Następne miejsce zbrodni znajdowało się w opuszczonym dworku. Stał on za miastem, na odludziu. Był on zachowany w dobrym stanie, choć gdzieniegdzie odlatywał tynk. Sally zaprowadziła ich do sypialni, w której znajdowało się tylko łóżko. O dziwo, nowe i pościelone. Ciało kobiety znajdowało się pod kołdrą. Miało odciętą głowę, ale jej nigdzie nie było.
Szukaliśmy wszędzie, ale jej nie ma. Nic nie zostało poważnie naruszone, Dziwaku – popatrzyła na zegarek. - Trzecia. Będę się zbierać, aby poszukać tej manager. Wyniki wyślijcie do Lestrade'a – odrzekła i wyszła.
Sherlock zabrał się do pracy. Wyciągnął szkło i oglądał nieskazitelne posłanie. Mycroft zajął miejsce przy ścianie i się przyglądał jego pracy.
John! Podejdź tutaj! - zawołał detektyw, a lekarz usłuchał. - Co widzisz?
Po chwili przyglądania się Watson odrzekł:
Umarła na skutek wykrwawienia, przed obcięciem głowy – wskazał na ledwie widoczną ranę postrzałową. - Opatrzono ją po śmierci, zrobił to profesjonalny chirurg – zamyślił się chwilę. - Głowę odcięto tępym nożem, nie zaostrzonym – spojrzał na Sherlocka.
Mów, mów! - zachęcił go uśmiechnięty Holmes.
Hmmm...
A co z jej stanem zdrowia? - zapytał przyjaciel.
Bloger popatrzył na paznokcie i szyję. Były na niej włosy.
Przed śmiercią obcinała włosy – zauważył. - Co do jej stanu zdrowia: była niedożywiona, ale nie anorektyczna. Nie dbała za bardzo o siebie, na co wskazuje stan włosów i skóry... - tu przerwał mu drugi mężczyzna:
Źle! To nie są jej włosy! Tak, masz rację co do wszystkiego, ale popatrz – wziął jeden z włosów pod światło. - To męskie, krótkie i przetłuszczone włosy. Wypadające – uśmiechnął się do zszokowanego kolegi.
To twoja działka! - powiedział doktor i podszedł do ściany obok starszego Holmesa.
Mycroft był lekko zszokowany, poziomem inteligencji tego człowieka. Nie miał on co prawda takich zdolności, jak on i jego brat, ale jak na złotą rybkę, to i tak dużo.
Tylko po co ten ktoś przenosił ciało? - na głos myślał Sherlock. - To jest gra! Tu nie chodzi o przestępstwo, ale grę! - w końcu zrozumiał.
Brawo, panie Holmes! Brawo! - wykrzyknął głos i zamknęły się drzwi. Wszyscy cofnęli się pod ścianę.
Oh, proszę! Boicie się? - głos, o dziwo, dochodził z trupa. John wydał zszokowane westchnienie.
Po chwili pokoik wypełnił zwielokrotniony przez echo śmiech i w pokoju pojawił się Moriarty.
Przecież ty nie żyjesz! - krzyknął zszokowany młodszy Holmes.
Śmierć – pojęcie względne. - odpowiedział zadowolony z siebie Jim, a następnie patrząc na zszokowane twarze wszystkich, oprócz Mycrofta, zaczął tłumaczyć:
No więc, sztucznie umarłem i was obserwowałem.
To ty zrobiłeś to wszystko? - zapytał Watson
Nie moimi rękami, ale tak – czarny charakter się zaśmiał. - Wracając: widziałem wasze śmieszne życie i wiele, wiele sekretów! - ponownie się zaśmiał. - A teraz chcę pokazać innym, jak bardzo jesteście zepsuci.
Sherlockowi na serio zaczęło się to nie podobać, i chyba musiał to pokazać na twarzy, bo jego wróg ponownie się do niego zwrócił:
Biedny Sherlock! Z was będę miał prawdziwy ubaw! - w jednej chwili stał się poważny. - Przejdziecie coś w rodzaju escape roomu. 10 pokoi, 10 sekretów, 3 osoby! - zaczął chichotać. - Jak to przejdziecie, to dam wam spokój, i możecie sobie wyjść jak gdyby nic!
Skąd mamy niby pewność? - zapytał rząd brytyjski.
Nie macie! A teraz zasady: nie możecie nie wykonać zadania, ani oszukiwać, bo któreś z was umrze. Przy szczęściu wyjdziecie cali i zdrowi. Świetnie! - zaklasakał. - Zaczynamy zabawę! - z tym akcentem wyszedł z pokoju, w którym nagle zgasły światła...
Hejka! Nie mogłam się powstrzymać, żeby dzisiaj nie dodać tego. Jak leci? Lepiej? W następnych rozdziałach trochę braterskiej miłości i zagubionego Johna, w nawiązaniu do sezonu 4. Paaa... :)
