Na start postanowiłam zacząć od wyjątkowo krótkiego prologu, w którym przedstawię wam moją kreację Grindelwalda :) Nakreśliłam też urywek jednej z ważniejszych scen, które będą kluczowe w pewnej fazie opowiadania. Oczywiście rozdziały będą dłuższe.
Osobliwa atmosfera panująca w pomieszczeniu była niemalże namacalna. Doświadczał specyficznego rodzaju niepokoju, który nie wywoływał w nim strachu ani napięcia. Brak podobnych odczuć wydawał mu się zastanawiający i poniekąd zabawny, mając na uwadze, że podczas pracy towarzyszyły mu nieustannie przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Tym razem, stojąc naprzeciwko jednego z najniebezpieczniejszych czarodziejów na świecie, i nie było w tym stwierdzeniu grama przesady, odczuwał niepewność. Zwykłą niepewność, która zagnieździła się w jego umyśle od przekroczenia progu rezydencji i rozpraszała jego myśli jak natrętna mucha. Paradoksalnie bardziej niż zaistniała sytuacja frustrowało go własne nastawienie — wiedział, jakie konsekwencje potrafiła nieść za sobą chwila nieuwagi. Nie był pewien, czy ta dawka swobody miała związek z uszkodzeniami, które mogły dokonać się w jego mózgu, czy z aurą roztaczaną przez rozmówcę.
Tak bardzo różni się od Czarnego Pana.
Kolejny raz przyjrzał się czarnoksiężnikowi. Mężczyzna wiekiem zbliżony Dumbledore'owi, wyglądający jednak o kilka dekad młodziej, nalewał sobie właśnie whisky do szklanki. Prosta sylwetka, szerokie ramiona i pewny krok, którym Grindelwald przemierzał co chwilę pokój, widocznie dodawały wigoru. Szybko zauważył, że przenikliwe spojrzenie Gellerta wprawiało otoczenie w konsternację, co od razu przywiodło mu na myśl dyrektora Hogwartu. Albus, przy wszystkich swoich dziwactwach, był jednak o wiele spokojniejszym człowiekiem.
— Ohyda, jak to można pić? — wymamrotał czarnoksiężnik, krzywiąc się jak po degustacji cytryny. — Widzisz, mój drogi, chwilę mnie nie było i zamiast dobrego, półsłodkiego wina powsadzali mi do barku szkocką. Paskudztwo. Czemu nadal stoisz?
Na te słowa ostrożnie podszedł do stołu i usiadł na jednym z kilkunastu wolnych krzeseł. Gellert uczynił to samo, zajmując miejsce naprzeciwko niego, i skinieniem głowy odprawił swoich podwładnych. Po chwili zostali w pokoju sami. Nie miał wątpliwości, że czarnoksiężnik mógłby rozbroić go jednym zaklęciem, jednak Gellert niedbale zostawił różdżkę przy butelce whisky. Zastanowił się, na jak przerażająco wysokim poziomie musiał opanować magię bezróżdżkową, skoro podchodził do zaistniałej sytuacji w tak nonszalancki sposób.
— Nie musisz się obawiać, chłopcze, nie mam wobec ciebie złych intencji. — Grindelwald zdawał się wychwycić jego pytający wzrok. — Podczas dzisiejszej wizyty nie spotkają cię w moich progach żadne nieprzyjemności. Nie masz oczywiście powodu, by wierzyć w tego typu deklaracje, jednak, poza przekazaniem wiadomości Albusowi, chciałem z tobą jedynie porozmawiać. Severusie... Mam nadzieję, że przemyślałeś moje słowa. Pomyśl, jak wiele mógłbym zaoferować w zamian. Zaoferować tobie, a także Pannie Granger.
