Rozdział 11
Przyjęcie w ambasadzie Zygerri buzowało niezwykłymi strojami i fryzurami, gwarem rozmów i ogromną ilością wypitego alkoholu.
Ashoka i Rex próbowali przetrwać w gąszczu ciekawskich oczu. Ai gdzieś zniknęła w tłumie różnorakich istot.
Potrawy były smaczne, alkoholu postawiono na stołach taka ilość, że mógłby się upić batalion wojska. Ashoka i jej towarzysz wolno sączyli bezalkoholowe drinki i zagryzali przekąski nie chcąc, by umknęła im najważniejsza atrakcja tego przyjęcia. Zeire Moss.
Ambasada Zygerri ociekała typowym dla tej planety ociężałym przepychem. Ściany w budynku kapały od ozdób mieniących się srebrem i złotem. Wystrój miał onieśmielać i przytłaczać. Na Ashoce nie robił jednak wrażenia. Kolejna kultura, którego mieszkańcy puszyli się luksusem zdobytym cudzą pracą. Napoje i przekąski wnosili kelnerzy i kelnerki, strojnie ubrani, uczesani i umalowani. Ashoka zastanawiała się czy zgodnie z zygerriańską tradycją są to niewolnicy. Byli uprzejmi i usłużni, ale w oczach żadnego nie było widać uśmiechu, tylko strach.
- Skarbie, wyglądasz cudownie! Kto robił ci makijaż?!- kotokształtna, o rudym futrze i starannie ułożonej burzy włosów wybuchnęła zachwytem na widok Ashoki.
Co Ashoka miała odpowiedziec? Kogo udawać? Co mówić dziewczynom wszystkich ras prawiącym jej komplementy?
-Och, to zasluga kosmetyczki.- Ashoka wzruszyła ramionami i wyczarowała na twarzy najbardziej uroczy uśmiech na jaki było ją stać.
Chyba dobrze? Wszyscy dookoła wzięli ją za stałą bywalczynię imprez, a nie byłą padawankę z Zakonu Jedi?
-Nie bądź taka skromna...- kotokształtna objęła Ashokę ramieniem. W mózgu padawanki natychmiast rozwył się alarm ostrzegawczy. - Z byle brzydactwa nie zrobiliby przeciez takiej piękności jak ty!
Może to szpieg? Zabójczyni nasłana przez Imperium? Walczyć?Uciekać? Zachować pozory?
- Dzięki...- Ashoka znowu ułożyła wargi w uśmiechu, który wydawał jej się niesamowicie nienaturalny. - Ty też... świetnie wyglądasz.
Otoczyła ich fala gości. Dziewczyny gapiły się na Rexa, faceci na Ashokę. Oboje uprzejmie przyjmowali komplementy, czekając na pojawienie się Zeire Mossa.
Zjawił się. Nie tak po prostu, jak anonimowy gość na przyjęciu. Został wprowadzony pod obstawą dziewcząt niosących drinki i zapowiedzią wygłoszoną przez organizatorów imprezy jakią znamienitą postać witają.
- Panie i panowie, oto nasz gość honorowy... Zeire Moss!
Ashoka ponownie odepchnęła myśl, że wszyscy obsługujący przyjęcie są niewolnikami Zygerrian. Teraz nie mogła dla nich nic zrobić. Teraz nie mogła ich ocalić.
Wymienili pospieszne spojrzenia z Rexem.
Zeire był wysoki, postawny i władczy. Niewolnice proponujące mu drinki, czy jedzenie kuliły się pod jego utonął w powodzi służalczych uśmiechów, uscisków dłoni i niewybrednych żartów.
Ashoka ściągnęła wzrokiem Rexa i Ai. Przedarli się do wianuszka coraz ciaśniej otaczającego Zeire.
- Zeire, jak ci poszło z tymi handlarzami, sprowadzającymi Przyprawę? - rozległ się tubalny głos jakiegoś Rodianina z upierścienionymi dłońmi i wyraźną nadwagą.
- Uważaj, żebyś nie wszedł w drogę Huttom. - zawtórował mu kolejny gość.
- Panowie, panowie... - Zeire Moss wzniósł dłoń. - Dżentelmeni nie omawiają takich spraw publicznie. A Huttowie lepiej niech się pilnują, żeby nie wejść MI w drogę. - na ustach Zygerriana pojawił sie okrutny uśmiech.
- Chyba jeszcze nas sobie nie przedstawiono...- nagle obok Zeire pojawiła się Ai. Wyglądała niczym ucieleśnienie marzeń każdego faceta w całej Galaktyce. - Czy to pan jest tym słynnym zwycięzcą pojedynków na ostatniej asteroidzie w Pasie Zewnętrznym?
-Widzę, że moja sława mnie wyprzedza. - Zeire nawet nie starał się zamaskować emanującej z niego pychy. - A pani...?
- Ai Ellie, kapitan armii Zeltros.
- Wasza armia, droga pani nadaje się tylko do jednego...- zaśmiał się Zygerrianin. - Całe szczęście, że jest w niej tyle ładnych oficerów. - W sali znowu zabrzmiał jego gardłowy rechot.
- Przykro mi, że tak nisko ceni pan militarną siłę Zeltros. - z ust Ai nie znikał uprzejmy uśmiech.
-Nisko cenię? - zapytał Zeire. - To mało powiedziane...
-Naprawdę?- Ai kontynuowała rozmowę.- zwłaszcza biorąc pod uwagę jak często szpiedzy Imperium musieli ustępować pola naszym agentom...
W co grała Ai? Zalew przypuszczeń szturmował umysł Ashoki. Razem z Rexem podeszli bliżej, wymienili porozumiewawcze spojrzenia.
- Pani kapitan, niech pani nie lekceważy potęgi Imperium. – odezwała się Zygerrianka o zbyt mocnym makijażu i paznokciach przypominającychw mordercze szpony. Albo już pracowała dla Imperium, albo niedługo miało to nastąpić.
- Pan walczył po stronie Imperium, prawda?- Ai zbliżyła się do Zeire.
- Po jedynej słusznej stronie. - powiedział to z taką pewnością w głosie, że niemal można było mu uwierzyć.
- Świetnie. Skoro tak nisko ceni pan sztukę wojenną na Zeltros, to może zmierzymy się na tym pańskim turnieju na planetoidzie? - oczy Ai niebezpiecznie rozbłysły.
- Droga pani... - głos Zeire przybrał ton, jakby tłumaczył coś rozkapryszonemu dziecku. - Wolę pokonywać kobiety w inny sposób...- zmierzył wzrokiem sylwetkę Ai, wyraźnie sugerując o jaki rodzaj walki ma na myśli.
- Nie, nie wcale nie zamierzam sobie brudzić rąk. - Ai strzepnęła niewidzialny pyłek z dłoni. - Do walki wyznaczę mojego reprezentanta, tego oto łowcę nagród.
I wskazała na Rexa.
