoraj – powiedziała przyjaźnie, nagle się rozluźniając. – Ciebie nie słyszeliśmy jak wychodziłaś, ale Po zbudziłby nawet martwego. Ale to nie tak, że was śledziliśmy. Po prostu, ymm… Modliszka wyszedł za wami, a potem nas zawołał. Nie chcieliśmy wam przeszkadzać. Właściwie to nie powinniśmy o tym rozmawiać, lepiej żebyście się nacieszyli sobą, zanim wtrącimy swoje cztery nosy. – Ostatnie słowa powiedziała tak naprawdę do Modliszki, Żurawia i Małpy.

– Masz rację. Nie chciałam, żebyście wiedzieli – powiedziała zimno Tygryska.

Gniew buzował gdzieś daleko, niczym za betonową ścianą. Sama zdziwiła się jak bardzo była opanowana. W innej sytuacji pewnie wyzwałaby każdego z piątki na pojedynek, jednak teraz zwyczajnie nie wiedziała, jak powinna się zachować. Nie mogła przecież przyznać, że miała obawy co do związku z Po, ale nie mogła też wszystkich odesłać do piekieł. Przyjaciele interesowali się nią i Po, właśnie z tego powodu, że byli przyjaciółmi.

– Hej, to tylko mały romansik – powiedział Modliszka, jakby zgadując jej myśli. – Od tego się nie umiera.

Zapadła długa, krępująca cisza.

Po, gdzie jesteś, kiedy naprawdę ciebie potrzeba, pomyślała Tygrysica.