Przycisnął ją do blatu biurka, całując jej kręgosłup, podwinąwszy jej koszulę do góry. Odsłonięte piersi mocno reagowały na chłód drewna. Jego ręka irytująco powoli sunęła w górę.

- Jesteś pewien, że nikt nie wejdzie. – Upewniła się słabym głosem. Prychnął.

- Oczywiście, że nikt. – Znów jej to zapewnił, łapiąc mocniej na jej pośladek. Jęknęła, gdy jego pace zabłądziły pod materiał jej majtek. Nie musiała długo czekać, jak jej pośladek otarła sprzączka paska, a jej wnętrze wypełnił penis Severusa.

Złapał za jej włosy związane w koka i pociągnął do tyłu. Stanęła na palcach, a po chwili uniósł jej biodra do góry, przez co zawisła nad ziemią. Czuła mocniej, czuła przyjemniej. Krzyknęła, gdy doszła, a on nie przerywał poruszania się w niej. Dopóki sam w niej nie doszedł. Sapiąc upuścił ją na ziemię i odsunął się doprowadzając do porządku.

Chrząknęła i zaczęła poprawiać ubiór.

- Czyli mogę liczyć na pana praktyki? – Zażartowała, poprawiając upięcie.

- Czy ja wiem. – Mruknął, siadając za biurko. Przewróciła oczami, również opadając na fotel dla interesantów.

- Zabawne. – Zironizowała. – Ale poważnie, mam być dzisiaj tutaj o tej osiemnastej? – Spytała zakładając nogę na nogę.

- U mnie. – Poprawił ją. – Mam własne laboratorium u siebie w mieszkaniu. – Wytłumaczył patrząc na jej odsłonięte kolana. Zastanowiła się czy musi się martwić, że dopiero co skończyli a miała ochotę na więcej.

- Coś zabrać poza strojem?

- Jeśli masz dostępne Eliksiry Chwały. – Skrzywiła się.

- Nie mam na własność. – Podrapała się po brwi. – Mam kpie co poniektórych rozdziałów, ale biblioteka jej nie pożycza.

- Więc tylko strój. – Uciął. – I ujarzmij bardziej włosy. – Dodał, gdy już wstała, uznając, że wszystko zostało powiedziane. Skrzywiła się.

- Musiałeś. – Mruknęła i bez słowa ruszyła do drzwi. – Miłego wywiadu. – Zaćwierkała, czując jeszcze większą, złośliwą radość, na widok jego grymasu.

- Idź już. – Pomachał na nią ręką, a ona wyszła z jego gabinetu, śmiejąc się głośno.

Zeszła sprężystym krokiem po schodach. Wszystko się układało. Napisała wczoraj do Severusa, żeby Julia zachowała się jakby mężczyzna nie dał jej dyspensy na przebywanie w jego gabinecie. I rzeczywiście, recepcjonistka widząc ją z Ginny u boku zachowywała się tylko odrobinę lepiej niż za ich pierwszym spotkaniem. Młodsza przyjaciółka czekała na nią w poczekalni, którą Granger przegapiła podczas poprzedniej wizyty.

Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła rudą, która wstała zamaszyście, ignorując blondynkę, obok która widocznie zdziwiona przerwała wypowiedź.

- Herm! – Zachłysnęła się i podbiegła do niej, łapiąc za dłonie gryfonki. – Opowiadaj! Zgodził się?! – Pokiwała głową.

- Tak. – Szepnęła. – Tak! – Udała nieopisaną radość, jaką po niej oczekiwała. Ginny zaczęła podskakiwać. – Gin, uspokój się! – Zbeształa ją. – To delikatne i już od dzisiaj zaczynam. – Uśmiechnęła się. Kolejny supełek kłamstw rozwiązany.

- Nadal to cudowne! – Zaśmiała się. Starsza z gryfonek pokręciła tylko głową.

- A za tobą to…

- Sarah Row i Ginewra Weasley, Pan Snape czeka. – Przerwała jej Julia, wychodząc spoza swojego miejsca.

- Ginny. – Blondynka położyła rękę na ramieniu wspomnianej. – Idziemy. – Kiwnęła głową.

- Oczywiście.

- Powodzenia, będę czekać w domu. – Pożegnała ją Hermiona i patrzyła, jak wsiadają do windy, a Julia wciska odpowiednie piętro. Po chwili stały już tylko we dwie.

- Odprowadzić do wyjścia? – Zaproponowała kulturalnie Julia. Kiwnęła głową i ruszyły korytarzem w stronę drzwi. – Przepraszam, za pierwsze spotkanie. – Wyznała.

- Wykonywałaś pracę. – Wzruszyła ramionami. – Nie musisz przepraszać. – Stanęły przy kontuarze, gdzie recepcjonista zajęła swoje miejsce.

- Też jestem mugolaczką. – Przyznała. – Naprawdę, koczowałaś w lesie dla mnie. – Policzki pracownicy pokryły się czerwienią.

- Robiłam to dla siebie. – Poprawiła ją. - Jakbym nie chciała wyniośle brzmieć i być bohaterką, wtedy myślałam przede wszystkim o chronieniu własnej skóry. – Pacnęła dłonią o blat. – A teraz wybacz, muszę lecieć. – Uśmiechnęła się, pomachała i wyszła z firmy, kierując się do domu.

Westchnął zmęczony, gdy drzwi za najmłodszą z rodu Weasleyów się zamknęły. Opadł na krzesło i złapała się o nasadę nosa. Nienawidził wywiadów. Wskazywały, że jest kimś dobrym, lepszym. Kimś, kogo warto pytać, by później drukować jego odpowiedzi na papierze. A nie był. Był tylko podniszczonym, byłym szpiegiem, który znał się na eliksirach i przez przypadek zrobił z tego biznes. A oni patrzyli na niego jakby był najprzystojniejszym miliarderem. Jakby wcale pięć lat temu nie patrzyli na niego jak na największe ścierwo. Jakby pięć lat temu nie walczył o uniewinnienie na zasadzie precedensu na bazie wspomnień, zeznań Pottera i dzienników Albusa Dumbeldore'a, które jak się okazało zostawił. No i zeznaniom Hermiony Granger.

Hipokryci.

Między innymi dlatego zgodził się przyjąć Bambi na praktyki bez większych problemów. Bo ona była inna. Nawet te parę lat temu to ona zatrzymała się i mu pomogła. Uwierzyła, choć nawet nie była pewna czy mówi pod przysięgą długu życia. Gdy do niego przyszła kilka dni temu nie patrzyła na niego jak na bożyszcze. Tylko trzęsła się z seksualnego napięcia, ale on nie zachowywał się lepiej. Spojrzał na biurko, gdzie przed półtorej godziny była rozłożona. Poprawił się na krześle. Cholera powinien pracować, a nie myśleć o studentce bzykanej na jego biurku. Zabrzmiało to jeszcze gorzej niż miało.

Sapnął, gdy usłyszał pukanie.

- Wejść. – Zezwolił i drzwi się uchyliły. Stanął w nich wysoki blondyn. Jasne, prawie białe włosy, miał ułożone w artystyczny nieład. Jasne, błękitne oczy błyszczały rozbawieniem. – Draco.

- Wuju. – Kiwnął głową a przywitanie i rozsiadł się na kanapie w kąciku kawowym.

- O ile się nie mylę wczorajsza dostawa dotarła bez zarzutu. – Wstał i przeniósł się na fotele obok chrześniaka.

- Och, oczywiście. – Uśmiechnął się. – Jak zawsze punktualnie. – Oparł głowę na dłoni.

- Więc co cię sprowadza?

- Plotki, ploteczki na roku. – Poprawił się na kanapie. – Podobno przyjąłeś Granger na praktyki. – Severus zesztywniał. Wiedział, że prędzej czy później będzie to wiadome. Ale nie spodziewał się, że aż tak prędzej.

- Masz pojęcie skąd wypłynęło? – Spytał, przywołując do siebie dwie szklaneczki i butelkę ognistej whisky. Ponalewał trochę.

- Podobno ktoś był w dziekanacie podczas gdy przyszedł list z potwierdzeniem przyjęcia jej na praktyki. – Wyjaśnił Draco, łapiąc za swój przydział. – Potem szepty poszły dalej. – Wzruszył ramionami. Spojrzał na czarnowłosego poważniej. – Ważniejsze jest to, że błagałem cię o praktyki. A ty mi odmówiłeś, wyjaśniając, że nie przyjmujesz praktykantów. Niecały rok po tym przyjmujesz Granger. Granger! Gryfonkę!

- Draco. – Przywołał go do porządku. – Potrzebowałeś praktyki z magomedycyny. I oczywiście, jako mistrz eliksirów jestem upoważniony do prowadzenia pewnej części twoich praktyk, ale uważam, że od początku do końca powinieneś zostać pod stałą opieką Sorena, którego ci zresztą poleciłem nie bez powodu.

- Ale…

- Nie ma, ale, Draconie, byłem jej ostatnią szansą na mistrzostwo z eliksirów. Podczas gdy u ciebie byłem pierwszą opcją z wygody. – Wziął łyka whisky. No i patrzyła na niego jelenimi oczami i rozsiewała feromony na lewo i prawo.

- Granger. – Prychnął z rozbawieniem. – Chyba to ostatnia osoba, o której bym pomyślał w kontekście twoich nauk.

- Chyba jak każdy, ze mną i nią włącznie. – Parsknął. – Zrozum, nie planowałem tego. A sądząc, w jakim stanie tu przyszła, to ona także.

- Nie wierzę, mój wuj, Severus Snape, którego znam od urodzenia, broni dziewczyny, którą gnoił przez cały Hogwart. – Zaszydził młodszy Malfoy, dopijając trunek i odstawił szklankę na stolik.

- Doskonale wiesz, dlaczego ją gnoiłem. – Wytknął mu. – I właśnie dlatego tu jesteś. -Grzmotnął kryształem o blat. – Bo wiesz, że podnosiłem jej non stop poprzeczkę. Bo wiedziałeś, że wymagam od niej tego, czego od ciebie nie dostanę.

- Dość. – Warknął. Wstał zamaszyście i ruszył do wyjścia.

- Nigdy więcej mnie nie prowokuj, Dracon. – Dodał niewzruszenie Severus. Usłyszał tylko prychnięcie i trzask drzwiami.

Znów użyła mnóstwo Ulizanny by jej włosy trzymały się w warkoczach bokserskich. Tym razem nie stroiła się. Nałożyła buty, spodnie i kurtę ze smoczej skóry, a pod to biały podkoszulek. Do torby zapakowała ciuchy na zmianę.

- Ginny, lecę. – Zawołała do przyjaciółki i wyszła z mieszkania.

Od razu teleportowała się pod blok Severusa, ruszając do wejścia do kamienicy. Minęła ochroniarza i wsiadła do windy, wybierając właściwe piętro, na które jechała. Zabawne, uprawiała z tym człowiekiem seks kilka razy, a nadal się denerwowała tylko na myśl, że ma go zobaczyć. Jednak sześć lat despotycznej nauki to sześć lat despotycznej nauki. Musiała być perfekcyjna. Zwłaszcza teraz, na tym etapie. Bo tego popołudnia, że denerwuje się o wiele bardziej niż w wieczór, gdzie mu się oddała. Wtedy, to była jej decyzja i jej ciało. Teraz, może okazać się niewystarczająco dobra. Mogła niewystarczająco długo siedzieć i się uczyć. Niewystraczająco dużo czytać. Zawieść wstępne zaufanie i zmarnować czas Severusa.

Dźwięk windy wyrwał ją ze zmartwień. Westchnęła, poprawiła torbę na ramieniu i ruszyła na praktyki.

Weszła do mieszkania i zamknęła cicho drzwi za sobą.

- Severus? – Krzyknęła i z braku pomysłu ruszyła do salonu. Zostawiła torbę na kanapie i tak nie będzie jej potrzebna przez następne godziny. Przeszła przez jadalnie i weszła do kuchni. Była jasna i miała białe drewniane szafki. Otworzyła lodówkę, szukając czegoś do picia, podskórnie czując się niewłaściwie. Jednak musiała coś robić.

- Dobrze, że się rozgościłaś. – Podskoczyła, w trakcie sięgania po butelkę wody. Zamknęła lodówkę i spojrzała na gospodarza. Stał w progu kuchni, w czerni smoczej skóry, we włosach spiętych w kucyk.

- Przepraszam. – Szepnęła. Przegryzła wargę, czując spięcie w podbrzuszu.

- Nie masz za co. – Wzruszył ramionami. – Naprawdę, możesz się rozgościć. Spędzisz w tej pieczarze diabła mnóstwo czasu, nie będę cię niańczył. Będzie wygodniej. – Ruszył do drugiego wyjścia z kuchni. – Rusz się, nie mamy całego czasu tego świata. – Przewróciła oczami, ale bez szemrania ruszyła za byłym nauczycielem.

Przemyła twarz i spojrzała w lustro. Po czterech godzinach warzenia i przepytywania pojawiły się cienie pod oczami, a włosy z warkoczy zaczęły wystawać, choć nadal nie zagrażały wpadnięciem do kociołka. Przebrała się już z roboczych ciuchów i właśnie pakowała komplet smoczej skóry do torby. Wyszła z łazienki, ruszając do salonu, zostawiając torbę przy drzwiach. Severus, co jej nie zdziwiło, był bardzo dobrym nauczycielem, ale surowym i wymagającym. Dlatego cztery godziny spędzone na ważeniu eliksiru szkiele-wzro sprawiło, że ledwo stała. A dopiero pierwszy etap za nią. Jutr mieli kontynuować, gdy eliksir odleży prawidłową ilość godzin godzin.

- Ogarnięta? – Spytał, spytał z jedną szklaną whisky i jednym kieliszkiem wina, za które była wdzięczna. Sam się przebrał w czarne lekkie dresy i czarną koszulkę. Podał trunek i wskazał na kanapę. Usiadła, podwijając nogi pod pośladki. – Wydajesz się zmęczona. – Zauważył.

- Odzwyczaiłam się. – Przyznała się niechętnie. – Dawno tyle nie spędziłam w laboratorium. – Skrzywiła się. Gdyby znalazła praktyki częściej.

- Odzwyczaimy cię od tego. – Zapowiedział. - Niedługo będziesz tam siedzieć od świtu do nocy. Teraz, mamy na tyle dogodną sytuację, że możemy mieć wolne weekendy. Za tydzień, kiedy zaczniesz rok akademicki, nawet ich nie będziesz miała wolnych.

- Nie przeszkadza ci to? – Spytała nieśmiało, patrząc na powierzchnię wina.

- Jakby przeszkadzało, to bym ci nie proponował. – Odparł prosto. – Nie kul się jak zbity pies. – Warknął, odruchowo wyprostowała się jak struna. – Jesteś moją protegowaną, masz mieć wysoko głowę i przeć do przodu przez świat. Nie podpiszę się pod papierami praktykanckimi przerośniętej galarety.

Stukał o blat biurka, przypatrując się papierom. Miał problem. Właściwie kilka.

Pierwszym i chyba prowadzącym, była praca i Lucjusz Malfoy i ich połączenie. Malfoy senior po procesie z II wojnie czarodziejów został ułaskawiony, ale stracił posadę i otworzył aptekę. Jednak, nie ważył do niej eliksirów na wzór Severusa tylko skupywał dostawy, jak większość farmaceutów. Był pierwszym klientem Severusa i pierwszym członkiem zarządu jego firmy. Tylko teraz, jego apteka, którą zatrzymał, Merlin wie z jakiego powodu, jest w miejscu, które upatrzył sobie Severus. I nie może go mieć, przez przerośniętego pawia albinosa.

Drugim był artykuł w proroku, że on, wielki i mroczny Severus Snape daje praktyki Hermionie Granger, bohaterce wojennej. Reporterzy sterczeli cały wczorajszy dzień pod biurem, by dostać więcej informacji. Myślał, że wszystkich i przeklnie.

Kolejnym były praktyki Bambi. Nie docenił jej. Przy ważeniu szkiele-wzro wykazała, że przewyższyła program, który dokładnie przestudiował przed pierwszymi zajęciami. Więc już w poniedziałek przeorganizował plan praktyk, a we wtorek wysłał poprawioną wersję do dziekanatu uniwersytetu. Co do samej dziewczyny… cholera nawet nie wiedział, że pojawienie się nowego istnienia w jego życiu tak bardzo je zmieni. Nawet jeśli były to tylko wieczory i przygodny seks. To miał co robić. Tu przygotować nowe zajęcia, materiały, zlecić lekturę. Coś więcej niż kopać w papierach. Nie chciał raczej wracać i rozpamiętywać wojny, śmierci Albusa, Lilly czy posługi u Czarnego Pana. Nie, wolał myśleć o nowych metodach ważenia Fermana czy Koberta.

Z zamyślenia wyrwało go pukanie. Poprawił się na fotelu.

- Proszę. – Zezwolił. Przez drzwi wsunęła się właśnie Bambi. W dłoni trzymała trzymadełko z kubkami z logiem kawiarni na pokątnej, którą kojarzył.

- Przyniosłam ci kawę. – Uśmiechnęła się niewinnie. – Spytałam się Julii jaką lubisz, więc jeśli jej zawierzasz to powinno być okej. – Postawiła przed nim kubek. Zerknął to na nią to na kawę. – Nie patrz tak na mnie. – Jej policzki się zaróżowiły. Bawiło go, że mogła być wyuzdana w łóżku, ale poza nim przedstawiała niekiedy książkowy przykład niewinności.

- Dziękuję…? – Uśmiechnął się półgębkiem i sięgnął po papierowy kubeczek. Sama usiadła na krześle dla interesantów i założyła nogę na nogę. Boże, te nogi. Zamrugał i wziął łyka. Posłodzona americana z mlekiem. Rzeczywiście, jego ulubiona.

- Miałam przyjść. – Opadła na krzesło, gdy odłożyła trzymadełko na biurko. – Choć nie rozumiem czemu nie mogłam od razu do ciebie. – Zmarszczyła brwi. Sam przed sobą musiał przyznać, że wyglądała… słodko.

- Musimy wznowić warzenie eliksiru za… – Spojrzał na zegarek nad drzwiami. – … dwadzieścia siedem minut. – Znów skierował wzrok na Bambi. – Ja nie mogę iść, jest dopiero trzynasta, a mamy dość… słabą sytuację. Wyprostował się dość dziwnie na krześle i pogrzebał w kieszeniach. Położył delikatnie na blacie pęk kluczy. – Więc ty pójdziesz.

- Chyba żartujesz. – Wypaliła. – Proszę, to będzie…

- Zbyt niezręczne? – Parsknął. – Naprawdę, Granger, nie masz czemu, a teraz ucieka ci tylko czas. Idź, dokończ etap. – Zasznurowała usta, zgarnęła usta. – Klucze oddasz przy okazji, mam zapasowe, a zaklęcia ochronne… – Pstryknął palcami. – Normalnie cię wpuszczą.

- Niech cię piekło pochłonie. – Wstała i wyszła. A Severus słyszał w jej wyrzucie wesołe nuty.

Wstał od biurka i przeciągnął się potężnie. Dochodziła osiemnasta, a on dopiero mógł wyjść. Zgarnął z wieszaka płaszcz i ubierając się po drodze zszedł na najniższe piętro, mijając od czasu do czasu ważycieli, którzy mieli dość niekonwencjonalne godziny pracy. Julia wyszła z dwie godziny wcześniej, a przez jego myśl przeszło, że chyba przeniesie ją bliżej gabinetu.

Wyszedł na chłodniejsze powietrze magicznego Londynu. Spokojnie zaczął spacer do mieszkania. Część ważenia powinna zająć dziewczynie maks trzy godziny więc nieśpieszno mu było do pustego mieszkania. Wepchnął ręce głębiej do kieszeni. Robiło się co raz chłodniej, będzie musiał naważyć balsamu na nawilżenie dłoni. Wstyd było się przyznać, ale Severus Snape miał bardzo wrażliwą skórę i zwłaszcza w klimacie Anglii musiał o nią odpowiednio dbać.

Wszedł do loby, przywitał się kiwnięciem z Haroldem i przywołał windę. Wjechał na piętro i podszedł do drzwi. Zmarszczył zdziwiony brwi, kiedy dolny zamek okazał się nie zamknięty. Otworzył górny, który można było zamykać od wewnątrz i ten ustąpił bez problemu. Wszedł ostrożnie, ściągnął płaszcz i powiesił w szafie. Wszystko bezszelestnie. Wszedł do salonu i przystanął.

Na kanapie spała, skulona Bambi. Rozpuszczone włosy rozrzuciły się po ciemnym materiale a biała bluzka podwinęła ukazując odsłoniętą skórę na boku. Na stole zobaczył, parujące danie. Jednak jeszcze je zignorował.

Nachylił się nad dziewczyną i popchnął na tyle, że ułożyła się na plechach. Rozpiął jej spodnie i delikatnie ściągnął. Uśmiechnął się, że jedyne co zrobiła to sapnięcie i poprawienie ramion. Zaczął całować skórę tuż nad jej majtkami. Delikatne, ledwie muśnięcia. Przeniósł się na uda i wtedy znów się poruszyła, a jej oddech przyśpieszył.

Severus sam przed sobą musiał przyznać, że jest zdziwiony jak na siebie wzajemnie reagują.

Kontynuował powolne kółka, placem zahaczając o kobiecość przez materiał majtek. W nagrodę usłyszał niewyraźny jęk. Odgarnął materiał i docisnął do łechtaczki dłoń. Była już tak wilgotna. Podniósł się wyżej, by spojrzeć na jej twarz. Nadal spała, jednak miał rumianą twarz i rozchylone usta, przez które ciężko oddychała. Uśmiechnął się. Pora zrobić jej pobudkę wartą zapamiętania. Cicho rozpiął pasek i wyjął ze szlufek. Najdelikatniej jak mógł przeciągnął jej ręce i przewiązał paskiem i przymocował do podłokietnika kanapy. Następnie zsunął spodnie razem z bokserkami, ponownie odgarnął bieliznę dziewczyny i wbił się aż po nasadę do jej wilgotnego wnętrza.

Krzyknęła, otworzyła szeroko oczy i szarpnęła do przodu, jednak skrępowane ręce zablokowały jej ruch. On sam nic nie robił, by rozeznała się w sytuacji.

- Csiii… – I zobaczył to. Błysk zrozumienia w jej orzechowych oczach. Nie czekał dalej. Zaczął ją posuwać, a ona bardzo, ale to bardzo chętnie odpowiadała na jego ruchy. Oplotła nogami jego pas i wyrzuciła głowę w tył. Wysunęła biodra ku niemu, a on je podtrzymał jedną dłonią, drugą zaś złapał się za oparcie kanapy. Jej karmelowa skóra zroszona potem. Brązowa kaskada włosów rozsypana po ciemnej kanapie. Błyszczące czekoladowe oczy.

Wstrząsnął nim dreszcz, gdy doszedł, a jej pochwa zacisnęła się na nim. Krzyknęła w ekstazie, a on upadł, podpierając się na przedramionach, uważając by nie dotykać jej swoją klatką piersiową. Przez dłuższą chwilę trwali w ciszy, uspokajając oddechy. Jej wiercenie było dla niego znakiem, by się wycofać.

Wyszedł z niej, wstał i poprawił spodnie. Słyszał za plecami szczęk klamry, jej ciało, które poruszało się, najpewniej poprawiając ubiór. Nie mylił się. Po chwili stanęła obok niego i oddała pasek.

- Czym sobie zasłużyłam na… taką pobudkę? – Spytała figlarnie wracając na kanapę.

- Czemu zostałaś? – Zbył jej pytanie. Usiadł obok, rozsiadając się w poduszkach. Wywróciła oczami, ale chyba zrozumiała, że póki ona nie odpowie nie uzyska swojej odpowiedzi.

- Jak już chciałam wychodzić, Trawik zadecydował, że mam zjeść obiad. – Wyznała. Uniósł brwi. Mógł się spodziewać, że skrzat wymyśli coś podobnego. – Cóż, po półgodzinnej dyskusji, poddałam się i zjadłam. – Rumieńce, które miała jeszcze po seksie, odrobinę się pogłębiły. – Była już siedemnasta, a ja… – Zacięła się.

- A ty? Granger, masz dwadzieścia pięć lat, wysławiaj się jak na wiek przystało. – Warknął. Zamrugała.

- Wiem jakie to niemiłe uczucie wracać do pustego mieszkania, kiedy nie ma akurat Ginny. Stwierdziłam, że na ciebie poczekam. – Wyznała. Poczuł ukłucie.

- Zostałaś tu… z litości? – Jego głos zabrzmiał zimniej niż zamierzał.

- Co? – Zmarszczyła brwi, po czym sapnęła z irytacją. – Na Merlina, nie. – Warknęła. – Czy faceci naprawdę nie potrafią zrozumieć, że czasem po prostu ktoś chce zrobić coś miłego? – Wstała z miejsca i zabrała torbę z ziemi. – Klucze masz na stole. Do jutra. – Pożegnała się i wyszła, trzaskając drzwiami.

A on siedział, nie wiedząc za bardzo co zrobić. Co musiał jej przyznać – miała rację, chciała być miła, a nie litowała się nad nim. On w końcu wyciągnął ją z głębszego bagna i to nie z litości. Ale też nie dlatego, że chciał być miły. Po prostu na to zasłużyła. On nie. On całym swoim życiem zasłużył na powroty do pustego domu. Do samotności.

Wstał z kanapy, podszedł do barku i nalał sobie ognistej whisky. Zignorował na razie obiad i tak będzie ciepły przez długie godziny. Usiadł w oknie, z którego miał widok na całą pokątną. Było to jego ulubione miejsce w całym mieszkaniu. Widział wszystko, nic nie mogło go zaskoczyć.

Uważał, że puste ściany, koszmary i fobie to odpowiednia kara za jego przeszłość, jednak zrobił trochę dobrego. Jednak Bambi nie zgodziła się tym pierwszym. Nie chciała, by zastał puste mieszkanie, więc została. I faktycznie sam jej widok, kogokolwiek żywego i ludzkiego był pokrzepiający. Nie umniejszając Trawikowi, był skrzatem i dość rzadko pokazywał się Severusowi pod pretekstem innych zajęć. Nawet jeśli, co to zmieni, jeśli pozwoli jej na okazjonalne witanie go. Przeleciał na szybko plan ich praktyk i faktycznie zdarzy się nie jeden raz, że będzie musiała korzystać z jego pracowni pod jego nieobecność. Ufa jej na tyle, że jest w stanie to zrobić. Starzeje się.

Masz rację, to nie była litość. Twoje niedopowiedzenie.

Severus Tobias Snape

Mistrz Eliksirów

Prezes Episkey Inc. „

Spojrzała rozbawiona na Barona. Złość minęła jej po spacerze. Niepotrzebnie się uniosła, ale teraz poczuła się połechtana słowami Severusa. Szybko złapała za pergamin i pióro.

Mam rozumieć, że to „mój błąd" ale wypowiedziane twoimi słowami? Cóż, nadal, cieszę się, że wciąż mam praktyki.

Hermiona Jane Granger

Mistrzyni Numerologii."

Zawiązała liścik do nóżki i wypuściła ptaka. Musieli znaleźć szybszy sposób na korespondencję. Naprawdę, czasem brakowało jej mugolskiej technologii. Pokręciła głową i usiadła znów do biurka, na którym miała rozłożone kilka tomów o eliksirach. Kilka od Severusa, kilka z uczelni, kilka pokrywających z dwóch źródeł. Sowa nadleciała zaskakująco szybko. Miał jednak dodatkowy balast w postaci ciemnego woreczka. Najpierw rozwinęła pergamin.

Jeśli twoja gryfońska wyobraźnia tego potrzebuje to możesz tak to uznać. Czemóż miałbyś nie mieć? Dlatego, że wykazałaś się wyjątkową bezczelnością i impertynencją w stosunku do mistrza? Nie bierz do głowy.

Baron ma coś dla ciebie. Uznałem, że może ci się przydać w przyszłości, tylko ich nie zgub, bo wtedy będę zmuszony zgubić twoje życie. O tym jakie to niestosowne nakrzyczysz jutro.

Severus Tobias Snape

Mistrz Eliksirów

Prezes Episkey Inc."

Z zapartym tchem odwiązała woreczek z szyi ptaka i wysypała zawartość na otwartą dłoń. Klucze do mieszkania Severusa Snape'a błyszczały na jej ciemnej dłoni. Jednak jeden mały szczegół rozbawił ją tak, że śmiała się przez następne dziesięć minut.

Na kółku, na którym były zawieszone, wisiał także breloczek z mugolskiej bajki Bambi.