Wigilia
- Bawią się swoimi prezentami. Dałem im je wcześniej, żeby ich rozproszyć. – Malfoy podszedł do mojego stolika, opadł na krzesło naprzeciw mnie i oparł stopy na blacie. – Potrzebowałem trochę ciszy i spokoju.
Po ich braku – i naszej wczorajszej rozmowie – było jasne, o kim mówił. Crabbe'a i Goyle'a znowu nie było.
- Więc zdecydowałeś się mnie poszukać, aby mieć trochę ciszy i spokoju?
Malfoy nie odpowiedział. Wydawał się mieć zwyczaj świadomego ignorowania moich pytań. Chociaż właściwie już na jedno odpowiedział zamiast powitania, szkoda tylko, że dzień za późno. Dziś korzystałam z nieobecności Umbridge i kontynuowałam zgłębianie sztuki pojedynków. Skoncentrowanie się było dość trudne, ponieważ spodziewałam się, że Ślizgoni mogą przyjść w każdej chwili. Przynajmniej miałabym potwierdzenie, że nasza wczorajsza rozmowa odbyła się jedynie w mojej wyobraźni.
Siedział wygodnie, w tej samej pozycji, w której go wczoraj zostawiłam i oglądał paznokcie. Kręcąc głową, wróciłam do nauki, mając nadzieję, że w końcu uda mi się coś zrobić w tej ciszy i spokuju, dla której się tu znalazł.
- Czy to książka z wczoraj?
- Malfoy – westchnęłam z irytacją, przesuwając książkę, aby lepiej go widzieć. Tak, to była ta sama książka. Malfoy zostawił ją wczoraj, więc zabrałam ją, aby skończyć czytać. – Jeśli też chcesz poczytać, po prostu powiedz.
Przerwał przefląd paznokci i odpowiedział nonszalancko.
- Dlaczego, do licha, miałbym tego chcieć?
Przewróciłam oczami.
- Ponieważ nudzi ci się i wydajesz się bardzo zainteresowany tym konkretnym stołem i moją książką.
Kiedy zobaczyłam, jak lekko oblizuje usta, wiedziałam, że to jego duma powstrzymuje go przez zadaniem tego pytania i nie wiem dlaczego, może to duch Świąt Bożego Narodzenia, ale rzuciłam Na straży: Sztuka pojedynków czarodziejów na stół.
- Masz.
Malfoy skrzyżował ramiona i spojrzał na książkę, a potem na mnie.
- Merlinie, jesteś taki uparty. Po prostu weź to – podsunęłam lekturę bliżej – i nie odzywaj się, bo mnie to rozprasza.
Pochyliłam się, żeby wyciągnąć z torby inny tytuł. Najwyraźniej ten miał być chwilowo niedostępny, chyba że Malfoy jednak nie zdecyduje się go czytać. Odłożyłam mały stosik na stolik, kiedy jednak wziął tom z blatu.
- Dobra. Pod warunkiem, że obiecasz, że nigdy więcej nie założysz... tego czegoś.
- Czego? – Malfoy wskazał w odpowiedzi na swój tors. – Świąteczny sweter? Nie przesadzasz?
Malfoy wskazał na mnie książką dla podkreślenia własnych słów.
- Nie. Przesadą było celowanie we mnie różdżką za niewinny żart.
- Najpierw ty wyjąłaś swoją i chciałeś zniszczyć mój prezent. Nie nazwałabym tego niewinnym – zadrwiłam.
Malfoy machnął ręką, jakby ignorując to, co powiedziałam.
- To była tylko zabawa. Crabbe i Goyle ją lubią.
- Czy próbujeszi mi powiedzieć, że zrobiłeś ten cały pokaz dla nich? – To było kolejne pytanie, które rażąco zignorował. Zmienił pozycję na wygodniejszą i otworzył książkę, aby zacząć czytać. Nie wydawało się prawdopodobne, że otrzymam na nie odpowiedź jeszcze dziś.
Może to był jego sposób na potwierdzenie, a może nie był do końca pewien, jak odpowiedzieć lub najprawdopodobniej po prostu nie chciał mi dać satysfakcji. Nie przyszedł z zamiarem obrażania mnie ani grożenia mi. Kiedy był bez swoich osiłków, nawet nie nazywał mnie szlamą.
Sapnęłam, siegając po nową książkę ze stosu, a on spojrzał na mnie znad swojej.
Spędziliśmy w ten sposób popołudnie. Od czasu do czasu Malfoy przerywał, żeby skomentować jakiś fragment, a kilka razy nawet zapytał mnie, co o tym sądzę. Nie spodziewałam się tak spokojnego dnia.
Przekonałam się, że Malfoy był całkiem znośny, kiedy w końcu na czymś się skupił i przestał narzekać na towarzystwo czy mój wybór ubrania. Jakby to była moja wina, że dołączył do mnie, zamiast siedzieć w pokoju wspólnym, grając w eksplodującego durnia z Crabbem i Goylem. Nasze porozumienie zostało przerwane po kolacji. Malfoy wyszedł z Sali pierwszy i nie wrócił do biblioteki.
