Tygrysica nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, nawet huczący obok potok nie mógł równać się z falą pytań jaka zalała jej umysł. Dlaczego wielki tygrys przed nią wydawał się znajomy? Czy mógł znać jej rodziców? Inni mogli poczytywać jej niezachwianą postawę i brak emocji za oznakę siły, ale ona ten jeden moment stała się małą kotką zamkniętą w pokoju sierocińca, która za nic nie mogła sobie przypomnieć jak się tam znalazła. Czy ten wielki tygrys mógł jej pomóc? Patrzył na nią hipnotyzującymi oczami i dała by głowę, że czyta jej w myślach.

Dziewczynka, która nigdy nie wróciła do domu…

Kropla, która spadła z jednej ze zwisających gałęzi przypomniała o świecie na zewnątrz jej myśli. Żuraw i Małpa przyłączyli do niej, ptak kilka razy rozprostował niegdyś złamane skrzydło, drugi mistrz trzymał się bambusowego kija nieco mocniej niż zwykle. Przywódca oprychów zmierzył ich wzrokiem, którym ocenia się, czy ofiara jest warta zachodu. Pozostałe tygrysy były gotowe, by w razie czego wesprzeć go w walce. Ten obity przez Tygrysicę rozmasował obolałą szczękę i uśmiechnął się obleśnie.

– Nie jestem Sarnai – powiedziała kotka. – Musiałeś mnie z kimś pomylić.

– Może jednak byś się nad jeszcze trochę zastanowiła – zauważył Żuraw i mimowolnie zrobił krok za jej plecy.

Wielki tygrys wbił kij w piach.

– Nie, nie może być mowy o pomyłce, klnę się na swoją laskę. – Skłonił się lekko. – Nazywam się Zixuan i pochodzę, tak jak moi towarzysze, z wioski tygrysów. Mogliście o niej nie słyszeć, jest w końcu za murem.

– Wioska tygrysów? – zdziwił się Małpa. – Niech zgadnę, pewnie mieszkają tam same tygrysy?

– Ty chyba nie jesteś z zbyt mądry, co nie? Uczyń nam przyjemność i nie odzywaj się więcej – rzucił tygrys, a wojownik kung-fu wyglądał jakby właśnie zapragnął zapaść się pod ziemię. – A ty Sarnai byłaś naprawdę mała, gdy rodzice zabrali cię na wyprawę. Rozumiem, że możesz mnie nie pamiętać.

– Dlaczego niby miałabym ci uwierzyć? – Skrzyżowała ramiona na piersi.

– Bo nie mam powodu by kłamać. – Uśmiechnął się lekko i wsparł obiema łapami o kryształ na lasce. – Pozwól, że teraz ja zadam ci pytanie.

Wtedy jeden z tygrysów podszedł do niego nieśmiało i klepnął go w ramię.

– Szefie, przepraszam, ale nie mamy czasu na pogawędki. Te ciamajdy z Chungdam zaraz tu będą.

Zixuan uspokoił go gestem łapy i ponownie zwrócił się do Tygrysicy.

– Co do ciamajd z Chungdam, rozumiem, że z nimi nie trzymacie. Pytanie, co w takim razie tu robicie?

– Magowie żywiołów chcą coś tu odnaleźć, a my nie chcemy im na to pozwolić.

– I nie macie pojęcia co się znajduje w środku świątyni?

– Jesteśmy mistrzami z Jadeitowego Pałacu, nie znamy zawartości wszystkich świątyń w Chinach. Po za tym my także nie mamy powodu by kłamać. – Uśmiechnęła się krzywo. – A co wy tu robicie?

Zixuan wyprostował się i prychnął pod nosem.

– Podobasz mi się, Sarnai. Masz w sobie ducha krain północy. W przeciwieństwie do twoich kompanów, głupka i milczka.

Tym razem również Żuraw poczuł się urażony, ale zanim odezwał się, przemówiła Tygryska.

– Jestem mistrzynią Tygrysicą z Jadeitowego Pałacu i wolałabym, żebyś się właśnie tak do mnie zwracał. A moi przyjaciele to mistrz Żuraw oraz mistrz Małpa i ich również powinieneś traktować z szacunkiem. Poza tym nie odpowiedziałeś mi na pytanie.

Tygrys uniósł brew i chwilę rozważał słowa Tygrysicy.

– I nie zamierzam – Odchrząknął. – Musi ci wystarczyć, że my także nie chcemy, by magowie położyli łabska na skarbie i, uprzedzając twoje pytanie, nie chcemy go także dla siebie. W każdym razie, poza czynieniem sobie grzeczności, możemy sobie pomóc, mistrzyni. Czuję, że przyda nam się kilka dodatkowych par łap. A może także i głów. Cokolwiek znajdziemy w świątyni, myślę, że przyda nam się wasza pomoc.

– Dobrze, ale potem będę miała jeszcze pytania. Nie znaczy to jeszcze, że ci wierzę.

– Po wszystkim chętnie udzielę ci odpowiedzi, w które pewnie i tak mi nie uwierzysz.

Tygryska wypuściła powietrze przez nos. Miała ochotę zdjąć z pyska Zixuana ten pełen pewności siebie uśmieszek, najlepiej kilkoma kopniakami. Tym razem na pewno dałaby sobie radę, nie pozwoliłaby siebie zaskoczyć. A już na pewno nie zamierzała uwierzyć w to, że pochodzili z tego samego miejsca.

Tygrys podszedł ociężale pod świątynię. Gdy stawał na prawą stopę, podpierał się laską, a kamień na jej końcu lekko rozbłyskał na zielono. Woda wymyła pokłady piasku i odsłoniła przejście, ale kilkumetrowy spadek okazał się nie lada wyzwaniem dla Zixuana. Tygrysica czy Małpa z łatwością zeskoczyliby na dół jednym susem, wielki tygrys schodził jednak powoli, krok za krokiem, cały czas pilnując, by nie oprzeć zbyt dużego ciężaru na najwyraźniej chorej nodze. Jeden z tygrysów chciał mu pomóc, ale dowódca odepchnął go od siebie bez słowa.

– Jak myślicie, kim oni są? – zapytał szeptem Małpa.

– Nie wiem – odszepnął Żuraw. – Walczyli prawie jakby byli dziećmi Tai Lunga. Z drugiej strony gdy tygryska zaatakowała tego z laską, pozostali jakby osłabli, może nawet wygralibyśmy, gdyby walka trwała dłużej.

– Może Shandian by coś o nim powiedział – szepnęła. – Wiecie gdzie teraz jest?

– Pewnie już na dole ze swoją żoną – powiedział Małpa. – I upewnia się, żebyśmy nic nie znaleźli.

– To chyba do niego pasowało – odpowiedziała Tygrysica.

– A tak po za tym… – zaczął Żuraw – …wierzysz mu? – Wskazał dziobem na przywódcę tygrysów. – Naprawdę możecie pochodzić z tej samej wioski? Zza muru?

– Chyba wolałabym, żeby skłamał.

Zixuan dotarł do wejścia i zastukał dwa razy laską o ziemię. Kryształ zajaśniał zielonym światłem, rozświetlając prowadzące ku dołowi schody. Były długie i wygładzone przez spływającą wiele razy wodę. Półokrągłe sklepienie nad nimi zdobiły płomienne wzory, jakby właśnie wchodzili w ognistą paszczę. W wielu miejscach dało się zauważyć rysy i wyrwy – z pewnością przechodziła tędy jakaś bestia, może nawet smok.

W co ja się wpakowałam – pomyślała Tygrysica, schodząc do podziemi. To miejsce nie było zbudowane przez zwykłe zwierzęta, tunel zdawał się być odlany, nigdzie nie dało się wypatrzeć łączeń, a schodki miejscami zlewały się w jedno, niczym roztapiające się masło. Na swój sposób korytarz przypominał więzienie w Górze Demonów.

Zixuan także tutaj tu ostrożnie stawiał kroki. Szedł na przedzie wolno, zbyt wolno. Żaden z tygrysów nie ośmielił się go jednak popędzać. Tygrysica szybko straciła cierpliwość, wyprzedziła pozostałych i dołączyła do przywódcy.

– W tym tempie nie zdążymy stąd wyjść przed magami.

– Gdybyście nie weszli nam w drogę, bylibyśmy już na dole – powiedział tygrys, nie kryjąc irytacji w głosie. – Jeśli jednak obawiasz się starucha i jego smarkaczy, możesz zejść szybciej. Wszyscy możecie.

Kotka uniosła górną wargę zdegustowana, ale nie zamierzała wlec się z powodu tak taniej manipulacji. Porozumiewawczo spojrzała na Małpę i Żurawia, po czym razem z nimi zbiegła po schodach.

Pomieszczenie na dole było wielkie i przypominało wystrojem Aulę Bohaterów w Jadeitowym Pałacu. Był tu jednak tylko jeden eksponat – perła, tak wielka, że Tygrysica z Małpą ledwie mogliby ją objąć. Ustawiono ją miedzy czterema kolumnami, a każdą z nich owijał złoty smok. Całe pomieszczenie spowiła delikatna poświata błyskawic Shandiana i Yun Yun. Myszoskoczek odwrócił i niepewnie uśmiechnął się do Tygrysicy.

– O, poradziliście sobie.

– Zostawiliście nas! – Tygrysica zacisnęła szczękę w złości.

– Woleliśmy zająć się tym, po co tu przyszliśmy.

– I co to właściwie jest? – zapytał Żuraw.

– To chyba jasne. Perła. A dokładniej smocza perła.

– Na co w takim razie czekamy, trzeba to zniszczyć. – Tygrysica jednym susem dobiegła do perły.

– Nie! – krzyknął Shandian.

Ale było już za późno. Kotka wymierzyła cios, który jednak nie doszedł celu. Jakaś siła zatrzymała jej łapę, tak że ostatecznie dotknęła perły jedynie końcówkami futra na pięści.

Wtedy zalała ją fala obrazów. Widoki z lotu ptaka, postacie których nie znała, Góra Demonów, podwodne pałace. Serce zaczęło jej bić szybciej, przerażona zdała sobie sprawę, że nie może odsunąć łapy. Było tego zbyt wiele, spróbowała odsunąć od siebie wizje, ale te wdzierały się w jej umysł niczym wodospad. Czuła, że ktoś stara się ją odciągnąć, ból zaczął rozdzierać jej klatkę piersiową i głowę. Zrozumiała, że długo nie wytrzyma, że za chwilę perła przebije się przez tamy, które próbowała stawiać i zaleje to, kim była.

Wtedy zobaczyła zielony błysk i nagle wszystko znikło. Dyszała ciężko, nad sobą widziała jedynie Zixuana, dyszącego ze zmęczenia. Jakim cudem doszedł tu tak szybko?

– Jesteś cała? – zapytał. Jego głos był zimny niczym powiew z grobowca.

Zdała sobie sprawę, że tygrys klęczy i trzyma łapę pod jej głową.

– Tak, chyba tak.

Wstała z jego pomocą.

– Masz szczęście. Większość już chwilę po dotknięciu smoczej perły traci zmysły. Ale jesteś w końcu tygrysem. W naszej naturze jest walka ze smokami.

– Co to było, to co widziałam?

– Smocze wspomnienia. Teraz dajcie mi chwilę, muszę dowiedzieć jak ją zniszczyć.

– Zamierzasz to dotknąć! – zdziwiła się Tygrysica.

– Całe życie się do tego przygotowywałem. Może to zająć chwilę, w razie czego powstrzymajcie tych, którzy tu zechcą wejść. A jeśli zacznę krzyczeć, spróbujcie mnie odciągnąć.

Tygrysica patrzyła oszołomiona, jak Zixuan powoli przykłada łapę do perły. Gdy jej dotknął, syknął z bólu, ale nawet nie zachwiał się na nogach.

– Tygrysico, chodź – powiedział Małpa. – Lepiej będzie ich zatrzymać przy wejściu do sali.

Skinęła głową.

– Jak długo byłam przy perle.

– Niedługo, próbowaliśmy cię odciągnąć, ale nie daliśmy rady. Dopiero Zixuanowi się udało, gdy tu przybiegł.

– Przybiegł? – zapytała Tygrysica.

– Też mnie to zaskoczyło – powiedział Małpa.

Wtedy dołączył do nich Shandian i szepnął jej do ucha.

– Nawet sobie nie wyobrażasz z jak niebezpiecznym zwierzęciem właśnie sprzymierzyłaś.

Też mi nowość – pomyślała kotka. Myszoskoczek chciał powiedzieć więcej, ale zauważył, że pozostałe tygrysy zainteresowały się nim.

Tygrysica usłyszała pierwsze kroki na górze schodów.

– Idą tu.