Hej, wybaczcie, że musieliście trochę czekać na następną część. Niestety, nie będę obiecywał, że następne będą pojawiały się częściej. W każdym razie ten rozdzialik pisałem i sprawdzałem trochę inny sposób niż zwykle, mam nadzieję, że dzięki temu będzie mniej wpadek.

PS. Oczywiście wielkie dzięki za komentarze. Pisanie tego ma tylko sens jeśli ktoś to czyta :D


Gwiazdy rzucały blady poblask na papierowe okna w pokoju Po. Pomieszczenie różniło się od niemal sterylnych sypialni członków Potężnej Piątki. W kątach niepodzielnie królowały sterty przyrządów treningowych, które bliżej środka pokoju musiały ustąpić przed dzikimi hordami ubrań i bielizny. Te zaś toczyły zażarte boje o przestrzeń z brudnymi półmiskami i pałeczkami. Jedynie jedna półeczka – ta z figurkami mistrzów, w tym nowo wystruganą postacią Tygrysicy – lśniła czystością, niczym cesarski pałac nad barbarzyńskimi ziemiami spowitymi mgłą wojny.

Shifu niejednokrotnie nalegał, by panda wreszcie zrobił porządek w swoim królestwie, jednak w mniemaniu Smoczego Wojownika bałagan czynił pokoik bardziej przytulnym. Jeżeli Po przyszłoby kiedyś zamieszkać w Jadeitowym Pałacu, najpewniej także by go zagracił, żeby choć trochę oswoić tamtejsze chłodne sale i korytarze.

Panda nie zmrużył oka, odkąd sokoły opuściły Dolinę Spokoju. Proponował Sunowi nocleg, ale ten nie skorzystał z oferowanej gościny. Zamiast tego zostawił w karczmie w miasteczku jednego z wojaków, by mistrzowie mogli poinformować go o dniu wyruszenia na cesarski dwór, sam zaś odleciał z resztą świty do Jinzhou. Nie było to zbyt grzeczne, ale ani Shifu, ani panda, nie chcieli czynić z tego powodu żadnych wyrzutów. Spotkanie i tak przebiegło w wystarczająco nieuprzejmej atmosferze.

Po jednak, nauczony ostatnimi doświadczeniami z Shandianem, zauważył, że może lepiej będzie poobserwować, czy pozostały w miasteczku wojak nie planuje zrobić w nocy czegoś nieoczekiwanego. Shifu poparł ten pomysł. Na razie na czatach stanęli Żuraw i Modliszka, potem mieli ich zastąpić Małpa oraz Żmija. Wszyscy uznali, że nie ma sensu angażować Po, który pewnie zbudziłby połowę wioski. Smoczy Wojownik poczuł się lekko urażony, ale zaraz potem przyznał pozostałym rację.

Oczywiście niedawna wizyta sokołów nie była jedyną rzeczą, która nie pozwalała Po zasnąć. Martwiło go, że Tygryska nadal nie wracała. Może potraktował ją za ostro? Zdziwiła go ta myśl. Mówił przecież o Tygrysicy, największej wojowniczce z potężnej piątki, zawsze gotowej do walki, zawsze twardej niczym hartowana stal. A może panda jeszcze nie wiedział wszystkiego o swojej przyjaciółce?

Usłyszał skrzypnięcie drzwi i cicho rzucone przekleństwo. Po wyskoczył z łóżka i wybiegł na korytarz. Zobaczył ją, gdy wchodziła do swojego pokoiku.

– Tygrysico – powiedział. – Już zaczynałem się o ciebie martwić.

– Niepotrzebnie.

– Ale nadal jesteśmy przyjaciółmi, prawda? Chyba że…

Powstrzymała go surowym gestem, ale potem spuściła wzrok, jakby przez tę krótka chwilę bała się mu spojrzeć w oczy.

– Byłam niedaleko. Znasz już to miejsce.

– Chcesz może porozmawiać?

– Nie – odrzekła. W rozmowie z kimkolwiek innym na tym by skończyła, jednak teraz dodała – Jest już późno, Po.

Weszła do pokoju, nie zamykając za sobą drzwi. Gdy panda poszedł za nią, siedziała już na pryczy – jedynym meblu w pomieszczeniu. Pomarańczowe oczy kotki świeciły w ciemności spod ściągniętych brwi. Łapy zacisnęła na krawędzi łóżka.

– Chcę tylko powiedzieć, że przepraszam – rzucił Smoczy Wojownik. – Może powiedziałem parę słów za dużo.

– Nie masz za co przepraszać.

No tak, ona nigdy by mnie nie obwiniała, pomyślał panda.

– A teraz, czy mógłbyś wreszcie zrozumieć, że ktoś może nie mieć ochoty na rozmowę? – powiedziała zniecierpliwiona.

– Mogę. Ale wiem też, że nie zawsze mamy ochotę na coś, co może być dla nas dobre.

– Cytujesz teraz jakiegoś mistrza?

– Mistrza lamparta – wytłumaczył zmieszany. – Powiedział te słowa, gdy próbował nauczyć swojego ucznia podwójnego salta w tył w pełnym opancerzeniu. Poza tym to samo mówił mi mój tata, gdy nie chciałem zjeść zupy brokułowej. Znaczy mój pierwszy tata. Znaczy drugi. Pan ping.

Tygryska westchnęła ciężko. Smoczy Wojownik zrozumiał, że jak zwykle paplał za dużo.

– Lepiej idź spać, Po.

Panda poczuł ukucie rozczarowania. A przecież chciał powiedzieć coś jeszcze. Uspokoiłby, że wcale się nie gniewa za to, że Tygryska z nim zerwała. Dodałby też, że nadal może się do niego zwrócić, jeśli czegoś będzie potrzebować – choć miał pewność, że kotka i tak nigdy z tego nie skorzysta. Teraz nie wiedział czy miało to jakikolwiek sens.

– Dobranoc – powiedział chłodno zamiast tego. Wyszedł na korytarz i zamknął drzwi. Gdy wracał do siebie, usłyszał jak Małpa i Żmija cicho wracają do łóżek. Nie minie ranek, a cały pałac dowie się o tej rozmowie. Właściwie było to Po obojętne. Niech tylko będzie jak dawniej, i to jak najszybciej. W drodze przez pokój poprzewracał kilka klamotów, runął ciężko na pryczę, a drewno niemal trzasnęło pod nim.

Tłumaczył sobie, że tak naprawdę nic się nie stało. Tylko jeżeli Tygrysica była jedynie przyjaciółką, a pocałunek wczorajszej nocy nic nie znaczył, to dlaczego panda czuł się tak podle?

Następnego dnia pomogła Po rutyna codziennych zajęć. Pobudka, toaleta, śniadanie. Gotowanie pozwoliło mu się odprężyć. Przy jedzeniu przyjaciele powiedzieli mu, że sokół, który został w wiosce, przez całą noc nie zrobił nic podejrzanego.

– Może poza tym, że dziwnie chrapał. Tak świszcząco i przeciągle – zauważył rozbawiony Małpa. – Prawie jak Żuraw.

– Według mnie spał całkiem zwyczajnie – odpowiedział na to ptak.

Tygryska przysłuchiwała się wszystkiemu, ale nie wtrąciła nawet słowa. Nikt też nie próbował wciągnąć ją do rozmowy, nikogo nie interesowało gdzie była wczorajszej nocy, ani jak się czuje. W końcu zaczepianie rozgniewanej Tygrysicy nie mogło się skończyć dobrze.

Panda po treningu, podczas którego kotka zniszczyła jedno z urządzeń treningowych, udał się do pałacu. Chciał porozmawiać z Shifu. Mistrz siedział przy biurku w bibliotece, a na blacie trzymał rozłożony zwój. Wokół ciągle leżały sterty nieuporządkowanych mądrości. Po zakłopotał się.

– Mistrzu Shifu, chyba nie chcesz mi powiedzieć, że sam będziesz układał te zwoje. Przecież miały to zrobić gąsiory z obsługi pałacu. Zawołać je? Zeng! Zeng, gdzie jesteś?

– Spokojnie, Po. Gąsiorów nie ma. Oddelegowałem je do pomocy… – zawahał się, ale tylko na moment – w pewnym miejscu. Jutro się tym zajmą. Ja za to znalazłem pewien dość ciekawy tekst.

Panda podszedł bliżej. Zwój pełen był grubych koślawych znaków, nasianych tak gęsto, że z trudem można było je odczytać. Wiele tekstów w bibliotece było bogato zdobionych, jednak ten przypominał bardziej rachunkowe księgi.

– Co to jest? – zapytał Smoczy Wojownik, choć bardziej z grzeczności, niż zainteresowania.

– Kronika pisana pazurem.

– To akurat widzę.

– Byłem pewien, że gdzieś tu jest. – Shifu nie zwrócił uwagi na żart. – Przypomniałem sobie o niej po tym jak powiedzieliście mi o imieniu smoka z tamtej góry. Podobno została spisana przez władcę, który założył królestwo grzmiącego smoka, daleko na zachodzie, za siedzibą śniegów. Mówi o smoku, który nazywa się Houlong.

– Zaraz – rzucił Panda, ponieważ właśnie coś zrozumiał. – Tak samo, jak na imię miał ten, którego widzieliśmy w górze?

– Oczywiście mogą to być dwa różne smoki, choć byłoby to mało prawdopodobne. Smoków, nawet w legendach, nigdy nie było zbyt wiele. Nie spodziewałem się, że mogły istnieć naprawdę. Co prawda mistrz Oogway nigdy nie zaprzeczał, że smoki istnieją, lecz też nigdy tego nie potwierdził.

– Jeśli mistrz chce wiedzieć, to tamten w górze wyglądał na dość prawdziwego. – Oparł łapy na blacie. Spróbował rozczytać zwój, lecz czytanie tekstu do góry nogami nie szło mu zbyt dobrze. – Co takiego jest napisane o tym smoku?

– Narodziny, jego próby poznania świata, a także jedna dość ciekawa rzecz o smokach ogólnie. Dam ci przeczytać, jak skończę, w takich tekstach niektóre informacje lubią być ukryte. Ty za to poszukaj drugiej części. Z tego co wiem było ich kilka, ale w pałacu mieliśmy dwie. Może ta druga także ocalała. Tylko Po – podniósł spojrzenie znad zwoju – jeżeli nie chcesz, nie musisz się tym zajmować. Zrozumiem, jeśli dzisiaj będziesz chciał się zająć czymś mniej nużącym.

– To znaczy? – zdziwił się Panda. Mistrz chyba jeszcze nigdy nie zwracał się do niego w ten sposób.

– Nie udawaj, że nie wiesz o co mi chodzi. Jaki byłby ze mnie mistrz Jadeitowego Pałacu, gdybym nie wiedział co się w nim dzieje? Choć przyznam, że chyba się starzeję, bo coraz trudniej mi za wami nadążyć. Gdy dowiedziałem się o tobie i Tygrysicy, okazało się, że było już po wszystkim.

– Czyli wiedzą już wszyscy. Tygryska chyba nie będzie zadowolona.

– Jest bystra, przy odrobinie dobrej woli wyciągnie z tego lekcję. Co do ciebie, Po, zastanawiało cię może, dlaczego mistrzowie kung-fu zazwyczaj nie posiadają małżonków?

– Bo to zaburza równowagę i przepływ Chi? – rzucił, choć wcale nie był tego taki pewien.

– Po części to prawda. Ważniejsze jest jednak to, że połączenie tych dwóch rzeczy – poświęcenia dla drugiej osoby i poświęcenia dla kung-fu – jest po prostu niezwykle trudne. Prędzej czy później któraś ze stron będzie domagać się więcej uwagi.

– Ja w każdym razie mam chyba ten problem z głowy.

– Nie byłbym tego jeszcze taki pewien. Dla każdego rozwiązanie jest inne, ważne byś postąpił tak jak to uważasz za słuszne, nieważne jak będzie to trudne. Przynajmniej ja tak zrobiłem.

– Ty, mistrzu? Znaczy ty też miałeś… dziewczynę?

– I tak już za dużo powiedziałem. Wiem, że równie dobrze mógłbym prosić górę by się przesunęła, ale zachowaj sobie to co powiedziałem dla siebie. W każdym razie postanowiłem, że dam tobie i Tygrysicy od siebie odpocząć. Ona razem z Małpą i Żurawiem pójdzie szukać tego sokoła, o ile jeszcze żyje. Żmija i Modliszka zostaną w pałacu, tak na wszelki wypadek. Gdyby jednak Tygryska ich potrzebowała, Żuraw będzie mógł szybko po nich wrócić. My za to udamy się do stolicy. Wyruszymy jutro.

– Czyli jednak traktujemy propozycję Suna na poważnie?

– Tak. Jednak nie spodziewałbym się łatwej wizyty, Po. Cesarz, choć oficjalnie nas wychwala, wcale nie jest nam tak bardzo przychylny jak mogłoby się wydawać.

– Dlaczego?

– Ponieważ oczekuje czci. Zanim do nas przybyłeś, nie poświęcał pałacowi i szkołom kung-fu większej uwagi, choć nasza niezależność zawsze trochę mu dokuczała. Jednak teraz, gdy ostatnio nieco przygasł w twoim blasku, coraz częściej się nami interesuje.

– No cóż, mógłbym powiedzieć, że nie zasługuję na podobną pochwałę, ale byłaby to chyba fałszywa skromność.

– To nie zabawa, Po – burknął mistrz. – Należy pamiętać, że syn niebios ma na zawołanie dziesięciu tysięcy wojowników. Wszyscy mistrzowie kung-fu mogliby się im przeciwstawić, ale samemu nawet ty – te słowa powiedział z delikatnie drwiącym uśmiechem – nie zdałbyś się na wiele przeciwko takiej liczbie.

– Rozumiem, mistrzu. Mogę jeszcze wiedzieć dlaczego czekamy do jutra?

Shifu odrobinę się zmieszał.

– Dowiesz się w swoim czasie – powiedział enigmatycznie. – A teraz, szukasz tego zwoju, czy nie?


Adnotacja

Tu może przyda się kilka słów wyjaśnień. Oczywiście nie piszę tego opowiadania ze zbytnią troską o realia czy bibliografię, jednak zanim zabrałem się za pisanie, trochę poczytałem o Chinach, Smokach i tym podobnych, by niektóre wydarzenia, miejsca, miały poparcie w naszym, realnym świecie. Gdy coś takiego się pojawi, o ile będę pamiętał, będę starał się to odnotować.

Tym razem warto wspomnieć:

1. Perła Smoka - motyw pojawił się wcześniej, ale wspomnę tu, że nie był on wzięty znikąd. W kulturze Chińskiej istniały smoki, które strzegły skarbów. Najważniejszym skarbem była perła, która była symbolem wiedzy. Smok zawsze trzymał ją przy sobie. Reszta to już moja inwencja :)

2. Król morza wschodniego - to także jest wzięte z Chińskiej Mitologii. Między innymi mówi ona o czterech smokach, które były władcami czterech mórz. Najważniejszy był król morza wschodniego, najprawdopodobniej dlatego, że było to morze, które znajdowało się najbliżej Chin

3. Syn Niebios - Tak Chińczycy nazywali cesarza

4. Dlaczego "stolica" a nie nazwa miasta - ponieważ Chiny miały różne stolice w różnych okresach, a ja nie chciałem narzucać ram czasowych na badź co bądź bajkę (zresztą mówi się tu o starożytnych Chinach, ale film bardziej przysuwa na myśl czasu późnego średniowiecza czy renesansu). Drugim powodem jest fakt, ze niektóre lokacje (które jeszcze się pojawiły) występują w różnych miastach, a ja dla wygody wrzuciłem je w jedno miejsce.

5. Siedziba Śniegu - Tak w sanskrycie nazywane są Himalaje.

6. Królewstwo/Kraj Grzmiącego Smoka - Jest to faktyczna nazwa Bhutanu.

7. Shandian - może komuś to umknęło, ale wydaje mi się, że można w tym miejscu powiedzieć - Jest to postać wzorowana na Alolańskim Raichu (wiem, dziwny pomysł, ale pasował mi tu idealnie). I jeszcze się pojawi.

Oczywiście mity o smokach są bardzo rozbudowane, ja sobie wybrałem elementy, które mi pasowały, dokleiłem swoje, ignorując przy tym pozostałe, czasem im nawet zaprzeczając.