W skrzydle szpitalnym znajdowała się teraz dwójka uczniów. James Potter leżał wykończony i osłabiony przez trening quidditcha, na którym naprawdę przesadził. Dostał on od kadry nauczycielskiej ogromną reprymendę na temat ćwiczeń podczas burzy, które on określał jako „przygotowanie się na każdą możliwą możliwość". Jednak każdy wiedział, że próbował odreagować stres.
Za to w drugiej części sali, za parawanem znajdowała się dziewczyna. Nieznana nikomu w tej szkole, nikt nie wiedział o niej nic. Na błoniach znalazła ją grupka ślizgonów. Zauważyli parszywy napis na jej ręce, ale mimo to postanowili jej pomóc. Rabastan zaniósł ją do skrzydła, a potem poinformował Profesor Mcgonagall.
Albus wszedł gwałtownie do sali, panujący tam półmrok zakłócił mu pole widzenia, jednak dojrzał zasłonę w rogu sali. Przemknął cicho w tamtym kierunku. James wylegujący się na łóżku, postanowił udawać że śpi. Z nadzieją, że może czegoś się dowie, przekręcił się na drugi bok. Dumbledore przyglądał się jej uważnie, płytkie, liczne, rany, twarz nadal lekko umorusana sadzą twarz i parszywa blizna na przedramieniu.
-Poppy, wiadomo kiedy się obudzi? - zapytał dobrotliwie dyrektor.
-Powinna się obudzić w przeciągu kilku godzin - pielęgniarka odgarnęła nastolatce włosy z twarzy - ta biedna dziewczyna musiała bardzo dużo przejść.
-Mogła uczestniczyć w zamieszkach. Dobrze wiecie, przecież Sami-Wiecie-Kto rośnie w siłę. - powiedziała Minewra pojawiając się z nikąd. Zdezorientowany, tym nagłym zjawieniem się kobiety, Albus podskoczył.
-Mincia, gdzieś ty się podziewała? - Dumbledore spojrzał na nią przelotnie - Przecież szłaś tu przedemną.
-Nie nazywaj mnie „Mincia" - prychnęła - Udałam się żeby porozmawiać ze Ślizgonami. - James słysząc to zdezorientował się.
-Co u licha oni mają do tej dziewczyny? - zapytała pani Pomfrey.
-Pomogli jej Poppy. Rabastan nakłonił swoich kolegów do pomocny. - Mcgonagall spojrzała na zamyślonego Albusa - Słuchałeś mnie w ogóle?
Starzec nie odpowiedział. Przyglądał się bardzo dokładnie leżącej dziewczynie. Przyszedł mu do głowy pomysł, jednak z jednej strony był bardzo nieetyczny.
Właśnie w takich chwilach Aslan był mu najbardziej potrzebny. Lew był filozoficzną częścią tria, Mcgonagall logiczną, a on dobrotliwą. Większość ludzi uważała, że on w każdym widzi dobro. W Minewrze widzieli wieczne opanowanie i spokój, a w Aslanie filozofa, osobę myśląca trzeźwo dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Tymczasem Jamesa Pottera znowu zapiekła ręką i syknął głośno. Pani Pomfrey podbiegła do niego natychmiast i przyłożyła zimny okład.
Momentami inicjały na ręce dosłownie paliły. Chłopak pierwszy od stuleci miał tę przypadłość, bratnie duszę zniknęły na przełomie IX-X wieku. Najstarsze portrety w hogwarcie kręciły głową ze zrezygnowaniem. James odczuwał ból i tęsknotę za osobą kryjąca się pod inicjałami H.J.G. Nikt nie wiedział jak zaradzić temu problemowi, jednak pielęgniarka zauważyła, że odkąd do skrzydła szpitalnego wniesiono tą dziewczynę, zszedł obrzęk z tych literek. Pani Pomfrey sprawdzała wcześniej nadgarstki tej dziewczyny i były puste, więc uznała, że to po prostu dobre działanie eliksirów.
James skonsultował się z pielęgniarką i chciał już opuszczać skrzydło szpitalne, jednak usłyszał krzyk i przystanął w drzwiach.
-Gdzie ja jestem?! O co tu chodzi?! Czy ja nie żyje?! - obrócił się i zobaczył zdezorientowaną brunetkę. Siedziała na łóżku spoglądając na wszystkich z niepokojem, kiedy patrzyła na profesora Dumbledora w jej oczach było widoczne zdumienie.
Bruntenka była bardzo roztrzęsiona.
W jej rzeczywistości Dyrektor Hogwartu już był martwy. Jej nauczycielka transmutacji wyglądała tutaj jak po sporej dawce eliksiru odmładzającego, nie wspominając już pani Pomfrey.
-Niech się Pani uspokoi - dyrektor zbliżał się do niej powoli - Jak się nazywasz, jaki jest dzisiaj dzień?
-Jestem Hermiona Granger i dzisiaj powinien być szesnasty kwietnia 1998 - wyjrzała za okno i zobaczyła lekki puch - Ale teraz wiem, że raczej nie jest.
-Panno Granger jest trzydziesty marca 1978 roku - wzrok Hermiony spoczął na chłopaku stojącym w drzwiach i odleciała. Zobaczyła Jamesa Pottera, ojca jej przyjaciela, jednego z huncwotów, który, co najważniejsze, był żywy.
Zaintrygowany James dotknął swojego nadgarstka. Hermiona Granger. Pierwsza rzecz jaka mu przyszła do głowy, to to czy nie mogłaby być jego bratnią duszą. Potter jednak po chwili uświadomił sobie, że tak jak mu powiedziano, jego szanse na spotkanie bratniej duszy są prawie zerowe. Nie wiedział jednak dlaczego.
