A/N: Ciąg dalszy zmagań naszych magów ze smokami! Jak potoczą się losy naszych bohaterów? Zapraszam do czytania! Liczę, że się spodoba.
Story and picture by Hiro Mashima.
.
Rozdział VIII
Bitwa o Magnolie – Kły
Prawą dłonią chwycił za tułów Smoka. Chciał go oderwać od swojej krtani w którą się wbił. Rzucił nim w ziemię. Jeśli nawet smok przeżył, to nie miałby siły, aby ponownie wstać. Mistrz zachwiał się od bólu, wywołanego ugryzieniem smoka. Rana była głęboka, ale nie na tyle, aby powalić olbrzyma jakim jest teraz Mistrz. Kolejne smoki nacierały na niego. Każdego zbliżającego chwytał, rzucał oraz miażdżył, by tylko zapewnić innym bezpieczeństwo. Jego ruchy były ograniczone przez swoje duże ciało. Musiał uważać, jak stąpa, by nie skrzywdzić cywili oraz członków swojej gildii. Jego przeciwnicy nie byli, aż tak głupi, zauważyli, że ogranicza swoje ruchy. Ku jego zdziwieniu, po chwili odsunęły się od niego.
– Co się stało? Strach was pochłonął? – zadrwił Mistrz. Po chwili zrozumiał, że to nie strach, tylko ich czas na przygotowanie Wszystkie smoki zamierzały zaatakować naraz swoim gorącym oddechem. – Zobaczmy, czy wasz ogień zdoła powalić giganta? – starał się z wyższości uśmiechnąć, ale nie podołał.
.
Gdy dwójka magów prowadziła cywili w ich kierunku podążył smok. Skupiska ludzi przyciągały te krwiożercze bestie bardziej, niż cokolwiek innego. W momencie, w którym chciał zatopić kły w jednym z mieszkańców, to został złapany za ogon przez Freed'a. Miał przybraną demoniczną formę. Bestia odwrócił się i skoczył na niego. Ciężar smoka go przygniótł, lecz potwór nie dostrzegł nadlatujących małych lalek, które go okrążyły i wystrzeliły z siebie zielony promień. Freed wykorzystując chwilę, szybko się poderwał i odsunął od bestii.
– Bickslow! Weź stąd swoje lalki! Wycofujemy się!– Jego przyjaciel, który sterował swoimi lalkami, stał nieopodal Freeda.
– W porządku!
Lalki odleciały, a smok wykorzystując okazję od razu skoczył na wprost właściciela lalek. Udałoby mu się go zranić, ale w tym czasie zapomniał o wcześniejszym magu. Freed skoczył w jego kierunku tworząc olbrzymią kulę ciemnej masy, którą go uderzył. Wybuch powstały po uderzeniu wgniótł smoka w glebę i pozbawił go życia.
– Miałem wątpliwości, czy mój Darkness Flare Bomb zadziała na ciebie, lecz się nie zawiodłem.
– Udało się, Freed! Było blisko...
Bickslow, który stał tuż obok swojego przyjaciela, został zaatakowany przez smoka. Wbił w niego swoje kły, a później w locie rozszarpał go całego. Freed nie wiedział nawet, co się dzieje, działo się to tak szybko. Ta scena wywarła na nim tak wielkie wrażenie, że nie mógł się poruszyć.
Jedyne, co w tej chwili się poruszało, to był smok zmierzający w jego kierunku.
.
Grupka cywili była tylko kilka kroków od budynku gildii. Prowadziła ich Lucy. Chciałaby, żeby ludzie, którzy z nią przebywali, jak najszybciej byli bezpieczni. Zdawała sobie sprawę, że ją potrzebują, ale bardziej myślała o słowach Graya, który kazał jej iść. Bała się, że zginął. Wstrzymywała się od łez z wielkim trudem. Gdzie się podziewał Natsu? Zawsze jej pomagał jak i wszystkim. Co się z nim stało? Lucy tak bardzo zagłębiła się w myślach, że w ostatniej chwili zauważyła smoka, który wylądował tuż przed wejściem do gildii.
– O nie! To smok! – krzyknęli ludzie z tłumu.
Gdy tylko smok się poruszył, to został zaatakowany przez uderzenie z wyładowań elektrycznych, które wydobyło się z magicznych kart należących do Cany. Stała przed wejściem do gildii. Smok przez chwilę poczuł paraliż, dzięki czemu nie mógł się ruszyć.
Lucy szybko podbiegła, wyciągnęła złoty klucz.
– Taurus! – Wyłonił się ze złotej poświaty olbrzymi byk. – Taurus! Szybko zaatakuj smoka!
– Muuuuuuu! – skoczył w jego kierunku i wbił swój olbrzymi topór w jego głowę. Uderzenie byka było tak mocne, że smok od razu osunął się martwy na ziemię.
– Świetna robota! – Taurus na jej słowa, aż zaczął podskakiwać. – Szybko ludzie! Teraz albo nigdy! – Wbiegli wszyscy do budynku gildii, kiedy to kolejny smok zmierzał w ich kierunku.
Wybiegła w jego stronę Wendy.
– Tenryu no Hoko! – Wypuściła swój smoczy oddech w postaci olbrzymiej trąby powietrznej. Cios odepchnął smoka, lecz nie zrobiło to na nim zbyt dużego wrażenia. Od razu się otrząsnął i ponownie zaatakował. Smok był już coraz bliżej, lecz został uderzony przez cios Mirajane. Bestia uderzyła w jeden z pobliskich domów.
– W porządku?! – krzyknęła Mira.
– Tak! – odezwały się Wendy, Cana oraz Lucy.
– Mira! Widziałaś Gray'a?! – Ze zmartwioną miną spytała Lucy.
– Tak! Uratował mi życie! Nie wiem, gdzie teraz jest!
Lucy przez chwilę odetchnęła z ulgą, lecz nie mogła sobie pozwolić na to dłużej. Gray'owi wciąż groziło niebezpieczeństwo, jak i wszystkim innym.
Smok, którego powaliła Mira wstał i znów przygotowywał się do ataku, gdy nagle jego, jak i wszystkich uwagę zwróciła olbrzymia ilość ognia wymierzonego w kierunku ich mistrza.
Wszystkie smoki, które okrążyły Makarova, wypuściły ze swoich paszcz strumień ognia.
– Maximum Defense Seal ! – Wokół Mistrza stanęły trzy filary. Ogień po zetknięciu z nimi, rozpływał się na wszystkie kierunki. Było widać, że magii, której użył bardzo go wycieńczyła, lecz smoki również osłabły, dlatego zaprzestały ziania ogniem i ruszyły znów walczyć w zwarciu.
– Nie mam wyjścia – zaczął zastanawiać się Mistrz. Jeśli będę się hamował ze względu na otoczenie, to nie wytrzymam przeciwko nim zbyt długo.
Odbił się mocno od ziemi i natarł na przeciwnika, nie bacząc na to, co dzieje się pod jego stopami.
.
Laxus stał nad usmażonymi zwłokami jednego ze smoków. Spoglądał na mistrza, który w desperackiej walce próbuje uratować nas wszystkich.
– Dziadku... – Zmrużył oczy. W tej samej chwili w jego kierunku rzucił się smok, by go pożreć. Laxus odwrócił powoli głowę, w okamgnieniu po przeistoczeniu się w błyskawicę znalazł się tuż za nim. Wymierzył mu naładowany cios pięścią, który odepchnął smoka. Mag szybko podbiegł do niego, na co smok zdążył wyprowadzić atak jednym ze swoich szponów. Nie wiele brakowało, a trafiłby go, po czym odbił się od ziemi i wskoczył na niego. Smok wzniósł się w powietrze, by go zepchnąć. Zaczął razić go piorunami w określone miejsca na ciele tak, by pod wpływem uderzeń nieświadomie skręcał.
– Zaczekaj na mnie, zaraz tam będę Dziadku.
.
W podziemiach budynku gildii znajdował się olbrzymi tunel, prowadzący w różne strefy po za Magnolie. Mieszkańcy miasta byli prowadzeni przez Wakabe i Macao.
Tuż przed wejściem do tunelu Lucy wraz z Wendy i Caną oczekiwali na innych.
– A co jeśli innym się nie udało? – spytała się Cana, lecz to pytanie było bardziej skierowane do niej samej.
Lucy oraz Wendy nie odpowiedziały. Same miały wątpliwości. Jeszcze dzień wcześniej wszystko było w porządku. A dziś? To co było, zaczęło znikać.
Dziewczyny zostały nagle wytrącone z zadumy na widok nadjeżdżającej karety. Wysiedli z niej Reedus wraz z mieszkańcami Magnolii. Z dachu karocy skoczył Elfman wraz z Evergreen. Wszyscy od razu wbiegli do budynku.
– Nic wam nie jest?! – krzyknęła Lucy.
– Nam nie, ale niektórzy ludzie zostali ranni, trzeba im udzielić pierwszej pomocy – odparła Evergeen.
– Zajmę się tym! – powiedziała Wendy.
Przed wejściem do gildii ujrzeli kolejnych ludzi, a na samym końcu dostrzegła zapłakaną Levi wraz Jet'em, który niósł w dłoniach dziecko. Bez chwili wahania podbiegła do nich Lucy.
– Levi! Jet! Mój Boże, co się dzieje?!
– Dr...Droy..on! – Zapłakana Levi ledwo mogła wydobyć słowa.
Wszyscy na nią spojrzeli mimo, że nie dokończyła, to zdali sobie sprawę, co się stało, jednakże nie mogli w to uwierzyć.
– Droy nie żyje! Smok go zjadł! – krzyknął załamany Jet. – Kazał mi wziąć dziecko, które bronił! Wiedział, że nie będe miał, jak mu pomóc, to kazał mi go zostawić i go wziąć! – Nie kontrolował już łez.
– Nie możliwe... – powiedziała cicho Lucy, a wraz z nią pozostali.
– Byłem za słaby! – krzyczał Jet.
W myślach Lucy pojawiały się sylwetki wszystkich jej przyjaciół. Byli z nią, a zaraz smok się pojawiał i ich wszystkich ze sobą zabierał.
.
Smoki nieprzerwanie atakowały mistrza, który nie poddawał się i walczył z nimi nie bacząc na otoczenie. Jedna z bestii podleciała tak szybko, że nie zdążył zareagować i został ugodzony w oko. Ból był nie do zniesienia. Ledwo wstrzymał się od wrzasków. Złapał smoka i rzucił go, a później rozdeptał.
– Mistrzu! – krzyknęła Mira, która podleciała do mistrza.
– Mirajane? Wróć do pozostałych! Chroń ich! – Uderzył pięścią nadlatującego smoka.
– Wszyscy inni są bezpieczni! Jestem tu by tobie pomóc! A bez jednego oka sam nie podołasz!
Od razu nie czekając na odpowiedź mistrza ruszyła w kierunku smoków.
– Powiedziałem nie! – krzyknął Mistrz.
– Już za późno, Dziadku!
Makrov, aż rozszerzył jedno oko. Był to głos jego wnuka. Odwrócił się i dojrzał go na smoku, którego pod wpływem uderzeniami pięści sterował.
– Pomożemy tobie – odpowiedział z poważnym wyrazem twarzy. Jak tylko zbliżył się bardziej, to nabrał oddechu, by wypuścić falę wyładowań elektrycznych, która spaliła smoka na którym jechał. Zeskoczył z niego i wskoczył na następnego, który szybował pod nim.
Makarov nie wiedział, czy pozwolić im wspólnie walczyć jest dobrą decyzją. Wolałby, żeby uciekli z pozostałymi. Zauważył jednak w ich oczach determinację, że bez walki się nie poddadzą.
– Dajmy z siebie wszystko! – krzyknąłMistrz.
Pochmurna, deszczowa, pogoda zamieniła się w burzę.
