Gdy Fei Fei myślała o Jadeitowym Pałacu, rzadko kiedy wspominała piękną budowlę z przestronnymi wnętrzami i setkami artefaktów. Nie poświęcała także większej uwagi barakom, sali treningowej czy arenie.

Ponieważ najważniejsze były schody.

Pamiętała jak w Wiosce Pand potrafiła zmęczyć się wchodząc w górę po kilku stopniach przed wejściem do domu. Teraz miała ich przed sobą setki, jeśli nie tysiące. Była dopiero w połowie drogi, a i tak wspinała się na czterech łapach, sapiąc i postękując. Co chwila robiła też postoje. Nie dziwiło ją, że Po tak rzadko zaglądał na dół do wioski. Na jego miejscu także wolałaby zostać na górze.

Przynajmniej widoki były wspaniałe. Wioska Pand choć położona znacznie wyżej, nie miała podobnych atrakcji. Wokół często rozpościerały się mgły, a same domki ukryto w przełęczy, tak że nie dało się z nich zobaczyć nic, poza wysokimi turniami i szczytami gór. Fei Fei wydawały się one całkowicie zwyczajne.

Teraz to Dolina Spokoju ją zachwycała. Była znacznie większa, pełno w niej było zwierząt, których do tej pory nie widziała. Wszyscy byli tacy przyjaźni i ciekawi, tego gdzie pandy ukrywały się przez te lata. Wnętrza domów pachniały nowością i wszystko wskazywało na to, że także i życie można tu rozpocząć na nowo. Fei Fei uwierzyła, że jej błędy mają szansę odejść w zapomnienie. Wszystko dzięki rozmowie z Po.

Do tej pory rozpamiętywała te krótkie spotkanie. Bardzo się bała Po, kilka razy się wygłupiła, a jednak nie wstydziła się tego tak mocno, jak miała w zwyczaju. Pierwszy raz od dawna czuła, że serce swobodnie biło bez ciążącego poczucia winy.

Wreszcie dotarła do areny. Brama była uchylona, jednak Fei Fei nie przeszła przez nią od razu. Musiała odsapnąć, nie chciała by wielcy mistrzowie, którzy zostali w pałacu, widzieli jak wielkim wyzwaniem było dla niej wejście po schodach. Obawiała się spotkania z nimi, ale pocieszała się, że miała jedynie przekazać – ostatni sokół właśnie opuścił Dolinę Spokoju, by powiadomić Suna o podróży Po i Shifu do stolicy.

Weszła na arenę, która była całkowicie pusta. Było to dziwne, ponieważ zawsze, gdy tu przychodziła któryś z gąsiorów witał ją tuż przed wejściem przy bramie. Stanęła na środku placu, nie wiedząc, w którą stronę się kierować. Zobaczyła, że na dachu jednej z trybun coś się poruszyło.

– Halo! Jest tu kto?

Jej głos poniósł się daleko, ale nie dostrzegła niczego niepokojącego. Nagle usłyszała świst. Gdy odwróciła się, zobaczyła sokoła. Przełknęła ślinę przerażona.

– Ani słowa – powiedział ptak. Jego oczy były czujne i pozbawione strachu. Lekka zbroja zdobiła jego pierś, a w skrzydłach, między piórami, połyskiwała stal. – Teraz po cichu wrócisz do wioski. Nikomu nie powiesz, że mnie widziałaś.

– Co się dzieje? – Mimowolnie podniosła głos, by przecisnąć go przez zesztywniałe gardło.

– Czy wyraziłem się niejasno? – zapytał ptak i wysunął ostrze ze skrzydła.

– Nie.

Odwróciła się i przestąpiła kilka kroków. Ledwie panowała nad drżącymi nogami. Co mogła zrobić? Nie miała przecież szans w walce. On miał broń, ona umiała tylko tyle, ile nauczyła się podczas grupowych zajęć. Jednak jakoś znalazła w sobie odwagę. Nie mogła cały czas uciekać. Gdy tylko stanęła w bramie, krzyknęła najgłośniej jak mogła.

– Pomocy!

Ptak bez ostrzeżenia cisnął w jej stronę ostrzem. Zdążyła się schować za skrzydłem bramy. Metal wbił się w drewno. Co najlepszego robi? Przecież ten sokół ją zabije. Żmija i Modliszka mogą być daleko. Mogą też już nie żyć – myśl była ja uderzenie pioruna.

Ptak przeleciał nad murem i odciął jej drogę na schody.

– Postąpiłaś bardzo głupio.

Zamachnął się i cisnął w nią drugim ostrzem. Fei Fei zasłoniła głowę łapą i zamknęła oczy. Coś jednak odbiło pocisk. Gdy uchyliła powieki i zobaczyła przed sobą Modliszkę. Żmija za to skoczyła na sokoła i unieruchomiła go, owijając się wokół.

– Czego tu chcesz? – syknęła.

– Za późno, moja droga – odpowiedział sokół.

– Zaraz, gdzie są gąsiory? – zapytał Modliszka i spojrzał na Fei Fei. – Widziałaś Zenga?

Fei Fei pokręciła głową.

– Pałac – powiedziała cicho Żmija i cisnęła ptakiem o mur, tak że stracił przytomność.

Ruszyli bez słowa, panda pobiegła za nimi. Do pałacu prowadziło jeszcze kilkadziesiąt stopni, jednak adrenalina sprawiła, że pokonała je bez postojów.

Na górze wrota do Pałacu były otwarte, w środku rozgorzała walka. Szóstka sokołów stawiła opór dwójce mistrzów kung-fu. Ostrza świstały, Modliszka i Żmija śmigali między kolumnami, unikając kolejnych ciosów i wyprowadzając własne ataki. Po chwili przytomny ostał się tylko sokół o imienu Shu.

Fei Fei dopiero teraz odważyła się wejść do środka. Drugi raz była w Auli Bohaterów. Tym razem widziała, że kilka najbardziej cennych eksponatów sokoły zdążyły już włożyć do worków. Żmija i Modliszka podeszli do młodego ptaka. Mistrzowie powiedzieli Fei Fei, że to syn Suna.

– Naprawdę liczyłeś, że możesz nas bezczelnie okraść? – syknęła Modliszka. – Twój ojciec proponuje nam pokój, a ty za jego plecami chcesz się wzbogacić?

– Ależ jesteś naiwna – powiedział rozbawiony Shu. Nie wyglądał na przerażonego, a raczej zniechęconego. – Wszyscy jesteście, łącznie z tym waszym Smoczym Wojownikiem i mistrzem Shifu. Nie będzie żadnego pokoju. Dlatego też wolałem, byśmy wzbogacili się, zanim wielkie bogactwa Jadeitowego Pałacu zostaną rozgrabione przez cesarza.

– O czym on gada? – zapytał skonfundowany Modliszka.

– To co proponował Sun, to pułapka – powiedziała Fei Fei. W wiosce wielu mówiło o spotkaniu mistrzów z przedstawicielami władz Jinzhou. – Musiał dogadać się z cesarzem. Rozdzieleni stanowicie łatwiejszy cel.

– No proszę, czyli to co mówią o was, pandach, nie tyczy się wszystkich.

– Nie rozumiem – powiedziała Żmija. – Cesarz nigdy nie był przeciwko nam. Dlaczego w ogóle mamy ci wierzyć?

– A dlaczego nie? Jest już za późno, byście mogli czemukolwiek zapomnieć. Z tego co wiem, nie potraficie przecież latać.

– Ja trochę umiem – powiedział Modliszka.

– Nie nazywaj tego lataniem. I tak nie zdążycie dotrzeć do stolicy, zanim będzie po wszystkim. Jesteście dzień drogi do tyłu.

– Zobaczymy – odpowiedział hardo Modliszka.

Shu jedynie prychnął. Mistrzowie nie potrafili nic na to odpowiedzieć. Choć ptak był związany, wydawało się, że to on panuje nad sytuacją. Trojka wyszła z pałacu tak, by Sokoły ich nie słyszały. W bocznym korytarzu panda zauważyła związane gąsiory. Uwolnili je, a sznur wykorzystali, by uniemożliwić sokołom ucieczkę, gdy się obudzą.

– Damy radę ich dogonić, prawda? – zapytał Modliszka.

– Musimy spróbować. Możemy też wysłać kogoś z obsługi pałacu, by poleciał dalej.

– Nie powinniśmy mówić o tym co się tu stało – oznajmiła smutno Fei Fei. – Jeżeli sokoły się dowiedzą, że wiemy o spisku, mogą przyspieszyć to, co planują.

– Masz rację – przyznała Żmija. – Ale i tak wyślemy Zenga. Sokół, który był w Dolinie już wyleciał.

– Tak – odrzekła Fei Fei. – Szłam wam to przekazać.

– Poleciał do Jinzhou? – indagował Modliszka.

– Tak to wyglądało, ale mógł skręcić. Myślicie, że może zagrozić Zengowi?

– Mam nadzieję, że nie, ale i tak powiem mu, by uważał – stwierdziła Żmija. – Musimy ostrzec Po i Shifu. Ale i tak ja i Modliszka musimy ruszać.

Fei Fei przestąpiła z nogi na nogę, czując się trochę nie na miejscu.

– Co ja mogłabym zrobić? – zapytała. – Chciałabym pomóc, pójść z wami by ostrzec Po.

– Nie – odparła Żmija. – To zbyt niebezpieczne. Poza tym, nie obraź się, ale będziemy wcześniej w stolicy we dwójkę.

– Rozumiem – odparła smutno.

– Nie przejmuj się, zrobiłaś swoje – rzucił Modliszka. – Gdyby nie ty nie usłyszelibyśmy niczego w sali treningowej. Czekaj w wiosce. Jeżeli czegoś się dowiesz, przekaz to któremuś z gąsiorów. Zrobiłaś swoje. My nie mamy chwili do stracenia.

Gdy Fei Fei schodziła ze schodów, przez chwilę widziała jak Modliszka i Żmija wyruszają w podróż na północ, w stronę stolicy. Ciężar, od którego myślała, że się uwolniła, znów powrócił. Ponownie miała czekać w bezpiecznym miejscu, gdy kto inny będzie za nią walczył.

Usiadła na schodach i zapłakała. Czuła się bezużyteczna. Tak bardzo chciała coś zrobić. Wtedy wpadła na pomysł. Dobrze wiedziała, kto jej może pomóc.

Udała się do nowej wioski pand. Zapukała do drzwi, a po chwili otworzył jej Li Shen.

– O co chodzi, dziecko? – zapytał.

– Po potrzebuje naszej pomocy.