Rozdział 8

- Ashoka nie puszczaj sterów, posadzimy go!

- Dobra Rex!

- MDMA, WYSIADŁ NAPĘD!

Potwór wypadł z nadświetlnej, niczym płąnący meteor, gwiazda sunąca ku własnej zagładzie. Statek zbliżał się do powierzchni planety, zasnutej zastępem chmur w odcieniu różu i fioletu. Na pokładzie Potwora załoga starała się zatrzymać nieubłagane spotkanie ze zbliżającą się coraz szybciej i szybciej ziemią.

- Rex, przeszłam na ręczne sterowanie! Silniki nie działają!

- Pożar! Pożar w lewym silniku!

Na pokładzie Potwora co chwilę wybuchała coraz to nowa mała apokalipsa. Wszystko przestawało działać. Powierzchnia Zeltros, skąpana we fiolecie i błyszcząca szeregiem świateł nadciągała coraz szybciej i szybciej. Potwór znajdował się coraz bliżej miejsca przeznaczenia, wchodził w atmosferę nad stolicą planety.

Ashoka rzuciła się do interkomu, w nadziei, że jej głos usłyszy ktoś z wieży kontrolnej lotniska.

- Pomóżcie nam! Musimy podejść do lądowania!Nie działa napęd!

W dole miasto witało ich kaskadą świateł, przebijających spod fioletowej mgły nad planetą. Pod nimi musiała tętnić życiem olbrzymia metropolia, pulsująca życiem. Ashoce przyszło do głowy, że zniszczą ten kolorowy świat zostawiając na powierzchni krater wielkości cielska Potwora. A przy okazji sami spłoną żywcem w kuli ognia.

- Do kapsuł! Do kapsuł ratunkowych!- Kirin rzuciła się do ucieczki, na swoich patykowartch nogach, szeleszcząc w pośpiechu suknią.

- Nie działa napęd! Pomóżcie nam! - Ashoce zaschło w gardle od krzyku.

Nagle Potwór znieruchomiał. Metalowe cielsko przestało spadać siłą bezwładu, którą wspólnie starali się ujarzmić Ashoka i Rex. Maszyna zastygła w powietrzu, trzymana na uwzięzi armią rubinowych promieni ściągających.

W kabinie Potwora lawiną świateł rozbłysła transmisja. Na ekranie monitora załoga zobaczyła smukłą dziewczynę w jasnym mundurze. Jej długie, rozpuszczone włosy miały odcień intensywnego fioletu, a skóra delikatnego różu. Obraz dziewczyny drgał i migotał przerywany pasmami zakłóceń.

- Jestem kapitan Ai Ellie. Złapaliśmy was promieniami ściągającymi. Wysyłamy sondy gaśnicze.

Cielsko Potwora nagle otoczyła chmara sond, niczym owady ciało większego zwierzecia w upalny dzień. Sondy wypuszczały z wnętrzności wodę i pianę, zwilżając nią metalową skórę statku.

- MDMA, do szybu wentylacyjnego tam też trzeba ugasić pożar!- na ekranie komputera Rexa na czerwono jarzyły się kolejne punkty zapalne w ciele statku.

Obok Ashoki nagle zmaterializował się Sere. Drobny i niski, sięgał dziewczynie nawet nie do ramienia. W dłoniach trzymał gaśnicę. W mózgu Ashoki nagle wybrzmiała jego myśl, niosąca ciężar nieuchronnej konieczności.

- Wchodzę do drugiego szybu. Jestem najmniejszy z was, może uda mi się ugasić pożar...

- Sere, nie! To zbyt niebezpieczne!- Ashoka złapała za ramię drobnego Kallidahina. - Sondy już tu są!

Statki gaśnicze krązyły wokół Potwora, niczym rój owadów dookoła większego zwierzęcia. W kokpicie znowu zabrzmiał melodyjny głos fioletowowłosej dziewczyny.

- Promienie ściągające zaraz sprowadzą was na powierzchnię lotniska. Kim jesteście?

- Mamy ze sobą... mamy ze sobą bardzo ważną przesyłkę...- zanim to powiedziała Ashoka wymieniła pospieszne spojrzenie z Rexem. Sugi kazała im się skontaktować właśnie z Ai. Ale ich rozmowa mogła być podsłuchiwana. Imperium mogło ich śledzić.

- Przesyłkę... ratującą życie...? - głos Ai zastygł w napięciu.

- Tak.

Promienie ściągające jeszcze nie zdążyły ich opuścić na powierzchnię lotniska, kiedy na mostku zabrzmiał głos Rexa.

- Spójrzcie!

Wysoko w górze, ponad nimi powietrze zaroiło się od gromady statków. Wyszły z nadswietlnej, skłębioną sforą niczym głodne zwierzęta. Nie mieli szansy zobaczyć, co to za flota widzieli pojazdy tylko na radarze, ale przeczucie podpowiadało Ashoce najgorsze.

- Jeśli macie przesyłkę ratująca życie...- głos Ai rozbrzmiewał w kokpicie. - To najwyższa pora teraz jej użyć. To statki Imperium. Macie jakiś ścigacz? Coś, na czym moglibyście zrzucić ładunek?

Sheerburg. Został im tylko Sheeerburg. Mały, leciwy, wysłużony stateczek. Ich ostatnia deska ratunku.

- Mamy.

- Zabierzcie na niego ładunek i wystartujcie. Odbezpieczcie cylinder pakunku i zrzućcie. Jak najszybciej! Nie musicie wzbić się bardzo wysoko, tylko nie dajcie się zestrzelić. Osłaniamy was. Jak wystartujecie zwolnimy na chwilę promień ściągający. Pospieszcie się! Nie ma czasu!- Ai nerwowym gestem odgarnęła bujne, lśniące fioletem włosy.

- Kirin, przejmujesz stery. Utrzymaj statek tylko przez chwilę, kiedy zwolnią promień ściągający. Wpuść sondy do luku - Rex zmierzał w stronę luku towarowego Potwora.

- A ty?

- Lecimy razem z Ashoką.

Biały kłębek futra przycupnął na ramieniu Rexa. Momo wpijał się w twarz kapitana swoimi rozżarzonymi niczym węgle oczami. Rex chciał zdjąć Momo z ramienia, ale Kushiban groźnie przeszył go wzrokiem.

- Nawet o tym nie myśl. - wymruczał swoim niby dochodzącym gdzieś z oddali głosem.

- Dobrze, nie mamy teraz na to czasu. - mruknął Rex. Spojrzał na Ashokę. W oczach kapitana zobaczyła dobrze znaną konieczność.

Wpadli do luku bagażowego, otworzyli właz Sheerburga. Mały stateczek oderwał się od ciała Potwora i wystrzelił w przestrzeń.

- Są nad nami!- krzyknął Rex. - Wyrzucę antidotum!

Ashoce mignęło w umyśle, że Anakin na pewno poradziłby sobie z flotą imperialnych statków, lawirowałby między ich smukłymi ciałami, a one za nic nie mogły by go dopaść. Ale zaraz Ashoce stanęło w myślach, że Anakina już przy niej nie ma, że jej były mistrz na pewno już nigdy jej nie pomoże, bo jego miejsce zajął odziany w czerń niewolnik Imperium. Darth Vader.

Ashoka powtarzała sobie całą siłą woli, że Potwór, trzymany na uwięzi siłą promieni ściągających na pewno nie zamieni się za ich plecami w kulę ognia, spopielając załogę.

Imperium rozpoczęło bezlitosną kanonadę. Naruszali tym z pewnością umowy z Zeltros, bo planeta oficjalnie utrzymała status bezstronnej w galaktycznym konflikcie. Sheerburg pilotowany przez Ashokę dokonywał cudów, aby uniknąć baterii ognia z dział laserów. Zabójcze pociski migotały w przestrzeni, ale żaden nie dosięgnął leciwego, wysłużonego statku. Manewry Ashoki – gwałtowne skręty i uniki miotały załogą po ścianach. Momo przykucnął na podłodze. Rex cały czas ściskał w dłoniach bezcenny pojemnik z antidotum. Widać uznał, że nie ma już na co czekać. Odbezpieczył tłok i dobiegł do luku prowadzacego do malutkiej ładowni.

- Ashoka! Zrzucam!

Ładunek posłany dłonią Rexa wpadł do luku, po czym z łoskotem odbijając się od ścian wyfrunął na zewnątrz, prosto w przestrzeń na przecięciu się rozgwieżdżonego nieba i atmosfery. Ashoka miała wrażenie, że czas na chwilę zwolnił. Oboje z Rexem zadarli głowy, żeby zobaczyć, co się dzieje. Momo przewiercał gwiezdną przestrzeń parą płonących oczu. Nic. Cisza. Nic się nie stało.

Naraz pojemnik, poświęcając się niczym feniks z popiołów rozpadł się w przestrzeni. Wykwitła z niego lawina błękitnej mgły, spowijając wszystko dookoła niczym kokon. Mgła wystrzeliła ku górze i po chwili objęła cała planetę, cały Zeltros swoim dotykiem. Błękit otulił róż i fiolet. Za moment zasłona zniknęła.

Przez sekundę Ashoka i Rex patrzyli sobie w oczy, z wyrazem bezbrzeżnej ulgi. Udało się. Zgodnie z obietnicą Sugi rozpuszczone w atmosferze antidotum natychmiast objęło kojącym dotykiem całą planetę. Udało się. Mieszkańcy Zeltros sa uratowani. Przynajmniej przez chwilę przed tym konkretnym kataklizmem, jaki chciało im zgotowac Imperium.

Dobrze byłoby, gdyby Ashoka, Rex i Momo także wyszli z tego cało

Sheerburg skrętami metalowego ciała lawirował między pociskami. Imperialne statki zasypały wysłużony pojazd lawiną strzałów. Rex rzucił się do działek. Dwie wysłużone lufy obróciły się z wyraźnym wysiłkiem. Kapitan i komandor wymienili pospieszne spojrzenia. Jeśli Rex otworzy ogień do imperialnych statków, z pewnością będzie to uznane za wypowiedzenie wojny przez Zeltros. Zginą ludzie. Będą ofiary, morze ofiar, morze ciał. Nieważne, że Imperium zaatakowało pierwsze, w pokrętnej logice silniejszego to się nie liczyło. Ale zanim Rex zdążył odpowiedziec ogniem kolejne punkty symbolizujące imperialne ścigacze znikały z radarów Ashoki.

- Zobaczcie! Zobaczcie! Wycofują się! - to wołał Momo zaglądając w radar.

Rex wyjrzał w przestrzeń, widoczną przez szybę kokpitu. Statki kolejno znikały mu z oczu, najpierw rozpływały się w morzu gwiazd, a potem wchodziły w nadświetlną. Przez chwilę byli tu sami, zawieszeni w gwiezdnej pustce w tej wysłużonej, metalowej łupinie. Dookoła panowała cisza. Aż w końcu wdarł się w nią melodyjny, znajomy głos. Głos Ai.

Sheerburg nie potrafił obsługiwać połączeń video, więc Ashoka, Rex i Momo słyszeli tylko głos, Zeltroski przez interkom.

- Odlecieli. Zagroziłam im skandalem dyplomatycznym i zamknięciem naszych kurortów. My też mamy swoje... sposoby nacisku na Imperium.

Cała trójka wymieniła pełne ulgi spojrzenia.

- Możecie lądować. Posadziliśmy już wasz statek promieniami ściągającymi. Wasi towarzysze sa bezpieczni.

- A co... z Imperium? - tym razem to Ashoka odezwała się przez interkom.

- Na pewno jeszcze wrócą. Ale na chwilę mamy ich z głowy. Podchodźcie do lądowania. Daliśmy wam priorytet, wszystkie inne statki będa musiały wam ustapić.

Lotnisko na Zeltros, stolicy planety tętniło życiem. Statki co chwila lądowały i podrywały się do lotu. Nowe i stare, wysłużone podczas wieloletniej służby i lśniące nowością o fantazyjnych kształtach. Obsługa lotniska, w jednolitych uniformach biegała po pasie startowym i lądowiska. Ale wszystkie statki, krążowniki, czy ścigacze musiały ustapić miejsca niepozornemu, wysłużonemu Sheerburgowi, który spływał z góry w glorii i chwale. Sheerburg podchodził do lądowania z szumem silników. Pas startowy mrugał światłami. Obsługa lotniska dawała im znaki, że mogą zagnieździć się na pasie lądowiska. Inne statki, albo kierowano na pozostałe lądowiska, albo czekały w powietrzu niczym błyszczący rój owadów. Błękitny promień silników ustał. Sheerburg wylądował.

Właz drgnął. Z pokładu Sheerburga wysypały się sylwetki. Ashoka i Rex wyszli na zewnątrz, Momo wyskoczył z wnętrza Sheerburga. Biała, puchata kulka błyskawiczie przemieszczała się po wylanym pasie lądowiska.

Ashoka westchnęła i zadarła głowę. Nad sobą miała iskrzące się fioletem i różem niebo, przecinane świetlistymi punktami armii ścigaczy i krążowników. Nabrała głęboko powietrza w płuca. Zatrzymała spojrzenie na swoim byłym towarzyszu broni. Rex uśmiechnął się i podszedł do niej. Otarł czoło. Udało się. Udało się, ocalili planetę, zaprzepaścili plany Imperium. Ashokę ogarnęło ciepło i poczucie ulgi, które od tak dawna było jej obce. Znowu czuła, że robi to, co powinna. To, co powinien zrobić Jedi.

Ashoka odwróciła się w stronę Rexa i przez chwilę mierzyli się spojrzeniami. Dookoła startowały i lądowały statki, obsługa lotniska uwijała się w pośpiechu. Ale dla Ashoki w tym momencie otaczający ją gwar nie był ważny bo liczyło się tylko, że odnalazła przyjaciela. Przyjaciela, o którym myślała, że albo zdradził ich wspólną sprawę, albo już od dawna nie żyje. Tymczasem stał tutaj przed nią, starszy o te kilka lat, bardziej zmęczony, bardziej poznaczony bliznami, ale wciąż tak samo godny zaufania. Przyjaciel, któremu można powierzyć własne życie. Jedyny taki przyjaciel, jakiego kiedykolwiek miała.

Ashoka nie potrafiłaby powiedzieć jak to się stało, ale nagle wraz z Rexem znaleźli do siebie drogę w panującym szumie i brzęczeniu silników. Najpierw patrzyli na siebie, jakby ten wzrok miałby im zastapić słowa, których oboje nie potrafili wypowiedzieć. A potem rzuciła się Rexowi na szyję.

Ashoka nie płakała, wraz z Rexem ściskali się w ramionach, jakby każde w tej chwili miało przy sobie najcenniejszy skarb w Galaktyce, którego już nigdy nie chce wypuścić z dłoni. Ashoka otarła nagle oczy, jej wzrok nieoczekiwanie się zamglił. Tak wiedziała, że Imperium, że wojna, że Anakin. Ale w tej chwili liczyło się tylko, że ma przy sobie Rexa. Razem stawią czoło. Wszystkiemu, czemu będzie trzeba.

Momo odpowiedział na ten niespodziewany zalew czułości Ashoki i kapitana urażonym prychnięciem. Wpatrywał się w niebo ponad nimi, które odbijało się fioletem w jego rozżarzonych oczach.