Rozdział 5
Ashoka szła na mostek z Momo na ramieniu. Koshiban mruknął ponaglająco, gdy mijała jedno z pomieszczeń. Wbił w Ashokę naglące spojrzenie swoich rozżażonych oczu. Ashoka zrozumiała. Nacisnęła dłonią na gałkę w drzwiach. Otworzyła się przed nią niewielka kajuta. Koja, mały stolik, cały pokój rozmiarów szafy.
- To moja kajuta, tak?-zapytała upewniająco. Momo cały czas wbiłjał w nią przenikliwy wzrok.- Wracajmy na mostek, może tam ktoś wie, co się dzieje z Rexem...
- Nie powiedzą ci.
Ashoka rozejrzała się niepewnie. Głos był głęboki, matowy i zachrypnięty. Wyraźnie słyszała, jak ktoś wypowiedział te słowa, sylaba po sylabie. Ale przecież w kajucie poza nią i Momo nie było nikogo. Czyżby traciła rozum?
- Nie powiedzą ci.- Momo ponownie wpił się spojrzeniem w twarz byłej padawanki. Zachrypnięte i kanciaste słowa wychodziły spomiędzy jego warg.
- Umiesz?... umiesz mówić? - niby nic w tym dziwnego. Dziwniejsze stworzenia płynnie posługiwały się Galaktycznym Wspólnym.
Momo prychnął lekceważąco.
- Jasne, że umiem.
- Czemu... nic nie mówiłeś wcześniej? - pytania nie chciały sklejać się w ustach Ashoki pod wpływem szoku. Dobrze było zająć umysł czymś innym, niż nierówna walka z Imperium, czy to, że Ashoka odnalazła dawnego towarzysza broni i zaraz znowu straciła go z oczu.
- Nie wiedziałem, czy warto się do ciebie odzywać. Ja i Rex nie musimy klepać jadaczką bez powodu, on i tak zawsze wie, o co mi chodzi.
Ashoka pod naporem zaskoczenia usiadła na koi w swojej małej kajucie. Otaczały ją ciasne ściany niewielkiego pomieszczenia. Momo zeskoczył z ramienia dziewczyny, wprost na łóżko.
- Co się... co się z nim dzieje? - była padawank drążyła pytaniami. Kushiban odpowiedział jej spojrzeniem pary płomiennych oczu.
- Jak wydobrzeje, sam ci powie jeśli będzie chciał. Ja nie zdradzam tajemnic przyjaciela.
Ashoka podniosła się z łóżka, splatała i rozplatała dłonie, nie wiedząc co robić. Biec do kajuty Rexa, za wszelką cenę próbować otworzyć drzwi? Jeśli Sere nie będzie chciał jej wpuścić krzyczeć i kopać w drzwi? Rex prosił, żeby mu zaufała. Co mu jest? Co teraz się z nim dzieje?
- Nie może teraz stracić Rexa. Nie zniesie utraty jeszcze jednej bliskiej osoby.
- Jest z nim Sere. Nie mógł trafić lepiej.
Ashoka bardzo chciała wierzyć Momo. Chciała wierzyć, że ten puchaty kłębek futra, o płomiennych oczach, przewiercających spojrzeniem na wskroś wie, co mówi.
Nagle statkiem zatrzęsło. Była padawanka i Kushiban wymienili pospieszne spojrzenia, po czym futrzak wdrapał się na ramię Ashoki, a ona w pośpiechu zbiegła na mostek.
Za sterami siedziała Kirin, ale już nie była taka władcza jak zawsze. Twarz Kaminoanki zdradzała niepewność i stres, skrywane pod maską wyniosłości. MDMA podłączył się do pulpitu sterowniczego. Znowu piszczał elektronicznym oburzeniem. Kirin powitała dwójkę przybyszów gniewnym spojrzeniem.
- Gdzie jest Rex? - wybuchnęła. - Podchodzimy do lądowania! Weszliśmy w pas asteroid! Musi mi pomóc!
- Rex nie może teraz przyjść. Zastąpię go. - Ashoka pobiegła do stanowiska strzelniczego. Momo zeskoczył z jej ramienia. - Ty posadź Potwora, ja zajmę się asteroidami.
Ashoka widziała zestaw działek na dziobie statku. Miała nadzieje, że to wystarczy.
Nerwowo naciskała przyciski, na kontrolerach. Rozżażony świetlistymi puntami mały ekran, pokazywał jej położenie asteroid. Znajdowały się dokładnie na ich kursie. Zastęp meteorytów zagradzał im drogę do planety. Strzępy skał rozpadały się pod laserowym ostrzałem działek. W pył obracała się kolejna i kolejna asteroida. Nagle uszy wszystkich zgromadzonych na mostku przeszył bolesny huk.
- Dostaliśmy!- krzyknęła Ashoka. Nie miała pojęcia, czy ktoś na mostku ją usłyszał.
Jedna z asteroid przedarła się przez gorączkowy, laserowy ostrzał Ashoki i zraniła powierzchnię Potwora. MDMA natychmiast rzucił się do jednego z luków, którym mógł wydostać się na zewnątrz.
Ashoka nie przerywała ostrzału, kolejne kamienne ciała kruszyły się pod dotknięciem działek. MDMA był na zewnątrz, pełzał po grzbiecie statku starając się naprawić uszkodzenia. Jakimś cudem na swoich przypominających wrotki stopach trzymał się metalowej powierzchni, nie wyleciał wprost w usianą gwiazdami przestrzeń bez powrotu. Ashoka zobaczyła planetę, tuż przed nimi, zdawałoby się na wyciągnięcie ręki, zieloną, tajemniczą i oczekującą. Pospiesznie obróciła w pył kolejne asteroidy zgradzające im drogę do schronienia. Rozpadły się w stos odłamków, które pochłonęła międzygwiezdna ciemność.
Za moment spowijająca wszystko czerń, usiana punktami gwiazd i planet zmieniła się w rozświetlony błękit. Weszli w atmosferę. Potwór wytracał prędkość. Ashoka pobiegła na mostek, żeby zająć miejsce za sterami drugiego pilota.
Kiedy minęli już kolejne sterty chmur Ashoka widziała pod nimi zalew zieloności, las utkany z drzew, lian i pnączy. Potwór schodził coraz niżej i niżej, podchodził do lądowania coraz wolniej. Ashoka rozglądała się, szukając miejsca, gdzie mogliby bezpiecznie posadzić metalowe cielsko.
- Tam. - za spojrzeniem płomiennych oczu Momo podążył gest jego białego, porośniętego futrem ciała. Kushiban wskazywał na prześwit w leśnej gęstwinie. To w tym miejscu mogliby spróbować podejść do lądowania.
Potwór zbliżył się do dywanu zieloności. Podmuch jego silników zrywał liście z drzew. Niesione oddechem silników wirowały w powietrzu. Z gałęzi poderwała się chmara latających stworzeń, uciekając przed hałasem i potencjalną groźbą nadciągającą z nieba. Podchodzili do lądowania powoli i rozważnie. Uszy Ashoki szturmował szum potężnych dysz silnikowych. Stopniowo i powoli przybliżały się ku nim konary drzew, a na końcu porośnięta trawą ziemia. Przez moment zatrzęsło całym statkiem, ale za chwilę turbulencje ustały. Kirin opadła na fotel z wyrazem ulgi na twarzy.
Udało się. Jakimś cudem. Wylądowali
Ashoka rozejrzała się, za metalowym ciałem Potwora rozpościerał się las, bujny, gęsty i dziki. Prawdopodobnie niebezpieczny. Przez chwilę cała trójka: Ashoka, Momo i Kirin trwała w milczeniu, przytłoczona zaskoczeniem, że udało im się bezpiecznie wylądować. Nagle uchylił się jeden z włazów na zewnątrz i wypadł stamtąd MDMA, jak zwykle roztaczając elektroniczny hałas.
Dzięki, spisałeś się. - Ashoka musnęła dłonią korpus droida. Pamiętała, że R2D2 lubił, kiedy nagradzało się jego osiągnięcia. MDMA zareagował na jej pochwałę kakofonią obrażonych pisków.
Musimy zobaczyć, jak to wygląda na zewnątrz. - była padawanka podeszła do włazu. - Oberwaliśmy, trzeba zobaczyć w jakim stanie jest statek...
Potwór znosił już gorsze rzeczy. - Kirin prychnęła urażona. Ashoka przykucnęła przy Momo.
Możesz zajrzeć do Rexa i zobaczyć, co z nim?- zapytała. Kushiban przecząco pokręcił głową.
Sere mnie nie wpuści. - utkwił w Ashoce spojrzenie tak intensywne, że aż się speszyła. - Zaufaj Sere.
Zaufać, tak? Zaufać, że Rex jej nie zdradzi? Zaufać, że Rexowi nie stanie się krzywda? Czy po tym wszystkim, co Ashoka przeszła czy stać ją było na to, by komukolwiek zaufać?
Wyglądało na to, że nie ma wyboru.
Po co właściwie tu przylecieliśmy? -zapytała była padawanka. Kirin zmierzyła ją wzrokiem z wysokości swojej arystokratycznej szyi.
Mamy tu... interes do ubicia. - odparła Kaminoanka swoim ochrypłym głosem. Zatoczyła wzrokiem po bujnej dżungli, rozpościerającej się za szybą kokpitu. Sięgnęła po radioprzekaźnik, leżący na stole. Podniosła urządzenie do ust, jakby chciała przesłac komuś wiadomość. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, nagle umilkła, jakby słowa zanim zdążyła je wypowiedzieć wtłoczono z powrotem do jej wąskich ust.
Mhm...- Momo nie powiedział konkretnego słowa, raczej znowu wydał z siebie znaczący pomruk. Spojrzenie Ashoki podążyło za jego wzrokiem.
Dookoła statku zgromadziły się obce sylwetki. Ciało Ashoki zmroził ziąb paniki. Znaleźli ją. Wysłannicy Imperium. Mimowolnie zacisnęła dłonie na wibroostrzach przytroczonych do pasa. Co robić? Uciekać? Byli za blisko. Już nie zdąży. Już po niej. Panika na moment zalała umysł Ashoki, zaciemniając racjonalne myślenie. Nagle poczuła znajome, ciepłe, włochate szturchnięcie w ramię. Momo siedział na oparciu fotela i mierzył ją spojrzeniem swoich intensywnych, płomiennych oczu.
To przyjaciele. - powiedział.
Wyjście do Potwora otworzyło się z głębokim westchnieniem towarzyszącym wprawieniu w ruch mechanizmu drzwi. Załoga wynurzyła się z czeluści statku. Ashoka chłonęła świeże powietrze. Dookoła roznosił się zapach drzew i kwiatów. Jakże miła odmiana po Orphi, gdzie smog i kurz zalegały w płucach, przy każdym oddechu. Ashoka mierzyła otoczenie pospiesznymi spojrzeniami. Przed Potworem zgromadził się zastęp postaci. Zbieranina uzbrojonych typów, którzy pozornie zdawali się do siebie zupełnie nie pasować. Ale wszyscy jednakowo sprawiali wrażenie niebezpiecznych, wyciągniętych z najgorszej kantyny na Zewnętrznych Rubieżach. Ashoka szacowała spojrzeniem szereg zakazanych twarzy. Zaraz... Rozpoznała jedną. To Kitsune, lisiokształtna Amaranka z kopalni. Lisica posłała Ashoce szeroki uśmiech i uderzyła ogonem płomiennej barwy po bokach. Była padawanka zamarła z pustką w głowie i ustach. Co teraz? Czy Kitsune pracuje dla Imperium? Doniesie na nią i zdradzi? Nagle zza pleców Amaranki wyszła jeszcze jedna postać, z powitaniem i uśmiechem na ustach.
No no, nie mogę uwierzyć... Ty tutaj? Witaj...
To była dziewczyna. Wysoka, szczupła i wysportowana. Ashoka znała tę twarz, o włosach wygolonych na bokach głowy, zaciętych ustach i przenikliwych oczach. Sugi. Łowczyni nagród, którą spotkali kiedyś razem z Anakinem i Obi-Wan Kenobim, ratując odległą wioskę przed atakiem piratów Hondo. Wspólnie mierzyły się wzrokiem. Sugi objęła Ashokę spojrzeniem, od stóp az do głów. Z jej ust wybiegło pytanie odbierające Ashoce do reszty mowę.
To co...? Chcesz dołączyć do ruchu oporu?
