Rozdział 10

Ashoka obudziła się. Zaspała. Słońce było już wysoko. Nie pamiętała, kiedy ostatnio tak długo spała. To pewnie zasługa zbyt miękkiej pościeli i przyjemnego zapachu unoszącego się w pokoju. Ashoka z rozmachem usiadła na łóżku. Jej ciemna skóra odcinała sie kontrastem od bieli i różu pościeli. Zegar na ścianie pokazywał godzinę. Zbyt późną, zdecydowanie zbyt późną. Ashoka chciała wstać przed wszystkimi, rozejrzeć się i w spokoju pozbierać myśli. Za późno. W przytulną ciszę zalegającą w pokoju wdarł się odgłos. Ciche, niezbyt natarczywe pukanie do drzwi.

- Tak? - Ashoka w pośpiechu sięgnęła pod poduszkę. Znajomy chłód wibroostrzy w dłoni napełnił jej serce przypływem pewności siebie. Miała broń.

- Proszę? - zapytała ponownie Ashoka. Starała się, by ton jej głosu ciązył spokojem. Kto mógł chcieć dostać się do jej pokoju? Wysłannicy Imperium raczej nie pukali uprzejmie do drzwi.

Dzwi otworzyły się i do pokoju wszedł młody pracownik hotelu. Nosił strój obsługi. Jego skóra miała delikatny odcień różu, a postawione w czub włosy płonęły intensywnym pomarańczem. Niósł przed sobą srebrną, okrągłą tacę.

- Śniadanie dla pani. - zaczął mówić. Jego głos szeleścił przyjemną chrypką.

- Niech pan to postawi... gdześ na stoliku. Gdziekolwiek. - mówiła bezładnie Ashoka. Nie przywykła, żeby obcy mężczyźni oglądali ją w łóżku w samej bieliźnie.

- Oczywiście. - pracownik obsługi hotelu był miły i profesjonalny. Odstawił srebrną tacę, odsłaniająć skryte pod nią śniadanie.- Mamy kiełbaski z nerfa, ciasto ryshcate, frytki z mchu żmijowego...

- Dziękuję, na pewno zjem. - żołądek Ashoki odczuwał już ukłócia głodu. Miło będzie zjeść inne śniadanie, niż rozgotowana breja podawana niezmiennie w kopalni.

- A może... - nieznajomy nachylił się nad Ashoką tak blisko, aż poczuła bijący od niego intensywny zapach perfum. - ... dałaby się pani namówić na masaż...?

- Nie, dziękuję, ale nie.- Ashoka odpowiedziała tak stanowczo jak potrafiła.

- Może jednak da się pani przekonać...?- Ashoka poczuła na ramieniu ciepło dłoni chłopaka, który nieoczekiwanie zjawił się tu ze śniadaniem.

- Nie! Nie! NIE! Niech pani przestanie! Nie miałem nic złego na myśli! PRZYSIĘGAM! Nic złego! NIC ZŁEGO!

Do pokoju Ashoki wpadła Ai. Zastała byłą komandor trzymającą chłopaka z obsługi na uwięzi groźbą swoich wibroostrzy. Leżał na podłodze przerażony i bezbronny, a Ashoka przygwoździła go do podłogi.

- Nie, proszę nie robić mi krzywdy!- Proszę nie robić mi krzywdy! - głos chłopaka łamał się od paniki. Ashoka posłała mu ostatnie, lodowate spojrzenie, po czym odsunęła lśniące metalem wibroostrza od jego szyi.

- Co tu się dzieje?- zapytała Ai mierząc wzrokiem tę scenę.

- Zaproponowałem masaż, wtedy ona... rzuciła się na mnie. - tłumaczył płaczliwie chłopak. Wyglądał jak kupka nieszczęścia.

- Zaoferował mi masaż. Myślałam, ... że ma złe intencje. Przepraszam. - Ashoka wbiła wzrok w podłogę. Przez chwilę czuła, jak płoną jej policzki. - Zaszło nieporozumienie. Przepraszam.

- Zeiss... - Ai oparła dłonie na biodrach. - ... ile razy tłumaczono ci na szkoleniach, że nie wszystkie rasy mają taką... łatwość nawiązywania kontaktów jak my...?

- Przepraszam, pani porucznik... - Kajał się chłopak. Ashoce zrobiło się go szkoda.

- Nic się nie stało. - powiedziała pojednawczo. Chłopak podnosił się z podłogi. Na jego twarzy już zaczął wykwitać siniak, zostawiony prawym sierpowym Ashoki. Ashoka chciała podać mu dłoń i pomóc wstać, ale szybko się od niej odsunął, najwyraźniej przepełniony obawą, że zrobi mu coś złego.

- Uciekaj stąd. - Ai oparła dłonie na biodrach. W tej pozie wyglądała na jeszcze bardziej pewną siebie. - Uspokój się, przemyj twarz i wracaj do swoich obowiązków.

Chłopak zniknął za ściana korytarza z miną skruszonego zwierzaka. Ashoka w pierwszym odruchu chciała okryć się prześcieradłem, ale uznała, że nie ma sensu zachowywać się jak dziecko.

- Zeiss przyniósł ci śniadanie, zjedz.- Ai wskazała na srebrną tacę. Miała na sobie popielaty mundur i wyglądała w nim prześlicznie. Pewnie w każdym stroju wyglądała prześlicznie. Jej włosy lśniły, skóra była pozbawiona jakiejkolwiek skazy, w oczach płonęła pewność siebie i świadomość własnej wartości. Ashoka założyła bluzę i usiadła na krawędzi łóżka. Nachyliła się nad przyniesionym posiłkiem. Tak jak powiedział chłopak, na talerzach piętrzyly się kiełbaski z nerfa, ciasto ryshcate, frytki z mchu żmijowego. W kubku jakiś napój barwił się na błękitny kolor – pewnie mleko banthy. Ashoka w pierwszym odruchu uważnie przyjrzała się posiłkowi. Czy nie jest zatruty? Czy to bezpieczne go zjeść? Nie wyczuła jednak od Ai żadnych złych intencji.

- Wszyscy już zjedli, jak skończysz czekają w sali konferencyjnej, na prawo od wyjścia. - dodała na odchodnym Ai. Zniknęła za drzwiami.

Ashoka po chwili wahania rzuciła się na jedzenie. Było pyszne. Potrawy różniły się smakiem. Jedne rozpływały się w ustach słodyczą, inne zostawiały pikantny posmak. Mleko banthy było schłodzone i orzeźwiające. Zanim dołączyła do grupy Ashoka więła szybki prysznic. Gdy tylko włączyła wodę pomieszczenie wypełniła relaksująca muzyka i zapach. Po kąpieli poczuła się odświeżona i bardziej rozbudzona. Ashoka ubrała się, przytroczyła wibroostrza do pasa, zamknęła drzwi kartą-kluczem i wyszła.

Wszyscy siedzieli przy długim stole w sali konferencyjnej. Na blacie gościły kubki z napojami i zestaw przekąsek. Załoga przywitała wchodzą Ashokę spojrzeniami. Rex opierał brodę na dłoniach, Kirin z wiecznie obrażoną miną z wolna sączyła jakiś napój, Sere siedział ze skrzyżowanymi ramionami, a MDMA jak zwykle buczał elektronicznym oburzeniem, okrążając nerwowo konferencyjny stół. Momo przysiadł na oparciu krzesła przywitała Rexa nieśmiałym uśmiechem. Kapitan odpowiedział jej tym samym. Usiadła obok. Klon sięgnął po kubek.

- Na co czekamy?- zapytała Ashoka, nachylając się do ucha kapitana.

- Była tu Ai, mówiła, że próbują ustawić transmisję z Sugi. Są jakieś problemy na łaczach.

- Ufasz jej?- Ashoka ponownie nachyliła się do uch Rexa. Zadała to pytanie szeptem.

- Nie. Ale wiem co chcę zrobić, co muszę zrobić. Sugi ma taki sam cel jak ja. Uderzyć w Imperium.

Ashoka przez chwilę przetrawiała tę odpowiedź w swojej głowie. To prawda. Do niedawna nie miała dokąd pójśc, nie miała już o co walczyć. Zostało jej tylko przeżyć. Przecież nie rzuci się sama, na imperialna potęge. Teraz wszystko się zmieniło. Miała sprzymierzeńców. Znowu miała powód, żeby żyć, żeby walczyć. Znowu.

Drzwi skrzypnęły. Do sali weszła Ai. Odgarnęła skrzące się fioletem włosy. Posłała zgromadzonym profesjonalny uśmiech.

- Dobrze, że jesteście tu wszyscy. Tym razem transmisja powinna się udać.- Ai podeszła do panelu jednego z monitorów. Pod jej dotykiem ożył i najpierw na ekranie rozlała się biel. Za moment na monitorze zamigotał niewyraźny obraz.

Jakośc przekazu była fatalna. Obraz drgał i śnieżył. Ale załoga Potwora zdołała dostrzec na ekranie postać Sugi, przecinaną zakłóceniami.

- Wiem, że się wam udało. - mówiła Sugi. - Dobra robota. Władze Zeltros potrafią się odwdzięczyć. Dostaliście już kredytki, szyfrowanym połączeniem.

Wszyscy wymienili pospieszne spojrzenia.

- Dobrze, że tu jesteście. Akurat na Zeltros kroi sie następna robota, można znowu wsadzić kij w oko Imperium. - postać Sugi na ekranie na moment kompletnie się rozmazała. Wydawała się bezcielesna i nierzeczywista, utkana z błękitu.

- Na Zeltros przyleciał Zeire Moss. Pewnie wiecie kto to jest. Zygerrianin. Zausznik Imperium, władający Mocą. Ma coś, na czym nam bardzo zależy...

- Tak?- Ashoka wyprostowała się ponad stołem.

- Jego wierzchowiec. Tchuukthai. Musi być nasz.

Tchuukthai. Ashoka znała tę nazwę, uczyła sie o tych istotach w Akademii Jedi na Coruscant. Ogromne, na poły mityczne stworzenia, okryte twardą niczym pancerz skórą. Tchuukthai spotykało sie tak rzadko, że niektórzy uważali istnienie tej rasy potężnych istot za mit. Za czasów Republiki istniał jeden przedstawiciel tej rasy – Thon, który został Mistrzem Jedi. Ale teraz Republika odeszła w przeszłośc, a o Thona i jego ojczystą planetę okryła mgła zapomnienia.

- Po co wam Tchuukthai?- Rex splótł palce.

- Wierzchowiec Zeire Mossa zna Wspólny. Nienawidzi swojego pana. Tchuukthai to potęzna i silna rasa. Myślę, że może miec informacje, gdzie teraz uderzy Imperium i co planuje. Sądzę, że... za wolność byłby się skłonny nimi podzielić.

- Skąd pewność, że Tchuukthai będzie chciał pomóc? Ta rasa to samotnicy. Nie obchodzi ich los Galaktyki, ani nic poza nimi samymi. - wszystkich zebranych w sali dobiegł dziwnie głeboki, jakby dochodzący z oddali głos Momo.

- Nienawidzi Zeire. - powtórzyła Sugi. - To może wystarczyć.

- Po co Zeire przyleciał na Zeltros? - Momo wskoczył na stół i wpatrywał się w projekcję Sugi swoimi rozżarzonymi oczami.

- Będzie na przyjęciu w Ambasadzie Zygerri. Ma też wziąć udział w turnieju walk, na pobliskiej planetoidzie HK-303. Na turniej z pewnością zabierze ze sobą Tchuukthai, żeby sie popisać. - do rozmowy nagle włączyła się Ai. - Zdobyłam wejściówki na przyjęcie dla dwóch osób. - porucznik wyjęła z kieszeni dwie karty. - Ja też tam będę. Może uda nam sie jakoś podejść Zeire.

Ashoka i Rex wymienili pospieszne spojrzenia. Znowu. Zaczeło się. Wyzwanie. Niebezpieczeństwo. Przygoda. Krew buzowała w żyłach Ashoki.

Tak za tym tęskniła.

- Ja i Rex pójdziemy. - ta decyzja wydawała się Ashoce naturalna. Kapitan twierdząco skinął głową.

- Przyjęcie odbędzie się dzisiaj, wieczorem. - Ai zmierzyła dwójkę byłych bojowników Republiki krytycznym wzrokiem. - Znajdziemy dla was ubrania i was przygotujemy. - zatrzymała spojrzenie na Ashoce. - Trzeba wysłać cię do kosmetyczki i umalować.

- Ale po co? - Ashoka stawiła opór.

- Po pierwsze... - westchnęła Ai. - Na tym przyjęciu będzie sama towarzyska śmietanka. Nie możecie się tam pokazać w obszarpanych łachach, bo od razu zwrócilibyście na siebie uwagę. Nie zapominajcie, że Zeire jest wysoko postawionym poplecznikiem Imperium. Może mieć wasze dane, może widział wasze zdjęcia, lub nagrania z wami. Nie możecie przyjść do Ambasady w podartych ciuchach i żołnierskich mundurach, bo natychmiast was rozpozna.

- Dobrze... - sylwetka Sugi na monitorze zaczęła niknąć w morzu zakłóceń. - Muszę kończyć. Dostańcie się na przyjęcie, Ai wam pomoże. Zróbcie, co musicie. I przeżyjcie. - zakończyła ze znajomym zgryźliwym uśmiechem.

Monitor znowu najpierw pojaśniał bielą, a potem zgasł czernią. Sylwetka Sugi zniknęła. Załoga Potwora spojrzała po sobie.

- Chciałbym zobaczyć statek. - rzucił Rex. - Twoi ludzie mówili, że udało im się go naprawić.

- Możecie go obejrzeć, ktoś z obsługi was zaprowadzi. Ale dla ciebie...- tu Ai wskazała na Ashokę. - ...mam umówione zabiegi kosmetyczne. Wizażystki już czekają.

- Nie ma mowy. - Ashoka gniewnie splotła ramiona na piersiach. - Też chcę zobaczyć statek.

- Komandorze Tano... - wtrącił Rex. - ... statkiem zajmiemy się ja i MDMA. Zaufaj nam. Jeśli to takie ważne, żebyś zrobiła wrażenie na przyjęciu lepiej rób się na bóstwo.

- Tobą też zajmą się moi ludzie. - Ai zmierzyła Rexa krytycznym wzrokiem. - Powiedzmy, że wystarczy cię umyć, przystrzyć, uczesać i ubrać w coś stosownego. Komandor Tano...- wskazała na Ashokę. - powinna tego dnia błyszczeć, tak, żeby nie można było oderwać od niej oczu.

Ashoka z niechęcią ugięła się pod naporem argumentów towarzyszy. Rex razem z MDMA udali się na lądowisko, zobaczyć w jakim stanie jest Potwór. Ashoka w towarzystwie Ai zjeżdżała ruchomymi schodami w dalsze zakątki hotelu. Mijali je hotelowi goście, spragnieni bardziej luksusowych atrakcji, niż łóżko i śniadanie. Kilkoro pracowników obsługi z szacunkiem skinęło głowami w kierunku Ai. Ashoka bacznie rozglądała się mierząc wzrokiem tor schodów. Ściany zdobiły zdjęcia i girlandy kwiatów. Zastęp hotelowych gości spływał w dół niczym barwna układanka. Ruchomymi schodami w przeciwną stronę kierowały się kobiety z efektownie ułożonymi włosami i mocnym makijażem, pewnie właśnie wracające z kosmetycznych zabiegów. Ashoka i jej towarzyszka zeszły na podłogę wprost z lawiny ruchomych stopni, zagłębiając się w przestrzeń korytarza.

- Tędy... - powiedziała Ai, prowadząc za sobą Ashokę. W końcu stanęły przed drzwiami obitymi ciemnoniebieskim, lśniącym materiałem, przyozdobionymi pulsującym światłem neonem. - Nie musisz się niczym martwić. - dodała Ai. - Oddaję cię w ręce profesjonalistek.

Ashoka naprawdę chciałaby zaufać Ai. Chyba nie zostało jej nic innego niż uwierzyć porucznik.

- Wejdź. - Ashoka za wszelką cenę starała się mieć pewny siebie wyraz twarzy. Udawało jej się to gdy walczyła z generałem Grievousem. Z Assajj Ventress. Czemu teraz zaschło jej w ustach i nie potrafiła opanować nerwowego bicia serca?

Przed Ashoką otworzyła się sala. Wypełniona intensywnymi zapachami, obłokami pary i szczebiotem pracujących tam dziewcząt. Ashoka rozpoznała mieszkanki Zeltros, dziewczynę o skórze usianej centkami i jadowicie zielonych włosach wyróżniajacych Thelin, czy białowłosą i jasnoskórą przybysz z planety Eshan. Wszystkie dziewczęta chichotały, plotkowały, popijały drinki.Ściany dudniły od tłumionego śmiechu. Pod sufitem kołysała się klatka, więżąca kolorowe ptaki czarujące obecnych melodyjnym ś kiedy tylko w drzwiach stanęła Ai razem z Ashoką gwar rozmów natychmiast umilkł.

- Tędy... Pani porucznik... - dziewczęta przywitały zwierzchniczkę tymi słowami. - W czym możemy pomóc?

Ai wypchnęła przed siebie Ashokę, niczym tarczę.

- Proszę się zając tą młodą damą. Ma dzisiaj wielki dzień i musicie zrobić ją na bóstwo.

Ashoka znowu poczuła się dosyć nieswojo. Zmierzył ją zastęp oczu gotowych ją malować, wygładzać i poprawiać.

- Nie szalejcie za bardzo. - przecięła entuzjazm kosmetyczek. - Po wszystkim chciałabym siebie poznać.

- Kochana...- białowłosa dziewczyna opasała Ashokę ramieniem. -... Zrobimy cię na takie bóstwo, że nawet twój własny chłopak na nowo się w tobie zakocha.

- Nie mam chłopaka, pomyślała Ashoka.

Ashokę natarto olejkami, wyregulowano brwi, umalowano paznokcie. Na kolor intensywnego bordo. Nałożono na twarz odświeżająca maskę, oprószono jej ciało opalizującymi drobinkami, mieniącymi się ferią barw pod dotykiem światła. Umalowano powieki srebrem i błękitem, podkreślono rzęsy nadając im wręcz nienaturalną długość. W uszach Ashoki zawisły kolczyki, mieniące się srebrnymi błyskami metalu i błękitnymi mrugnięciami kamieni szlachetnych. Jedna z dziewcząt przyniosla Ashoce dopasowaną suknię z rozcieciem sięgającym aż do uda i srebrne pantofle na wysokich obcasach. Odsłniały pomalowane na kolor bordo paznokcie u stóp. Suknia migotała srebrem i wydawała się utkana z nieskończonej ilości małych ogniw. Z pewnościa Ashoka nigdy nie miała na sobie nic, co kosztowałoby tyle kredytek. Zrobiła kilka niepewnych kroków w nowych butach.

- Naprawdę myślisz, że to konieczne?- zapytała Ai, która także szykowała się na wieczorne wydarzenie. Również miała być obecna na przyjęciu.

- Moja droga...- Ai stanęła tuż przy Ashoce. Sylwetki obojga dziewczyn odbiły się w jednym z luster ustawionych w gabinecie. Fioletowe włosy Ai były upięte do góry, oczy podkreślone makijażem. Wyglądały obie jak postacie z jakiejś odległej planety, gdzie wszyscy są zawsze piękni, świeży i wystylizowani. -... jesteś wojowniczką, więc może nie wiesz, jak wielkie wrażenie na przeciwniku możesz zrobić samym wyglądem.

Ashoka zmierzyła wzrokiem swoje odbicie. Zamrugała. Z lustra patrzyła na nią niemal obca dziewczyna. Uosobienie szyku i elegancji. Dała krok do przodu. Elegancka piękność zbliżyła się w jej stronę. To nie może być ona. Nie poznawała sama ądała jak ktoś obcy.

- Rex nie będzie mógł cię poznać...- Ai nachyliła się do ucha Ashoki.

Nieoczekiwanie na policzki Ashoki wypełzł rumieniec, na myśl o byłym towarzyszu broni. Co sobie pomyśli jej były kapitan, gdy ją taką zobaczy?

Czemu właściwie Ashoka się tym przejmuje?

Spojrzała na swoje odbicie w tafli lustra jeszcze raz. Wyglądała jak ktoś inny, niczym aktorka czy modelka. Nie, była padawanka Zakonu Jedi ukrywajaca się w kopalni na Orphi i walcząca o przetrwanie.

- Ślicznie wyglądasz.- dodała Ai. Sama prezentowała się zjawiskowo w granatowej sukni bez pleców, z oczami podkreslonymi makijażem i złotymi kreskami wymalowanymi na powiekach i policzkach.

- Dzięki.

Zegar odegrał melodyjkę, gdy wybił nastepną godzinę. Ashoka siedziała na sofie w gabinecie kosmetycznym wypełnionym śmiechami, szmerem rozmów i pluskiem wody przelewającej się w miniaturowej fontannie. Zacisnęła dłonie na ramionach. Nie przywykła do bezczynnosci.

Razem z Ai czekały na Rexa.

Przyszedł. W eleganckim garniturze zamiast żołnierskiej kurtki, z ułożonymi włosami. Bez nieodłącznych MDMA i Momo przy boku. Zmierzył obie dziewczyny wzrokiem.

- Pięknie wyglądacie.

- Co teraz?- zapytała Ashoka. - Jedziemy na przyjęcie?

- Kochana... - Ai tłumaczyła tonem jakby własnie wyjasniała coś nieświadomemu dziecku. -... na przyjęcie w ambasadzie Zygerii w dobrym tonie jest się spóźnić.

Wsiedli do rozświetlonego reflektorami pojazdu przystosowanego do transportu po krętych i zatłoczonych miejskich ulicach. Przed pójściem na przyjęcie w ambasadzie wstąpili jeszcze na drinka.