Rozdział 12

O cholera. Co przyszło Ai do głowy? Ashoka nie miała pojęcia, wierzyła tylko, że porucznik ma ukryty pomyślała otworzyła usta.

- Poruczniku proszę zaczekać… - Ashoka objęła Ai ramieniem, jakby były przyjaciółkami od dzieciństwa. Miała wrażenie, że wszyscy obecni na sali patrzą w jej stronę..- Na pewno wielki Zeire Moss zabierze na turniej swojego legendarnego Tchuukthai. Chciałabym zmierzyć się z tym monstrum. To pewnie jedyna okazja, żeby powiesić jego głowę na ścianie.- Ashoka zaśmiała się, jakby codziennie przyozdabiała swój pokój głowami zagrożonych gatunków. - Poza tym, musimy wyrównać szanse... Łowca nagród zmierzy się z Zeire, ja spróbuję sił z Tchuukthai. Zresztą, ten łowca nagród i ja... pracujemy razem

Spojrzenia Ashoki i Rexa spotkały się. Zaryzykowała. Miała wrażenie, że cały świat razem z nią czeka na odpowiedź Zeire.

Zygerrianin roześmiał się. Przez chwilę Ashoka miała wrażenie, że cała sala trzęsie się od jego chrapliwego rechotu. Aż poczerwieniał na twarzy, przeczesał palcami bokobrody i przez chwilę łapał oddech.

- Dziecko...- wykrztusił w końcu, kiedy już stłumił wybuch wesołości. - Chcesz się porwać na mojego Tchuukthai? Rozerwie cię na strzępy. Ten twój... partner – ze wzgardą wskazał na Rexa. - jest tak żałosny, że pozwoli dziewczynces stanąć na przeciw morderczej bestii? Ale dobrze, chętnie na to popatrzę. Będę miał trochę rozrywki. Zabiję najpierw jego, a potem ciebie, żeby oszczędzić ci cierpienia w paszczy Tchuukthai. Dobrze! Jesteście kolejnymi uczestnikami mojego turnieju na planetoidzie HK-303! Pamiętajcie! Walka o główną nagrode trwa!

Nie do wiary! Nie mogło się udać, a jednak się udało. Ashoka blefowała, w jakimś szalonym ruchu rzuciła na szalę życie swoje i Rexa.

Teraz muszą tylko przetrwać turniej. Uda im się. Musi im się udać.

Ashoka i Rex zostali porwani falą. Płynnym morzem istot wirujących po sali. Rzucających się na drinki, przekąski i napoje. Minęła chwila, zanim udało im się do siebie dotrzeć, w żywej rzece głów, ramion i nóg. Ai znowu zniknęła gdzieś w nadciągającym tłumie.

- Trzymasz się? - Rex złapał Ashokę za ramię i wyciągnął ze zbiegowiska. Na salę wkroczyli kelnerzy trzymając tace z karafkami wypełnionymi burbonem Menkoro.

Goście rzucili się na naczynia migoczące zerwonawą cieczą, jakby nic innego nie było w stanie ugasić ich pragnienia.

- Jasne. - Ashoka musiała złapać oddech. Chwiała się na swoich niebotycznych obcasach. - Ale nam się udało, prawda? - zbliżyła usta do ucha Rexa.

Światło przygasło. Wciśnięty w kąt sali zespół – muzycy i śpiewaczka Twi'lek o błękitnej skórze i przybranej perłami szyi zaczęli występ. Salę wypełnił niski, zmysłowy głos wokalistki i łagodne dźwięki instrumentów.

Rex i Ashoka tkwili na przeciwko siebie pośród absurdalnych wieczorowych strojów, zbyt drogich alkoholi i stosów jedzenia, które mogłoby wykarmić głodującą wioskę, a marnowało się na bankiecie w dłoniach przekarmionych Zygerrian i dostojników Imperium.

Muzyka zadziałała. Kolejne pary stawały na parkiecie i zaczynały tańczyć. Kobiety i dziewczęta o najróżniejszym wyglądzie kładły mężczyznom wszelkich ras głowy na poczuła się nieswojo. Miała wrażenie, że w tłumie traci oddech. Nagle jej dłoń utonęła w dłoni Rexa.

-Zatańczysz?

Ashoka nie mogła uwierzyć, że Rex ją o to zapytał. Na sekundę zastygła w powinni dalej odgrywać tę komedię. Nikt nie może ich rozpoznać. Kto by się spodziewał dawnej komandor Republiki i kapitana armii klonów tańczących razem na przyjęciu w ambasadzie Zygerri?

Ashoka miała wrażenie, że jej ciało nie słucha melodii. Z trudem zachowywawła równowagę na wyżynach butów na obcasach. Starała się wyglądać możliwie naturalnie. Może nikt nie zwróci na nich uwagi w tłumie kłębiącym się na przyjęciu.Uśmiech Rexa na moment ogrzał jej łożyła głowę na jego ramieniu.

- Nie wiedziałam, że umiesz tańczyć. - ruchy kapitana były równie sztywne i niezgrabne jak jej. Na swój sposób było to krzepiące.

- Nie umiem. Jestem tylko żołnierzem, pamiętaj.

- Musimy znaleźć Ai... - zbliżyła usta do ucha Rexa.– Na razie udawajmy, że jesteśmy dwójką durnych awanturników napalonych na nagrodę. Chyba nieźle nam idzie.

Piosenka się skończyła. Zespół odłożył instrumenty, wokalistka sięgnęła po napój. Dziewczyny odsunęły się od swoich partnerów. Nagle jedna, wysoka Zygerrianka dała facetowi, z którym splotła się w tańcu prosto w twarz. Krzyczała jakieś obelgi w swoim chrapliwym języku. Wszyscy zatrzynali spojrzenia na tej moment. Ashoka złapała Rexa za nadgarstek i pociągnęła za sobą. Minęli tłum gości podekscytowany aferą na sali. Wpadli w powódź ramion, odnóży, ogonów i tłamszącego oddech zapachu perfum.

- No, no…- nagle naprzeciwko nich wyrosła Ai, cała w uśmiechach. Towarzyszył jej niski, krępy Ugnaught, ubrany w prosty strój, odcinający się jaskrawo od toalet dam obecnych na przyjęciu. Jego siwe włosy w nieładzie i pobrużdżona twarz wydawały się nie na miejscu w zalewie policzków pociągniętych pudrem, wytuszowanych rzęs i oczu podkreślonych eyelinerem. W swoim niemal roboczym obraniu bardziej pasowałby do warsztatu.

- To Saul, niewolnik Zeire Mossa.- Oboje z Ungauhtem wymienili ledwo zauważalny ukłon, nieznaczne dygnięcie.- Odpowiada za organizację turnieju na planetoidzie. To z nim powinniście rozmawiać.

Saul skinął głową i mruknął coś, co mogło być zarówno powitaniem, jak i przestrogą.

- Nie tutaj. – wyburczał. - Za mną.

Przeciskali się w tłumie za przysadzistym Ungauhtem. Szli za nim we trójkę, Ashoka, Rex i chwili drzwi zamknęły się za nimi, zostawiając na zewnątrz armię spragnionych wrażeń gości. Ambasady.

Pokój był mały. Zagracony toną pamiątek opiewających potęgę wielkiej Zygerri i chwałę Imperium. Niewielką salę zamieszkiwały triumfalne rzeźby, obrazy i popiersia sławiące obie potęgi. Ugnaught nagle wyciągnął z kieszeni zatłuszczony plik papierów i położył na blacie stolika.

Podpiszcie tutaj. – mruknął. – Zrzekacie się roszczeń od Mistrza Zeire, gdybyście odniesli obrażenia. Stracili pamięć.Albo zginę ępujecie do turnieju na własną odpowiedzialność.

Oboje zostawili po niestarannym podpisie na kartce papieru.

Turniej zaczyna się jutro wieczorem. Możecie mieć po trzy sztuki być przed dwudziestą na lądowisku na macie współrzędne. -wcisnął Ashoce do ręki wymięty świstek papieru, - Jeszcze jedno… Opłata za udział to dwieście kredytek. – wyciągnął dłoń o krótkich, grubych palcach w kierunku Ashoki.

Ja zapłacę. – Ai poderwała się z miejsca. – W końcu to mnie reprezentują.

Sięgnęła do swojej wieczorowej torebki i nagle na dłonie Saula wysypał się strumień banknotó ęczył Ai pokwitowanie.Uśmiechnęła się.

Dziękuję. To przyjemność robić z tobą interesy.

Ungauht spojrzał na nią jakby nie rozumiał. Był tylko niewolnikiem, własnością Zeire. Na pewno rzadko słyszał takie słowa.

Drzwi prowadzące do ciasnej klitki zamknęły się za nimi. Dobili targu.

- To co, trzeba opić ten nasz mały sukces!- ramiona Ai oplotły dwójkę żołnierzy Republiki, byłej Republiki.

- Nie tak szybko. – Ashoka przerwała ten nagły wybuch entuzjazmu.- Jaką broń możemy zabrać?- wzrok byłej padawanki powędrował w kierunku Saula. Sięgał jej najwyżej do pasa.

- Każdą. Wibroostrza, blastery, kusze. No tylko nie bombę, co wysadzi pół planety, bo wszyscy zginiemy.

- A zbroje?- kontynuował Rex.

Jakie tam macie. Mandaloriańską zbroję, zbroję klonów, pancerz ze skóry bestii Zillo…

Ilu zawodników bierze uddział w turnieju? – zapytała Ashoka.

Czternastu. Razem z mistrzem Zeire.

Walczymy do śmierci?-pytał dalej Rex.

Tak. Chyba, że pokonany będzie błagał o litość. Ale zawsze można nie posłuchać.

Ungauht splótł krótkie ramiona na piersiach, przymknął ądało na to, że uznał dyskusję za zakończoną. Znowu otoczył ich tłum istot, spieszących od drinków, czy napojów albo dalej na parkiet.

- To do zobaczenia… na planetoidzie.- Ashoka skinęła głową Saulowi. Odpowiedział jej tym samym.

Zostali we trójkę, Ungauht zniknął w tłumie, jego głowa i tors utonęły w powodzi tiar, szali i kapeluszy. Nagle wszyscy zebrani na sali drgnęli pod naporem hałasu i okrzyków.

- Uwaga! Uważajcie! Z DROGI!

Nagle, niczym rozpędzony meteor, prosto w grupę istot wpadł jakiś młody mężczyzna na ścigaczu. Miał skórę o oliwkowym odcieniu, głowę okrywał mu rząd skórzastych wypustek, jego pozbawione źrenic czarne oczy, jaśniały bursztynowym blaskiem.

- NO JUŻ, ODSUŃCIE SIĘ!

Ścigacz szarpany nerwowymi ruchami, niczym narowiste zwierzę, w końcu znieruchomiał. Mężczyzna otarł pot z czoła i zaśmiał się. Jego śmiech odbił się echem od ścian pomieszczenia ambasady. Wydawał się jednocześnie beztroski i zmieszany.

Jeszcze nie zdążyłem go opanować. -zaśmiał się. Zeskoczył z wehikułu.- Panie Moss…- skłonił się Zygerrianinowi. – Proszę nie mieć mi za złe, że wtargnąłem na przyjęcie na tym cacku, ale… nie mogłem się powstrzymać. – dodał z rozbrajająco szczerym uśmiechem.

Ashoka zatrzymała wzrok na ścigaczu nieznajomego. Był znacznie mniejszy, od przeciętnej maszyny tego typu, przypominał raczej motocykl. Lśnił blaskiem chromowanego metalu i buzował błękitną poświatą napędu. Czyżby strumień antygrawitacyjny?

- Twoja nowa zabawka, Hank?- Zeire zeskoczył z piramidy schodów. Wylądował tuż obok obcego Nautolana i jego maszyny.

-Tak, dobra do jazdy po mieście. W parę sekund i już jesteś dziesięć klików dalej. Niezłe cacko. – Nautolan pogładził kierownicę maszyny.

- Hank! Mogłam się domyśleć, tylko ty potrafisz zrobić wejście w tak kiepskim stylu!- naprzeciwko mężczyzny zmaterializowała się Ai, cała w uśmiechach i lśniąca od brokatu.

- Pani porucznik… - Hank ukłonił się Ai z niezdarną gracją. – Zawsze miło cię widzieć.- zatrzymał spojrzenie na twarzy dziewczyny.

- Hank, może chciałbyś wziąć udział w moim turnieju na planetoidzie HK-303? Można zgarnąć parę cennych drobiazgów…Jak chcesz to pogadaj z tym moim brudasem, Saulem, gdzieś się tu kręcił…

- Ale... - Ai, nagle znalazła się tuż, przy Hanku, z wystudiowaną nonszalancją oparła łokieć o jego ramię. - jest aż dwieście kredytek wpisowego. Na pewno cię stać?- przymknęła powieki i zatopiła spojrzenie w oczach Hanka.

- Poradzę sobie.

Czas naglił, przyjęcie nadal jeszcze się tliło, ale Ashoka i Rex mieli swoje sprawy. Wymienili spojrzenia, po czym kurtuazyjnie skinęli głowami Zeire, Ai i Hankowi.

- Do zobaczenia.- rzuciła w przestrzeń Ashoka, kiedy razem z Rexem ruszyli w stronę wyjścia. Bezpieczniej było nie wychodzić razem z Ai, nie budzić podejrzeń. Pod ambasadą Zygerri z pewnością kłębiły się ścigacze i lądowniki transporterów, gotowych za garść kredytek podwieść zlecającego w upatrzone miejsce.

Rex tylko skinął głową.

Ashoka poczuła uścisk na nadgarstku. Rex zacisnął palce na jej przegubie i już wiedziała. W oczach kapitana zobaczyła ten sam wyraz bólu, co wtedy na pokładzie Potwora.