Weszli do sali z ekranem kinowym i trzema rodu z kina fotelami.

A tym razem co? Alladyna nam puścisz? - zapytał John.

Nie, nie, nie! To jest nuda! Takie historie są nieraz w życiu. Siadajcie! - odpowiedział głos.

Która godzina? - zapytał szeptem Mycrofta brat.

Już 12 po południu.

Do jutra tu będziemy siedzieć? - rząd zapytał na głos.

Zależy jak wam pójdzie. Ale koniec gadania! Czas na seans! - Moriarty robił sobie z tego niezłą zabawę.

Usiedli na fotelach, chcą zakończyć ten koszmar. Szczególnie detektyw, który w ciągu kilku godzin zdążył dużo przeżyć. Mycroft martwił się o niego, bo miał świadomość, że nic nie będzie takie samo. Miał nadzieję, że zaufa mu, ale jeśli nawet nie, że jego przyjaciel mu pomoże.

Zgasły światła i pojawiła się kolorowa klatka.

Czy to... nasz dom? - zapytał Watson, mając na myśli 221b.

Po co pokazują wasz dom? - pytaniem zapytał starszy Holmes. Detektyw – konsulant zbladł.

Pokazano drzwi z napisem 221b. Kamera weszła po środka. Dotarli do schodów, jak zmienił się na kamerę umieszczoną naprzeciwko kłócącej się dwójki przyjaciół.

Haj! To my! - potrząsnął doktorem młodszy Holmes.

Widzę, widzę. Nie chcę widzieć.

Sądząc po ledwo zrozumiałych zwrotach, Sherlock oskarżał się o zabicie dziewczyny i winił Watsona, że wcześniej tam nie pojechali. On musiał bronić siebie i podejmował próbę argumentowania złemu koledze, że nic nie mogli zrobić. Ten trzasnął drzwiami i wyszedł.

John usiadł na swoim fotelu i złapał się za głowę. Następnie szybko wstał, podniósł czaszkę i wyciągnął trzy paczki papierosów.

Wiedziałem! - zawołał Sherlock w życiu

Nie, nie wiedziałeś. Wziąłbyś to – uświadomił jego brat.

Samokontrolę jako taką mam – odparował.

Na nagraniu wrzucono je w ogień, a sprawca wyszedł.

Aha – tym razem tylko taki komentarz otrzymali.

W tym czasie Sherlock poszedł do łazienki i zabarykadował drzwi.

A teraz Sherly wychodzi – po drugiej stronie, nie od której weszli, otwarły się drzwi z korytarzem.

Dlaczego? - zapytał.

Idź – więc on to zrobił.

Co ty robisz? - zapytał John, ale jego współlokator już zniknął, a przejście się zamknęło.

Doktor spojrzał na rząd. Ten wzruszył ramionami. Spojrzeli na ekran.

Tam Sherlock wyciągnął z szafki żyletkę i usiadł w kącie. Przyglądał się błyszczącemu przedmiotowi. Odciągnął sweter od ramienia.

Obu widzom zrobiło się niedobrze. Była to siatka skaleczeń, jakby ktoś chciał zrobić mini wzór z koca.

Bracie, co ty zrobiłeś? Mogłem ci pomóc. Masz mnie, Johna, Lestrade. Czemu nic nie powiesz? - wypominał Holmes.

Jestem doktorem. Powinienem rozpoznać sygnały! - pluł sobie w brodę John.

Sherlock dodał do tego kolejne skaleczenia. Nie za bardzo płytkie. Skończył, kiedy usłyszał trzask drzwi. Zabandażował i odkaził ramię, założył uśmiech i wyszedł jakby nigdy nic.

To wszystko działo się pod moim nosem, nic nie wiedziałem... - zawodził Watson.

Wiecie, to nie pierwsze, i nie ostatnie! Ale wypuszczę was! Iść! - zawołał głos, otwierając ten sam korytarz, gdzie poszedł ich przyjaciel. Poszli.

Sherlock poszedł ciemnym korytarzem. Nie wiedział, ile tak wędrował. Nagle zobaczył przed sobą oświetlony pokój.

Siadaj – powiedział dziwnie uprzejmie głos. - Widzisz to, co się dzieje w sali. Pomyślałem, że nie chcesz tego przeżywać.

Sherlock oglądał reakcje innych.

Dlaczego się przejmujecie? - pomimo całego geniuszu nie miał odpowiedzi na to pytanie.

Kiedy weszli do tunelu, rozsiadł się na podłodze i zamknął oczy. Najpierw uporządkuje myśli...

John idąc korytarzem martwił się o przyjaciela. Co mogło mu się stać przez ten czas?! Jak doszli do pokoju, poczuł rozlewającą się ulgę. Sherlock spokojnie siedział. Już miał dać tyradę, ale Mycroft pokazał mu, aby był cicho. Najwyraźniej jego brat był w Pałacu Umysłu i nierozsądnie byłoby go teraz budzić. Usiedli więc naprzeciwko niego.

Sherlock był w Pałacu 15 minut (według zegarka rządu). Kiedy skończył, powoli otwarł oczy i się rozejrzał.

Kiedy przyszliście? - zapytał zdezorientowany.

Jak spałeś – odpowiedział jego brat.

Oki. Więc co teraz?

Idziecie na ostatnie wyzwanie – odpowiadający Jim zachichotał. - Jak to pięknie brzmi!

Mnie ta nazwa nie przekonuje – wymruczał Watson.

Chodźcie, chodźcie – Moriarty otworzył dla nich przejście i zaczął lekko śpiewać, w czym nie był najlepszy.

Ruszyli przed siebie w nowe zadanie.

Heja! Tak trochę rozdzieliłam ich. Chciałam dać więcej obrazów, ale siatka na ręce powinna im to uświadomić. Jeszcze planuję 3 rozdziały i koniec!