23 grudnia

- Boża. Nie robisz niczego poza czytaniem? – Malfoy wślizgnął się na krzesło naprzeciw mojego i wyrwał mi z rąk Na straży: Sztuka pojedynków czarodziejów.

Skrzyżowałam ramiona na piersi i spojrzałam na Malfoya, który oglądał moją lekturę.

- Nie masz nic lepszego do roboty? Wczoraj był taki przyjemny dzień. – Nie widziałam Malfoya i jego kumpli od czasu naszej rozmowy dwa dni temu, oczywiście z wyjątkiem posiłków. Mogłam spokojnie czytać.

- Nękanie cię jest jedyną ciekawą rzeczą w spędzaniu tu świąt. – Przewrócił stronę. Jeśli ja mam być nieszczęśliwy, to ty też.

Mój wzrok skierował się na Malfoya, który kontynuował przeglądanie książki. Normalnie nie przepuściłby okazji do wyzywania i poniżania mnie, ale dziś wydawał się nawet zadowolony, siedząc na krześle naprzeciw mnie.

- Dzisiaj nie będzie obelg i wymachiwania różdżką? Bez towarzystwa nie jesteś taki odważny?

Malfoy zignorował mnie, zamiast tego komentując książkę.

- Jest całkiem interesująca.

- Musisz się nudzić – powiedziałam, bardzo dobrze wiedząc, że książka jest w istocie interesująca. Czytałam ją już na drugim roku, aby zaimponować Lockhartowi, kiedy prowadził Klub Pojedynków. Wzięłam ją, aby przygotować się do pracy w drugim semestrze, ale tego Malfoy nie musiał wiedzieć.

- Jesteś bardziej zabawna niż ci dwaj kretyni. – Uniósł wzrok, aby spojrzeć na mnie znad książki. – Chociaż poprzeczka jest dość nisko.

Uniosłam brew, utrzymując skrzyżowane ręce i oparłam się o krzesło.

- Wydaje mi się, że nawet nie lubisz swoich przyjaciół.

Książka uderzyła o stół, gdy Malfoy w końcu ją odłożył. Zaśmiał się.

- Nie musiałaś spędzać z nimi czasu, tłumacząc im podstawy warzenia eliksirów. – Pochylił się do przodu. – Oni ledwie potrafią odróżnić kierunek zgodn z ruchem wskazówek zegara od przeciwnego.

Przez chwilę się w niego wpatrywałam. Byłam przyzwyczajona do uszczypliwości, którymi mnie raczył, ale w tym przypadku było jakoś inaczej. Na jego twarzy nie było złośliwego uśmieszku, żadnego grymasu. To mnie zdezorientowało. Obelgi wymierzone w jego przyjaciół były o wiele bardziej naturalne niż te, które rzucał we mnie.

- To nie może być prawda – powiedziałam, wciąż się na niego gapiąc. Sięgnęłam po książkę, ale kiedy moje palce musnęły okładkę, Malfoy odsunął ją ode mnie. Uniósł brwi i odchylił się na krześle, jednocześnie układając skrzyżowane w kostkach nogi na blacie stołu.

Otworzył lekturę ponownie i odwrócił wzrok.

- Myślę, że ja znam ich znacznie lepiej, niz ty.

- Gdzie oni właściwie sa? – Malfoy nie odpowiedział. Jego wzrok znowu przesuwał się po tekście. Siedzieliśmy przez kilka chwil w milczeniu, zanim zdałam sobie sprawę z faktu, że wciąż na niego patrzę. Szybko wstałam od stołu, podnosząc torbę i wyszłam z biblioteki, zastanawiając się nad naszą nawet przyjemną interakcją.