A/N: Erza! Natsu! Dajecie! Liczę, że się spodoba.
Story and picture by Hiro Mashima.
.
Rozdział IV
Prolog - Dragneel
– Wybacz Erza, nie chciałam, aby tak się to skończyło. – Spogląda na torbę Erzy. – Miałam nadzieję, że padniesz nim się we wszystkim połapiesz.
– O co tutaj chodzi? Kim ty jesteś? – uniosła głos Erza.
– Nie mam potrzeby ci odpowiadać, Magic Invisibility (Magia Niewidzialność)! – Ciało Arii zaczęło znikać, można było dostrzec budynki za nią stojące.
– Niewidzialność?! – spytała się sama siebie Erza.
– Ha,ha,ha głupia – mówi sobie w myślach Aria – Nie pokonasz mnie jeśli mnie nie widzisz. – Powoli zaczęła się zbliżać, kucając trzymając w obu rękach dwa sztylety. Znalazła się praktycznie już przed nią gotowa zadać decydujące cięcie, ale nagle miecz, który dzierży Erza został skierowany w jej stronę, który zdecydowanie zadałby śmiertelne uderzenie, gdyby nie natychmiastowa reakcja. Odsunęła się na bok z krwawiącym lewym uchem, które zostało u nasady przecięte.
– Ała! – krzyknęła Aria, po czym Erza ruszyła w jej stronę, mimo, że była niewidzialna. Wymierzyła cięcie tym razem z drugiej strony, Aria odskoczyła, rzuciła w nią dwa sztylety. Erza odbiła je po czym podbiegła, na co Aria wyjęła dwa kolejne. Doszło do kontaktu w którym Erza naciskała na Arie trzymającą dwa sztylety odbijając w nią zadawane ciosy. Pochyliła się i skierowała miecz w stronę nóg, na co niebiesko włosa odskoczyła wychylając dłoń w stronę uwieszonej na ramieniu torby, gdzie znajdowała się szkatułka, którą Erza musi dostarczyć. Zauważając jej dłoń zbliżającą się, Erza szybko zareagowała mieczem w stronę jej dłoni, na co Aria używając lewej stopy odbiła się od jej miecza sprawiając, że odskoczyła jednocześnie ratując się przed cięciem. Obie dziewczyny stanęły w tym samym momencie.
– Jak?! Jakim cudem możesz mnie widzieć?! – krzyczy ciężko oddychająca Aria. Ten ciężki oddech nie był wywołany zmęczeniem, lecz strachem.
– Nie mam potrzeby tobie odpowiadać - z uśmiechem odpowiedziała Erza.
– Scarlet! – Ruszyła w stronę Erzy wyłączając przy tym swoją magię. Uznała, że nie ma sensu z niej korzystać skoro potrafi ją zobaczyć. Skierowała sztylet w stronę miecza, co sprawiło wrażenie iskrzenia się obu broni.
– Dla pocieszenia mogę ci powiedzieć, że mam dobre oko – z uśmiechem stwierdza, unikając w tym czasie zadawanych ciosów.
– Ty! – krzyczy Aria.
.
– Tak, to jest ten posąg, z pewnością. – Natsu przystanął przed posągiem, w miejscu w którym miał spotkać człowieka posiadającego informacje o Igneelu. – Gdzie on jest? Jak tak o tym pomyśleć to nie wiem, jak on wygląda.
– Dragneel?
– Um? – Odwrócił się Natsu, za nim stał mężczyzna postury zbliżonej do niego. Miał na sobie ubranie z szarym kapturem, które zasłaniało jego twarz oraz torbę uwieszoną na prawym ramieniu, którą trzymał prawą dłonią.
– Tak, to ja. Kim jesteś? Nie, ważniejsze jest to, czy posiadasz informacje o moim oj... to znaczy o Igneelu! – wymawiając imię smoka, Natsu podniósł się głos, po którym zaczął lekki pot spływać z jego czoła.
– Na tę chwilę ważniejsze jest to, czy ty jesteś tym za kogo się podajesz – odpowiedział ze spokojem mężczyzna.
– He? To ja, odpowiedz na zadane pyta... – Zakapturzony mężczyzna podbiegł do Natsu uderzając go w twarz. - Co?! O co ci chodzi?! – mężczyzna nie odpowiedział tylko znów zadał prawy sierpowy, który tym razem złapał Natsu i prawą ręką wymierzył cios w brzuch napastnika.
– Dragon Skin – wymówił słowa po których pięść zadana przez Natsu w brzuch, w momencie uderzenia została odbita zostawiając sińca na zaciśniętej pięści.
– Czas na walke przy użyciu magi – oznajmił mężczyzna. Odchylił głowę lekko do tyłu i uderzył czołem w czoło Natsu, po którym odleciał uderzając w stragan, gdzie ludzie handlowali jedzeniem. Mężczyzna skierował się w jego stronę. – Pokaż swoją siłę! – krzyknął. Natsu, który był przysypany deskami zniszczonego straganu, zamaszystym ruchem odgarnął je i wstał.
– Ale się napaliłem! – krzyknął różowo włosy i szybkim krokiem pobiegł w jego kierunku. – Karyu no Tekken! – Pięść zapłonęła, wymierzył ją w stronę napastnika. Tym razem w momencie przyjęcia ciosu przeciwnik odleciał, również w stragan stojący za nim. – Hej! Czemu się nie broniłeś!? – krzyknął Salamander wskazując palcem.
– Brawo, to co o tobie mówią to prawda! – rzekł leżąc w stercie desek. Powoli wstał, otrzepał się i spojrzał na Natsu. Było już można ujrzeć jego twarz, gdyż kaptur opadł mu gdy wylądował na ziemi. Miał brązowe oczy i kręcone koloru brązowego włosy. – Wybacz, że cię zaatakowałem, ale musiałem sprawdzić, czy nie jesteś oszustem.
– Oszustem? - zapytał Natsu.
– Tylko prawdziwy Smoczy Zabójca mógłby przełamać moją magię – odpowiedział z uśmiechem.
– Twoją magię? Kim ty jesteś? – zapytał Natsu z poważną miną.
– Opowiem ci, jak wyjdziemy z tego miasta, tu nie jest bezpiecznie.
– Chodź, nie traćmy czasu.
.
– Od dłuższego czasu tylko się broni – rozmyśla Aria skacząc po dachach budynków w pogoni za Erzą. – Musiała zrozumieć, że lepiej jest się wycofać.
Erza przeskakując nad budynkami spoglądała za siebie, w jakiej odległości znajduje się od przeciwnika. Sylwetka Ari zaczęła blaknąć, aż w końcu znikła.
– Chyba, ją zgubiłam – zwalniąjąc tępo stwierdza Erza. – Muszę szybko dotrzeć na pociąg i ruszyć w stronę Gildii.
Buff!
– Hę, co?! – Wokół Erzy zebrał się gaz. – Gaz? To musi być sprawka Arii. – Nogi zaczęły jej się uginać, aż ukucnęła podpierając się lewą dłonią. W prawej trzymała miecz, który powoli zaczął wyślizgiwać jej się z dłoni, aż w końcu wypadł z ręki. – Auf.. gaz paraliżujący? - Erza upadła nie przytomna na dachówki budynku.
– W ciągu godziny będziesz martwa, to moja specjalna trucizna – z uśmiechem na ustach mówi Aria. – Odporna jestem na tę truciznę. Na przyszłość rozglądaj się lepiej. Biegłam cały czas tuż za tobą, tylko dolnymi uliczkami. Wezmę co moje. – Aria wyciągnęła dłoń w kierunku torby, otworzyła ją, wyciągnęła szkatułkę. – Zawartość się zgadza. Pora na mnie. Żegnaj.
– Zatrzymaj się – odezwał się głos z za pleców Arii.
– Hę? – Odwraca się. – To tamten staruszek?
– Od początku wydawałaś mi się podejrzana. – Spogląda na nią groźnym wzrokiem.
– Jeśli chcesz ze mną walczyć bardzo proszę, ale musze cię uprzedzić, że ta dziewczyna niedługo umrze. – Wskazała palcem na leżącą Erze. – Pomyśl, co ważniejsze. Jej życie, czy zawartość szkatułki?
– Nie baw się ze mną w te gierki. Uratuje ją i odbiorę to co sobie przywłaszczyłaś.
– Jeszcze coś ci się stanie starusz... – nie dokończyła, gdy zauważyła, że jest otoczona przez runę, ze wszystkich stron bez możliwości ucieczki.
– Kiedy?! – spojrzała na niego z wściekłością w oczach.
– Pff. Od samego początku – z szyderczym uśmiechem odpowiada.
.
– Tato, dlaczego mi o tym wszystkim nie opowiedziałeś wcześniej? – zapytała się Lucy swojego ojca, siedząc w jednej z restauracji.
– Wybacz, wiem, że powinienem, ale nie umiałem, gdy w przyszłości będziesz miała dzieci wtedy zrozumiesz – ze spokojem, ale i smutkiem odpowiedział ojciec.
– Ja...muszę już iść, spotkać się z przyjaciółmi a przede wszystkim z Natsu, Gajeel'em i Wendy. Muszą o tym wydarzeniu się dowiedzieć. Do zobaczenia, tato. – Szybko wstała i wybiegła z restauracji zostawiając ojca samego. Biegła tak, aż jej łzy zaczęły spływać. – Moja mama zabita przez Smoka?
