Hermiona nie miała dobrego początku dnia. Obudziła się przed budzikiem, z bólem głowy, zapowiadającym najpewniej spadek ciśnienia, ale przede wszystkim sama. Było to dziwne i dezorientujące. Dodatkowo, Ginny patrzyła na nią jak na kosmitkę, od kiedy tylko wyszła z łazienki po porannym prysznicu.
- O co chodzi? – Spytała w końcu, podnosząc spojrzenie od kanapek, które właśnie robiła. Podczas gdy młodsza szykowała się w łazience Granger pobiegła do sklepu na dole i zrobiła najpotrzebniejsze zakupy, planując większe na dzisiejsze popołudnie.
- O co może chodzić? – Burknęła, zaplatając ręce dookoła kubka z herbatą.
- Gin, znam cię od jedenastego roku życia. – Wywróciła oczami i wznowiła robienie kanapek. – Widzę, że coś się dzieje. – Ruda zakręciła się na krześle i spojrzała badawczo na przyjaciółkę.
- Po prostu nie potrafię sobie umiejscowić Severusa Snape'a w naszym mieszkaniu wczoraj wieczorem. – Wypaliła, a mulatka zastygła. Zamrugała i ponownie zaczęła kroić pomidora.
- Wpadł na obiad. – Wzruszyła ramionami. – Wiedziałam, że pewnie będziecie siedzieć długo w Norze, nie chciało mi się jeść samej, a mieliśmy do przegadania kilka eliksirów o których przeczytałam podczas przerwy. – Nie zdobyła się, żeby przyznać się Ginny, że Severus gościł u niej przez całe święta. Owszem, powiedziała, że spędzili sylwestra na balu u Malfoyów, ale nic poza tym. To by znaczyło za dużo tłumaczeń, na które jeszcze nie była gotowa. Nawet przed samą sobą.
- Ale to Snape. – Jęknęła, rozpierając się na krześle. – Zły i okrutny nauczyciel eliksirów. – Wyrzuciła dłonie w górę. – I jestem mu wdzięczna, choć pewnie ma to w poważaniu, że przyjął cię na praktyki. Jasne. – Prychnęła. – Ale mam w głowie, że zrobił to pewnie tylko dlatego, że musiał.
- Co… jak musiał…
- A dług życia? – Zaatakowała, a jej piegowata twarz zaczerwieniła się, podobnie jak u brata. Hermiona poczuła za to, jak jej zły humor staje się jeszcze gorszy.
- Nie musiał. – Rzuciła nóż o blat. – Do cholery, nie musiał. – Powtórzyła głośniej. – Spłacił dług dawno temu. Przyjął mnie, bo wiedział, że może mi pomóc. Bo to właśnie robił przez ten cały cholerny czas, kiedy my próbowaliśmy udowodnić mu, że jest złamasem. Chronił nas i pomagał. – Warknęła. – Mistrzowie i praktykanci spędzają każdą wolną chwilę razem, Ginny. A ty chyba zapomniałaś, że Severus Snape jest człowiekiem jak każdy inny. – Pomasowała palcami brwi. Brązowe oczy przyjaciółki śledziły ją w ciszy, kiedy nakładała gotowe śniadanie na talerze i ułożyła na stole. Usiadła naprzeciwko Weasley i wzięła pierwszą kanapkę.
- Może właśnie to mi nie pasowało. – Mruknęła niechętnie ruda, skubiąc plaster szynki. – Bo wczoraj… właśnie taki był. Ludzki. – Granger parsknęła śmiechem.
- Uwierz, Gin. Przesiedziałam z nim bardzo dużo wieczorów bardziej lub mniej formalnych. – Uśmiechnęła się z nostalgią. – I naprawdę, nie jest maszyną do dręczenia gryfonów. – Zaśmiały się obie, aż do szyby nie zapukała sowa z prorokiem codziennym.
- Ja odbiorę. – Mruknęła Weasley i wstała. Zapłaciła za gazetę i już w drodze do stołu zaczęła czytać nagłówek. Podniosła brwi i gwizdnęła. Hermiona Spojrzała na nią dziwnie i śledziła każdy jej krok, gdy ta szła do stołu i położyła przed nią gazetę. – Ale muszę przyznać, wyglądałaś szałowo.
Zbladła, widząc siebie, stojącą pod rękę z Severusem w scenerii balu noworocznego. Podnosiła dłoń by przykryć usta, gdy się śmiała, podczas gdy jej partner wykrzywił ironicznie wargi. Jeśli pamięć jej nie myliła, a to mało prawdopodobne, to Draco właśnie wtedy opowiadał jakąś zabawną anegdotkę.
- Hermiona? – Zaniepokoiła się Ginny, gdy zbladła mocniej po odczytaniu nagłówka.
„Od pojętnej uczennicy do ponętnej kochanki. Historia związku Hermiony Graner i Severusa Snape'a"
- Nie interesuje mnie to, Randal. – Warknął, zaczesując włosy do tyłu. – Chce mieć jej głowę na tacy, za te brednie, które wysmarowała w proroku.
- I będzie ją pan miał. – Rzeczowy głos jego rzecznika prasowego zdawał się studzić jego gniew, który od rana płonął. Od kiedy tylko przeczytał ten cholerny artykuł. Od razu wysłał sowę do Randala by żądał od proroka sprostowania, a sam poszedł do biura, pod którym roiło się mnóstwo dziennikarzy. Znowu.
Po usłyszeniu zapewnienia od brązowowłosego czarodzieja, który zajmuje się jego wizerunkiem, zwrócił wzrok na spokojnego blondyna, który siedział w fotelu obok.
- McCartney, dyscyplinarne zwolnienie Jonsona. – Zdecydował. Mężczyzna kiwnął głową, a samopiszące pióro zanotowało coś zamaszyście. – I dodaj aneksy do umów o nieudzielaniu wywiadów o rzeczach niezwiązanych z moim życiem zawodowym, do jasnej avady.
- Oczywiście, panie Snape. – Pióro znów coś naskrobało.
Tak, obecna sytuacja była na tyle irytująca, że winę ponosił jeden z jego pracowników, który udzielił wywiadu o częstych odwiedzinach Bambi w jego biurze i dobrej komitywie, którą okazali na balu. Cała reszta artykułu, jakoby zakochali się w sobie, a Granger pojawiła się tam jako jego narzeczona była wyssanymi z palca bzdurami reporterki, która chyba nie miała życia prywatnego.
Nie dość, że nie przespał prawie całej nocy, to jeszcze miał taką bombę z rana.
- Wynocha. – Warknął. A mężczyźni wstali i skierowali się do wyjścia. Obrócił się do okna i zapatrzył na ulicę. Problem przez problem jest poganiany.
Złapał się na tym, że najbardziej się martwi jak z tym wszystkim czuje się Bambi. To ona musiała stawić czoła zajęciom na uczelni i zawistnym rówieśnikom. A skoro bez przesłanek dawali jej popalić, to co dopiero po tym, pożal się Merlinie, artykule? Oparł łokieć o podłokietnik i zaczął bawić się kolczykiem w uchu, co było dziwnie relaksujące. Wiedział, że średnio może sobie pozwolić na chwilę takiego odpoczynku – burdel sprzed świąt sam się nie rozwiąże, choć jest mniejszy, to nadal uciążliwy, ale nie mógł sobie odmówić choć tej chwili wytchnienia. Zapowiadał się ciężki tydzień i wbrew sobie, czuł pocieszenie, że za kilka godzin spotka Hermionę i będzie mógł się odstresować.
Była cicha. Nawet jak na nią.
Głowę miała skierowaną na kociołek, w którym bulgotała przed chwilą wymieszana mikstura, ale oczy jakby błądziły dookoła niego, a usta poruszały się bezdźwięcznie. Po przyjściu do jego mieszkania od razu skierowała się do pracowni, ucinając wszelkie rozmowy i zaczęła warzyć nowy eliksir. Doskonale znał chęć samotności bijącą od niej dlatego nic nie mówił. Dał jej się oswoić. Będą mieli przecież czas na rozmowę.
Jednak jak usłyszał jej ciche „pięćdziesiąt cztery" i złapała za kwiat lawendy by wydzielić cztery listki, a nie jak w przepisie, trzy, musiał zareagować.
- Co ty robisz, na Merlina? – Złapał ją za rękę zanim zdążyła chociażby zbliżyć dłoń do kociołka.
- Dodaję ilość lawendy, która przyśpieszy proces ważenia i najpewniej zredukuje wpływ hormonów. – Stwierdziła jak gdyby nigdy nic. Zamrugał.
- Co zrobi, przepraszam? – Puścił jej dłoń, nadal mając na uwadze czy nie wrzuci składnika. Sapnęła zniecierpliwiona.
- Severus, zaraz ci to wytłumaczę, ale muszę to zrobić teraz. – I nie czekając, zamachnęła się, dodając fioletowe płatki do wywaru, od razu zaczynając powoli mieszać. Patrzył oniemiały, jak się rozpuszczają, a eliksir przyjmuje ich kolor. – Wygląda jak powinien. – Oceniła, patrząc na niego nieśmiało.
- Co to do cholery miało być. – Warknął, prostując się. – Mogliśmy wybuchnąć.
- I ty i ja dobrze wiemy, że żaden ze składników tutaj nie reaguje z lawendą wybuchem. – Wywróciła oczami. – Jedyne co ryzykowałam to eliksir w ściekach. – Postukała paznokciem o blat. – Obliczyłam to. – Odpowiedziała na wcześniejsze pytanie. – Podstawiłam odpowiednie zmienne w odpowiednie miejsca i mi wyszło. – Spojrzała mu w oczy. – Od kiedy mi powiedziałeś, że kobiety są dyskryminowane postawiłam sobie za cel wniesienie czegoś w tą dziedzinę. Stwierdziłam, że obliczenie wzoru numerologicznego na obejście zależności hormonalnej to jest to. W końcu mam z tego mistrza. – Przygryzła wargę zdenerwowana. Spojrzał jeszcze raz na eliksir i przelał próbkę chochlą. Gęstość, kolor w porządku, gdy nachylił się by powąchać okazało się, że też dobrze pachnie. Naprawdę zaoszczędzili pięć godzin ważenia.
- Nic nie mówiłaś. – Zakołysała się na piętach, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Bo nie wiedziałam czy w ogóle to możliwe. – Wzruszyła ramionami. – Szczerze to było tylko marzenie, nie potrafiłam dopasować żadnych liczb do tego. – Skupiła wzrok na eliksirze. – Aż dzisiaj zasiedziałam się w bibliotece. – Przyznała po chwili ciszy. – I rozpisałam równanie poprawne logicznie i zgodne z zasadami Powella, do którego mogłam podstawić składniki eliksiru Becka. – Wsunął dłoń na jej policzek i pogłaskał kciukiem kość policzkową.
- Jesteś niemożliwa. – Szepnął, na co jeszcze mocniej spłonęła.
- Cóż. – Oczyściła gardło. – Jakkolwiek się starałam nie dałam rady wyliczyć skrócenia tego warzenia. – Wskazała na stanowisko. – Więc będę jakoś się zbierać. – I zanim zdąży l coś powiedzieć obróciła się na pięcie i ruszyła do wyjścia.
- Poczekaj. – Zrównał z nią, a finalnie zaszedł drogę w korytarzu. – Uciekasz. – Zarzucił jej z podniesioną brwią. Prychnęła i potrząsnęła głową.
- Severus. – Jęknęła. – Spotkałam kilku dziennikarzy dzisiaj. Naprawdę uważasz, że powinnam zostawać dzisiaj na noc, po tym okropnym artkule? – Podniosła brew, kiedy tylko przepuścił ją, jednak swoją osobą zagrodził jej wyjście z mieszkania.
- Artykułem się nie martw. – Odparł prosto. – Nie mam zamiaru zaniedbywać twoich praktyk przez pomówienia, a oficjalnie, ten eliksir powinien się robić jeszcze przez kilka godzin. – Westchnęła ale ruszyła w stronę salonu.
- Łatwo ci mówić. – Umościła się na kanapie, ruchem ręki rozpalając ogień w kominku. – To nie ciebie potem dręczą na uniwerku.
- Znów to zrobili? – Wyjął z barku ognistą i wino, a gdy wskazała podbródkiem whisky nalał w dwie szklaneczki.
- Cóż, robili to przed pojawieniem się tego zasranego artykułu. – Zmarszczyła zniesmaczona brwi, przyjmując trunek. – Podaj jeden powód, żeby nie mieli teraz tego zrobić.
- Przyzwoitość czarodzieja. – Opadł obok niej i pociągnął łyk.
- Zdecydowanie za dużo. – Jęknęła, gdy wyprostowała nogi i oparła się o jego ramię.
- Jutro pojawi się sprostowanie. Cały dzień moi pracownicy od PR-u się tym zajmowali i proszę bardzo, udało się.
- Naprawdę myślisz, że to coś da? – Spojrzała na niego tymi wielkimi, brązowymi oczami.
- Szczerze, wątpię. – Wyjął z jej dłoni ledwo naruszoną szklankę i odstawił obydwie na stolik. Złapał za jej policzki. – Ale chciałem zrobić problem tej lafiryndzie, która zrobiła problem nam. – Zachichotała, wymykając twarz z jego uścisku.
- A z innej beczki. – Poprawiła kosmyk włosów. – Co to za samolocik, który przyleciał dzisiaj do mnie? – Uniosła brew. Uśmiechnął się zawadzko.
- Pamiętałem jak mówiłaś, że potrzebujesz szybszego sposobu komunikacji. – Tak naprawdę brakowało mu towarzystwa, gdy była u siebie. Przez pół nocy siedział nad zaklęciem, które rozszerzy zaklęcie, z którego dzieciaki używały w klasie na dalsze odległości. Dzięki temu Baron nie będzie się nadto męczył, a wiadomości będą szybciej przekazywane. – Wiadomości będą na zasadzie mugolskich maili.
- Severus! To jest genialne! – Zaśmiała się. – Naucz mnie. – Usiadła na piętach, i przypatrywała się mu. Pokręcił głową i wplątał dłoń w jej włosy.
- Jutro ci wszystko pokażę, obiecuje. – Pogłaskał jej policzek, a ona spuściła wzrok. A on ją pocałował. Bambi weszła mu na kolana i usiadła na nim okrakiem, oddając żarliwie pocałunek. Złapał ją mocno za uda i wstał, gdy mocno do niego przylgnęła.
Mijając drzwi zrzucił jej kurtę ze smoczej skóry. Ona przy schodach zrzuciła mu spodnie, podobnie jak on jej na ich szczycie. Gdy otworzył drzwi od sypialni, zostawił na korytarzu za nimi t-shirt, w który była ubrana. A kiedy Hermiona stanęła przed nim w samej bieliźnie, pozwolił ściągnąć swoją koszulę. Cofając się do łóżka, patrzyła mu prosto w oczy. I nie przerywając kontaktu, położyła się na nim, ciągnąc Severusa za ramiona. Oplotła go nogami w pasie i przyciągnęła twarz do pocałunku, powoli pozbywając się ostatniej garderoby.
Poprawił się między jej nogami i delikatnie wszedł w nią. Powoli w nią wchodził i z niej wychodził a ona wiła pod nim. Co dziwne, żadnemu z nich nie przeszkadzało spokojne tempo, które narzucił. Przeczesywała mu włosy, pilnując się, by nie zejść rękoma niżej, niż ramiona, a on co chwilę pochylał się do jej piersi by złamać zaróżowiony sutek w swoje usta.
Podniosła biodra, jęcząc co raz głośniej, a jego ruchy stawały się co raz bardziej chaotyczne, szybsze. Aż w końcu w niej doszedł, równo z nią. Opadł na nią, a następnie przeturlał się na bok, wychodząc z niej.
Oddychała głęboko z zamkniętymi oczami, a on przypatrywał się jej profilowi, sam normując oddech.
- Patrzysz na mnie. – Szepnęła, odwracając twarz w jego stronę. – Przyznam, że trochę stresujące. – Prychnął rozbawiony.
- Patrzę przed siebie, moim celem nie jest zestresowanie cię. – Odchrząknął, przeczyszczając gardło. Ziewnęła przeciągle. – Źle spałaś?
- Yhm. – Mruknęła sennie, mając przymknięte oczy.
- Tylko nie zasypiaj, Granger. Jeszcze z tobą nie skończyłem. – Nachylił się nad nią i pocałował.
- Ginny! Pośpiesz się. – Warknęła Hermiona zakładając już buty. Nerwowo zerknęła na zegarek i przeklęła pod nosem. Nienawidziła się spóźniać.
- Już, już. – Rudowłosa wyszła z pokoju, poprawiając włosy i podeszła do przyjaciółki. – Miona, nie ma co się martwić, oni i tak się spóźnią.
- Nie równajmy do dołu, dobrze? – Fuknęła, zakładając płaszcz. Weasley tylko przewróciła oczami i sama zaczęła się ubierać.
- To tylko piwo z przyjaciółmi, nie stresuj się tak. – Zachichotała, zapinając kozaki. Starsza z dziewczyn obdarzyła ją chmurnym spojrzeniem.
- To, że nie chcę się spóźnić na umówione spotkanie, chociażby jest to piwo, nie znaczy, że się stresuje. – Burknęła, obserwując rozmówczynię.
- Zobaczysz, jeszcze nam zmarzną dupy na zewnątrz. – Poprawiła rude włosy i ruszyła z zapałem do drzwi.
- Tak, bo przecież zaklęcia ogrzewające nie istnieją. – Parsknęła Hermiona, ruszając za nią.
Otworzyły zamaszyście drzwi i o mało nie wpadły na dwóch rosłych mężczyzn, którzy stali za nimi.
- Och, wy już? – Ucieszyła się ruda, podchodząc do Harry'ego i dając mu całusa na powitanie.
- Tak, wyjątkowo nam się udało. – Ron uścisnął je na powitanie. Cała trójka patrzyła jak Granger zamyka drzwi od mieszkania i ruszyli do wyjścia z bloku.
- Widzisz, Gin? – Pokazała język młodszej z dziewczyn, na co tamta tylko zachichotała.
Ruszyli grupą na Pokątną, do pubu, który wszyscy sobie upatrzyli przez tyle lat. Nad roześmiani weszli do lokalu i skierowali się do stolików, rozbierając się przy okazji z płaszczy.
- A co u twoich rodziców, Hermiona? Jak w ogóle święta? – Spytał Ron, kiedy już dostali po kuflach.
- U nich dobrze. – Wzruszyła ramionami. – Wiecie jak to oni, magia świąt i te sprawy. – Zmarszczyła nos w niesmaku. – Choć muszę przyznać, że ten rok był wyjątkowo udany.
- Och, czyżby Sylwester w towarzystwie Snape'a aż tak ci poprawił ten czas? – Spojrzała ze zmarszczonymi brwiami na byłego chłopaka.
- Nie przesadzasz? – Zmierzyła go wzrokiem. – Po prostu po męczącym semestrze naprawdę miło było wrócić do domu.
- Propo Snape'a. – Włączył się Harry. – Jak ci się udało zyskać ten wieczór wolny?
- Normalnie? – Parsknęła. – Poprosiłam. Mieliśmy zaczynać nowy eliksir, ale wypadło nam to wyjście, to po prostu się z nim dogadałam. Nie jest psychopatą, który mnie zajedzie. – Spojrzenie, które wymienili chłopcy, jasno wskazywało, że właśnie zburzyła im światopogląd. – No wiecie co?!
- Mionka, musisz przyznać, że przed praktykami, sama nie miałaś o nim lepszego zdania. – Wtrąciła się Ginny, widząc oburzenie przyjaciółki.
- Na pewno nie aż tak złe. – Upiła spory łyk piwa.
- Tak jak się stresowałaś przed rozmową z nim? – Podniosła zawadzko brwi, a Hermiona się zaróżowiła. Pamiętała, jak się stresowała, kłamstwem, którego musiała dopilnować, by się nie wydało, że już wtedy miała jego praktyki.
- To co innego. – Mruknęła, nieprzekonująco, gdy znów odezwały się w niej wyrzuty sumienia.
- Oczywiście, kochanie. – Ron poklepał ją po dłoni, ale szybko ją zabrała.
- Wracając. – Potarła rękę. – Jak wy spędziliście święta? Co u Molly?
Hermiona doszła do wniosku, że chyba za dużo wypiła. Doszła do tego wniosku, wpatrując się w plakat w łazience, kiedy Ginny była w kabinie. I uznała ten fakt za dziwny, zważywszy na ilość alkoholu jaką wlewa w siebie w towarzystwie Severusa.
- Severus! – Krzyknęła nagle przypominając sobie o czarnowłosym.
- Wy już na ty jesteście? – Zachichotała ruda, wychodząc do niej.
- Nieistotny szczegół. – Zbyła ją, mijając ją w wejściu do kabiny.
- Wszystko jest istotne! – Krzyknęła za nią roześmiana Ginny, ale Hermiona już jej nie słuchała tylko usiadła na sedesie, puszczając powietrze przez nos. W sumie, jak zaczęła już myśleć o Severusie to czemu się z nim nie skontaktować. Przez miniony tydzień testowali nowy sposób i pora znów go przetestować. Wyjęła ze spodni zwitek lakieru i najnormalniejszy w świecie długopis. Postukała nim o usta, zastanawiając się co może napisać.
- Hermiooonaaaa! Umarłaś tam? – Z zamyślenia wybudziło walenie w drzwi jej przyjaciółki.
- Idę! – Wrzasnęła. Szybko naskrobała parę słów i złożyła odpowiednio, co zajęło jej trochę, zważywszy, że parę razy się pomyliła. Wytarła się, nałożyła spodnie i spuściła wodę, a potem wyszła z kabiny i podeszła do okna, gdzie puściła wiadomość, która szybko poszybowała do odbiorcy.
- Z kim piszesz?! – Weasley wpadła na jej plecy, na co obie zachichotały. Zanim jej odpowiedziała, podeszła chwiejnym krokiem do zlewu i zaczęła myć ręce.
- Nieważne. – Pokazała jej język i wytarła dłonie o dżinsy.
- Nie daj się prosić! – Wyszły na zatłoczoną salę, przebijając się do chłopaków. Usiadła przy stole, gdzie czekał na nią szot tequili.
- Za tajemnice! – Podniosła kieliszek i czekała aż inni to zrobią.
- Za tajemnice! – Krzyknęli i wypili, od razu sięgając po cytrynę na środku stołu.
- Ale jakie tajemnice? – Ron znów objął jej ramiona, ale była już zbyt znużona, by go poprawiać. Ale próbowała zapisać sobie w pamięci, żeby z nim o tym porozmawiać. Podczas tego wieczoru za bardzo do niej się przyczepiał.
- Mionka z kimś pisze! – Zakablowała Gin, wskazując ją oskarżycielsko palcem. Uścisk Rona się wzmocnił, a już zaróżowione policzki, zaróżowiły się bardziej.
- Z nikim nie piszę! – Zaprzeczyła, uciekając z uścisku przyjaciela, ponieważ ten zaczął ją boleć. Harry już chciał coś powiedzieć, ale przerwał mu samolocik, który wylądował tuż przed Granger.
Wymieniły się z Ginny spojrzeniami i rzuciły się na wiadomość. Jednak brązowowłosa była szybsza i zgarnęła samolocik dla siebie.
- Wścibscy! – Czknęła, gromiąc ich wzrokiem. Poczuła jak ją trochę mdli od alkoholu, dlatego wstała. – Idę się przewietrzyć. – Zgarnęła płaszcz, a Ron się poderwał.
- Pójdę z tobą. – Spojrzała na niego krytycznie i potrząsnęła głową.
- Sama, Ron. – I odeszła, przepychając się przez ludzi. Jakby wysikanie zwolniło blokadę, zaczęła się czuć jeszcze bardziej pijana. W głowie jej dudniło i kręciło, a w gardle czuła, że jeszcze jeden szot i będzie rzygać.
Wyszła na chodnik przed lokalem i wzięła głęboki oddech. Uśmiechnęła się nieśmiało., i najpewniej pijacko, do grupki palaczy i odeszła jeszcze kawałek. Wyjęła samolocik i go rozłożyła.
Jok się bowisz w dommu?
Jesteś napruta, prawda? Zgarnij Ginevrę i wracajcie do domu, albo podaj adres to cię odbiorę.
Zachichotała.
- Apodyktyczny dupek. – Mruknęła pod nosem i, opierając kartkę o ścianę, napisała odpowiedź.
Som se wrocaj.
Dumna, złożyła znów samolocik i wysłała go w Londyn. Usiadła na schodkach sąsiadującej z klubem kamienicy i patrzyła na ziemię, starając się opanować nieprzyjemne uczucie w gardle i żołądku. Oddychaj, oddychaj.
Poczuła oplatające ją ramiona i natychmiast się poderwała. Na schodkach, przed chwilą tuż obok niej, siedział Ron, który wstał uśmiechając się głupkowato.
- Co ty robisz? – Spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami.
- Tylko cię przytulam! – Rozłożył ramiona i zgarnął ją do siebie. Czuła jego ręce błądzące po jej plecach, ale gdy te zjechały w okolice jej kości lędźwiowych chciała się odsunąć.
- Ron, puść. – Szarpnęła się, jednak przyjaciel tylko przyciągnął ją bliżej. – Ron!
- Zrozumiałem, Hermiono. – Czknął pijacko. – Wreszcie zrozumiałem.
- Ale co, do cholery?! Ron! – Krzyknęła oburzona, kiedy jego ręce zjechały na jej pośladek. Dla dziewczyny najgorsza była niemoc spowodowana alkoholem.
- Że chcesz wrócić! Do nas! – Krzyknął uradowany. – I ten sylwester, kiedy ciebie nie było i to jak mnie ignorujesz. Udało ci się, w końcu zrozumiałem.
- Co? Co ty pleciesz. Puść mnie w końcu…! – Ekspresowo jedna ręka z lędźwi wylądowała na jej głowie i przyciągnął ją do pocałunku. Próbowała się wyrwać ale trzymał ją zbyt mocno, a była zbyt zamroczona alkoholem, by mogła skupić magię. Ale gdy polizał tym obleśnym językiem po jej ustach, nie wytrzymała i go w niego ugryzła. Odskoczył od niej jak oparzony.
- Zwariowałaś?! – Krzyknął, trzymając się za usta.
- Ja?! Nie chce do ciebie wracać, co ty znowu gadasz?! – Krzyknęła, równocześnie czując zbierające się wymioty.
- Nie udawaj, już nie musisz! – Znów ją złapał, jakby zapominając bo bolącym języku.
- Puszczaj mnie! – Wrzasnęła, zamykając oczy i odpychając się od niego. Usłyszała jęk i poczuła szarpnięcie po którym przestała czuć ręce chłopaka na swoim ciele.
- Wyraziła się jasno. – Otworzyła oczy i zamaszyście obróciła się za siebie. Tuż za nią stał Severus Snape we własnej osobie.
Jednak obrócenie głowy tak szybko poskutkowało ostatecznym pawiem. Czując to odskoczyła od mężczyzny i zwymiotowała na chodnik. Usłyszała zdegustowany jęk rudowłosego i szmer ubrań Severusa. Zgarnął jej włosy z twarzy.
- No już, spokojnie. – Mruknął. – A ty Weasley, przydaj się na coś i powiedz siostrze że zabieram Granger do siebie.
- Jakim prawem…!
- Zamknij się i zniknij mi z oczu. – Warknął Snape, a Ron chyba poczuł groźbę w głosie i ruszył do wejścia. W tym czasie Hermiona miała już pusty żołądek i zaczęła się krztusić samym odruchem wymiotnym. – No Bambi – Zaczął gdy zostali sami. – Pora na oddźwięcznienie się za święta z twoim ojcem.
- On… on… - Mamrotała i upadła, siadając na krawężniku.
- O nie, Granger. – Podniósł ją za pachy i złapał pod kolanami.
- Zostaw, mogę sama. – Szarpnęła się bez siły.
- Zamknij się. – Spojrzała na niego oburzona. Jednak oczy same jej się zamykały i uznała że lepszy jest sen, niż kłótnia. Więc zasnęła.
Obudził ją promień słońca, który świecił jej prosto w oczy. Jęknęła i poprawiła kołdrę, bardziej się w niej zakopując.
- Już wstałaś? – Severus ruchem ręki zasłonił okna, na co odetchnęła z ulgą, kiedy uporczywy promyk zniknął.
- Prawie. – Z ociąganiem otworzyła oczy i zmarszczyła brwi zdezorientowana. Nie poznawała tego pokoju. Nowoczesne, drewniane ściany, dwuskrzydłowe drzwi do garderoby i łuk do łazienki. W sypialni, poza dużym łóżkiem, na którym leżała była wielka półka na książki i fotel, na którym siedział gospodarz. – Gdzie… gdzie ja jestem?
- U mnie w sypialni. – Wzruszył ramionami. – Byłaś na tyle sponiewierana, że wolałem cię położyć do wygodniejszego łóżka.
- O Merlinie. – Zasłoniła się ręką i została tak, póki nie poczuła jak mężczyzna siada w jej nogach. – Przepraszam, że mnie taszczyłeś w takim stanie. – Wzruszył ramionami.
- Finalnie to ty mnie ogarniałaś pierwsza i to przy twoich rodzicach. – Poprawił jej kosmyk włosów. Popatrzyli na siebie w ciszy. – Możesz skorzystać z mojej łazienki, znajdziesz tam szczoteczkę do zębów.
- Dziękuję. – Uśmiechnęła się do niego. Nachylił się nad nią i krótko ją pocałował.
- Skwaśniałaś. – Skomentował cierpko. – Odśwież się, ja zlecę śniadanie.
Wyszedł z pokoju, a ona się zebrała. Łazienka była zaskakująco duża i utrzymana w ciemnych barwach. Po kąpieli i umyciu zębów, zeszła do jadalni.
Severus siedział na szczycie stołu i czekał na nią czytając proroka. Podeszła do niego i pocałowała.
- Lepiej? – Zaśmiała się, zajmując swoje miejsce. Uśmiechnął się lekko w odpowiedzi.
A Hermiona złapała się na tym, że czuje się jak w domu.
- To co nowego w tym szmatławcu?
