Tytuł oryginału: The Color of Christmas Autor oryginału: Carbon Dated Autor tłumaczenia: BlueGiraffeBook (wattpad + /story/251592391-t-kolor-dramione)
T/N: Cała historia to zaledwie pięć krótkich rozdziałów, mam nadzieję, że wam się spodoba.
20 grudnia
- Ha! Spójrzcie na to, szlama dostała prezent. – Malfoy zbliżył się i porwał ze stołu przede mną małe, zielone pudełko owinięte czerwoną wstążką. – Założę się, że sama go sobie kupiła.
Spokojnie unioszłam głowę znad strony Niesamowitych lecznicych właściwości Gizzlefruit, aby zobaczyć Malfoya stojącego nade mną ze swoimi dwoma osiłkami. Przerzucał pudełko między rękami, a na jego twarzy malował się złośliwy uśmieszek. Westchnęłam i wywróciłam oczami.
- Oddaj to, Malfoy – powiedziałam, dobrze wiedząc, że tego nie zrobi.
Malfoy złapał paczkę i przybliżył ją do twarzy.
- Albo wyciągnętaś ją z kosza na śmieci, gdzie mieszkasz.
- W takim razie nie rozumiem, dlaczego dobrowolnie ją trzymasz – odparłam niewzruszona, nie przejmując się nim zbytnio. Paczka była prezentem od mojej mamy, który otrzymałam dziś rano. Chciałam otworzyć go w Boże Narodzenie z innymi, ale Malfoy nie zrozumiałby tego. Śmiałby się i wymyślał kolejne obelgi pod adresem mojej mamy, kpiąc z mojego statusu krwi. Nie, najlepiej po prostu go zignorować.
Usta Malfoya wykrzywiły się, wyraźnie zirytowane moim brakiem odpowiedzi.
- Może muszę zademonstrować, co należy robić ze śmieciami. – Uniósł różdżkę i wycelował nią w prezent.
- Malfoy – syknęłam, coraz mniej opanowana. Uniosłam własną różdżkę, powoli wstając z krzesła. To nie Crabbe i Goyle byli problemem. Malfoy nie stanowiłby żadnego zagrożenia, gdyby nie jego ojcie, który nie spocząłby, dopóki nie zostałabym wydalona za zaakakowanie jego syna. Mimo tego wyraźnie spiął się pod wpływem mojego ruchu.
Nie miałam zamiaru używać różdżki, ale teraz, kiedy ją wyjęłam, moje intecje stały się jasne: zniszcz to, a zniszczę ciebie. Crabbe i Goyle cofnęli się o krok, kiedy ustawiłam się w bardziej ofensywnej pozycji.
Malfoy rzucił pudełko z powrotem na stół.
- Na to nie warto nawet marnować magii – zadriwił, wycofując się z biblioteki ze swoimi osiłkami.
Westchnęłam, czekając, aż znikną z pola widzenia, po czym odłożyłam prezent i wróciłam do czytania. Zapowiadały się długie święta.
