Cześć. Długo zabierałem się za ten rozdział, ale wreszcie się udało. Tak naprawdę dopiero po tym fragmencie zaczyna się właściwa historia, jednakte poprzednie również były potrzebne. Życzę miłego czytania i cierpliwości ;) (Przynajmniej rozdzialiki coraz dłuższe :D)

PS. Dla tych co może nie zauważyli: przed kroniką cz.2 był jeszcze rozdział 6, po prostu wrzuciłem dwie części na raz.


Po już dawno znalazł drugi zwój z historią Houlonga, ale nie był nim przesadnie zainteresowany. Na opowieść pewnie i tak składają się bardzo dokładnie wymieszane półkłamstwa i półprawdy, tak jak choćby w legendzie o lisku. Zresztą, także i w drugim zwoju nie dało się znaleźć najmniejszej wskazówki, która potwierdziłaby słowa Suna o tym gdzie mógł udać się Gao. Nie dziwne więc, że pandę bardziej ciekawiło, co Shifu przed nim ukrywał.

– Mówię piąty raz: dowiesz się w swoim czasie – powiedział mistrz, tylko cudem zachowując spokój. Odłożył zwój do pojemnika. Udało mu się dopiero za drugim razem.

– Nieee no, czy naprawdę musimy bawić się w te tajemne tajemnice? Może dobrze by było dla odmiany powiedzieć coś od razu?

– To nie tak, Po. Zwyczajnie obiecałem komuś, że o niczym ci nie powiem. A drugiego powodu wolałbym, żebyś sam się domyślił.

– No to mistrz może powiedzieć od razu o co chodzi, bo ja na pewno… zaraz, chyba rozumiem – rzucił, a na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Źrenice rozszerzyły się tak bardzo, że przypominały teraz dwa wielkie, czarne woki. – Chce mistrz powiedzieć, że chodzi o niespodziankę?

Podekscytowany Po przestał się poruszać i oddychać. Powiedzieć, że panda lubił niespodzianki, to tak jakby stwierdzić, że do Jadeitowego Pałacu prowadzi trochę więcej niż kilka schodków.

– Nic takiego nie mówiłem – burknął Shifu.

– Ale też nie mówiłeś nie – odparł Panda i wypuścił powietrze. – Nie no, akurat mi mistrz może powiedzieć. Nikomu nie pisnę ani słówka, będę milczał jak grób. Chodzi o niespodziankę, tak? Taką niespodziewaną?

– A jakie niby są niespodzianki? – wybuchł Shifu, ale zaraz się zreflektował. – Przepraszam. Po, nie przystoi się tak zachowywać Smoczemu Wojownikowi.

– No tak. Dobrze, od teraz całkowita powaga.

Zrobiło mu się głupio, jednak tylko na chwilę.

– Ale to na pewno niespodzianka. Totalnie.

Odstawił dwa zwoje w odpowiednie miejsce na półce. Ciekawość roznosiła go, ale może rzeczywiście nie powinien jej okazywać w ten sposób. Z drugiej strony wydawało się to być niezgodne z tym, co mówił kiedyś Shifu o byciu sobą. Po jednak nie chciał zadręczać mistrza pytaniami w stylu jak ma być sobą i jednocześnie powstrzymywać się od bycia sobą?

Do biblioteki wszedł Małpa. Rzadko tu bywał, ponieważ regały sięgające niemal pod sklepienie nadal robiły na nim wrażenie. Z jakiegoś powodu był bardziej skrępowany niż zwykle. Gdy spojrzał na Shifu, mrugnął porozumiewawczo. Choć może tylko coś mu wpadło do oka?

– Po, twój tata chce coś od ciebie – zaczął nietypowym tonem, jakby próbował udawać kogoś znacznie poważniejszego.

– Który?

– No, pan Ping – odpowiedział już zwyczajnie.

– Dlaczego nie wszedł tutaj?

– Mówi, że jego noga nie postanie w miejscu, które zabrało mu syna.

– Tak, to zdecydowanie brzmi jak mój tata. Chyba znowu interes w restauracji ma się trochę gorzej. Mistrzu Shifu, mogę?

– Idźże – odparł, a na jego twarzy odmalowała się ulga.

Po przeszedł przez korytarze, które znał już chyba na pamięć. Zaskoczyło go, że nikt nie pracował przy rusztowaniach w Auli Bohaterów. W bibliotece stracił rachubę czasu, ale wydawało mu się, że nie było jeszcze zbyt późno. Otworzył wrota i ze zdumienia o mało nie zgubił żuchwy.

– Niespodzianka! – krzyknęli zebrani za drzwiami. Przyszli niemal wszyscy, których znał; reszta potężnej piątki, razem z Tygrysicą, która trzymała Lei Lei w ramionach, pan Ping, Li Shen, kilka pand oraz starzy znajomi z wioski, jeszcze z czasów, gdy nie był Smoczym Wojownikiem. Małpa i Shifu stali już za Po z ciepłymi uśmiechami.

Po zaśmiał się głośno, pokazując dwa rzędy zębów. Nagle jednak spojrzał podejrzliwie na Shifu.

– To była ta niespodzianka? Z jakiej okazji to wszystko? Zapomniałem o swoich urodzinach?

– Skądże ten pomysł, synu – odpowiedział Li Shen. – Dzisiaj świętujemy zbudowanie ostatniego domu w wiosce, wreszcie będziemy żyć jak cywilizowane zwierzęta. Trzymaliśmy to w tajemnicy przed tobą, ponieważ to także święto na twoją część oraz wszystkich z Jadeitowego Pałacu. Pamiętamy, że gdyby nie wy, nie byłoby nas tu.

Panda poczuł jak oczy robią mu się dziwnie wilgotne. Miał ochotę wszystkich wyściskać, a że między zamysłem a działaniem zazwyczaj nie pojawiały się u niego etapy pośrednie, zrobił jak pomyślał. Trwało to dobrych kilka minut, dopóki Li Shen nie ponaglił go. Na dole, w nowej wiosce pand czekała już uczta.

Po podszedł jeszcze do Tygrysicy. Widział jak przyjaciółka sztywnieje, więc zamiast brać ją w objęcia, tylko chwycił jej wolną łapę.

– Dziękuję, że też przyszłaś – powiedział.

– To także moje święto. – Uśmiechnęła się.

Słomiany dach sali zabaw przystrojono grubymi girlandami kwiatów. Na papierowych ścianach Po dostrzegł rysunki małych pand przedstawiające jego, potężną piątkę i ich potyczki. Środek wypełniało ciepłe światło lampionów, choć słońce jeszcze nie zaszło. Stoły, jak to na imprezach organizowanych przez pandy, uginały się od jedzenia. Były tu pierożki, pędy bambusa, warzywa i wiele, wiele innych smakowitości. Na sam widok pandzie pociekła ślinka.

Li Shen zaprowadził go na honorowe miejsce przy stoliku na końcu sali. Chyba każdy, kto przyszedł na przyjęcie, teraz mu się przyglądał. Zrozumiał dopiero po chwili, że święto się nie zacznie, dopóki czegoś nie powie.

– Przepraszam, od tych pyszności na stołach zabrakło mi języka w gębie.

Wśród zebranych pand rozległ się cichy śmiech.

– Oby ci go nie zabrakło, jak już będziesz jadł – powiedział Li Shen i szturchnął go porozumiewawczo. Znów zachichotały głównie pandy.

Po nigdy nie był dobry w przemowach. Często przerywał i gubił wątek ale zdołał jakoś podziękować w imieniu wszystkich z Jadeitowego Pałacu za zaproszenie. Powiedział trochę o tym, jak to dzięki pandom udało mu się pokonać Kaia, a także zwrócił uwagę, że także zwierzęta z Doliny Spokoju zasługują na wspomnienie, ponieważ zgodzili się na przyjęcie do swego grona dodatkowych mieszkańców. Powiedział też coś o spotkaniu z sokołami i o tym, że może w najbliższym czasie mieszkańcy z Doliny Spokoju będą mogli tam bez problemów podróżować.

– Nie byłbym też sobą, gdybym nie podziękował jeszcze jednej osobie – dodał Panda. – Wydaje mi się, że bez niej nie stałbym tutaj razem z wami. Tygrysico, te podziękowania są dla ciebie.

Rozległy się oklaski. Kotka była najbardziej znaną wśród pand członkinią potężnej piątki, także dlatego, że często ich odwiedzała. Teraz wstała i skłoniła się z wdzięcznością, ale jej ukradkowe spojrzenie w kierunku Po wyraziło coś pomiędzy dezaprobatą a poczuciem winy.

Zabrano się za ucztowanie. W ruch poszły łapy i pałeczki, gdzieś rozlało się wino, gdzie indziej upadł pierożek. Li Shen nie miał sobie równych w wychwalaniu syna, tak że nawet Smoczy Wojownik momentami czuł się skrępowany. Przynajmniej pan Ping zachowywał się powściągliwiej. On już chyba przywykł, że jego niegdyś mały panda raz na jakiś czas ratuje świat albo przynajmniej najbliższą okolicę.

Wykonawcy z wioski muzyków zaczęli cicho przygrywać na pipach, piszczałkach i bębnach. Z każdym utworem grali coraz głośniej i bardziej żywiołowo. Gdy się ściemniło, parkiet już się zapełnił. Raz to któryś z ojców wołał Po do siebie, zaraz potem któraś z pand wyciągała go na parkiet. Miał wrażenie, że każda przedstawicielka płci pięknej w wiosce chciała tej nocy z nim zatańczyć. Bawił się wyśmienicie, jednak w pewnym momencie postanowił wyjść na zewnątrz choć na chwilę. Mei Mei dała mu taki wycisk, że chyba nie wytrzymałby kolejnego utworu.

Po zrobił sobie rundkę po podeście wokół sali zabaw. Spiczaste domki wyglądały uroczo po zmierzchu, pandy jednak czekało jeszcze sporo pracy z urządzaniem wnętrz czy ogródków. Nie było tu tak bajkowo jak w górach, ale pandom chyba to nie przeszkadzało. Po rozmawiał z kilkoma, które zamierzały wrócić do wioski w górach i wyraźnie zastanawiały się, czy aby na pewno dobrze robią. Li Shen mówił im, że wioska pand jest tam, gdzie są pandy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by były dwie.

Po cały czas pamiętał o sprawie z Tygrysicą, wizycie Suna, Gao i Górze Demonów. Nie podobało mu się, że zrobi to, czego Sokół od niego chciał. Ptak przecież musiał wiedzieć, że panda nie przyjmie pierwszej jego propozycji, więc to z tą drugą wiązał jakieś plany. Może warto by było wysłać Zenga do cesarza, zanim Po i Shifu się do niego wybiorą.

Złapał się na tym, że chciałby porozmawiać o tym ze swoją kocią przyjaciółką. Zamiast tego, gdy robił drugie okrążenie, zobaczył pandę. Siedziała na schodkach przed wejściem do najbliższego z domu, spowita niemal w całkowitej ciemności. Miała na sobie niewyróżniający się strój w kolorze nefrytu, który z braku światła przechodził niemal w czerń. Na imię miała Fei Fei. Przedstawiła się podczas jednego z tańców, ponieważ Po z jakiegoś powodu nie pamiętał jej z wioski pand. Z drugiej strony poznał tam tyle osób, że nie było to dziwne.

Złożyła łapy, by przekazać energię Chi źdźbłu trawy. Nie udało jej się, ani za pierwszym, ani za drugim razem. Syknęła zniechęcona i stuknęła głową o drzwi wejściowe. Wtedy zdała sobie sprawę, że Po się jej przygląda. Gdy podszedł do niej, wyglądała jakby chciała zapaść się pod ziemię. Czy to naprawdę on wprawiał ją w takie zakłopotanie? Byłoby to chyba pierwszy raz – pomyślał.

– Czasami, gdy coś nie wychodzi, trzeba trochę odpuścić – powiedział przyjacielsko.

– Co? – zapytała skołowana. – Zaraz, chodzi ci o przekazywanie Chi? No tak, myślałam, że nikt mnie nie widzi. Dlaczego uważasz, że nie potrafię sobie odpuścić?

– Wszystkie inne pandy świętują. Chyba że jest inny powód, dla którego siedzisz tu sama?

– Tak naprawdę szukałam pretekstu, by z tobą porozmawiać – powiedziała i nagle spojrzała na niego przerażona. – Znaczy żartowałam, nie, nie to miałam na myśli. Ale jestem głupia!

Wyglądała jakby jednocześnie chciała się rozpłakać i rozbić głowę o drzwi.

– Spokojnie, Fei Fei. Każdemu zdarza się palnąć głupotę. Akurat to wiem najlepiej – dodał trochę ciszej.

– Zapamiętałeś moje imię? – Spojrzała na niego zaskoczona.

– To akurat nie jest wielki wyczyn. Wiesz, ja chyba wrócę do środka. Ty nie chcesz?

– Nie, chyba już nie – odrzekła ponuro. – Moje koleżanki nie przepadają za mną za bardzo. Ale nie chcę ciebie zatrzymywać.

Po wzruszył ramionami i usiadł na schodku obok niej. Domyślił się, że tak naprawdę Fei Fei chciała, by został. Kilka minut go nie zbawi. Dziewczyna nie wiedziała czy powinna się przysunąć czy odsunąć. Ostatecznie została na starym miejscu.

– Dobra, zacznijmy od początku – powiedział Po. – Możesz powiedzieć, dlaczego naprawdę siedzisz tu sama?

– Tak. Nie. Nie wiem.

To może być więcej niż kilka minut, pomyślał Panda.

– Dobrze, to może najpierw zastanówmy się dlaczego ja wyszedłem. Niby zabawa przednia, tatowie i w ogóle wszyscy się postarali. Może dlatego, że jestem trochę zmęczony, może chciałem tylko odetchnąć świeżym powietrzem, popatrzeć na nocne niebo? A może w środku jest ktoś, kto za mną nie przepada?

– To niemożliwe – odparła Fei Fei. – Wszyscy ciebie lubią.

– Zdziwiłabyś się – parsknął Po. – W każdym razie naprawdę jest tam ktoś, kto za mną dzisiaj nie przepada. A jednocześnie liczyłem, że zechce ze mną porozmawiać, jeżeli wyjdę na zewnątrz.

– Czy ktoś ci już mówił, że ciężko cię zrozumieć?

– Chyba tak.

– Jednak myślę, że wiem, kogo masz na myśli. Nie trudno to zauważyć.

– Skoro się domyśliłaś, to teraz twoja kolej, byś powiedziała, dlaczego tu jesteś.

– To mój dom. I nie wiem czy chcę. Zasłużyłam na to jak mnie traktują. Boję się, że jeżeli powiem tobie, postąpisz tak samo.

– Nie dowiemy się jeśli nie spróbujesz.

– Ja… nie, nie potrafię – Wstała nagle. – Przepraszam cię, Po, to jest przede wszystkim twoje święto, nie chce ci go psuć.

Czekała na jego reakcję. Nie przypominała innych pand, nie miała w sobie tej graniczącej z arogancją pewności siebie. Wydawało mu się, że kogoś podobnego zapamiętałby z wioski w górach. I wtedy zrozumiał.

– Nie było cię, gdy walczyliśmy z Kaiem. O to ci chodzi?

Nie odpowiedziała, zdobyła się tylko na skinięcie. Po zawahał się. Co robić? Co w takiej sytuacji zrobiłby Shifu?

– Siadaj – polecił jej spokojnie. – Powiedz, co się wydarzyło.

Posłuchała się. Drżała, choć noc była ciepła. Nie odważyła się, by spojrzeć Po w oczy.

– Tego dnia, gdy Tygryska przyszła nas ostrzec, wszystkie pandy uciekły, jednak Li Shen zebrał je z powrotem, by walczyły razem z tobą. Jednak mnie nie znalazł, ponieważ ukryłam się i nie wychodziłam nawet wtedy, gdy słyszałam jak mnie wołał. Byłam wtedy tak przerażona. A potem, gdy wreszcie zdobyłam się na odwagę, było już za późno. Wiem, że możesz mnie za to nienawidzić, ale musiałam to wreszcie powiedzieć. Nigdy wcześniej nie miałam ku temu okazji.

Po westchnął. Dobrze wiedział, że były pandy, które nie odważyły się walczyć, ale nawet nie przyszło mu przez myśl, by to roztrząsać. Nie każdy jest na tyle odważny by stawiać czoła znacznie silniejszemu przeciwnikowi, ba, sam przecież uciekał z pałacu, gdy dowiedział się, że to jemu przyjdzie się zmierzyć z Tai Lungiem. Nie mógł więc winić Fei Fei.

Poza tym z jakiegoś powodu nie chciał.

– Może i powinienem coś z tym zrobić, choćby z szacunku dla tych pand, które postawiły na szali swoje życie. Z drugiej strony, gdyby nie udało nam się pokonać Kaia, to przetrwałyby tylko te pandy, które uciekły. Wioskę w górach zamieszkiwały pandy, które uciekły przed Shenem, pamiętasz? Czasem niektórzy okazują tchórzostwo, by inni mogli pokazać odwagę. Myślę, że jeszcze przyjdzie czas, że i ty pokażesz waleczność, o jakiej nie śniło się nawet wojownikom kung-fu.

– Może tak – powiedziała i rozpłakała się. Po objął ją, ona to odwzajemniła. Pachniała fiołkami, które przysuwały na myśl wioskę w górach, biegające dzieci i ciepło rodzinnego domu. Mimo tego, że była już dorosłą pandą, wydawała się bardzo krucha. Ile więcej odwagi potrzebuje ktoś taki, by pokonać swoje słabości?

Minął kwadrans, zanim się uspokoiła. Podziękowała Po za ciepłe słowa. Smoczy Wojownik polecił jej, by spróbowała przekazać energię Chi źdźbłu trawy, ale dopiero, gdy odejdzie. Nie dodał tylko, że będzie ją obserwował. Przeszedł za salę zabaw i wyjrzał zza owalnej ściany. Tak jak się spodziewał, Fei Fei udało się za pierwszym razem. Utwierdziło to Po w tym, co już wiedział od jakiegoś czasu. Wtedy też poczuł uścisk w żołądku.

Co w takim razie musiała przeżyć Tygryska, skoro do tej pory nie może sobie z tym poradzić?

– Chyba muszę ci pogratulować – odezwał się niespodziewanie Shifu, tak że panda niemal podskoczył w miejscu.

– To znaczy?

– Rozmowy z tą dziewczyną. Ciągle jesteś dla mnie zagadką, Po. Rzadko kiedy ma się okazję spotkać kogoś, kto posiada jednocześnie tak mało i tak dużo mądrości. Pomogłeś jej, ale musisz wiedzieć, że najpewniej za kilka dni, może tygodni znowu nie wznieci nawet iskry energii na dłoni. Do niektórych rzeczy trzeba dojść samemu, mówię ci to, żebyś nie wpadł na pomysł, by siebie obwiniać.

– Dobrze, mistrzu.

– A teraz, czy domyśliłeś się, na co jeszcze czekamy, zanim wyruszymy do stolicy?

– Nigdzie nie widziałem Zenga. Pewnie jest teraz u cesarza.

– Czy aby na pewno nikt cię nie podmienił podczas tańców? – zapytał Shifu z uśmiechem. – Wiesz Po, może nie powinienem tego mówić, ale wydaje mi się, że zrozumiesz. Dzisiaj w bibliotece powiedziałem, że to ja zdecydowałem, że Tygryska wraz z Żurawiem i Małpą pójdą szukać Gao, a my odwiedzimy cesarza. To nie do końca prawda. Myślę, że powinieneś wiedzieć, że to Tygrysica przyszła do mnie z tym pomysłem.

– Dziękuję, mistrzu – mruknął panda. – Może tak będzie lepiej.

– Możliwe. A teraz chodźmy, póki zabawa jeszcze trwa. Nie wiadomo, co może nas czekać jutro.