Znaleźli się w tym samym pokoju, w którym przenieśli się do Pałacu Umysłu Sherlocka. Wszystko było takie samo, oprócz postawionego na stoliku laptopa.

Apple, podobny do tego Mycrofta, z dobrego sklepu, sprzedany nocą, przewieziony niezbyt daleko, bez walizki, w mniejszym samochodzie – wydedukował młodszy Holmes.

Kabriolet – Mycroft zdobył niewiele więcej.

Ależ proszę; siadajcie! - powiedział głos.

Niechętnie usiedli przed sprzętem. Watson siedział najbardziej w cieniu, Mycroft tuż pod lampą, a Sherlock znalazł się w środku.

W komputerze była już otwarta jakaś aplikacja.

Andlyube? - zastanawiał się detektyw

Ebuy Ldna – handlarz. Fałszywe nazwisko – doszedł do wniosku brat.

Czas na seans! - zawołał głos. Zgasły światła, a aplikacja została powołana do życia.

Zaczęło się od czarno – białego widoku żołnierzy.

Mundury: Afganistan. John – Afganistan. Wojna. PTSD – przyjaciel doktora westchnął z irytacją. Odczuł niezbyt zaskoczone spojrzenie braciszka. Każdego już to denerwowało.

Z minuty na minutę robiło się coraz gorzej. Ekran pokazywał najstraszniejsze momenty wojny. I nie, nie chodzi tu o siedzenie za biurkiem i użeranie się z idiotami. Chociaż to też musi być koszmar. Tu pokazywano wybuchy granatów, rozczłonkowane ciała i serie z karabinów i czołgów. Obaj Holmsowie martwili się o lekarza. Coraz mocniej ściskał podłokietniki.

Dla Johna Watsona to wspomnienie uderzyło za blisko domu. Wcześniej miał PTSD. Teraz, patrząc na te obrazy i zdjęcia, powracał ból. Jakby od nowa czuł ranę w nodze, nogę martwego kolegi, utrudniająca oddychanie. Nie mógł oddychać. Słyszał powracające głosy...

A potem Sherlock złapał jego rękę. Nie widział jego wyrazu twarzy, ale musiał się martwić. I wszystko ucichło. Powróciły wspomnienia wieczorów na Baker Street 221b, nieprzespanych nocy, odwiedzin nadopiekuńczego brata, wyciągania przyjaciela z ulic nad ranem, wizyt Lestrade'a, euforii Sherlocka... Eksperymenty, po których nie można było niczego domyć. Pani Hudson, wypominająca, że nie jest gospodynią. Przypominający wydrę wyraz twarzy zamyślonego konsultanta. Wyjaśnienia spraw. John'owi lepiej się oddychało.

Wdech. Głowy w lodówce. Wydech. Szachy pod łóżkiem. Wdech. Pisanie bloga. Wydech. Tłumaczenie towarzyszowi Internetu.

Ponownie spojrzała na ekran. Martwi żołnierze. Śmierć.

„- Widziałem wiele śmierci.

Chcesz zobaczyć jeszcze więcej?

Boże, tak."

Uśmiechnął się.

Z kolei Jim Moriarty nie był tak radosny, jak jego ofiara. Drugi jego fortel nie wypalił. Przeklęty sentyment! No cóż, ale i to wkrótce przeminie. Sherlock i jego przyjaciele pobili pionki, ale miał drugą linię. Gra się dopiero zaczynała!

Po chwili wideo się wyłączyło. Przerwało w połowie ujęcia, więc porywacz zatrzymał je celowo. Watson się uśmiechnął. Drugi król pobity asem.

Zapraszam dalej! To nie koniec trasy! - zabrzmiał Moriarty.

Wiem, że strasznie krótkie, nie bijcie! Tę scenę nie miałam jak rozbudować. W następnym braciom Holmes się oberwie za denerwowanie złoczyńcy!

Jak Korona time? W Polsce zniesiono maseczki. Widziałam, że czytają to ludzie z całego świata. Piszcie, jak u Was.