Rozdział 7

Nazywali się , włochate stwory, dla których lesiste wzgórza Diprimy były domem. Ashoka podejrzewała, że Sugi razem ze swoją kompanią najemników zjawiła się tu nie po raz pierwszy. Porośnięci futrem tubylcy zachowywali się wobec przybyszy z rezerwą, ale przyjaźnie. Sugi rozmawiała z ich przywódcą łamanym Wspólnym. Załoga Potwora chwilowo koncentrowała się na tym, jak naprawić statek, który ucierpiał w starciu z chmarą asteroid. Podlegli Sugi najemnicy łapali chwilę oddechu pomiędzy zmaganiami z Imperium.

- Podaj odsysacz paliwa.- rzuciła Ashoka do Kitsune. Lisiokształtna pomagała w naprawie statku, przykucnęła nad stertą narzędzi wydobywając ze sterty pasów i przekładni kolejne przyrządy. Obok, bucząc elektronicznym oburzeniem pulsował MDMA. Astro-mech podpiął się jednym ze swoich metalowych odnóży do ciała Potwora i grzebał w jego wnętrznoś broniąc swojej urażonej godności zniknęła w czeluściach statku. Sere jak dotąd nie wyszedł na zewnątrz. Rex też nie.

Ashoka i Kitsune wspólnie łatały metalowe cielsko, aż Potwór zdawał się ponownie zdolny do lotu. Ashoka starała się opanować zalew niepokoju szturmujący jej serce. Co z Rexem? Jakie klopoty ściągnął na siebie jej były towarzysz broni? Przypomniała sobie twarz Sere, na pozór pozbawioną wyrazu, ale podskórnie pulsującą niepokojem.

"Proszę, daj mi mu pomóc. Teraz tylko przeszkadzasz."

Ashoka chciała wrócić w czeluście Potwora, sprawdzić, co dzieje się z Rexem, ale gdzieś na dnie umysłu wierzyła, że klon jest w dobrych rekach, że Sere wie, co robi. Dlatego teraz klęczała przy metalowym korpusie Potwora usiłując załatać dziury zostawione w poszyciu statku. Znowu dobiegł ją głos Kitsune.

- Przepraszam... Wiedziałam kim jesteś. Ale nie chciałam ryzykować. Lepiej, żeby Cole nie dowiedział się prawdy... całej prawdy.

- Uciekłaś z kopalni? - dopytywała Ashoka. W pamięci stanęły jej skaliste zbocza Orphi, usiane górniczymi wieżami wyrastającymi ze wzgórz niby monstrualne grzyby. To przez chwilę był jej dom. Tylko przez chwilę. Ale dom.

- Rzuciłam to. - tłumaczyła Kitsune. - Powiedziałam Cole'owi, że mam dość czołgania się pod ziemią i czekania, aż skały zmiażdżą mi głowę. Tak naprawdę... Bałam się co się stanie, kiedy przyjadą inspektorzy z Zarządu. Bałam się, że odkryją kim jestem. Nie zdążyłam cię ostrzec, nie zdążyłam ci wszystkiego wyjaśnić... Przepraszam... - Lisiokształtna zmieszana spuściła wzrok.

W porządku. - Ashoka wzruszyła ramionami. Teraz to i tak nie miało znaczenia. Orphi zostało daleko za nimi.

Obie dziewczyny pochylały się nad powłoką Potwora, gdy nagle tuż obok, niczym bateria elektronicznego oburzenia wystrzelił MDMA. Astromech nagle i bez ostrzeżenia, czymś bezgranicznie oburzony porzucił statek i piszcząc litanią elektronicznych przekleństw odjechał na swoich zwieńczonych kołami stopach gdzieś w leśną głuszę, aż jego metalowe ciało zniknęło za plątaniną zieloności.

- MDMA! Co ty wyprawiasz? Co ze statkiem?- Ashoka zerwała się z kolan.

Droid utknął za zasłoną roślinności, do uszu Ashoki docierało tylko jego rozgniewane buczenie. Nie była w stanie zrozumieć z niego ani słowa. Opuściła bezwładnie ramiona, w jednej dłoni cały czas ściskała wkrętak. Bezradnie przetarła czoło.

- Nigdy nie rozumiem o co mu chodzi...- spojrzała na Kitsune.

Ashoka chciała zapytać Amarankę o tyle rzeczy. Po co przybyła na Orphi? Czy Sugi zleciła jej tam jakąś akcję? Nie zdążyła, z wnętrza Potwora dostojnie krocząc wyszła Kirin. Natychmiast namierzyła wzrokiem Sugi. Jej spojrzenie pulsowało oburzeniem.

- Nie zgodzę się, żebyś wrobiła nas w jakąś aferę na Zeltros. - Kaminoanka buchnęła złością najemniczce prosto w twarz.

- Na co się nie zgodzisz, Kirin?

Wzrok Ashoki podążył za znajomym brzmieniem głosu. Teraz wydawał się zmęczony i przygnieciony wiekiem, ale nadal nie pomyliłaby go z nikim innym.

Rex. Wyszedł ze statku, w ślad za Kirin. Opierał się o barierkę, nieco poszarzał na twarzy, czoło skroplił mu pot ale to nadal był kapitan Rex.

Kaminoanka odwróciła się gwałtownie w stronę kapitana.

- Ta wariatka... - Kirin wycelowała oskarżycielsko swój blady, arystokratyczny palec w Sugi. - ... chce nas wrobić w jakąś samobójczą misję na Zeltros! Nie zgadzam się, nie pisałam się na samobójstwo!

- Bzdury! - Sugi skwitowała pretensje Kirin wzruszeniem umięśnionych ramion. - Sama wiedziałaś, na co się decydujesz wchodząc w to.

- Co to za misja? - Rex stał tuż obok Sugi, mierzyli się wzajemnie wzrokiem.

- Dostarczyć antidotum na Zeltros. Imperium planuje zrzucić wirus na planetę.

- Nie!- Kirin znowu wybuchnęła falą sprzeciwu.- Nie zgadzam się!

Sugi wyjęła z kieszeni spodni małą, cylindryczną paczuszkę i wręczyła ją Rexowi. Były kapitan armii klonów uważnie zmierzył przedmiot wzrokiem.

- Wystarczy rozpylić w atmosferze. Niegłupio pomyślane. Od razu powiększy objętość i obejmie całą planetę.

- Nie! Rex nie możesz się na to zgodzić, nie możesz nas w to wmieszać...!- głos Kirin pulsował narastającym oburzeniem.

Z plątaniny zieleni nagle wynurzył się srebrzysty kształt. MDMA rozsiewając dookoła symfonię oburzenia sunął w kierunku Rexa. Droida poprzedzała kakofonia elektronicznych piśnięć. Ze wszystkich obecnych na polanie jedynie Rex zdawał się rozumieć tę lawinę pretensji.

- Statek uszkodzony...? Nie powinniśmy nim nigdzie lecieć...? Jesteś pewien?- Rex przykląkł przy blaszanym kształcie.

Musicie lecieć... Musicie lecieć na Zeltros.- Sugi stanęła tuż za Rexem, jej ciemne oczy wyrażały nieubłaganą konieczność.

- Kryjcie się!- w ułamku sekundy Kitsune wrzuciła Ashokę, prosto w leśny gąszcz. Upadła, plecami na ziemię, głową uderzyła o konar drzewa. Przez gałęzie nad jej głową przebijało słońce. Słoneczny blask odsłaniał coś jeszcze. Szybkie, zwinne i zabójcze sylwetki prześlizgujące się w górze, ponad koronami drzew. Zniknęły poza granicą wzroku, by po chwili w złowieszczym tańcu ponownie przeźliznąć się po niebie. Ashoka i Kitsune leżały w gąszczu krzaków, podwładni Sugi i załoga Potwora błyskawicznie schronili się w leśnej gęstwinie. Gromada włochatych Yunu niemal wtopiła się w krzewy i liście, przykucając w ich zielonym cieniu. Z pewnością to nie był pierwszy raz, kiedy drzewa udzielały włochatym osiłkom schronienia. Zgromadzeni na polance bezgłośnie wymieniali teraz spojrzenia. Przepełnione niepokojem i poczuciem czyhającej groźby. Na niebie znowu zatańczył korowód złowróżbnych maszyn.

- To sondy Imperium...- Kitsune wyszeptała prosto w ucho Ashoki. Sierść lisiokształtnej kuła Ashokę w policzek. Zobaczyła jak Rex i Sugi wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Zrozumiała.

- Uciekamy. Najszybciej i najdalej jak się da.

Przewodnik Yunu i Sugi porozumiewali się milczącymi gestami. Po serii spojrzeń Sugi i jej załoga stłoczeni, na kuckach zniknęli za zasłoną zieleni. Kitsune spojrzała na Ashokę i porozumiewawczo uniosła palec do ust.

- Znajdziemy was. -wyszeptała. - Jeszcze raz przepraszam, że nie powiedziałam ci prawdy.

- Co Kitsune robiła na Orphi? Po co się tam zjawiła? Nie było czasu pytać. Ashoka namierzyła spojrzeniem Rexa. Na migi dawał jej znaki, żeby kierować się w stronę statku. Ashoka zadarła głowę i pomiędzy konarami drzew znowu zobaczyła złowróżbny, czarny kształt sondy. Czego Imperium tu szukało?

Nieważne. Nie było sensu czekać, aż wyląduje i natknie się na Potwora, w całej metalowej okazałości rozciągniętego na murawie.

Pewnie to Sere, który cały czas tkwił we wnętrznościach Potwora uchylił właz. Momo w kilku szybkich susach, MDMA na swoich kołowych stopach reszta załogi na klęczkach i czworakach dopełzła do statku. Właz zamknął się za nimi z trzaskiem.

- Zaraz, mówiłeś, że statek jest uszkodzony...? - wybuchnęła Kirin. Wyprostowana, znowu górowała nad wszystkimi wzrostem.

- Nie mamy wyjścia. Zaraz mogą się tu się zjawić oddziały Imperium.- Rex nachylił się nad droidem. - MDMA, wiesz co masz robić. Wyciśnij z Potwora, ile się da. Musimy wejść w nadprzestrzeń. Musimy dolecieć na Zeltros. Musimy.

MDMA najpierw wygenerował piski pełne elektronicznego oburzenia, ale zaraz podpiął się do konsolety statku. W oczach droida bez przerwy zapalały się świetlne refleksy, nieustannie buczał litanią elektronicznych kodów.

- Chodź. - Rex wskazał Ashoce fotel drugiego pilota. Usiadła. Widziała jak z zewnątrz statku fioletowa mgła wypełza spomiędzy leśnych pni. Ashoka koncentrowała się tylko na tym, żeby przed ich oczami nie pojawiła się nagle imperialna sonda. Momo przysiadł na ramieniu Rexa i szturchnął go nosem w policzek jakby chciał dodać kapitanowi odwagi.

- Wprowadziłem współrzędne... Startujemy...!

Potwór poderwał sie do lotu, wprawiając mocą silników liście i trawę z podłoża w niespokojny taniec. Ashoka zobaczyła, jak spomiędzy gałęzi drzew wynurzyły się dwie pająkopodobne sylwetki sond, próbując bezskutecznie nadążyć za cielskiem Potwora. Sondy wybuchnęły strumieniem iskier, gdy trafiły w strumień oddechu z silników statku. Potwór pomknął ku niebu, aż wreszcie zmienił się w małą plamkę światła na horyzoncie i zniknął po wejściu w nadprzestrzeń.