Minerwa McGonagall z udawanym spokojem popijała herbatę w salonie swoich apartamentów. Naprzeciw niej, na kanapie siedzieli Poppy i Alastor, każde z szklanką Ognistej Whiskey. Poza nimi, obecny był również Albus, siedzący obok w fotelu, starannie ukrywający swoją chorą rękę przed jej wzrokiem.
Nadal nie znała szczegółów klątwy, która go tak paskudnie urządziła. W pierwszej chwili wydawało jej się, że to musi być coś poważnego, coś rzutującego na cały organizm. I mimo że Albus był poważnie osłabiony, a większość nieskomplikowanych czynności zaczął wykonywać lewą ręką, ona czuła ulgę, mając w pamięci słowa Severusa, że to nie jest śmiertelne. Przynajmniej częściową ulgę – nadal denerwował ją fakt, że przyjaciel bez koniecznych środków ostrożności sięgnął po pierścień. Czy gdyby ten przedmiot nie miał związku z Grindelwaldem, Albus byłby ostrożniejszy?
- Scrimgeour'owi nie podoba się moja niezależność. Trudno mu wytłumaczyć, że formalnie jestem na emeryturze – i tak chciałby nieustannie wiedzieć, gdzie się znajduję i co robię. – odezwał się Moody.
Minerwa z rozbawieniem obserwowała próby Alastora i Poppy w zachowywaniu pozorów przed Albusem. Ona sama podejrzewała, że dyrektor wiedział już o uczuciu łączącym tych dwojga od dawna, ale z czystej uprzejmości udawał, że o niczym nie wie.
- Rufus mało komu ufa, co zresztą mnie nie dziwi. Na pewno jednak lepiej radzi sobie z sytuacją niż Korneliusz. Obawiam się jedynie, że będzie próbował wpływać na Harry'ego. Chłopiec, Który Przeżył, popierający ministerstwo – to dałoby mu większe poparcie i podniosło morale. – zauważył roztropnie Dumbledore.
Minerwa kiwnęła głową – ministerstwo zawsze tego szukało – kogoś niezorientowanego w meandrach polityki, jednak cieszącego się popularnością, kto poparłby nawet najbardziej idiotyczne koncepcje. Czasem nawet wybitni czarodzieje zgadzali się na taką współpracę – często nie pozostawiano im wyboru. Ona sama zastanawiała się, ile czasu upłynie, aż minister zgłosi się do niej z zapytaniem o jej relacje z Voldemortem. Albus rzucił jej pełne troski spojrzenie – jakby wiedział, o czym myślała i powiedział:
- Nie pozwolę, by Scrimgeour wykorzystał Harry'ego albo Zakon. Zresztą Rufus wie, że największym błędem Knota było niesłuchanie moich rad – on nie popełni tego błędu.
Obecni z powagą pokiwali głowami. Minerwa wiedziała, że te słowa to coś więcej, to deklaracja ochrony, zarówno Pottera, jak i jej. Tak długo, jak Albus…, nie, nie powinna tak myśleć.
- Jak zamierzasz przetransportować Pottera na King's Cross? – zapytał Moody. Minerwa z zainteresowaniem obserwowała Albusa.
- Harry ostatnie dni wakacji spędzi w Norze – myślę, że zarówno Artur, jak i ministerstwo przystaną na takie rozwiązanie. Z nimi uda się na ulicę Pokątną – wątpię, by Voldemort zdecydował się na atak. Potem oni odeskortują go na peron dziewięć i trzy czwarte. – zdecydował dyrektor. Minerwa ze zdumieniem uniosła brwi- Albus nic jej o tym nie wspominał. I mimo jego zapewnienia, że Harry z Weasley'ami będzie bezpieczny, ona już zaczynała się martwić.
- A jak dostanie się do Nory? – spytała rozsądnie Poppy.
- Osobiście odbiorę go od wujostwa. Po drodze może uda nam się przekonać pewną osobę do przyjęcia posady nauczyciela. – odpowiedział enigmatycznie Dumbledore.
Brwi Minerwy powędrowały jeszcze wyżej. Albus osobiście chciał odebrać Harry'ego? Czy on zdawał sobie sprawę, jak okropnymi mugolami byli państwo Dursley? I kogo, u licha, miał przekonać razem z Potterem?
- Kto? – spytała, wbijając intensywne spojrzenie w przyjaciela.
- Znasz go doskonale, moja droga. Pewnie ucieszy się, mogąc znów odnowić z tobą kontakt – w końcu swego czasu miałaś być najjaśniejszym klejnotem w jego kolekcji. – rzekł Albus z delikatnym uśmiechem. Minerwa nic z tego nie rozumiała. Znała go? Odnowić kontakt? Kolekcja?
- Dumbledore, nie czas na zagadki. – Moody się zniecierpliwił. W głowie Minerwy zaczęło zaś rodzić się pewne podejrzenie.
- Wy też zapewne go pamiętacie. No bo któż by nie pamiętał naszego drogiego, poczciwego, Horacy'ego Slughorna. – odpowiedział Dumbledore, rozkładając ręce, jakby prezentował jakąś sztuczkę, co w oczach Minerwy wyglądało okropnie, zważywszy na fakt, że jedna z jego rąk była jakby uschnięta.
- Slughorn? !- wykrzyknął Moody z niedowierzaniem – nigdy nie przepadał za Horacym i jego słabości do sławnych uczniów.
- Przecież on uczył eliksirów!- zauważyła przytomnie Poppy.
Minerwa milczała, czekając na wyjaśnienia.
- I właśnie w charakterze nauczyciela eliksirów chcę go zatrudnić. Może ma swoje… eee… przywary, ale jeśli chodzi o eliksiry, jego wiedza jest ogromna. – rzekł Albus.
- Co ze Snape'em? – błyskawicznie odparował Alastor.
- Severus zaś będzie nauczał obrony przed czarną magią.
- Nie! – tym razem Minerwa włączyła się w dyskusję. Migotanie w oczach Albusa zgasło prawie natychmiast.
- Minerwo, ufam Severusowi i wydawało mi się, że ty też przestałaś być do niego uprzedzona. – zaskakujące, jak w jednym zdaniu Albus zawarł zarówno rozczarowanie, jak i subtelną groźbę. Minerwa już wiedziała, że nic nie odwiedzie go od tego pomysłu.
- Przez tyle lat mu odmawiałeś… a teraz, gdy kluczowe jest, by nasi uczniowie umieli się obronić… Dlaczego to musi być Snape? Może ty mu ufasz, ale uczniowie na pewno nie. – mimo jego twardego spojrzenia, musiała spróbować, dla spokoju własnego sumienia.
- Nie widzisz tego, mój strategu? – Albus nieoczekiwanie uśmiechnął się łagodnie.
Minerwa wytężyła umysł. A potem zagryzła wargę – tak, to wszystko miało logiczne powiązania. Albus coraz ciaśniej oplatał ich swoją siecią wielkich planów- ale czyje dobro było celem tych planów? Odpowiedź nasunęła się sama - ,,większe dobro".
- Przez tyle lat mu odmawiałeś, odmówiłeś też Tomowi, zatem przyznanie mu tej posady teraz, będzie dla Voldemorta dowodem twojego nieograniczonego zaufania do Severusa. Tom uzna cię za głupca, ale nieświadomie będzie coraz więcej zdradzał Snape'owi. A Slughorn… potrzebuje ochrony, prawda? – Minerwa mówiła cicho, a kątem oka widziała szok na twarzy Poppy i niezadowolenie na obliczu Alastora.
- Bingo, Minerwo. Slughorn był zbyt blisko Voldemorta podczas jego pobytu w Hogwarcie. Wie rzeczy, które stanowią dla niego niebezpieczeństwo. Musimy mieć go na oku. – odpowiedział Albus niefrasobliwie.
Minerwa stłumiła drżenie dłoni. Wiedziała, że zarówno Alastor, jak i Poppy jej się przyglądają. Nie musiała używać legilimencji, by wiedzieć, o czym teraz myślą.
No bo jeśli Slughorn był zbyt blisko Voldemorta, to jak Albus określiłby relację Minerwy z Tomem?
Rozmowa już nie kleiła się. Poppy i Alastor uprzejmie posiedzieli jeszcze chwilę, ale widać było, że chcą w spokoju przedyskutować między sobą plany Albusa. Minerwa nie miała do nich żalu, gdy dość pośpiesznie opuścili jej komnaty. Gdy zamknęły się za nimi drzwi, Albus spojrzał na nią wyczekująco:
- No więc? Teraz będziesz robić mi wymówki czy postanowiłaś się na mnie obrazić? – głos czarodzieja brzmiał sztucznie, odpychająco.
- Dlaczego miałabym to robić? – spytała spokojnie Minerwa. Na widok zupełnie zdumionej miny Albusa ledwie powstrzymała chichot. Och tak, wystarczy że raz podważył jej strategiczny umysł. Teraz przejrzała jego grę.
- Nie powierzyłabyś Severusowi posady nauczyciela obrony przed czarną magią. – stwierdził Albus, znów nakładając na twarz spokojna maskę.
- Nie, ale przecież nie możemy się we wszystkim zgadzać. Za bardzo wierzę w twoją szlachetność, a poza tym, nie powinniśmy się kłócić. – rzekła Minerwa , zadowolona z siebie.
Albus spojrzał na nią w ten swój osobliwy sposób – zawsze, kiedy tak na nią patrzył, miała wrażenie, że jest rozdarty i jakby wyrzuca jej, że wszystko utrudnia. A jednak nie mogła pozwolić, by dalej odsuwał ją od siebie, by brał na własne ramiona cały ciężar.
- Chcę udzielać Harry'emu dodatkowych lekcji. – oznajmił nieoczekiwanie Albus, splatając chore palce ze zdrowymi.
Minerwa zmarszczyła brwi – jej pierwszym uczuciem była zazdrość – dodatkowe lekcje, tylko dla Harry'ego. Ona nigdy nie dostałaby takiej możliwości. Ona nie mogła w żaden sposób bliżej poznać chłopca, którego przysięgała chronić. A Albus jak gdyby nigdy nic postanowił go wyróżnić swoim cennym czasem, zaledwie dwa miesiące po roku ciągłego ignorowania Harry'ego. I w co chciał go wtajemniczać? W swoje wielkie plany pokonania Voldemorta, do których ani myślał dopuszczać jej?
- Czego chcesz go uczyć? – spytała bezpośrednio – miała już dość półsłówek.
- Chcę go przygotować na wypełnienie jego przeznaczenia. Musi wiedzieć o Voldemorcie jak najwięcej. – odpowiedział enigmatycznie czarodziej.
Nauczycielka transmutacji stłumiła burzącą się w żyłach krew. Przeznaczenie? Czemu Albus tak ślepo wierzył tej przepowiedni?!
Co więcej, pozostawała jeszcze jednak kwestia…
- Jak wiele z przeszłości Voldemorta zamierzasz mu zdradzić? – jej głos był cichy, napięty.
- Nic, co dotyczy ciebie, moja droga. Gdyby Harry wiedział… byłabyś w jeszcze większym niebezpieczeństwie. Nie, musisz grać swoją rolę do końca… po to, żeby pomóc mu w ostatecznej rozgrywce.
Minerwa kiwnęła głową, czując chwilową ulgę. Harry nie mógł się dowiedzieć – już nigdy nie spojrzałby na nią w ten sam sposób. Każdy kto wiedział, kto domyślał się… och Minerwa dobrze znała te współczujące, przestraszone spojrzenia, które potem zamieniały się w twarze wykrzywione odrazą.
Nagle trafiła ją okropna myśl – czy gdyby Albus wiedział, kim stanie się Tom Riddle, to czy on sam nadal patrzyłby na nią tak samo zaraz po balu?
Tak szybko, jak ta myśl się pojawiła, Minerwa przegnała ją. Albus od początku nie lubił Toma. Zawsze podejrzewał, że Riddle ma więcej wspólnego z Komnatą Tajemnic, niż Hagrid. A potem… jeśli domniemywał, że to Tom stał za śmiercią Marty Warren, to domyślał się, że z zdolnego zabić dziesięciolatka wyrośnie czarnoksiężnik. I jeszcze ta przepowiednia Kassandry… Albus domyślał się.
Tylko ona była tak głupia i naiwna, by zwieść się gładkim słowom i przystojnej twarzy.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Minerwa sztywno siedziała podczas uczty powitalnej. Mimowolnie marszczyła czoło, zmartwiona. Najpierw spóźnienie Hagrida – miała niejasne podejrzenie, że musiało to mieć związek z jego bratem, półolbrzymem. I mimo tolerancji, jaką żywiła do wielkiego przyjaciela, nie czuła się najlepiej z myślą, że gdzieś na terenie szkoły przebywa olbrzym. Nawet jeśli widziała już w zamku trola, bazyliszka i dementora.
Kolejnym powodem do zmartwienia była nieobecność Harry'ego. Chciała nawet iść go poszukać, zaraz po tym, jak skończyła prowadzić Ceremonię Przydziału, ale Albus powstrzymał ją spojrzeniem. Jego porozumiewawczy wzrok spoczął na pustym krześle Severusa, co jednakże wcale nie uspokoiło Minerwy.
Chwilę później wyczuła otwieranie głównej bramy. Razem z Albusem rzucili na zamek tyle zaklęć ochronnych, że wszystkie te bariery były jakby zrośnięte z ich umysłami. Niemniej jednak trudno było Minerwie zachować spokój, gdy wrota Wielkiej Sali otworzyły się, ukazując zawstydzonego Pottera. Jego twarz była czerwona od krwi. Minerwa instynktownie spojrzała na Poppy, która bezgłośnie rzekła ,,Miał złamany nos, ale ktoś go naprawił." Zastępczyni dyrektora pokiwała głową – już dawno nauczyła się czytać słowa Poppy z samego ruchu warg. Potter tymczasem zajął miejsce, a jego przyjaciele szybko uświadomili mu stan jego twarzy.
Hagrid entuzjastycznie pomachał do Harry'ego, o mało nie strącając łokciem kapelusza Minerwy. Odruchowo zacisnęła usta z dezaprobatą. Harry posłał jej jedno zaniepokojone spojrzenie, odpowiedziała niewzruszoną miną. Musiała grać. Musiała udawać. Zresztą robiła to już tak długo, że już dawno przestała pamiętać, jakim człowiekiem była bez tych wszystkich tajemnic.
,,Niewinnym." – podpowiedział złośliwy głosik w jej głowie.
Albus wstał, by wygłosić mowę. Uczniowie naturalnie nie przeoczyli jego poparzonej ręki – okrzyki zdumienia rozbrzmiały przy wszystkich stołach. Dyrektor szybko zakrył rękę rękawem ekstrawaganckiej szaty, jednocześnie zapewniając, że ,,nie ma się czym martwić." Minerwa rozpaczliwie chciała mu wierzyć. A jednak rozsądek podpowiadał jej, że niechęć dyrektora do bycia zbadanym przez Poppy, grymas na jego twarzy, za każdym razem, gdy musiał wykonać gwałtowniejszy ruch ręką i sama martwica, jakby postępująca w górę i ciemniejąca z każdym dniem, nie były objawami, które można by bagatelizować.
Nie mogła mieć pewności, że Albus powiedziałby jej, gdyby to było poważne. Coraz mniej rzeczy jej mówił – zapewne w naiwnym przekonaniu, że w ten sposób ją chroni. Już nie miała sił, by mieć o to do niego pretensje – w końcu ona od dekad ukrywała swoją niezdolność do normalnego, spokojnego snu.
Z rozmyślań wyrwał ją szmer zdziwionych głosów. Widząc opadającego na krzesło Horacego, Minerwa zrozumiała, że oto Albus przedstawił nowego nauczyciela eliksirów. Poczuła dziwne ukłucie dumy, gdy ogromna grupa uczniów gwałtownie zaprotestowała mianowaniu Severusa nauczycielem obrony przed czarną magią. Oczywiście, wiedziała, że Slughorn, jako jeden z nauczycieli całkowicie zauroczony Tomem, był w ogromnym niebezpieczeństwie. Nie miała nic przeciwko jego powrotowi do pracy, choć wiedziała, że ich relacje mogą się różnie układać – ona w końcu zawsze konsekwentnie odmawiała bycia częścią jego ,,kolekcji". Do tej pory jej stary profesor eliksirów jedynie przywitał się z nią oficjalnie, ale podejrzewała, że nie przypadkiem przybył w ostatniej chwili, ekspresem Londyn-Hogwart.
Nie, jej niechęć do tej roszady brała się raczej z instynktownej troski względem Severusa. Nauczyła się mu ufać, choć nie w taki sposób jak Dumbledore. Nie irytował jej już jego sposób bycia, wszystkie jego ślizgońskie cechy. W pewnym stopniu podziwiała jego odwagę – bo cóż było odważniejszego od oszukiwania lorda Voldemorta? Niemniej jednak, nadal nie pochwalała metod nauczania Severusa. Były skuteczne, nie mogła zaprzeczyć, oglądając wyniki SUMÓW i OWUTEMÓW z eliksirów. Nie chodziło nawet o to, że niewielu Severus naprawdę zainteresował swoim przedmiotem. Problem tkwił w tym, że wielu młodszych uczniów bało się tych lekcji. Początkowo Minerwa, ulegając swemu szkockiemu temperamentowi, skonfrontowała się w tej sprawie z dawnym uczniem. Ten jednak zbył jej zarzuty – nic się nie zmieniło. Interweniowała u Dumbledore'a – on tylko powtarzał, że ufa Severusowi, więc pozostawała bezsilna, coraz bardziej się za tę bezsilność obwiniając. Teraz, gdy Snape'owi powierzono tak ważny, a jednocześnie trudny przedmiot, jak obrona przed czarną magią, mogła się tylko spodziewać, że będzie jeszcze gorzej.
Potrząsnęła głową – zbyt często odpływała myślami. Dyrektor mówił teraz o środkach bezpieczeństwa. Och, niełatwo było skupić się na jego słowach – w końcu ostatecznie uczniowie i tak będą łamać regulamin, a ona będzie się denerwować, złościć, a dalej siwieć z zamartwiania się.
Gdy jego przemowa dobiegła końca, Minerwa, zgodnie z wieloletnim zwyczajem, ruszyła za nim. Z góry założyła, że dzień przyjazdu uczniów nie może obyć się bez typowej partyjki szachów. A jednak Albus zatrzymał się w sali wejściowej i uśmiechnął się do niej smutno.
- Obawiam się, że dzisiaj nici z szachowego pojedynku, moja droga.
- Źle się czujesz?- Minerwa natychmiast zobaczyła dziwne zmęczenie na jego twarzy.
- Mam jeszcze dzisiaj parę spraw do załatwienia, mam nadzieję, że nadrobimy to. – Albus wyraźnie wysilał się, by utrzymać pogodny wyraz twarzy. Wzrok Minerwy instynktownie powędrował do jego chorej ręki – jej nie oszuka, przecież widziała, że każdy ruch ręką sprawia mu ból.
- Oczywiście, zatem dobrej nocy. – rzuciła, lekko klepiąc go po zdrowym ramieniu.
- Kolorowych snów, Minerwo. – rzekł, gdy go wymijała.
Tym razem Minerwa uśmiechnęła się gorzko – jednego mogła być pewna – jej sny na pewno nie będą kolorowe.
Następnego dnia, po kolejnej nocy pełnej koszmarów, Minerwa sama zeszła na śniadanie. Albus rano przysłał list, że musi pilnie gdzieś wyjechać. Usiłowała nie czuć zawodu i niepokoju, ale nie było to łatwe, tym bardziej, że gdy pojawiła się w Wielkiej Sali, jedynym nauczycielem przy stole prezydialnym był Slughorn.
- Ach, Minerwa! – twarz starszego maga rozjaśniła się jak u małego dziecka, ale jego spojrzenie pozostało czujne, jakby wystraszone.
- Jak entuzjazm przy pierwszym dniu, Horacy? – Minerwa z gracją zajęła swoje miejsce.
- Wspaniale. Gdy tu dzisiaj wszedłem, przeżyłem mały szok, w końcu jest tu tyle znajomych twarzy. Uczyłem rodziców tych wszystkich uczniów, ba, nawet uczyłem ich dziadków. I wróciłem tu, by uczyć trzecie pokolenie. – Slughorn wzniósł kielich w stronę jedzących śniadanie uczniów z błogą miną.
- Tak, jestem pewna, że za zasługi w dziedzinie edukacji powinieneś dostać Order Merlina. – Minerwa mrugnęła do swojego starego profesora. Jednocześnie zaś poczuła ukłucie – czy ona też będzie mogła kiedyś rzec, że uczyła trzy pokolenia? Czy dane będzie jej uczyć dzieci obecnych tu uczniów?
Potrząsnęła głową. Nie, to niemożliwe. By obecni w Wielkiej Sali uczniowie mieli szansę założyć rodziny i posłać dzieci do Hogwartu, ona musiała umrzeć. Musiała poświęcić się właśnie dla nich. W imię ich przyszłości, w imię ,,większego dobra".
Szybko straciła apetyt, ale udawała że je, że słucha nic nie znaczącej paplaniny Slughorna. Po około dwudziestu minutach pojawiło się więcej profesorów, mogła więc odejść od stołu i zabrać się za rozdawanie planów swoim uczniom.
Jak zwykle, zajęło jej to najwięcej czasu z szóstoklasistami, gdyż musiała się upewnić, czy uzyskali odpowiednie oceny z SUMÓW, by kontynuować naukę z danych przedmiotów na poziomie OWUTEMÓW. Z ciekawością zerknęła na wyniki Neville'a Longbottoma.
- Zielarstwo, dobrze. Profesor Sprout będzie zachwycona, kiedy zobaczy ,,wybitny." I ,,powyżej oczekiwań" kwalifikuje się na obronę przed czarną magią. Ale jest problem z transmutacją. Przykro mi, Longbottom, ale ,,zadowalający" to naprawdę za mało na poziom owutemów. Mógłbyś sobie nie poradzić z programem. – stwierdziła Minerwa, ukrywając żal w głosie. Oczywiście wiedziała, że syn Franka i Alicji najbardziej uwielbia zielarstwo, a patrząc zarówno na jego rodowód jak i na udział w zeszłorocznej Gwardii Dumbledore'a, dobry wynik z obrony przed czarną magią nie był zaskoczeniem. Lecz transmutacja… obserwowała tego chłopca przez pięć lat – i choć jego ,,zadowalający" z suma z transmutacji uważała za jeden ze swoich pedagogicznych sukcesów, to wątpiła, by warto było pchać go tam, gdzie nie ważne jak ciężko by pracował, pewne rzeczy i tak by go przerosły.
Zdumiewające jednak było to, że sam Neville chyba też był załamany, że nie będzie mógł kontynuować transmutacji.
- A właściwie dlaczego chcesz kontynuować transmutację? Jakoś nie odniosłam wrażenia, żebyś lubił ten przedmiot. – zapytała, szczerze zaciekawiona. Chłopiec podniósł głowę. Przez chwilę patrzył na nią, otworzył usta, zawahał się, a potem znów zwiesił głowę i wymamrotał coś o ,,oczekiwaniach babci".
Minerwa prychnęła.
- Najwyższy czas, aby twoja babcia nauczyła się być dumną z wnuka jakiego ma, a nie takiego, jakiego uważa, że mieć powinna, szczególnie po tym, co zaszło w ministerstwie. – rzekła z powagą Minerwa. Jakże by chciała wykrzyczeć, że ona jest dumna, że nie mogłaby być bardziej dumna ze swoich lwiątek!
Longbottom zaczerwienił się i zamrugał zmieszany.
- Przykro mi, Longbottom, ale nie możesz kontynuować transmutacji. Widzę jednak, że masz ,,powyżej oczekiwań" z zaklęć – może powinieneś spróbować tego przedmiotu? – poradziła Minerwa, lekko klepiąc chłopca w ramię.
- Babcia uważa, że zaklęcia to pójście na łatwiznę. – mruknął Neville.
Minerwa z trudem powstrzymała westchnięcie. Zawsze podziwiała Augustę – kobieta, która kiedyś wypłakiwała się na jej ramieniu, przerażona swoją ciążą i wyjazdem ukochanego, zmieniła się w twardą i zdecydowaną wiedźmę, która samotnie wychowała syna, a teraz wychowywała wnuka. Niemniej jednak, jak Minerwa zauważyła, Augusta miała tendencję do porównywania zarówno Franka, jak i Nevilla do Lucasa. A żaden z nich nie mógł równać się z twardym i nieco szorstkim szefem Biura Aurorów.
- Weź zaklęcia. A ja napiszę do Augusty, że to, iż ona nie zaliczyła zaklęć, nie znaczy, że to przedmiot bezwartościowy. – powiedziała Minerwa. Uniosła kąciki ust, widząc pełną niedowierzania, a następnie radości twarz Neville'a. Stuknęła różdżką w czysty plan i, już zapisany, podała go chłopcu. Potem odwróciła się do panny Patil, która dopytywała się o wróżbiarstwo.
Minerwa bardzo się starała, by jej głos był neutralny, ale trudno było ukryć dezaprobatę. Oczywiście rozumiała, że Albus nie miał innego wyjścia, musiał pozwolić nauczać zarówno Sybilli jak i Firenzo- obydwoje poza zamkiem nie byli bezpieczni. Mimo, że stosunki Minerwy z Sybillą poprawiły się po wydarzeniach zeszłego roku, to nauczycielka i tak nie czuła się dobrze w towarzystwie wróżbitki. Z centaurem było tak samo – szczególnie, że Firenzo za każdym razem na jej widok kłaniał jej się w pas, choć jego twarz pozostawała jakby ścięta głębokim zamyśleniem. Minerwa nie chciała wiedzieć, jaką przyszłość widział dla niej w gwiazdach.
Po uporaniu się z planem zajęć panny Patil nadeszła kolej na Pottera.
- Potter, Potter… Zaklęcia, obrona przed czarną magią, zielarstwo, transmutacja… wszystko w porządku. Muszę przyznać, że byłam zadowolona z twojej oceny z transmutacji Potter, bardzo zadowolona. A teraz powiedz mi, czemu nie zgłosiłeś się do kontynuowania eliksirów? Sądziłam, że chciałeś zostać aurorem? - Minerwa ostrożnie wyważyła pochwałę, ale wiedziała, że Harry i tak był zdumiony jej komplementem. Z równie dużą ostrożnością zapytała o jego plany bycia aurorem – to nie była praca, do której kogokolwiek by zachęcała.
- Chciałem, ale powiedziała mi pani, że musiałbym dostać ,,wybitny" z sumów. – odpowiedział zdezorientowany Harry.
- Tak było, kiedy profesor Snape uczył tego przedmiotu. Jednak profesorowi Slughornowi wystarcza ,,powyżej oczekiwań". Chcesz dalej uczyć się eliksirów? – Minerwa zerknęła na Horacego, teraz z ożywieniem rozmawiającego z Susan Bones.
- Tak, ale nie kupiłem podręczników, ani ingrediencji, ani niczego… - Harry spojrzał na nią z rozpaczą.
- Jestem pewna, że profesor Slughorn ma jakieś podręczniki. Zatem dobrze, Potter, oto twój plan lekcji. Ach, przy okazji – dwudziestu chętnych już się zgłosiło do naszej drużyny. Później przekażę ci listę i będziesz mógł dopasować drużynowe kwalifikacje do swoich zajęć. – rzekła Minerwa, z błyskiem w oku.
- Dziękuję, pani profesor. – Harry uśmiechnął się do niej promiennie.
Minerwa kiwnęła głową – tak bardzo chciała udawać, że ten rok będzie spokojny, taki jaki powinien być dla każdego ucznia – kolejny beztroski czas zdobywania wiedzy i przyjaźni. Nikt jednak tak jak ona nie rozumiał, jak ciężkie jest brzemię dorastania w cieniu wojny, ze świadomością, że odegra się w niej kluczową rolę.
