Sherlock obudził się w nocy. Mieszkanie było ciche, nie miał koszmaru, więc co go obudziło? Po chwili leżenia w ciemności, usłyszał najcichsze wibracje telefonu. Cicho wstał z łóżka, żeby nie hałasować i podniósł przyczynę hałasu z podłogi.

Oślepił go blask bijący z komórki. Była 2:12.

-Kto dzwoni o tej godzinie?- pomyślał, zanim przypomniał sobie, że przecież o sam często nie śpi. - Lestrade...

Odebrał połączenie:

Halo? - zapytał

Gdzie ty jesteś?! Próbowałem się do ciebie dodzwonić od kilku godzin! - Holmes skrzywił się na głośny krzyk.

Raz w roku mogę chyba normalnie spać – wymruczał z zaciekawieniem. - O co chodzi?

Mycroft... – tu detektyw się skrzywił. - … znalazł nowe śledztwo. 5 ważnych polityków zabitych dokładnie w tym samym czasie, w pięciu różnych zakątkach miasta! - tym razem nie tylko konsulant był zainteresowany.

Gdzie jesteś? - zapytał Sherlock, szukając ubrań.

Na Fleet Street 29. Przyjedź, jak najszybciej możesz. Akta dostaniesz na miejscu – połączenie zostało zakończone.

Mężczyzna ubrał się w kilka minut w byle jaki garnitur. Potem poszedł do pokoju Johna.

John, wstawaj! - niezbyt serdecznie nim potrząsnął.

Co? - zapytał zaspany towarzysz.

Sprawa od Lestrade i Mycrofta – tu ponownie się skrzywił. Kiedy Watson nie odpowiadał, zrzucił go z łóżka:

Chodź! - krzyknął, ubierając płaszcz i szalik.

Doktor, poddając się w końcu wstał i zaczął się ubierać. Po chwili wyszedł ubrany w kurtkę i buty:

Na miłość Boską, jest 2 w nocy – narzekał, za to młodszy Holmes prawie skakał z radości.

Tak dziwnie się zachowując, wyszli z Baker Street w mroźną, grudniową noc.


Gdy dojechali na pierwsze miejsce zbrodni, czekała tam Donovan, oraz – z niezwykłym zaskoczeniem – Mycroft.

Hej, Dziwaku! - powitała ich z prawie radością Sally. - Szef nie mógł przyjść, więc tu masz akta – podałą mu papiery.

Konsulant popatrzył na uśmiechniętego policjanta ze zdziwieniem:

Co tu się zdarzyło? - zapytał ją.

Ah. Dzisiaj nie będę ci dokuczać, bo dostałam obietnicę.

Prawdopodobnie zajęcia stanowiska Lestrade'a po jego odejściu? - zapytał młodszy Holmes, przeglądając akta.

Dokładnie! - nie zraziło to kobiety, wręcz przeciwnie, już się nakręcała. Mycroft lekko zauważalnie się skrzywił. Chciał już wrócić do snu.

Ok! - Anglik z hukiem zamknął dokumenty. - Gdzie miejsce zbrodni?

Policjantka zaczęła ich prowadzić.

Cześć, bracie – wymruczał starszy Holmes, idąc za nimi.

Nie wolisz być w swoim starym dworku? - zapytał młodszy, bez powitania.

Wolałbym – odmruczał starszy i na tym pogawędka się skończyła. John patrzył z jednego na drugiego, i nie pierwszy raz zastanawiał się, co się między nimi stało.

W tym czasie doszli do pokoju, zabazgranego krwią na ścianach. Watson i Mycroft staneli przy ścianie, a Sally i Sherlock weszli do środka.

Masz 2 minuty. Ile wywnioskujesz? - zapytała podejrzliwie Donovan, stając przy Doktorze.

Gość od razu zabrał się do roboty. Ofiarą była kobieta, lat 37, ważna pozycja w parlamencie. Leżała ona na podłodze, na plecach, z odrąbaną głową. Przez chwilę Holmes w ciszy kontemplował scenę, a potem wyciągnął szkło i zaczął badać ciuchy i głowę ofiary. Po minionym czsie 2 minut, Donovan oznajmiła:

Czas stop! - Sherlock podniósł się z klęczek. - Co masz?

Biżuteria czyszczona, oprócz naszyjnika – prezent od kogoś niechcianego, noszony codziennie – spędzała z nim życie. Nie mąż, brak obrączki, pewnie narzeczony, bogaty, którego nie kochała. Ciuchy są podrobione, może byłą w parlamencie, ale jej dobrze nie płacono. Dalej: głowa odcięta nożem z ząbkami, ok. 3 – 4 godziny temu. Ma mokre włosy, ale reszta ciała jest sucha, co oznacza, że je myła. W tym pomieszczeniu nie ma łazienki. Wniosek: dopiero tu przyszłą, szybko, przed kimś uciekając Kimś, kogo ona zaprosiła do swojego domu. Czyli ktoś bliski. Jej narzeczony nie lubi podróży, nie ma rodziny. Buty i nogi! - wykrzyknął, widząc zszokowane twarze innych, oprócz brata. - Ten ktoś, kto ją zabił, chciał teatru – widowni. Krew na ścianach! - odpowiedział na niewypowiedziane pytanie. - Miała menegera? - zapytał zszokowaną Sally

Tak. Ją. Anna Striobiliti z Islandii, lat 29 – powiedziała, podając mu papiery. On przecząco pokiwał głową:

Były manager? - zapytał z nadzieją.

Tak. Znowu ona – podała mu inny plik. - Roxanne Anthrea, z Ameryki – on popatrzył na obrazek i zadecydował:

To ona.

Okej... - Donovan ostrożnie wzięła od niego papiery. - Sprawdzimy to.

To na pewno ona – upierał się Sherlock. Kobieta tylko pokiwała głową i wyszła.

No to co? Pierwsze rozwiązane. Mam nadzieję, że drugie będzie lepsze – powiedział z nadzieją detektyw i wyszedł. Reszta podążyła za nim.


Na razie tyle, kochani! Będą prawdopodobnie jeszcze 4-5 rozdziały. Gdzieś do następnej niedzieli pewnie skończę historię, ale nie obiecuję. :) Trzymajcie się!