A/N: I oto w końcu jest! Zapraszam do czytania!

Byłbym wam bardzo wdzięczny za każdy komentarz. Da mi to jeszcze większą wenę na częstsze ukazywanie się rozdziałów.

Story and picture by Hiro Mashima.


Rozdział XII
Czas
Dotarcie

– Nie zatrzymujcie się! Wiem, że jest ciężko, ale nie możemy sobie pozwolić na odpoczynek.

Trójka magów przedzierająca się przez las, nieustannie będąc w ruchu, wiedzieli, że nie mogą sobie pozwolić na odpoczynek, gdyż każda zmarnowana sekunda mogłaby ich zbyt wiele kosztować.

– Jak daleko jest twoja rezydencja Lucy? Biegniemy i końca nie widać – powiedział zdyszany chłopak.

– Nie narzekaj Gray, już prawie jesteśmy.

Spojrzał na nią z zaciekawieniem.

– Cieszę się, że to ja jestem tym, który narzeka. – Uśmiechnął się Gray.

Lucy spojrzała na niego i się zarumieniła.

– Cicho, nie tak głośno. Smoki mają dobry słuch – oznajmił im Laxus

Biegli przez las położony na wzniesieniu. Stamtąd mieli bezpośrednio dostać się do byłej rezydencji Lucy. Cali zmęczeni dobiegli do wyjścia z lasu.

– Widać... ją – wzięła głęboki oddech. Wyprostowała się i wskazała palcem. – Tam. To mój dom.

Laxus I Gray spojrzeli w kierunku wskazanym przez ich przyjaciółkę. Ujrzeli poniszczony dom. Pierwsze co im przyszło do głowy to smoki. Nie mylili się, takich zniszczeń nikt inny nie mógł zostawić.

– Lucy, przykro mi. – Podszedł do niej Gray.

– W porządku, ja już i tak tam nie mieszkałam. Jak powiedział Laxus, nie marnujmy czasu.

Wpierw się rozejrzeli, czy nie ma zagrożenia. Ruszyli, biegli ile sił w nogach. Zbliżali się, dotarli do ogrodów mieszczących się przed rezydencją. Niespodziewanie Laxus wyciągnął rękę. Oboje się zatrzymali.

– Posłuchajcie mnie uważnie – powiedział przyciszonym głosem. – Z tyłu domu słyszę smoka, najprawdopodobniej zadomowił się tutaj. Gray, razem ze mną pomożesz mi go odciągnąć stąd, gdy ty Lucy zajmiesz się tym po co tu przyszliśmy. Zrozumiano?

– Tak – odpowiedzieli.

Lucy wbiegła do budynku, gdy Laxus okrążył całą rezydencję z lewej strony, a Gray z prawej. Mag lodu wyprostował się by stworzyć w obu rękach łuk. Gdy broń stała się materialna zaczął wycelowywać do celu. Wiedział, że jeden strzał będzie mógł wyeliminować wroga. Kątem oka dostrzegł Laxus'a, który przytakiwał głową, na znak do ataku. Puścił cięciwe, ruszyła. Jego głowa poruszyła się i szybko ugryzła strzałę. Gray skoczył, gdy od tyłu Laxus planował wskoczyć na smoka, lecz jego też dojrzał, zaatakował go ogonem. Uderzył o ziemię.

– Laxus! – Gray szybko oprzytomniał. – Ice-Make Hammer! – Uderzył lodowym młotem wprost w czaszkę, lecz ku jego zaskoczeniu, nic to na nim nie zrobiło.

– Co?! Mimo, że z wyglądu jest taki sam jak pozostałe smoki, to jest do tego bystrzejszy i mądrzejszy?!


– Było ich zbyt dużo.. ach, jak mogłem tak łatwo dać się pokonać. – Rozgniewany mag, pomimo obecności ludzi, wydawało by się jakby te pytania kierował do samego siebie.

– Co ty mówisz? Widziałem jak walczyłeś. Zdjąłeś trzy smoki, a pozostałe porządnie zraniłeś. Można powiedzieć, że większość ludzi przeżyła tyko dzięki tobie – powiedział starszy mężczyzna.

Mag nie odpowiedział.

– Tak, dokładnie, Gajeel – dodał ktoś inny.

Siedział cicho po czym wstał z krzesła.

– Zrozumiałem, ale to i tak mi nie wystarczy. Muszę iść.

– Dokąd? – podszedł starszy pan.

– Staruszku, więc jednak przeżyłeś. – Lekko się uśmiechnął.

– Muszę przyznać, że wtedy, gdybyś nie pracował przy latarni ze mną to nie wiem, co by się ze mną stało. – Uśmiechnął się.

– Tak, samo ja nie wiem, co się stało z moją gildią. Nie mogę dłużej siedzieć w tych podziemiach.

– Zaczekaj chwilę dostaniesz jedzenie i wodę na drogę.

– Hm, wystarczy mi metal – uśmiechnął się chytrze.


Lucy biegła mijając regały, słysząc w tym samym czasie odgłosy walki. Chciała zawrócić i im pomóc, ale wiedziała, że bardziej przyda się tu.

– W jaki sposób mama mogła się skontaktować z Królem smoków? – zastanawiała się. – Skoro, nawet ojciec tego nie wiedział, to musiała to zrobić na tyle dyskretnie, żeby cała rezydencja nie zdała sobie z tego sprawy. – Przeszukałam już cały dom i nic.
Mijała hol, po czym skręciła do sypialni rodziców. Ciosy walki coraz bardziej się nasilały. Wbiegła, po czym rozejrzała się.

– Oczywiście, jak mogłam sądzić, że tutaj cokolwiek jeszcze będzie, w końcu nasz dom został wykupiony. Myśl, myśl, gdzie bym schowała coś tak istotnego? Na pewno nie w miejscu do którego każdy ma dostęp. Skoro nie tu, to gdzie? Nie, to nie może być takie łatwe... chwila, czy to może być...

Dach się zawalił nad Lucy. Smok musiał pod wpływem ciężaru swojego ciała załamać podpory. Przeleciało jej całe życie przed oczami.

– Ice-Make Prison! – krzyknął Gray. Ciało Lucy zostało otoczone grubą warstwą lodu. Smok zderzył się, lecz siła magii lodu wytrzymała.
Wstał, przymierzając się do ataku, lecz prawym sierpowym dostał z pięści Laxus'a, który otoczył swoją pięść elektrycznością. Wybiło go na tyle mocno, że wypadł z budynku.

– W porządku?! – podbiegł Gray, który w tym czasie zdjął magię chroniącą Lucy.

– Ta..tak – Skierowała na niego wewnętrzną stronę dłoni. Chciała w ten sposób pokazać, że jeszcze nie jest pora na troskę, bądź chwilowe rozluźnienie.

– Gray, zmarnowaliśmy czas przychodząc tu.

– Co to znaczy? – spytał rozkojarzony.

– Czegokolwiek użyła, czy też ktokolwiek jej pomagał nie znajduje się w naszym świecie.

– O kim mówisz?

– Król Gwiezdnych Duchów – odpowiedziała stanowczo.