A/N: Wybaczcie, że musiałem wam tyle kazać czekać, musiałem przemyśleć przyszłe wydarzenia. Tak, więc zapraszam do czytania!

Story and picture by Hiro Mashima.


Rozdział X
Nowy kierunek – Czarny Smok

W pokoju było ciemno, na stoliku stała jedna zapalona świeczka, która stanowiła jedyne źródło światła dla dziewczyny, która leżała na łóżku. Powoli otwierała oczy.

– He.. gdzie ja? – Uniosła głowę, rozejrzała się. – Co to za miejsce? – Z trudem wstała, podeszła do drzwi, chwyciła za klamkę, gdy tylko drzwi otworzyła, dostrzegła, gromadę ludzi rozmawiających między sobą, niektórzy opierali się o ścianę, inni płakali. Był to długi korytarz, a po obu stronach znajdowały się drzwi do różnych pokoi.

Wszyscy na nią spojrzeli, podszedł do niej jeden mężczyzna..

– Jak się czujesz?

– Trochę, kołuje mi się w głowie. – Przyłożyła swoją dłoń do czoła. – Co to za miejsce?

– Znajdujemy się pod posiadłością Pana Jeana. Gdy smoki zaatakowały...

– Smoki?! – krzyknęła dziewczyna. – Ał! – Aż zabolała ją głowa. – O co tu chodzi?!

– A o to, że smoki zaatakowały. – Z tłumu ludzi wyszedł małej postury człowiek.

– Pan Jean? – odezwała się dziewczyna.

– Cieszę, się, że nic ci nie jest Erza, chodź porozmawiamy w pokoju.

Weszli wspólnie do pomieszczenia. Erza była zszokowana jego słowami. Nie wiedziała nawet od czego zacząć.

– Wiesz cokolwiek na temat Smoczej Wojny?

– Tak, kiedyś mistrz mi o niej mówił, ale nie sądziłam, że ona naprawdę ma miejsce. – Tu się przez chwilę zawahała. – Powiedz, czy to co miałam dostarczyć mistrzowi miało służyć do obrony przed smokami?

– Tak.

Erza, aż się zachwiała.

– To była jedna z trzech świętych broni, służąca do walki przeciwko smokom. Plan zakładał, że jeśli smoki się zjawią, wszyscy, skierujemy się do Magnolii, gdzie pod wpływem magicznego artefaktu, złotej kuli, która znajdowała się w szkatułce, będziemy mogli obronić się, lecz ta zdzira Aria, która była z Raven tail nam ją wykradła.

– Mój boże... gdybym tylko ją pokonała – Zaczęły spływać Erzie łzy. Podeszła do łóżka i usiadła na nim.

– Nie możesz się obwiniać. Zostałaś otruta, natomiast ona, gdy już ją prawie miałem, moja moc nagle się dezaktywowała. To mnie należy obwiniać. Musiała mieć wspólnika, którego nie dostrzegłem.

– Jak.. wygląda sytuacja... na górze? – z olbrzymim strachem zapytała się Erza.

– ...Wyjdźmy to sama zobaczysz.

Po tych słowach już zaczęła żałować pytania.


Nie zwlekając ani chwili, Natsu wraz z Marick'em ruszyli w kierunku wroga, który również nie zwlekając, zaraz po rozpięciu skrzydeł machnął nimi, odrzucając przez to dwójkę magów w tył. Skoczył w ich kierunku, wyciągnął swoją olbrzymią łapę w kierunku Marick'a, chwycił go, po czym zaczął go ściskać.

– Dragon skin – wymówił te słowa, po czym całe jego ciała zostało pokryte łuską smoka. W tedy od prawej strony Natsu odbił się od ziemi i z gotową pięścią uderzył smoka w paszczę, w chwili zaskoczenia poluzował on uścisk, dzięki czemu mógł się wydostać.

Szybko Marick wstał i podbiegł do niego zadając w tułów ciosy, przy którym ostatni z nich odepchnął smoka dalej. Spojrzeli oboje na siebie. Natsu widział, że ciosy jego towarzysza są silne i muszą dać z siebie wszystko jeśli chcą wygrać. Oboje przytaknęli sobie głową i pobiegli w stronę smoka.

Smok chwycił stojący wielki głaz i rzucił w ich kierunku, Natsu na tę sytuację, szybko użył Karyuu no Tekken niszcząc go, przebili się dalej w jego kierunku, na co wróg znów szybko skoczył w ich stronę.

– Karyu no Kenkaku! – Natsu odbijając się od ziemi, pokrył całe swoje ciało płomieniami, uderzył całym swoim ciałem w brzuch smoka, który wybił go, upadł kawałek dalej. Podbiegli do niego na co smok, jak tylko wyrwał się ze zdziwienia, ryknął przednimi na co Natsu przykrył swoje uszy dłońmi, lecz na Maricka to nie zadziałało. Uderzył go w krtań, na co natychmiast przestał krzyczeć, jednak nie pozwolił mu odsapnąć. Szybko wyciągnął dłoń i wyrwał mu lewe oko. Smok przez uderzenie w krtań nie mógł wydobyć głosu, lecz było widać, że strasznie cierpi, tarzał się po ziemi, z trudem wyjąc z bólu.

Natsu nie tracąc szansy zasygnalizował Marickowi by ten zrobił mu drabinkę z dłoni, odbił się od nich w górę po czym stworzył olbrzymią kulę ognie, którą wystrzelił w dół na cierpiącego na dole smoka.

Karyu no Koen! – Kula przygniotła smoka, rozprzestrzeniając ogień po całym jego ciele.

Gdy tylko ogień przygasł dwójka magów podeszła do niego.

– Przeklęci... magowie...

– Żyje? – spytał sam siebie Marick. – Zakończę to. – Po czym podszedł do niego z gotowym kończącym ciosem, lecz Natsu stanął mu na drodze.

– Chcesz dobić przeciwnika, który nawet nie może się ruszać?! – oznajmił Natsu.

– To smok! Tu nie ma czasu by się litować.

– I tak nic już nie może zrobić!

Nagle przerwał im cichy głos.

– ... Jest silne... dziecię Igneela.. – ledwo wydyszał smok.

– Znasz Igneela?! – krzyknął Natsu i kucnął przy jego głowie. – Proszę, powiedz mi, wszystko co wiesz.

Nie uzyskał odpowiedzi, jego oczy przybladły, a oddech zanikł.

Opuścił głowę Natsu

– Niech to szlag... – powiedział.

– Podejrzewam, że musiał kiedyś często, przebywać w towarzystwie Igneela. Stąd znał twój zapach, który pomógł mu cię znaleźć, lecz nie miał wobec ciebie, żadnych pozytywnych zamiarów.

Przyłożył Natsu dłoń do powieki martwego smoka i je zamknął. Wstał i spojrzał na Maricka.

– Marick powiedziałeś, że wiesz, gdzie jest Igneel. Nie kłamałeś, prawda?

– Nie, wiem, gdzie jest.

– Powiesz mi teraz?

– Powiem ci wszystko jak już dotrzemy do Rainbow town.

– Dlaczego nie teraz?!

– Bo jesteś pełen wątpliwości, gdy zdradzę, ci jego położenie nie wiadomo co zrobisz. Natomiast w mieście jest moja dobra przyjaciółka, która wie ode mnie znacznie więcej. – Spojrzeli na siebie. – Rozumiesz?

– ...Tak, rozumiem.

– Cieszę się, a teraz przygotuj się bo zbliżają się następne smoki.

Odwrócił się Natsu.

– Co takiego?

– Te smoki prawdopodobnie musiały mu towarzyszyć, ale musiały być od niego znacznie wolniejsze.

– Smocza Wojna... – powiedział cicho Natsu.


– Moc tego artefaktu jest wprost niesamowita. Świetnie się spisaliście, Aria i Nick.

– Dziękujemy mistrzu Ivan – odpowiedzieli równocześnie.

Wszyscy członkowie gildii, patrzyli z zamkowej wieży, jak złota poświata otoczyła ich gildie, chroniąc ich przed smokami, które próbowały teraz przedrzeć, się do środka.

– Wielkie dzięki Nick, gdybyś nie użył wtedy swojej magii, by zneutralizować magię runów tamtego starca, było by już po mnie.

– Nie dziękuj, znam cię i wiem, że byś sobie nie poradziła beze mnie – Przyłożył rękę do głowy Arii, targając jej włosy. Ma on blond włosy i niebieskie oczy, przy czym jest bardzo dobrze zbudowany.

– Idiota.

– Tak, dziękujesz?

– Przecież, nie chciałeś bym dziękowała.

– No tak. – Uśmiechnęli się do siebie szyderczo.

Nagle rozbrzmiał głos mistrza Ivana.

– Słuchajcie wszyscy, teraz, gdy złota bariera nas chroni, przystąpimy do ataku! Niech się wszyscy przygotują!

– Tak! – krzyknęli wszyscy.

– Zagarnę wszystko – powiedział pod nosem Ivan.