A/N: Tym oto krótkim ostatnim rozdziałem kończymy prolog! Zaraz po nim, zapraszam do następnego, który zmieni życie naszych magów na zawsze! Liczę, że się spodoba!

Story and picture by Hiro Mashima.

.


Rozdział V
Prolog - Smocza Wojna

– Jeśli nie oddasz szkatułki po dobroci, to będę musiał zmniejszyć powierzchnie mojej runy, by cię rozgnieść – tłumaczy jej Jean. W tej chwili można było zauważyć w oczach Arii wielką widniejącą rozpacz. Dostała bardzo ważne zadanie, a teraz jest uwięziona, nie wiedziała co robić, co zrobi mistrz Ivan, gdy się dowie.

– Zabij mnie – odezwała się cicho. Jean chwilowo nie wiedział, co odpowiedzieć. – Powiedziałam, zabij mnie! – krzyczy, a w tym momencie zaczynają napływać jej łzy.

– Wybacz mi, ale nie mam wyjścia – unosi palec wskazujący i środkowy. – Zmniejszenie obszaru. – W tym momencie runa zaczęła się zmniejszać powoli.

– Żegnajcie Raven tail – z uśmiechem stwierdza.

Runa zmniejszyła się na tyle, że już dotykała ciała Arii, gdy nagle zanikła.

– Co?! – z niedowierzaniem zadaje sobie pytanie Jean. – Jak mogła zniknąć?!

– Nie wiem o co chodzi, ale to moja szansa! – Aria wstała i zaczęła biec.

– Cholera! Nie rozumiem, jak mogło do tego dojść, powinienem ją gonić – odwrócił się w stronę Erzy. – Jeśli nie zajmę się szkarłatną wróżką to może umrzeć – spogląda na oddalającą się Arie. – Co powinienem wybrać!?


.

– Hej! Już wyszliśmy z miasta, powiedz w końcu o co w tym wszystkim chodzi! – mówi Natsu w stronę mężczyzny o kręconych włosach.

Odwrócił się, po czym spojrzał na niebo.

– Niedługo to nieba nie będzie takie spokojne. Dragneel, niedługo przybędą tu smoki.

– ... S...Smoki? Powiedziałeś Smoki? – z niedowierzaniem pyta się Natsu.

– Tak, one już nadchodzą. Król Smoków sam wybiera czas.

– Kró...

– Pozwól mi dokończyć - wtrąca się mężczyzna. Ten czas nazywa się „Smoczą wojną". Magowie walczą ze smokami, ci którzy zabiją sami smoki, udowodnią w ten sposób swoją siłę i będą mogli na końcu wojny spotkać osobiście samego Króla Smoków.

Natsu w tej chwili podszedł do niego i złapał za ramiona.

– Więc powiedz mi. Czy wiesz, gdzie jest Igneel?! – w tym pytaniu można było wyczuć olbrzymią desperacje mówiącą, że jeśli teraz się nie dowie to już nigdy.

– Tak, wiem, gdzie jest. Dlatego chcę żebyś się ze mną udał.

– Gdzie?

– W podróż. Bardzo długą i daleką.

– Podróż? – Natsu opuścił ręce z jego ramion.

– Wiedz, że będziesz musiał zostawić gildie za sobą i ..

– Chwila, jak zostawić?

– Ta podróż będzie twoim największym wyzwaniem twojego życia. Wzięcie ze sobą kogokolwiek, jest jak zaproszenie ich na śmierć – stwierdza poważnym tonem.

– Ale... w mojej gidii jeszcze jest dwójka smoczych zabójców.

– Oni zostaną tutaj, by wspomóc innych. Ty natomiast musisz isć ze mną.

– Ja...

– Chcesz zobaczyć swojego ojca? – spogląda mu w oczy.

– ...Chcę – odpowiada chwiejnym głosem.

– Więc?

– ...Wyruszę... z tobą. – Spojrzał w dół. – Chwila. – Uniósł głowę. – Wyjaśniłeś mi sytuacje, ale nic nie wiem o tobie.

– Faktycznie, wybacz. Nazywam się ...

.


– Już jestem przy gildii – mówi Lucy, biegnąc w jej stronę. – Dobiegła, po czym weszła. Wszyscy w Fairy tail rozmawiali, dopóki nie przerwał im tej rozmowy jastrząb wlatujący do gidii. Powoli zleciał i usiadł na ladzie przy barze.

– Odsuńcie się! – krzyknął mistrz. Podszedł do jastrzębia, odwiązał i wziął czerwoną kopertę. Obejrzał ją, po czym wymówił po cichu jakieś słowa i otworzył.

– Więc, mam nadzieje, że misja Erzy o której mówiłeś zakończyła się powodzeniem – z założonymi rękoma mówi Laxus.

Makarov czyta zawartość listu, po czym opuszcza bezwładnie obie ręce wypuszczając przy tym list.

- Porażka.

.


W pewnym nadmorskim mieście trwa remont największej latarni w Fiore. Jest ona położona na bardzo stromym klifie.

– Gajeel! – woła pan stojący na rusztowaniu uwieszonym na latarni. – Rzuć mi farbę, a potem skocz po metalowe rurki! Tylko ich nie zjedz!

– Za kogo ty mnie masz?! – odpowiada Gajeel. Podniósł wiadro z farbą, po czym rzuca mu wprost do rąk. – Tylko się tą farbą nie oblej! – komentuje śmiejąc się Gajeel.

– Bardzo śmieszne! Idź po te rurki!

– Już idę! Hm. Co za misja, myślałem, że będzie ciekawiej. – Gajeel odwrócił się w stronę morza. – Co mną kierowało, by wybrać misję tak daleko od gildii? Ostatnio dość dziwnie czuję się przy Levi. Ehhh... Naprawdę to jest dziwne. – Spuścił głowę. Powoli ją podniósł. – Hę?. – Zauważył coś na linii horyzontu. – Ptaki? Jeśli tak, to tak dużych nigdy nie spotkałem.

To co z początku widział Gajeel coraz bardziej się zbliżało. Mógł dostrzec skórę pokrytą łuskami. Wielki ogon. Specyficzną budowę głowy i ślepia. Powoli dochodziły do niego odgłosy, które wydobywały. Pot zaczął spływać z jego czoła. Nogi zaczęły mu się trząść. Zachwiał się, wziął głęboki oddech.

– Smoki?!

Koniec Prologu