A/N: Zapraszam na pełen zwrotów akcji rozdział! Liczę, że się spodoba.

Story and picture by Hiro Mashima.

.


Rozdział VII
Bitwa o Magnolie – Szpony

Kiedy magowie Fairy Tail podzielili się na grupy, by sprowadzić ludzi z miasta do ich budynku, w tym czasie Makarov, Laxus oraz Mirajane stali przed wejściem do gildii.

– Nim przejdziemy do ataku, to chciałbym czegoś spróbować. – Oboje spojrzeli na niego. Mistrz przyłożył obie dłonie do siebie. Z pomiędzy nich wydobyło się światło, które z każdą chwilą rosło. W momencie, gdy moc tego światła była już na tyle silna, ścisnął je dłońmi, a następnie wypuścił z rąk.

– Fairy Law (Prawo Wróżek) – Olbrzymia ilość światła zaczęła pochłaniać wszystko, co było w jej zasięgu. Światło zaczęło dotykać każdego budynku, ludzi, a nawet smoki. W końcu wszystko było tak jasne, że nikt nie mógł zobaczyć czegokolwiek.

Światło tak silne, a zarazem piękne powoli zaczęło przygasać.

– Mistrzu, myślisz, że to coś dało? – zapytał Laxus przysłaniając jeszcze rękoma oczy.

– Za chwilę się przekonamy – odpowiedział.

Światło zgasło, a na zachmurzonym, deszczowym niebie ludzie dostrzegli, tą samą ilość olbrzymich bestii, która wcale nie została powalona.

– Mój Boże! Mistrzu to nic...

Przerwał jej Mistrz.

– Szykujcie się! Fairy Law na nie, nie działa! Laxus, ty bierzesz lewą stronę! Mira, ty prawą! – Oboje przytaknęli. Ja natomiast zajmę się samym środkiem. – Oboje ujrzeli nie spotykany, jak dotąd wyraz twarzy u mistrza. Był to wyraz śmiertelnej powagi. – Ruchy!

– Tak jest! – odpowiedzieli oboje. Dwójka skierowała się w swoje strony.

– Kto wie, czy światło z Fairy Law nie było ostatnim jakim widzę w ten pochmurny dzień – powiedział cicho mistrz.

.


– Szybko, tędy! – krzyczy Gray. Wskazując wszystkim kierunek w którym mają biec. – Lucy, trzymaj się blisko mnie! – złapał ją za rękę.

– Gray! Puść mnie! Jestem tak samo magiem Fairy tail, jak ty i nie potrzebuję ochrony! – krzyknęła Lucy.

– Dziś już potrzebujesz! To nie są przeciwnicy, którzy będą się z nami bawić!

– Gray... – głos Lucy z cichł.

Tuż nad ich głowami nadleciał ogromnych rozmiarów smok. Oboje spojrzeli na niego lecz to, co zobaczyli nie było już smokiem, a całym życiem, które przewijało im się przed oczami. Smok nabrał powietrza i gdy już miał zamiar zaatakować, coś zwróciło jego uwagę. Jego wzrok skierował się ku olbrzymiemu w oddali Mistrza Makarova.

– To mistrz! – krzyknęła Lucy.

Smok od razu skierował się w jego stronę, lecz na jego drodze stanęła Mira. Smok ujrzał ją. Naostrzone szpony skierował ku niej. Omijała machnięcia jedne za drugim, kiedy to niespodziewanie została ugodzona w plecy jego ogonem. Siła uderzenia wbiła ją wprost w ziemię. Ledwie wstała, a dostrzegła jak jej przeciwnik nabierał powietrza, by zaraz wypuścić w jej stronę siłę, która by nie tylko ją pokonała, ale zabiła.

– Jest tak silny, jak się o nich mówi. – Wyprostowała się. Obie dłonie przysunęła ku sobie. Zaczęła się w nich zbierać ciemna energia. Smok w tym czasie otworzył paszczę, a z niej wydobył się ogromny żar, tworząc strumień olbrzymiej fali ognia.

– Soul Extinction (Zagłada Duszy) – krzyknęła Mira, a z z jej dłoni światło przybrało fale fioletowego mroku.

Obie moce zderzyły się w tym samym czasie, w momencie zetknięcia się dwóch sił, stworzyła się fala uderzeniowa, która odrzuciła Smoka jak i Mirajane.

Siła wstrząsu była, aż widoczna z drugiej części miasta.

– Co tam się wyrabia?! – zastanawia się Laxus, który w tym czasie wspiął się na grzbiet Smoka. – Znając Mire na pewno nic jej nie jest... oby – cicho dopowiedział. – Rairyu no Hoken! – Naładowaną, elektrycznie pięścią trafia w kark smoka. Uderzenie przez chwilę sparaliżowało bestię, ale nie na tyle, by mogło ją powalić. – Cholera! Muszę trafić go bezpośrednio w głowę!

Gdy tylko smok w pełni oprzytomniał zaczął się wznosić coraz wyżej nad miastem szarpiąc się by tylko zrzucić z siebie napastnika, a za nimi podążył kolejny smok w ich kierunku. Laxus go dostrzegł, puścił się Smoka, a w powietrzu uformował wielką z elektryczności włócznię.

– Rairyu Hotengeki! – Wypuścił ją w jego stronę, która trafiła go wprost w czaszkę. Jego martwe ciało opadło z nieba. Natomiast smok z którego zeskoczył, od razu ruszył w jego kierunku by rozszarpać go, jak tylko znajdzie się w zasięgu jego kłów. Laxus w tym momencie nabrał magi w płucach. – Rairyu no Hoko! – Z jego ust wydobył się podmuch elektryczności, którego nic nie podejrzewający smok wleciał w sam środek jego ataku. Cały zwęglony od wyładowań elektrycznych dołączył do swojego kompana.

– Ha, ha! – zaśmiał się Laxus i kto tu jest prawdziwym smokiem?! – Gdy tak spadał spojrzał na mistrza walczącego ze smokami w środku miasta. – Niech go szlag! Specjalnie sprowadza na siebie większą ilość smoków, aby nam zapewnić bezpieczeństwo. – Hmm? – Jedna z bestii, która walczył z Makarov'em zaczęła zmierzać w jego kierunku. – Świetnie, nie dość, że spadam to jeszcze kolejny chce mi teraz w tym towarzyszyć. – Uśmiechnął się.

.


– Szybciej, Droy! – woła Levi. Biegła wraz z cywilami w kierunku gidii, kiedy w tym czasie on biegł za nimi, niosąc dziecko w rękach.

Nagle pomiędzy grupką cywili z Levi na czele, a Droy'em wylądował smok. Upatrzył sobie jego za cel. Szybko z kieszeni wyjął nasiona i rzucił nimi w gada.

– Chain Plant! – Z nasion wyrosły pnącza, które obwiązały przeciwnika. Droy szybko go wyminął. Pnącza zaczęły pękać.

– Droy! – z daleką rozbrzmiał głos Jet'a. – Biegnijcie ja się nim zajmę! – Biegł w kierunku smoka.

– Nie uda ci się! Weź małego!

– Wątpisz we mnie?!

– Tak, dokładnie! Masz wziąść dziecko! – W tym czasie smok się uwolnił z pnącz.

– Bierz go! – Jet z wielkim przerażeniem podbiegł do Droy'a, wziął z rąk malucha i ruszył przed siebie. Gdy tylko się odwrócił, zobaczył jak wielkie szpony Smoka wbijają się w ciało Droy'a. Levi i Jet oglądali to z przerażeniem. Rozerwał go na kawałki, po czym zjadł.

– Nieeee! – krzyk rozpaczy wcale nie polepszał ich sytuacji.

.


Smok skamieniał, jak tylko członkini Fairy tail zbliżyła się do niego i spojrzała w jego ślepia. Wykorzystując tę szansę jej towarzysz przemieniony w bestię uderzył w smoka. Siła ciosu była na tyle silna, że rozpadł się na kawałki.

– Nie trać czujności Evergreen!

– Nie musisz mi tego mówić, Elfman! – mówiła to na jednym wdechu. – Cholerne Smoki! Przez to, że postrzegają nas za swoje jedzenie, to nie patrzą mi prosto w oczy!

Donośny głos przykuł uwagę dwójki magów. Nadjechała w ich stronę karoca wypełniona ludźmi. Zaprzęgał ją Reedus.

– Elfman! Evergreen! – krzyknął Reedus. – Wracamy do gildii! Stąd wszyscy są już bezpieczni!

– Jasne! – odpowiedział Elfman.

– Mam nadzieję, że z pozostałymi wszystko jest dobrze. – Spojrzała Evergreen na walczącego mistrza.

– I ja również – dopowiedział Elfman.

.


– Co się stało z Mirą?! – krzyknęła Lucy. Widząc jakich zniszczeń dokonało tamto starcie.

– Lucy, zajmij się cywilami! Ja jej w tym czasie poszukam!

– Ale!

– Nie będę sie powtarzał! – Zmierzył ją groźnym spojrzeniem.

– Masz wrócić żywy – powiedziała to z nie naturalnym spokojem.

– Wrócę. – Gray pobiegł kierunku w którym Mire odrzuciło. Budynki zostały zniszczone. Mimo, że deszcz wciąż padał, to ogień się dalej rozprzestrzeniał. Pośród zgliszczy znalazł nieprzytomną Mire, którą przygniotły belki. Jej przemiana Satan Soul (Dusza Diabła) została zdezaktywowana.

– Oj, Mira! – Podbiegł do niej. Podniósł wszystkie belki. Złapał ją za głowę. – Oj! Co z tobą?! Obudź się!

Gray usłyszał warczenie za swoimi plecami. Był to smok z którym mierzyła się z wcześniej. Nie umiał wzlecieć, gdyż miał uszkodzone skrzydła. Gray przeraził się na jego widok, lecz po chwili zachował zimną krew.

– Zaraz poczujesz chłód, ty niekompletny Smoku! – Ruszył w jego kierunku! – Ice-Make: Hammer! – Stoworzył olbrzymi młot tuż nad głową przeciwnika. Wróg w porę odskoczył i rzucił się na Gray'a. – Ice-Make: Floor! – Zmienił powierzchnię na której biegł w taflę lodu. Smok stracił równowagę. Wpadł w ruiny budynków. – A teraz! Ice-Make:Lance! – Z niesamowitą prędkością, tysiące sopli lodu atakowało Smoka. – Nie przestanę, dopóki nie padniesz! – Siła Graya coraz bardziej wbijała się w silne ciało Smoka. W końcu od uderzeń został pozbawiony tchu.

– Gray? – odezwała się półprzytomna Mira. Usłyszał jej słowa i podbiegł do niej.

– Mira? Uff. Żyjesz, dzięki Bogu!

Mira nie zamierzała leżeć, tylko od razu wstała.

– Tylko mi nie mów, że w takiej chwili powinnam odpoczywać.

– Nawet bym nie śmiał.

– Co z tamtym smokiem?

– Bardzo go zraniłaś, dzięki czemu mogłem go pokonać.

– Wybacz, że musiałeś się z nim zmierzyć. – Mira zamknęła oczy. Po czym je otworzyła. – Satan Soul (Dusza Diabła)! – Przybrała swoją demoniczną formę na nowo. – Idź pomóc innym.

– Tak, już zmierzam.

.


Olbrzymia pięść mistrza uderzyła nadlatującego smoka. Wyrzuciła go, aż na krańce miasta. Mistrz ograniczał swoje ruchy, aby nie wyrządzić zbyt dużych zniszczeń w mieście, a także by większość smoków atakowała właśnie jego. Jeden ze smoków zaatakował jego nogę na co Makarov złapał go w swoją dłoń po czym zmiażdżył. Nie spostrzegł jednak smoka, który nadleciał od tyłu i wgryzł się w jego krtań.

Mistrz krzyknął z bólu.