John zauważył, że nie było ich w tamtym pokoju. Znajdowali się teraz na łące, przed nimi wznosiła się murowana, ogromna twierdza. Doktor domyślał się, że to tam Sherlock trzyma wspomnienia i wiadomości.

Co teraz? - zapytał on.

Młody Holmes siadł na trawie i odpowiedział:

Wpuściłem was. Tego chciał. Chyba czekamy.

Nie. On chciał, abyś coś rozwiązał, poprawił go rozglądający się na boki Mycroft. - Ale co? Bo pistolet już dawno rozgryźliśmy.

Przed trójką pojawiła się zapisująca się kartka. Watson zerknął na nią ciekawie. Jego przyjaciel wstał i podniósł kartkę:

Chyba coś mówią – kiedy pismo się zatrzymało, zaczął ją cicho czytać.

Jak skończył, podał ją towarzyszom. Było tam napisane:

Szanowni goście.

Wasz przyjaciel ma bez waszej pomocy, rozwiązać zagadkę przedmiotu, który za chwilę zobaczycie.

Pozdrowienia.

Kartka zawierała tylko tyle tekstu. John podał ją starszemu Holmesowi, który zaczął studiować zapisane na niej słowa. Po chwili zwinął ją i wsadził do kieszeni.

To co? Gdzie ten przedmiot? - zapytał niebo zniecierpliwiony już Sherlock.

W tej samej chwili przed rządem pojawił się przedmiot, przypominający sejf, ale bez kluczyka, nadszarpnięty zębem czasu. Odwrócony od brata konsulant niczego nie zauważył i nadal wygrażał niebu.

Chyba tutaj – powiadomił braciszka starszy, wskazując na to nieodłącznym parasolem.

Jak u licha, on dostał tu parasol? - zastanawiał się John. - No cóż, w końcu to Holmsowie!

Przyjaciel doktora zdziwił się, podbiegając do … tego, czymkolwiek to było. Nie było to to, co oczekiwał. Cała trójka tak przez chwilę stała, zanim najmłodszy wyszeptał:

Nie wiem, co to jest.

On chyba coś wspomniał o wspomnieniach – zauważył Watson.

Ciężkie to? - zapytał Mycrofta Sherlock

Nie za bardzo. Tam idziemy? - wskazał na pałac.

Tak, załatwmy to.

Mycroft wziął więc to coś i ruszyli w stronę domu.

W środku budynek jakby się rozszerzył. Po wejściu znaleźli się w korytarzu. Po obu jego stronach, jak okiem sięgnąć, znajdowały się drzwi. Każde miały plakietkę. Dwójka ruszyła za Sherlockiem.

John rozglądał się wokół siebie: dla niego wszystko było nowością. Minęli drzwi z napisem: dzieciństwo, szkoła, ciemno (tu Watson zastanawiał się, o co chodzi), Rudobrody, i wiele, wiele innych. Przystaneli przed drzwiami 221b - sprawy starocie. Holmesowie zdecydowanie weszli do środka, ale Doktor stał przez chwile, nie wiedząc, co robić.

Chodźże tu! - usłyszał głos i w końcu wszedł.

Znaleźli się w pustym pokoju. Po namyśle... nie całkiem. W powietrzu latały jakby hologramy, odtwarzające różne wydarzenia. Mieszkańcy Baker Street dostrzegali różne, znane sobie sprawy.

Mycroft postawił skrzynię i niezdziwiony widokiem, zapytał:

I co? Twoja pamięć ma coś pomóc? - jego brat nie zwrócił na to uwagi – był zajęty katalogowaniem wideo.

Nie wiem. John, pamiętasz to coś? - geniusz zapytał.

Nie przypominam sobie – przyjaciel obszedł dookoła przedmiot i zauważył jakby wgniecenia.

Umm... Zauważyliście to? - zapytał braci.

Nie. Tego wcześniej nie było. Na pewno! - zdziwił się detektyw. - Mycroft! Potrąciłeś ją? - zapytał.

Nie. Byłem ostrożny - na te słowa konsulant prychnął.

Ej! Patrzcie! - były żołnierz zwrócił uwagę na to, że skrzynia jakby się... otwierała?

Chyba twój mózg coś dostrzegł, czego ty nie – sprostował rząd.

Istotnie, po kilku minutach, metal ściągnięto ze skrzyni – ukazało się drewniane, rzeźbione pudełko. Wszyscy, oprócz nieświadomego starszego Holmesa, zbladli.

To to pudełko z trucizną? - zapytał Watson. - To ze sprawą doktora? (wiem, że tego nie zekranizowano w serialu, ale chodzi o sprawę z książki, kiedy Sherlock udaje chorego, aby zwabić złego naukowca. Dowodem jest otrzymane od niego pudełko z trucizną)

Obawiam się, że tak. Co mam z tym zrobić?

Przed nimi pojawiła się kolejna, już zapisana kartka:

Jest podobna, ale nie taka sama. Skąd pochodzi?

Cóż! - Sherlock wziął ją do ręki. - Inne wzory: skierowane w prawo, drewno z Macedonii: takie same, bez wylotu na trucizne, bez otwarcia – potrząsnął. - Ale grzechocze.

Kiedy to mówił, wokół niego pojawiały się informacje, układane we wzór. Widać było trójwymiarową skrzynkę i wszystkie o niej informacje, odtwarzane zostało dane wideo. A wszystko działo się w kilka sekund, tak, że ponad połowy John nie zarejestrował. Mycroft chyba miał podobnie, pomimo podobnego umysłu.

W końcu informacje się uporządkowały:

Skrzynka z Macedonii, zrobiona przez przemyconych Indian, ale nie w niewoli, prawdopodobnie w celu ukrycia kosztowności przy zmarłym, wyjęta z grobu trupa, mężczyzny, starszego, Indianina! - młodszy Holmes się uśmiechnął. - W środku jest naszyjnik, może żony, albo córki – potrząsnął ponownie. - Zdecydowanie żony, lat 30 – 40 – do hologramu doszły nowe dane.

Chwilę potem, John nie wiedział, co się dzieje. Był w fotelu, w tym głupim pokoju. Przecież przed chwilą był w głowie Sherlocka. Inni też byli trochę zszokowani.

Zszokowani? Przepraszam, ale leci czas. Nawiasem, super praca – przed nimi otworzyły się drzwi. - Zapraszam.

Blady Sherlock wstał i udał się do drzwi. Dwójka po namyśle poszła za nim.

Hejka! Wstawiam teraz, bo mi wypaliło bezpieczniki i nie było prądu, ni internetu. Sorki. Jak Korona – Wakacje? :)