Opadła zmęczona na kanapę, a w tle słyszała śmiech Ginny, w którą miała ochotę rzucić butem.
- Ciężki dzień? – Spytała przyjaciółka, obracając się do niej na krześle. Hermiona ostatnimi czasy miała same ciężkie dni.
- Można tak powiedzieć. – Postawiła na dyplomatyczną odpowiedź, tylko na chwilę unosząc głowę ponad kanapę.
- Co się stało? – Och, a co się nie stało.
Minęły dwa miesiące roku akademickiego a wykładowcy wzięli za punkt honoru zgnoić Hermionę za praktyki, które odbywa u Snape'a… najwyraźniej nie trawią jej przełożonego na tyle by zatruwać życie i jej. Rówieśnicy nie byli lepsi. Już wcześniej patrzyli na nią zawiśnie, ale teraz przekroczyło to skalę, niemiłych spojrzeń. W skrócie Granger miała przejechane na każdym froncie. Poza mieszkaniem jej, chłopaków i rzeczonego mistrza eliksirów. Na ostatni bastion spokoju chciało jej się śmiać.
- Carter mnie zaczepiła, jak wychodziłam i oczywiście nie potrafiła przymknąć jadaczki. – Rzuciła ostatnią sytuację, która jej się wydarzyła na kampusie. Angela Carter z niewiadomych dla Hermiony przyczyn, miała na nią uczulenie od pierwszego dnia studiów i próbowała wyplenić gryfonkę wszystkimi możliwymi sposobami. Cóż, żadna nowość, że Hermiona jest dość uparta.
- I to nią tak się przejęłaś? – Ginny doskonale zdawała sobie sprawę, że słowa znajomej z roku spływają po niej jak po kaczce.
- Po prostu kopnęła leżącego. – Mruknęła. – Mam mnóstwo esejów teoretycznych i za – Spojrzała na zegarek. – Półtorej godziny praktyki. – Mnóstwo roboty, mało czasu. – Poderwała się z kanapy i ruszyła do pokoju, zgarniając po drodze torbę.
- Hermiono, zajedziesz się. – Jęknęła za nią przyjaciółka.
- Nie złamał mnie Voldemort, nie złamie mnie ostatni rok studiów.
- Jestem! – Obwieściła swoją obecność wchodząc do mieszkania. Po miesiącu, podczas którego Severus chciał to z niej wyplenić, poddał się. Stało się to ich tradycją. Tak samo jak to, że jeśli to ona przychodziła przed nim, to czekała na niego.
- Nie drzyj się. – Zwrócił jej uwagę z salonu, gdzie siedział nad jakimiś papierami.
- Praca? – Dość rzadko przynosił ją aż do salonu i pokazywał jej, że nie wyrobił się z nią przed jej praktykami.
- Yhm. – Mruknął zamyślony. – Wybacz, ale to jest dość pilne, miałem wysłać sowę byś przyszła później…
- Nie ważne. – Wzruszyła ramionami. – Mam mnóstwo esejów, po prostu będę pisać, jeśli ci to nie przeszkadza. – W odpowiedzi tylko przesunął się w bok, robiąc jej miejsce.
Przez kolejne dwie godziny pracowali w ciszy, przerywanej tylko jej pytaniami o eliksiry lub jego o podanie napojów. Ziewnęła potężnie i przetarła oczy.
- Wyglądasz jak zjawa. – Zauważył mimochodem, gdy zamknął ostatnią teczkę. Mocno przeciągnął się do tyłu.
- Czasami tak się czuje. – Przyznała, biorą łyka chyba już z trzeciego kieliszka. – Wiem, że uprzedzałeś, że będzie ciężko, ale nie przygotowałam się, że nawet wykładowcy będą mnie linczować.
- Co? – Wyprostował się i spojrzał na nią uważnie.
- No… cisną po mnie bardziej niż po innych, tylko dlatego, że to ty jesteś moim mentorem. Ale mogą się walić. – Mruknęła. – Jak potrzebowałam pomocy to żaden mi nie pomógł, a teraz ocenia z nie wiadomo jakiego prawa.
- Cóż, dość możliwe, że podczas moich studiów mogłem dać im w kość i kilka razy być bardziej niż bezczelny. – Parsknęła śmiechem, opadając do tyłu na dywan.
- Nic dziwnego, że chcą mnie udupić. – Jęknęła. Zerknęła na niego. – Z tobą nie da się nudzić.
- Powiedziała dziewczyna, która łamała regulamin szkolny przez sześć lat nauki szkolnej. – Położył się na boku obok niej. – Już nie mówiąc o tym, że ta sama dziewczyna zdecydowała uratować życie zbrodniarza wojennego.
- I co gorsza, nie żałuję tego! – Udała dramatyzm. Uśmiechnął się lekko, nachylił się nad nią jeszcze mocniej i zawisł.
- Nie żałujesz? – Zakpił.
- A mam zacząć? – Szepnęła, zanim wpił się w jej usta. Nie czekała, tylko od razu przyciągnęła go bliżej siebie za kark. Podciągnął do góry, a sam usadził się na jej udach. Ściągnął jej bluzkę i zaczął schodzić niżej z pocałunkami. Ścisnęła za dywan, kiedy zaczął ściągać spodnie ze smoczej skóry. Jednak, kiedy już całkowicie się ich pozbył, nie została na ziemi. Poderwała się i klęczała przed nim.
Pocałowała go i nakazała swoim ciałem by to on się cofnął. A on wyjątkowo na to pozwolił. Nie próbowała ściągnąć mu koszulki. Przez ten czas, który spędzili razem doskonale zrozumiała, że to jego granica, której ona nie może przekroczyć. Za to zabrała się do spodni. Sprawnie poradziła sobie z paskiem i bielizną, opuszczając ją wraz z ciemnymi dżinsami do kolan. A to wszystko nie odrywając ust od jego własnych. Uśmiechnął się i zeszła niżej. Całowała linię jego pasa, jego kości biodrowe, jego pachwiny. Jednak omijała miejsce, które tak bardzo prężyło się przed jej twarzą. Słyszała przyśpieszony oddech mężczyzny i cichutkie kwilenia.
Aż w końcu dmuchnęła na niego i wzięła całego do ust. Severus szarpnął się cały i jęknął przeciągle. Uśmiechnęła się w duchu, ale nie przerywała. Ssała i lizała, patrząc mu w oczy. Zacisnął rękę na jej włosach i wysunął biodro wchodząc głębiej w jej usta. Wszystko wzięła, zwalczając odruch wymiotny, który pojawił się w pierwszym momencie. Zwiększyła ruchy, ściskając nasadę penisa dłonią, zwiększając stymulację.
- Szlag. – Szczeknął. Poderwał się, ona niczego się nie spodziewając dała się przewrócić na plecy. Wszedł w nią i zaczął się poruszać.
Jęknęła jeszcze głośniej, gdy położył jej nogi na swoich ramionach, a gdy zaczął palcem stymulować jej łechtaczkę zaczęła krzyczeć. Nie wiedziała, gdzie jest, kiedy jest czy co jej jest. Wiedziała tylko, że doszła, że on doszedł. Wyszedł z niej i położył obok. Patrzyli się w sufit, oddychając ciężko. Zdała sobie sprawę, że tego właśnie potrzebowała. Potrzebowała… jego. Ale to była niebezpieczna myśl, więc szybko ją od siebie odgoniła.
Oddychał ciężko, próbując skupić się na miękkości dywanu lub na bieli sufitu. Na wszystkim tylko nie na wiedźmie obok. Tak utalentowanej wiedźmie. To, co wyczyniała ustami przeszło najśmielsze oczekiwania. Nie, że Severus miał milion podbojów łóżkowych za sobą, ale nie był mnichem i miał skalę porównawczą. A Bambi… Bambi pokazała, że naprawdę umie dużo.
- Gdzie… gdzie się tego nauczyłaś? – Spytał, ale odpowiedział mu tylko cichy, miarowy oddech. Spojrzał na bok i zobaczył, że dziewczyna zasnęła. Wyglądała delikatniej, ale sen uwydatnił jej cienie pod oczami, które zauważył, kiedy tylko przyszła do niego.
Wiedział, że nie dosypia przez tydzień. Zostały dwa tygodnie do świąt i niewiele więcej do końca semestru zimowego, więc wykładowcy rzucili się jak wygłodniałe wilkołaki na studentów. Dodatkowo on też jej nie odpuszcza. Przecież ma wyjść z jego praktyk jako najlepsza mistrzyni eliksirów. I tak nieźle jej szło, ale już łapał kilka małych błędów powodowanych tylko i wyłącznie jej miesiączką.
Nie skarżyła się. Nie miała żadnego dnia wolnego od początku roku, a noce zawdzięczała tylko temu, że niektóre eliksiry w weekendy ważyli po godzinę, dwie, a później miała czas by pisać wszystkie referaty za zajęcia i uczyć się do egzaminów.
Westchnął. Cicho wstał, Poprawił spodnie i wziął delikatnie brązowowłosą na ręce. Kiedy była nieświadoma, tak łatwo było ją przytulić. Prychnął na te myśli. Robił się miękki. Zdawał sobie z tego sprawę. Jednak to jak na niego patrzyła i to, jak współgrali w codziennym życiu sprawiało, że miło było ją mieć przy swoim boku.
Wszedł po schodach, bezszelestnie stawiał kroki, a Bambi tylko raz zaczęła się wiercić. Wszedł do jej pokoju, z którego z jakiegoś powodu nie korzystała. Magią odsunął kołdrę i położył ją, a następnie nakrył.
- Będziesz moją zgubą, jestem tego pewny. – Mruknął i wyszedł z pokoju.
Rok chowania się w namiocie, gdy była na celowniku największego zbrodniarza w świecie czarodziejskim sprawił, że jej sen był wyczulony na obserwacje. Dlatego obudziła się ze wzdrygnięciem, kiedy znów czuła na sobie uważny wzrok. Pierwsze co zobaczyła, to duże, zielone oczy. Poderwała się, a oczy ostrożnie się cofnęły. Dopiero strzygnięcie dużych uszu oprzytomniło ją na tyle, że poznała skrzata.
- Trawik? – Najpierw poznała skrzata, potem sypialnię, w której obudziła się również po pierwszej nocy z Severusem, a na samym końcu dzień tygodnia. – Szlag. – Dopiero kiedy zerwała się z łóżka, zrozumiała, że jest naga. Złapała za koc i zawinęła się w niego, równocześnie spojrzała na zegarek i się uspokoiła. Miała dwie godziny do zajęć. Z teleportacją nie będzie miała problemu by zdążyć.
- Pan chciał się upewnić, że panienka wstała. – Odezwał się skrzat. Hermiona spłoniła się rumieńcem, bo w całym rozgardiaszu zapomniała o skrzacie, który nadal był w pokoju. – Trawik miał przekazać, że szlafrok w łazience a ciuchy na swoim miejscu.
- Dziękuje, Trawik. – Uśmiechnęła się do niego promiennie, co skrzat odwzajemnił i zniknął z cichym pyknięciem.
Westchnęła i podeszłą do szafy. Skoro ciuchy na swoim miejscu… Otworzyła szafę i przestała oddychać. Była pełna. Od spodni, po bluzki, spódnice, po sukienki.
- Oszalał… definitywnie… oszalał. – Zawyrokowała. Jednak jak to mówią, darowanemu terstralowi nie zagląda się w zęby. Wzięła bluzkę z dekoltem w serek i zwykłe dżinsy. W jednej z wielu szuflad zlazła podstawą bieliznę na zmianę.
Półgodziny później szła pewnie przez korytarz. Przeskakiwała ze schodka na schodek. Podejrzewała, że torba została w salonie. Weszła od razu do kuchni, znów uśmiechając się do Trawika, który krzątał się przy szafkach.
- Pan w kuchni. – Wskazał palcem, ale zanim ruszyła do gospodarza wstawiła wodę.
- Już idę, tylko zrobię sobie kawę. – Oparła się o blat, podczas gdy skrzat zastrzygł uszami, zmrużył duże oczy i tupnął nogą.
- Kawa czeka, Trawik wszystko oporządzi. – Zarządził i popchnął ją w kierunku wyjścia.
- Ale…!
- Nie ma ale! Panienka idzie jeść! – Zażądał skrzat, a Hermiona nie miała już serca kłócić się ze stworzeniem. W końcu spotkała wyzwolonego skrzata. Tylko nie spodziewała się, że będą aż tak uparte. Kiedy weszła do jadalni, Severus faktycznie siedział przy stole i czytał proroka.
- Znów o nas piszą. – Powitał ją, nawet na nią nie patrząc. Podniosła brwi i usiadła obok niego, na jedynym przyszykowanym miejscu i nałożyła sobie rogalika.
- Co tym razem? – Spytała biorąc łyka kawy. To, że Trawik znał jej preferencje co do napoju nie zdziwiło ją. To, że głównie z Severusem chlała wino, nie znaczyło, że kiedy przychodziła tu przed swoim mistrzem to nie siedziała ze skrzatem w kuchni i nie rozmawiała z nim.
- Tym razem nic spektakularnego. – Wzruszył ramionami. Temat jej praktyk u byłego nauczyciela był naprawdę smakowitym kąskiem dla proroka codziennego. – Tylko, że hoduję cię na przyszłego prezesa mojej firmy. – Wzruszył ramionami. Prychnęła. Rzeczywiście, nie było ani świeże ani przesadnie głupie, jakie mogły być artykuły proroka.
- A co tam u Ginny i Harry'ego? – I dopiero jak zadała to pytanie, zamarła, smarując pieczywo i spojrzała na czarnowłosego spanikowana. – Ginny! Pewnie się zamartwia czemu nie wróciłam na noc!
- Wysłałem jej patronusa. – W końcu czarne oczy na nią spojrzały. – Że padłaś zmęczona po eliksirze i nie chcę cię budzić więc zostaniesz u mnie. – Wzruszył ramionami i wrócił do czytania gazety.
- W ogóle, co ja tu robię? – Zadała pytanie, które kotłowało jej z tyłu głowy od kiedy wstała. Mężczyzna poddał się z gazetą, zamknął ją i odłożył na bok. Sam wziął rogalika.
- Zasnęłaś na dywanie. – Odparł prosto. – Zaniosłem cię do twojego pokoju i przespałaś sobie do tej godziny, aż poprosiłem Trawika, by cię obudził. Nie byłem pewien, ile czasu potrzebujesz, żeby się wyszykować.
- Mojego pokoju? – Powtórzyła. – Mam tu pokój?
- Granger na litość Morgany, tak, masz tu pokój. – Spojrzał na nią uważnie. – Dlatego z niego nie korzystałaś? Bo nie wiedziałaś, że go masz?
- A kiedykolwiek mi powiedziałeś, że mam możliwość spania tutaj? – Oburzyła się. – Mogłam nie wiedzieć, że oddałeś mi jedną sypialnię.
- Granger, naprawdę, dałem ci klucze od tego cholernego mieszkania. – Westchnął. – Panna wiem to wszystko nie domyśliła się, nie wiedziałem, że to dożyje. – Wziął gryza zrobionej w międzyczasie kanapki. – Finalnie, tak, Hermiono, masz tu pokój, w którym możesz spać czy się uczyć.
- Dziękuję. – Wyznała, choć nadal była trochę oburzona.
- Nie masz za co. – Wzruszył ramionami. – To wygoda.
- Nadal, dziękuję. – Złapała gazetę, otworzyła i rozłożyła przed sobą. Kątem oka zauważyła skrzywienie mistrza eliksirów. – Zawsze tak czytam. – Zastrzegła, zanim zdążył skomentować. Nadal nic się nie działo, jednak tak jak podejrzewała, był artykuł poświęcony Harry'emu i Gin. A bardziej budowie ich domu, który jest na ostatniej prostej. I wtedy Hermiona zostanie sama. Potrząsnęła głową, by o tym nie myśleć.
Reszta śniadania minęła im w ciszy. Hermiona smętnie przeglądała proroka, starając się nie myśleć o nieuchronnym, a Severus w ciszy jadł i pił, zwracając uwagę, przekrzywiał wtedy głowę by lepiej czytać, na niektóre z artykułów.
Gdy już nawet kawa się skończyła wstała od stołu i skierowała się do salonu, gdzie tak jak się spodziewała, była jej torba i książki razem z pergaminami ułożonymi równo na stoliczku.
- Widzę, że Trawik nie próżnuje. – Mruknęła, pakując wszystko, upewniając się ostatecznie, że niczego jej nie brakuje. Dziękowała sobie w duchu za swoją przezorność i noszenie ze sobą wszystkich pomoc naukowych w jednym czasie.
- Ma dbać o pana i porządek domu, zawsze traktował swoje obowiązki poważnie. – Wzruszył ramionami, chowając ostatnie teczki do aktówki, która pojawiła się u niego dopiero miesiąc temu, kiedy zaczął zabierać więcej pracy do domu. Zlustrował ją od góry do dołu. – Gotowa?
- Zaraz. – Mruknęła i poszła założyć buty. W wysokie kozaki wsunęła różdżkę, a na bluzkę narzuciła czarny płaszcz. Wzięła torbę i spojrzała na Severusa, który też był już w pełni ubrany.
- Na co czekasz, wychodź. – Pośpieszył ją i zamknął za nimi drzwi. – Dzisiaj uwarzymy eliksir księżycowy. – Zaczął, gdy zaczęli iść do windy. – Wczoraj przepadło nam kilka godzin, ale możemy to jeszcze nadrobić i to z korzyścią. Słyszałaś o nowym przyśpieszeniu warzenia według Jorena. – I rozmawiali o nowych metodach w ważeniu przez całą drogę do jego pracy.
Biuro Severusa było miej więcej w połowie drogi od jego mieszkania na jej uniwersytet. Mróz był na tyle uszczypliwy, że zanim rzucili na siebie zaklęcia, Hermiona zaciągnęła Severusa na kolejną poranną kawę, tym razem już do kawiarni, tej samej z której kilkukrotnie już przynosiła mężczyźnie napoje do pracy.
- Nie daj się zjeść. – Mruknął i odwrócił się do szklanych drzwi.
- Jasne, tobie też miłego dnia. – Przedrzeźniła go.
- Słyszałem, Granger. – Krzyknął za nią, a ona nic nie mogła poradzić na uśmiech cisnący się na usta.
Weszła do mieszkania, przecierając oczy. Zdjęła buty, rzuciła jakkolwiek torbę i weszła do łazienki. Nie chciała widzieć się z nikim, nawet jeśli tym kimś miała być Ginny. Drżącymi dłońmi przemyła twarz i dopiero potem spojrzała w lustro. Od razu się skrzywiła. Zaczerwienione oczy, rumieńce na twarzy. Brawo Hermiono. Zajęło całe pięć lat, kiedy kolejna osoba doprowadziła cię do płaczu. Chyba na gruncie edukacyjnym był to tylko Malfoy. A teraz nawet czasem z nim siadała na zajęciach z eliksirów do magomedycyny! Wypuściła drżący oddech. Nie dała się złamać Draco, nie da się złamać Carter. Nawet, jeśli uderzyła w bardzo czuły punkt. Ostatni raz przepłukała twarz, spuściła wodę w toalecie i wyszła. Dopiero wtedy Gin wyszła z pieczary.
- Hej, Hermiono. – Było widać, że przysnęła nad notatkami, miała zaczerwieniony policzek i rozczochrane włosy.
- Nudne zajęcia? – Prychnęła idąc do kuchni.
- Może nie nudne, ale Harry wpadł wieczorem. – Rozciągając się podreptała za brązowowłosą.
- Czyli moje znużenie po eliksirach było ci pomocne. – Uśmiechnęła się półgębkiem.
- Tak, choć Harry o mało nie spadł z kanapy, kiedy zobaczył patronusa Snape'a. – Ruda zachichotała.
- Żałuję, że tego nie widziałam. – Hermiona przyłożyła serce do serca i zaśmiała się serdecznie. – Dzisiaj jak chcesz też możesz go zaprosić, też nie wrócę. – Brązowe oczy młodej się wyostrzyły.
- Nie wracasz?
- Nie. – Odparła stanowczo. – Będziemy ważyć eliksir księżycowy, wymaga to nieprzerwanego warzenia do pierwszej w nocy. Nie opłaca mi się wracać, zwłaszcza że po dziesięciu znów muszę do niego wrócić. – Zajrzała do lodówki i skrzywiła się widząc tylko światło. Zapomniała się ostatnio z zakupami. – Zamawiamy coś?
Złożył ostatni podpis i mógł być dumny. Sprawa opatentowania eliksiru łagodzącego klątwy czarno magiczne, niezależnie od natury ich działania właśnie się zakończyła. Był to długi i ciężki proces przez wielu mistrzów, którzy nad nim pracowali i przez wielu mistrzów, którzy krzyczeli, że byli pierwsi. Severus miał szczerze dosyć, ale równocześnie wiedział, że właśnie te dokumenty pozwolą dalej się rozwijać jego aptekom jako potentatom na rynku eliksirów.
Zapadł się w fotelu i westchnął. Był zmęczony, od kilku dni nie spał, bo siedział w papierach. A kiedy w końcu chciał zaznać snu wracały koszmary z czasów posługi Czarnemu Panu. Naprawdę czasem zastanawiał się, czy niezależnie od tego, ile czasu minie i co osiągnie to czy zawsze będzie musiał przeżywać swoje winy w kółko. Wszystko zmierzało w stronę jednej wielkiej katastrofy, która nazywała się jego życiem.
Usłyszał pukanie do drzwi. Podniósł głowę, Do gabinetu wślizgnął się blondyn.
- Draco. – Powitał go skinieniem głowy.
- Wuju. – Chłopak nie trudził się ściąganiem płaszcza i usiadł na fotelu naprzeciw Severusa. Po lewo, tam, gdzie zawsze siadała Bambi. Zmarszczył brwi na to spostrzeżenie. – Nie zaczynaj, chce cię pogonić, żebyś znów nie siedział w pracy za długo.
- Już idę. – Mruknął i zaczął składać wszystkie papiery. Już kilka razy młodziak przychodził po niego. Zgarnął rzeczy do aktówki, kochał ją, bo o wiele prościej mu było zabierać papiery z pracy, jednak nienawidził jej, bo oznaczała pracę w domu.
- Więc ty tak na poważnie z Granger te praktyki. – Mruknął blondyn, kiedy tylko założył płaszcz.
- A czemu miałoby być nie na poważnie. – Sarknął, już zirytowany nadchodzącą rozmową. Lubił Draco. Naprawdę. Jednak wciąż drążony przez niego temat uczenia Bambi był denerwujący i Severus zaczynał tracić cierpliwość.
- Szczerze myślałem, że po prostu stracisz do niej cierpliwość. – Ruszyli do wyjścia. Pożegnał z Julią, która w końcu miała stanowisko przy jego gabinecie, i zaczęli schodzić na dół. – Albo bardziej, że to ona straci. – Mruknął bardziej do siebie. – Zerknął zainteresowany na chrześniaka, ale nie zatrzymał się. Najwyraźniej t wystarczyło, bo były ślizgon zaczął się tłumaczyć. – Nie ukrywajmy, tępiłeś ją w szkole. – Wytknął mu. – A sama Hermiona z dnia na dzień co raz bardziej wygląda jak duch.
- Hermiona? – Nic nie mógł poradzić na ukłucie w jego wnętrzu. Ukłucie, którego nie chciał.
- Czasem wymieniamy się notatkami ze wspólnych przedmiotów. – Wytłumaczył Draco. – A na niektórych ze sobą siedzimy. Nic dziwnego, że widzę, jak dziewczyna niknie w oczach. Do tego Carter. – Zeszli już na parter.
- Carter? Co za jeden? – Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak wiele przegapia. Mistrz powinien dbać o praktykanta. A tymczasem mistrzowsko ją zgnębia.
- Jedna. – Poprawił go. – Angela Carter uwzięła się na Granger jak ja czy ty w Hogwarcie. – Porównał. – Dzisiaj, jeśli wierzyć plotkom nazwała ją dziwką nietoperza z lochów. – Wyszli na mroźne, grudniowe londyńskie powietrze i tylko ten mróz powstrzymał Snape'a przed wybuchem. Zagryzł zęby.
- Mam do ciebie prośbę. – Zaczął lodowato. – Dowiedz się o tej jędzy wszystkiego, co możesz.
- Co… co chcesz zrobić?
- Dać jej lekcję na miarę nietoperza z lochów.
Czuła się skrępowana. Od kiedy przyszła, dziwnie się zachowywał. Delikatniej. Nie wymagała od niego delikatności. Jednak porzuciła niepotrzebne myśli na rzecz eliksiru księżycowego. Zbliżała się pierwsza w nocy, czyli kres na dzisiejszy wieczór ważenia, ale równocześnie najważniejszy jego moment. Severus równie mocno jak ona był skupiony na tym momencie. Sam przyznał, że po raz pierwszy próbuje tą metodę przyśpieszenia ważenia. Z duchem na ramieniu dodała pokruszone płatki lilii wodnej i zamieszała odwrotnie ze wskazówkami zegara. Wstrzymali oddech, gdy eliksir zaczął się mielić i wypuścili go, dopiero gdy ustabilizował się na srebrnej tafli.
- Udało się. – Mruknął. Tak, na razie. Ustawiła zegarek by odmierzył czas potrzebny do odleżenia.
- Pójdę się położyć. – Poinformowała go tylko i już ruszyła do wyjścia. Nie miała ochoty na jakiekolwiek towarzystwo, a po tym jak się zachowywał chyba na jego nie była gotowa.
- Nie chcesz ze mną posiedzieć? – Wypalił, a ona przystanęła w drzwiach. – Najpewniej i tak będziesz się kręcić w łóżku. – Sarknął. Miał rację. Nie była zmęczona, jej umysł potrzebował czasu na odtajanie wzmożonego skupienia. A on nie zaproponował seksu a posiedzieć. Jesteś naiwna, Hermiono.
- Może jak zaproponujesz szklaneczkę ognistej. – Mruknęła przez ramię. Spojrzał na nią z dozą nieufności, na co spłoniła się rumieńcem. – Mam ciężki czas, więc albo dajesz mi coś mocniejszego, albo po prostu pójdę się przewracać w łóżku. – Uprzedziła, jednak widząc jego kiwnięcie skierowała się do salonu.
Kominek już płonął, a ona rozsiadła się wygodnie na parapecie, wśród poduszek i podkuliła nogi, nadal odziane w kombinezon w smoczą skórę. Przypominając sobie o tym, zdjęła kurtę, zostając w podkoszulku i położyła ją ostrożnie na ziemi. Stanął nad nią i nic nie mówiąc podał jej szklankę napełnioną bursztynowym płynem.
- Dziękuję. – Szepnęła i upiła łyk. Może nie była wielką smakoszką whisky, ale czasami miewała na nią ochotę. Usiadł naprzeciw niej, w podobnej pozycji, przez co powstała między nimi luka. Nie wiedząc czemu, właśnie na widok tej luki dziewczynę coś pociągnęło w dół.
- Co się z tobą dzieje Granger? – Spytał, przerywając ciszę, która zapadła na kilka długich minut. Zamrugała, niepewna czy dobrze usłyszała, ale jego wyczekujące spojrzenie było wystarczającym potwierdzeniem.
- A co ma się dziać, Snape? – Odpowiedziała pytaniem na pytanie, poprawiając się na siedzisku.
- Bledniesz. – Wyznał prosto. Znów spąsowiała.
- Tuż po świętach nastąpi koniec semestru dają nam w kość…
- Nie wciskaj mi wymówek, już dość długo je ignorowałem. – Warknął. – Jestem twoim mistrzem, czy tego chcesz czy nie, jestem za ciebie odpowiedzialny. Dodatkowo, do cholery, pieprzymy się, to mnie chyba uprawnia do zrozumienia co złego się dzieje. – Zacisnęła mocniej dłonie na szklance. Nie daj się sprowokować.
- Mówiłam ci, wykładowcy też po mnie jadą. – Zauważyła spokojnie. – Severus, nie chce o tym rozmawiać i kropka. To moje problemy i nie chce, żebyś się w nie wplątywał. – Widząc urażony błysk w oku poczuła ścisk w żołądku. Nachyliła się i pocałowała krótko w usta. Wróciła na miejsce, jednak wyprostowała nogi, mieszając je z jego. – Obiecuje ci, że jak będę potrzebować pomocy, będziesz pierwszy do którego przyjdę. – Obiecała, a jej lekki uśmiech stał się trochę senny. Mózg ustąpił wielkiemu zmęczeniu.
- Wielka Panna Wiem To Wszystko musi rozwiązać problemy sama, tak? – Warknął.
- Tak. – Odparła prosto. – Pozwalam ci się dominować w wielu aspektach mojego życia, ale nie przesadzaj. – Uprzedziła.
- Jak na osobę oddaną mistrzowi i na osobę, która miała mi się oddawać w łóżku, całkiem odważne słowa. – Zauważył, dopijając zawartość szklanki. Z ziemi podniósł butelkę i uzupełnił zapas, jej proponując to samo. Zgodziła się, podsuwają swoje naczynie.
- A co, mam przeprosić i nigdy więcej tak nie mówić? – Spytała wprost, a szybkie spojrzenie powiedziało jej wszystko. Nie chciał. Hermiona zauważyła, że są ulepieni z tej samej gliny. Pragną dominacji, ale zdobytej, zasłużonej i szanowanej. Nie ślepej, nie głupiej. Dlatego ona uszanowała, że nigdy nie zdjął góry, podczas gdy ona była przed nim całkowicie roznegliżowana w różnorakich pozycjach. Dlatego on teraz uszanował, że chce sama rozwiązywać problemy.
- Jak spędzasz święta? – Z zamyśleń wyrwał ją jego cichy pomruk. Wzruszyła ramionami.
- Jadę do rodziców. – Odparła. – Mieszkają w Farley Hill. – Wyjaśniła. – Jakie ty masz plany? – Skopiował jej ruch ramion.
- Szczerze, nie wiem. – Zakręcił płynem w szklance. – Na pewno pójdę na grób matki. Potem najpewniej zamknę się tutaj i popracuje nad eliksirami. Ewentualnie w któryś ze świątecznych dni wpadnę do Malfoy'ów, zdaje się, że urządzają jakiś bal. – Przewrócił oczami. Hermiona nie mogła się zdecydować. Nie wiedziała, czy większy ból sprawia jej perspektywa planów jej mistrza eliksirów na święta czy ton jakim o tych planach mówił, jakby to była norma. Oparła głowę o framugę okna. Zmęczenie, emocje, śladowa ilość alkoholu robiły swoje i oczy dziewczyny same się zamykały.
- Lubisz w ogóle święta? – Spytała szczerze. – Bo ja nie. – Parsknęła. – Ale przynajmniej będę miała czas posiedzieć z rodzicami i ponadrabiać na uczelnię.
- Szczerze. – Zastanowił się chwilę nad odpowiedzią. – To po doświadczeniach z Hogwartu jako nauczyciel i kiedy akurat ojciec miał świąteczną zmianę… to tak, lubię święta. – Wyznał, a Hermionie pękło serce.
Rozmawiali jeszcze przez niedługi czas, póki ona znów nie usnęła. A on znów odniósł ją do sypialni. Rano, przy śniadaniu Bambi patrzyła na niego jeszcze bardziej spłoszonym wzrokiem. Ale gdzieś w za niepewnością kryła się decyzja. Z lat jej szkoły wiedział, że to nic dobrego. To właśnie to miała w oczach tuż przed złamaniem regulaminu.
- Co jest? – Spytał, odstawiając widelec na talerz. Także to zrobiła.
- Tak pomyślałam. – Szepnęła. – Że… że może chcesz pojechać ze mną do rodziców.
